Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2011

Dystans całkowity:907.45 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:40:24
Średnia prędkość:22.46 km/h
Maksymalna prędkość:65.85 km/h
Liczba aktywności:23
Średnio na aktywność:39.45 km i 1h 45m
Więcej statystyk
  • DST 34.43km
  • Czas 01:30
  • VAVG 22.95km/h
  • VMAX 44.33km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Malta z Tomkiem

Wtorek, 17 maja 2011 · dodano: 17.05.2011 | Komentarze 0

Przez matury dzisiaj w szkole tylko na 2 lekcje, do 10:30. W domku nasmarowałem łańcuch (drugim sprayem) i na rower, wyjątkowo nad Maltę. Tam pustki, jedynie Tomek jechał w moją stronę i się podłączyłem do niego. Miał jeszcze 1h czasu do odebrania swojej Maji spod szkoły, więc najpierw jedno normalne kółko asflatlem, a potem w terenie pod górkę na przeciwko Malta Ski. Tam nie dałem rady na ostatnim podjeździe i zaliczyłem pierwszą glebę w SPD, nawet nie próbowałem się wypiąć.
Potem podjechaliśmy do sklepu na Kwiatową - Cyklopro (właściwie to jest idealnie to samo co Cyklotur, tylko inna nazwa i większe ceny) i potem Tomuś zaproponował odprowadzić mnie kawałek. Ruszyliśmy deptakiem i spotkaliśmy tam 2 chłopaków z 1a, czyli z klasy Maji. Wzbudziło to moje podejrzenia, że niby już oni skończyli lekcje i Tomek podjechał się ich spytać co oni tu robią.
No i faktycznie, byli już po lekcjach. Biedna Majka musiała sama się odprowadzić do domu, a Tomek nawet o tym nie wiedział że kończą godzinę wcześniej.
Tomczer odprowadził mnie pod sam dom, jeszcze po drodze nauczył mnie skakać na rowerze - nie wiedziałem że jest to takie łatwe w SPD :D.
Kategoria Towarzysko


  • DST 51.78km
  • Czas 02:08
  • VAVG 24.27km/h
  • VMAX 42.67km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzelnica, Malta, Strzeszynek

Poniedziałek, 16 maja 2011 · dodano: 16.05.2011 | Komentarze 0

Dzisiaj dużo wolnego czasu, to i do generała skoczyłem sobie rowerem. Specjalnie cieplej ubrany i w dłuższy spodniach, których nogawka zaczepiała się o przerzutkę (przez brak osłony). Nad Maltą już miałem dość tego i włożyłem sobie nogawkę w skarpetkę, a co ;). Siara na maxa, ale nie liczy się wygląd, a komfort jazdy. Ciekawe co o mnie myśleli wszyscy ci, których szybko objeżdżałem.
Jedno kółko mi wystarczyło i pojechałem w stronę Strzeszynka. Na moście Rocha przyuważyłem Tomka który chyba był w trakcie pisania ważnego SMSa do Maji; patrzył na mnie, byłem pewny że mnie rozpoznał ale żadnego znaku mi nie dał. Temu to zawsze jest ciepło: przy +15, bez słońca śmiga sobie w swoim krótkim stroju, a mi w kilku warstwach nie jest zbyt ciepło.
Ogólnie to wszędzie mało ludzi, nad jeziorami to już zupełna pustka. Spodobał mi się poprzedni wariant wydłużenia trasy nad Strzeszynek i tak już chyba będę teraz jeździł (zanim dojadę na pomost to kółko dookoła, wracając jeszcze raz kółko). Na pomoście jak dojechałem to było 3 rowerzystów, po chwili jeden odjechał, a mnie, jak zdjąłem bucik, chwycił skurcz w stopę i cholerstwo nie chciało puścić. Jeszcze w takich dziwnych miejscach trzymał. Jednak jak włożyłem moje magiczne buty to momentalnie zapomniałem o skurczach. Jeszcze tylko krótką rozmową przez telefon z Mariką (miałem pecha że oglądała swój ulubiony serial i nie była zbyt rozmowna) i w stronę Cytadeli z lampką. Jeszcze nie było zbyt ciemno, ale wolałem być widoczny (godz 20:30)
Kółko do cytadeli, przy okazji sobie trochę poskakałem na hopkach (to nawet fajne jest :D) Wracając zachciało mi się pośmigać trochę w ciemnościach z moim słońcem, to jeszcze zrobiłem sobie kółko dookoła Rusałki z latarką na MID.
Wracając na podjeździe na Żeromskiego jakiś dres chciał się ze mną pościgać i bardzo kulturalnie zajechał mi drogę. Stojąc na pedałach osiągnął bardzo dużą jak na to miejsce prędkość ok 32 km/h, co ja sam tam tyle rzadko jeżdżę. Teraz to dla mnie nie było problemu usiąść mu na kole i korzystać z jego męczarni z oporami powietrza. W połowie drogi nogi mu nie wytrzymały i przestał pedałować, wtedy ja kulturalnie wyprzedziłem go zajeżdżając mu drogę świecąc tylnią lampką po oczach i po chwili zostawiłem już go daleko za sobą. W domu o 21:30.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 33.52km
  • Czas 01:18
  • VAVG 25.78km/h
  • VMAX 43.48km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 14 maja 2011 · dodano: 14.05.2011 | Komentarze 0

Od razu na stację dopompować załataną dętkę i do Strzeszynka. Chyba za przejazdem przez Lutycką ktoś usiadł mi na kole i trzymał się mnie aż do mojego odpoczynku na pomoście. Zanim jednak do tego doszło to dość nie typowo pojechałem dookoła Strzeszynka, żeby po dłuższej przerwie jeszcze raz pokonać tę trasę ale w druga stronę. Wracając skoczyłem sobie jeszcze do Cytadeli. Na starcie ze świateł miałem mały problem z wpięciem się w pedały - chyba trochę za mocno je podkręciłem. Wymęczony jazdą w SPD wróciłem do domu o 20:30.


  • DST 25.05km
  • Czas 01:00
  • VAVG 25.05km/h
  • VMAX 40.77km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek z problemami

Sobota, 14 maja 2011 · dodano: 14.05.2011 | Komentarze 0

Trasa standard, wracając zauważyłem mało powietrza w tylnej oponie, ale zdecydowałem pojechać do cytadeli. Jednak pod wiaduktem rozpiął mi się łańcuch i musiałem dłuugo szukać spinki. Powietrza jeszcze ubyło i już nie ryzykowałem, tylko na stację i do domu. Okazało się że znowu przez dziurę w oponie przebiła się dętka.


  • DST 61.85km
  • Czas 02:49
  • VAVG 21.96km/h
  • VMAX 46.73km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Malta z Szymonem -> za Maltą z Karolem i Tomkiem

Piątek, 13 maja 2011 · dodano: 13.05.2011 | Komentarze 0

Zaczęło się normalnie: po wczorajszych opadach dzisiaj ładna pogoda, to po szkole o 5 już wyruszyłem na rower. Standardowa trasa do Strzeszynka, gdzie dłuższą chwilę bawiłem się z ustawieniami siodełka (a obok mnie bawiła się jakaś gromada licealistów, którym co chwile wpadała piłka do jeziora).
Wracając zgadałem się z Szymkiem na wspólna jazdę nad Maltę. Strasznie od złego ułożenia bloków (za bardzo do wewnątrz) bolało mnie podbicie, więc na przerwie nad źródełkiem sobie przekręciłem na bardziej wyśrodkowaną pozycję. Przy okazji przyglądaliśmy się pracy rowerowej Policji spisującej numery ram rowerów jakiś ziomków, bo podobno dzień wcześniej skradziono jakiś rower z przed galerii Malta.
Meszki już wystarczająco dały nam się we znaki, więc pojechaliśmy odpocząć sobie po drugiej stronie Malty, ale tam było jeszcze gorzej. Śmignęliśmy sobie do jeziorka za Malta i wracaliśmy jakimiś kszaczorami przy drodze. Później jadąc w kierunku źródła minęliśmy jakiegoś znajomo wyglądającego kolarza. Po chwili zastanowienia krzyknąłem że jest to Karol i popędziliśmy za nim.
Tak, to był on wraz z Grzechem. Od razu zjechał mnie za to, że kupiłem buty Shimano, do końca nie wiem dlaczego. Jakoś zagadałem do niego o maratony i wyszło, że chce pogadać z Tomczerem na temat jego klubu. Akurat Tomek wyminął się z nami i już chwilę potem razem z Karolem ruszyliśmy za nim. Dogoniliśmy go przy źródełku i chwilę pogadaliśmy. Po chwili dołączyli do nas Szymon z Grzechem ale oni już zajęli się sobą. Znowu atakowały nas meszki, więc zdecydowaliśmy pojechać gdzieś. Tutaj zostawiliśmy Szymka i Grzegorza, a sami pojechaliśmy gdzieś w rejony Karola. Prawie całą drogę gadał z Tomczerem, a mi się dobrze jechało za nimi. Jechaliśmy gdzieś w okolicy jakieś Nowej Wsi, wiem że było tam sporo jezior i dużo lasu. Na jednym ostrym podjeździe zabrakło mi umiejętności i o mało co nie zaliczyłem pierwszej gleby, ale jakimś cudem udało mi się w ostatniej chwili wypiąć. Jak wróciliśmy nad Maltę do słoneczku już ładnie sobie zachodziło. Pojechaliśmy "odprowadzić" Tomka, jednak Karol opuścił nas za Katedrą, a ja zostawiłem Tomczera za Cytadelą. Do domu wróciłem jakoś po 21.
Kategoria Towarzysko, MTB


  • DST 9.69km
  • Czas 00:31
  • VAVG 18.75km/h
  • VMAX 43.90km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sołacz i Marika

Czwartek, 12 maja 2011 · dodano: 12.05.2011 | Komentarze 0

Postanowiłem dzisiaj mimo dużej ilości nauki do szkoły wyjść na rower i sprawdzić inne ustawienia bloków. Planowałem iść zaraz po szkole, kiedy jeszcze nie miało padać ale napisałem do Mariki, czy powtórzymy wczorajszy dzień, będąc pewny że odmówi. Tu mnie zaskoczyła i zgodziła się wyjść ok 18 - 19, czyli wtedy kiedy według prognoz miało się rozpadać. No to sobie wykombinowałem że najpierw zrobię coś do szkoły, a potem już pójdę z nią na ten rower, a co mi szkodzi.
Ok 18 pojawiły się czarne chmury na południu, a wiatr był północny co oznaczało zły znak. Do momentu kiedy wychodziłem z domu jeszcze nie padało, ale jak przejechałem parę metrów to poczułem pierwsze krople. Nawet zatrzymałem się na stacji i zadzwoniłem do Mariki czy na pewno chce zmoknąć bo u mnie już pada. Wygląda na to, że bardzo chciała się ze mną spotkać i odważnie zdecydowała przyjechać. Jak dojeżdżałem na sołacz to już słyszałem pierwsze grzmoty, ale nie raz już takie coś miałem. Jakoś mocno jeszcze nie padało, w parku sołackim nawet nie było czuć kropli. Trochę sobie poczekałem zanim przyjechała Marika, jakieś 20 min... W tym czasie poćwiczyłem stójkę w SPDkach. Ok 19 się spotkaliśmy i zadecydowaliśmy objechać tylko dookoła parku Sołackiego. Niestety, ale zaczęło padać i szybko rozstaliśmy się pędząc do domu. Z początku mocno nie padało, ale im bardziej wjeżdżałem w chmurę tym było gorzej. Jakoś dojechałem do domu, przemoczony nie byłem; pewnie nawet bardziej spocony niż mokry od deszczu.
Dzisiaj już jakoś nie czułem tej mocy w pedałach, co było wczoraj, nawet na podjeździe się dosyć zmęczyłem.
Kategoria Towarzysko


  • DST 39.13km
  • Czas 01:49
  • VAVG 21.54km/h
  • VMAX 46.32km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

U Kasii i z Mariką: SPD <3

Środa, 11 maja 2011 · dodano: 12.05.2011 | Komentarze 0

Wreszcie nadszedł ten długo wyczekiwany przeze mnie moment: platformom mówię papa, witam SPD! Normalnie dzisiaj lekcje do 12, zaraz po szkole tramwajem do cykloturu po buciki i pedały. Jak zobaczyłem M077 to opadła mi szczęka z wrażenie, w necie wyglądają dużo gorzej. Jednak spośród 4 par zamówionych butów wygrał mój faworyt - M087 ze względu na wygodę. Potem w domciu od razu zabrałem się za pedały i czytanie instrukcji do czego służą te wszystkie blaszki. Przy okazji dogadałem się z Kasią, że będę u niej o 16:30 i z Mariką na wieczór. Jeden pedał spokojnie odkręciłem, natomiast drugi nie chciał puścić. W takim razie zamontowałem sobie bloki do jednego buta i nadszedł czas na pierwsze wpięcie się w pedały. Teraz to miałem dopiero problem: jak się to wpina? Próbowałem na wszystkie strony, z całych sił i nic. Dopiero po 5 min jakoś udało mi się wcisnąć, ale teraz nie mogłem go wypiąć. Bloki za słabo dokręcone i zamiast wyskoczyć to przesuwały się po bucie, ale na szczęście jakoś cwanie dałem sobie i z tym radę. Czas na drugi pedał: po 30 min walki z odkręceniem platformy okazało się, że ją cały czas dokręcałem. Drugi pedał założony, bloki w obydwu butach dokręcone i druga przymiarka z SPD. Tym razem szybciej uporałem się z wpięciem, a z wypięciem to już była drobnostka. Pozostało mi tylko napisać do Kasii że będę później i już biegłem z rowerem po schodach.
Pierwsze wrażenie niesamowite, tylko trochę siodełko miałem za nisko. Na Przybyszewskiego zjechałem sobie na chodnik i podwyższyłem do max wysokości. No, i teraz to można śmigać! Różnica w prędkości wielka, o ok 5 km/h szybciej, na podjazdach nawet do 10 km/h. Tylko nogi mi się szybko męczyły.
U Kasii byłem o 17, w czasie 2,5h wizyty przesunąłem sobie bloki do tyłu - żeby było podobnie jak jeździłem na platformach.
Wstępnie z Mariką po południu umówiłem się na 19:40, a jak dzwoniłem/pisałem do niej do zero reakcji. Dopiero jak o 19:30 próbowałem uwolnić się ze Strzeszyna to zadzwoniła do mnie. Wtedy o mało co nie zaliczyłem pierwszej gleby: dałem po hamulcach nie wypinając się wcześniej. Jednak jakoś udało mi się zwinnie wypiąć i podeprzeć upadającego kolarza z rowerem. To teraz miałem się z nią spotkać za 10 - 15 min na Sołaczu, a to brzmi jak wyzwanie, w dodatku w butach SPD!
Tylko miałem jeszcze problem: muszę wyjechać z działek! Na szczęście jacyś państwo wyjeżdżali, ale zanim to zrobili to męczyli się z otworzeniem bramy dobre 5 min. W takim bądź razie miałem 10 min żeby dojechać na Sołacz: moja prędkości na asfalcie wynosiła ok 35-40 km/h. Jednak te buty to jest coś pięknego.
Jak spotkałem się z Mariką to było już ciemno i zimno, oczywiście ja lampki specjalnie nie brałem. Pojechaliśmy nad Strzeszynek i tam posiedzieliśmy dobre 30 min. Co chwile na moje nogi były wykonywane naloty meszek. Oczywiście jak zadzwonił Słoma to Marika musiała z nim gadać 10 min - to było bardzo miłe.
Decyzja o powrocie nastąpiła o 20:40, było już ciemno i musieliśmy jechać bez okularów. Momentami trochę Marika szalała 30 km/h, ale ok. Dobra muszka w oku nie jest zła. Odstawiłem ją na Bonin i w domu byłem o 21:30.
Kategoria Towarzysko


  • DST 35.54km
  • Czas 01:32
  • VAVG 23.18km/h
  • VMAX 37.67km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Rusałka

Wtorek, 10 maja 2011 · dodano: 10.05.2011 | Komentarze 0

Dzisiaj, z uwagi na naukę na jutrzejszy sprawdzian z chemii, dosyć późno wyruszyłem. Moja trasa nad Rusałką trochę uległa zmiany i teraz jeżdżę sobie bardziej wgłąb lasu. Jak wjechałem na główną ścieżkę to od razu śmignął obok mnie jakiś wariat z plecaczkiem i od razu znalazłem się mu na kole. Za nim jakoś tak lekko jechało mi się 35 km/h. Szkoda że zgubił mnie na Lutyckiej i potem już go nie dogoniłem. Nad Strzeszynkiem króciutka przerwa i powrót nieco inną trasą. Potem tradycyjnie do Cytadeli i z powrotem złapałem jakiegoś kolarza, ale nie podjeżdżałem do niego za blisko bo wstyd tego odgłosu łańcucha.
Jeszcze pętelka nad Rusałką i w domu o 20:30.


  • DST 54.08km
  • Czas 02:19
  • VAVG 23.34km/h
  • VMAX 41.51km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Suchy Las z Tomczerem *Pierścień dookoła Poznania

Poniedziałek, 9 maja 2011 · dodano: 09.05.2011 | Komentarze 0

W szkole matury, czyli luzy - nie było infy przez co kończyliśmy 2h wcześniej. Buciki jeszcze nie doszły, to dałem znać Tomkowi że będę nad Rusałką za 20 min, tak jak dogadaliśmy się w szkole (dzisiaj Tomczer rozjazd po sobotnim Maratonie - na którym zajął 1 miejsce w swojej kategorii).
Najpierw pofrunąłem sam nad Strzeszynek, zrobiłem kółko wzdłuż jeziora i wracając od stajni jakiś miły pan usiadł mi na kole. Miły, bo potem ładnie za Lutycka wskoczył przede mnie i szybko skorzystałem z tego prezentu, a tempo miał bardzo dobre. Miałem już tak cisnąć do końca Rusałki, ale zaraz za mostkiem usłyszałem telefon. Tak, to dzwonił Tomczer, który właśnie był na pomoście nad Rusałką. Powiedziałem że za 3 min będę i zaraz już się spotkaliśmy.
Pierwsze co to zbadał mój strój (koszulka Danielo Eurosport wygrana w konkursie przypadła do gustu, spodenek z lidla za 30zł nie skomentował :D). Dzisiaj Tomka widziałem pierwszy raz bez kasku - przez przypadek zostawił bodajże u trenera w samochodzie. Również nie miał okularów, ale te mu się rozwaliły :<. Pojechaliśmy nad Strzeszynek, mimo odpoczynkowej wycieczki Tomka, jechał moim tempem. Czasami mógłbym jechać szybciej, ale tylko siedząc mu na kole. Nad Strzeszynkiem chwila przerwy i o 19 ruszamy dalej.
W tej chwili zaproponowałem pojechać przez Suchy Las na Morasko, gdzie dalej na Piątkowie Tomek był by już w domciu. Moja propozycja została przyjęta pod jednym warunkiem - o 20 Tomczer ma być w domu. To mieliśmy godzinę czasu - trochę ciężko bo jedziemy tą trasą pierwszy raz, ale o czas jakoś się nie zamartwialiśmy. Jak gdzieś zgubimy drogę to najwyżej zawrócimy ;).
Specjalnie pojechałem na około stawku w stronę Kiekrza, żeby Tomek przy okazji wypadu ze mną poznał nową trasę. Następnie, nie chciało mi się czekać na pociąg na przejeździe, to zapadła szybko decyzja pojechania szlakiem oznaczonym na Zumi, którego nie ma w rzeczywistości. Oczywiście nie pamiętałem którędy niby on jest, więc jechaliśmy na czuja. Na fajnym zjeździe asfaltem Tomkowi wpadła muszka do oka i musiał zjechać na chodnik. Ja w tym czasie obczaiłem uliczkę w kierunku Kiekrza i po chwili już nią śmigaliśmy. Początek był dobry: ładny asfalt, trochę droga krążyła ulicami aż wreszcie asfalt się skończył i gnaliśmy polem. Po drodze minęliśmy traktor, który pojechał ładną drogą polem, a my szarżowaliśmy jakąś ścieżką przez zarośla. Na początku jechało się świetnie, problem rozpoczął się jak pojawił się większy piach który ładnie wpychał mnie w trawę/zboże.
Tymczasem mój sokoli wzrok mnie nie zawiódł i zobaczyłem na horyzoncie drogę. Szybko do niej dojechaliśmy i okazało się, że jesteśmy na miejscu. Jakimś cudem trafiliśmy na pierścień dookoła Poznania - jak się teraz okazało to jechaliśmy DOKŁADNIE taką samą trasą jaka jest na Zumi ;).
Teraz, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy, czekał nas najgorszy odcinek całej trasy. Piękna alejka, ale droga z początku fatalna. Coś koło 1km męczyliśmy się (znaczy ja się męczyłem) ze sporymi kamyszkami, których ni jak ominąć. Ale trud się opłacił. Bruk się skończył i delektowaliśmy się pięknej trasy. Piękne widoczki, piękna aleja, spoko szuter. Nic więcej do szczęście nie potrzeba. Jeszcze z lewej strony na niebieskim niebie wypatrzyłem dwóch motolotniarzy. Dla takich chwil kocham rower.
Tymczasem alejka się skończyła i zaczęła się szosa. Tomek, mimo spokojnego tempa, od razu wyrwał mi się i ledwo co go goniłem. 40 km/h jechał na luzie, ja trochę mniej. Szybko dojechaliśmy do Suchego Lasu i równie szybko znaleźliśmy się przy wjeździe na poligon. Teraz pojawił się problem - wjeżdżając na poligon dojedziemy do Biedruska, a musimy dostać się do Poznaniu. Co prawda Tomek był tu jakiś czas temu, ale nie pamiętał którędy tu dojechał. Wiedziałem, że gdzieś tu zaczyna się szlak na Morasko - na który chciałem trafić, ale nigdzie żadnych oznaczeń. Stwierdziłem że ważne, żeby teraz jechać w stronę Poznania - zawsze można jechać Obornicką. Parę metrów wcześniej mijaliśmy oznaczoną ścieżkę rowerową wzdłuż domów, którą zaraz już śmigaliśmy. Przejechaliśmy nią do kolejnej ulicy i tam znaleźliśmy oznaczenie szlaku - to oznacza że znowu nam się poszczęściło. Teraz wystarczył trzymać się szlaku i jakoś dojedziemy do Poznania.
Wjechaliśmy w las - a tam Tomuś od razu cały najarany szalał chyba 40 km/h wąską ścieżką, którą niby nigdy wcześniej nie jechał. Był w swoim żywiole, a ja nie miałem najmniejszych szans trzymać jego tempo. Za każdym razem jak na mnie poczekał, tak po paru sekundach już mi znikał daleko w lesie.
Tak sobie dojechaliśmy do ul. Meteorytowej, gdzie wjechaliśmy do, jeśli dobrze pamiętam, Rezerwatu Przyrody Morasko. Jeszcze chwilę przed tym Tomek chciał zjechać ze szlaku i śmigać bliżej obornickiej, ale ja wolałem nie ryzykować. Przy planie z zaznaczoną ścieżką jakiś zgubiony biegacz pytał nas się, czy wiemy gdzie jesteśmy - jednak po 10 min rozważań do żadnych trafnych wniosków nie doszliśmy. Z twierdzeniem, że nie jesteśmy na mat-geo i możemy się w tym nie orientować pojechaliśmy dalej.
Teraz czekał nas spory zjazd - znowu Tomuś szalał. Jemu hamulce nie były mu potrzebne, a liczne korzenie i piach nie straszny. Mi jednak życie miłe i trzymając ciągle ręce na hamulcu ostrożnie, skromnie 25 km/h sobie zjeżdżałem (- w przeciwieństwie do Tomka: max speed: 41). Już wiedzieliśmy gdzie jesteśmy - na planie była zaznaczona góra Morasko przez którą prowadził szlak. Tylko kurde, kiedy my na nią wjechaliśmy? Żadnych większych podjazdów nie było, a zjazd był dosyć stromy i długi.
Wyjeżdżając z gęstego lasu ujrzeliśmy piękny widok bloków na Piątkowie. Było już późno, robiło się powoli zimno a ja do tego jeszcze muszę projekt na fizykę zrobić na jutro. Także był to kolejny piękny widok.
Na odcinku bardzo piaszczystym, zagadałem do Tomka o to, czy na jego nowych oponach się nie zakopuje. Nie dowierzałem mu, że jedzie sobie prawie jak na asfalcie i dał mi dosiąść Marchewę. Miał rację - śmigało się... prawie jak na asfalcie ;P. Po chwili takiej miłej jazdy jednak niskie siodełko dało mi się we znaki i zamieniliśmy się na swoje maszyny.
O kolejną wymianę poprosiłem na asfaltowej ścieżce już przy dworcu na Piątkowie. Powiem tyle: moje opony nie mogą się równać z oponami Marchewy. Ciche i szybkie. Jechało się cudnie. Ja też takie chcę :<.
Odprowadziłem Tomka pod jego blok (na os Batorego) - idealnie o 20 staliśmy pod drzwiami i chwilę jeszcze pogadaliśmy. Wróciłem zajebistą ścieżką przy pestce - zazdroszczę takiego fajnego dojazdu do szkoły Tomkowi. W domu byłem o 20:40.
Kategoria MTB, Towarzysko


  • DST 30.17km
  • Czas 01:21
  • VAVG 22.35km/h
  • VMAX 34.91km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 7 maja 2011 · dodano: 07.05.2011 | Komentarze 0

Dzisiaj słabe tempo, wczorajsze szarżowanie i ból kolan dał mi się we znaki. 30 min odpoczynku na pomoście, prawie rozjechana skradająca się żaba za Strzeszynkiem, kółko do Cytadeli i do domu.