Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2011

Dystans całkowity:1033.38 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:45:39
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:53.27 km/h
Liczba aktywności:27
Średnio na aktywność:38.27 km i 1h 41m
Więcej statystyk
  • DST 71.63km
  • Czas 03:12
  • VAVG 22.38km/h
  • VMAX 42.28km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Puszczykowo z Jack i Kon oraz Strzeszynek z Kas

Sobota, 30 kwietnia 2011 · dodano: 30.04.2011 | Komentarze 0

W piątek w szkole umawialiśmy się na grilla u Jacka, co wieczorem zostało przez niego odwołane. Wstępnie wtedy umówiłem się Konradem na krótką przejażdżkę o 14. Dzisiaj jednak Jacek zdecydował się w ogóle wyjść na rower, o 14:30 miałem być w Luboniu. Za wcześnie zjadłem obiad - o 13, potem jeszcze drożdżówka i w drogę o 14. Od razu okazało się, że jest mi w samej koszulce zimno i przy targach zawróciłem i cofnąłem się po długi rękawek. Tym razem z domu wybiegłem jakoś o 14:15, czyli już teoretycznie nie miałem szans być na czas. Jednak wiatr mi prawie całą drogę sprzyjał: na równym asfalcie na Drodze Dębińskie prawie cały czas 40 km/h, a mogło być więcej. Potem Dolną Wildą min 30 km/h. Ostatecznie w Luboniu przy Biedronce byłem o 14:45, czyli czas miałem dobry.
Z Kondziem od razu pojechaliśmy przez Luboń na ścieżkę przy głównej ulicy w stronę Puszczykowa. Jechało się równie dobrze jak do Lubonia, bez większego wysiłku śmigaliśmy 30 km/h. Gdyby nie czekanie na pociąg na przejeździe oraz nie urżnięcie Kondzia przez jakiegoś owada to dojechalibyśmy do Jacka w dobre 20 min. Tak to byliśmy u niego w domu o 15:20.
Miał wolną chatę, oczywiście w szkole wmówił nam że będzie u niego babcia. Z Konradem zwróciliśmy uwagę na jego tv 52', a przypomniało mi się że dzisiaj o 15:30 gra Borussia, więc udało mi się namówić na włączenie meczyku. Efekt niesamowity, jeszcze w HD <3. Szkoda że tylko mi się teraz nie chciało ruszać z miejsca, po 10 min zauroczenia chłopacy zmusili mnie do jechania dalej. Szkoda, bo BVB wygrało 2:0, przez co zapewniło sobie dzisiaj mistrzostwo, a do tego drugą brameczkę zdobył Lewandowski...
Najpierw skoczyliśmy nakarmić Kondzia do jakieś restauracji, a potem na drugą stronę ulicy na lody. Tym razem jedna gała jakiś na prawdę dobrych, już nie pamiętam o jakiej nazwie. Tutaj zadzwoniłem do Kaśki, żeby zgadać się z nią co do wczoraj planowanego naszego spotkania. Najpierw odmówiła, a potem zadzwoniła że jednak znajdzie czas o 18. W tym czasie chłopacy gadali którędy będziemy jechać, czy przez las czy ulicą. Było już późno, po 16. Moje zdanie, co do powrotu, zmieniało się 3 razy i ostatecznie zdecydowałem się jechać ulicą, żeby być szybciej w domu.
Jednak oni woleli jechać lasem, przez co rozstaliśmy się o ok 16:40. Nawet było mi to na rękę, bo nie musiałem co chwilę na nich czekać, tylko sobie śmignąłem równym tempem pod wiatr. Tak dojechałem do Lubonia, gdzie zatrzymał mnie pociąg - godz 17. Wtedy usłyszałem dzwonek telefonu - oczywiście dzwonił Jacek, z pytaniem gdzie jestem i tym że mam na nich poczekać. Nie wiem dlaczego się na to zgodziłem, kompletnie nie było mi to na rękę. No dobra, chwilę poczekałem aż pociąg przyjedzie, potem czekałem na nich za przejazdem. W końcu przyjechali i Konrad zdecydował wrócić przez Luboń, żeby było szybciej. Właśnie w tym momencie rogatki się opuściły i czekaliśmy kolejne 10 min. W międzyczasie pojeździliśmy sobie na innych rowerach, mi przypadł Cube Kondzia.
Teraz Konrad wpadł na świetny pomysł pojechania inną drogą - jakimś polnym szutrem. Spoko, gdybym się nie spieszył. Trasę może sobie skróciliśmy, ale również znacznie wydłużyliśmy. Następnie, skoro byliśmy już tak blisko to pojechaliśmy odwiedzić Martę... Nie znowu dlaczego się na to zgodziłem. Tym razem dokładny adres znaliśmy, wystarczyło poszukać domu. Okazało się, że mieszka zaraz na przeciwko tego białego domu, w którym szukaliśmy jej tydzień wcześniej. Jacek kulturalnie do niej zadzwonił i czekaliśmy na nią, aż wyjdzie, dobre 10 min. Kolejne 15 min gadaliśmy z nią, po czym o 18 pojechaliśmy.
Z chłopakami rozstałem się przy biedrze, tej samej co 4h temu spotkałem się z Kondziem. Teraz czekało mnie trudne zadanie: walka z wiatrem. Z początku z dającym po twarzy wiatrem nie jechało się przez Luboń zbyt miło, ale później na Dolnej Wildzie już było nieco lżej. Role odwróciły się na Krakowskie, gdzie wiatr mi teoretycznie nieco pomagał. Przy Browcu, o 18:30 oddzwoniłem do Kaśki, która chciała już wychodzić z domu.
Szybko śmignąłem do domu, gdzie wciągnąłem drożdżówkę, cieplej się ubrałem i wpakowałem latarkę i popędziłem ile sił w nogach do Strzeszyna. Ulicami jechało się miło, miałem wrażenie że wiatr jest po mojej stronie. W lesie też szybko, ale taka jazda już zaczynała mnie męczyć. Ostatecznie byłem u niej o 19:10, ale jeszcze czekałem 10 min aż Kasia wyjdzie. Ukazała mi się z jakimś chłopakiem, którym był niejaki Andrzej. Oczywiście poszliśmy do sklepu, po lody i batony. Dla niejedzącej od 2 tyg Kasii było to mało, więc ja poszedłem a ona pojechała moim rowerem do drugiego sklepu po chipsy. Potem chwilę pogadaliśmy u niej pod bramą i tak zrobiła się 19:50. Jeszcze akcja z jakimiś ludzi, których Kasia opierniczyła za wyrzucanie śmieci do złego kubła (nie wiem o co chodzi, miała mi to wytłumaczyć) oraz chowanie się przed Andrzejem i nasze spotkanie dobiegło końca. Była już godz 20 i pojechałem ulicą nad Strzeszynek na zachód. Spóźniłem się o parę minutek, jak dojeżdżałem na pomost to coraz bardziej słońce chowało się między drzewami, aż na pomoście już zupełnie go nie było. Wróciłem sobie z lampką normalnym tempem, jeszcze specjalnie założyłem okulary bo coś mi to oka wpadło. W domu o 20:40.

Kolejny raz test tomka TF2, tym razem nieco więcej smaru, ale dokładniej przetarty przed jazdą - bez rewelacji, do szutrowego odcinka Kondzia była cisza, potem już coś charczało.

  • DST 20.23km
  • Czas 00:53
  • VAVG 22.90km/h
  • VMAX 30.68km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na zachód słońca nad Strzeszynek

Piątek, 29 kwietnia 2011 · dodano: 29.04.2011 | Komentarze 0

W taki piękny wieczór nie mógłbym usiedzieć w domu, więc według planu pojechałem na zachód. Trochę się spieszyłem, więc tempo w lesie miałem jak za starych dobrych lat. Niestety, ale przez to zdarzył się nie miły wypadek. W lesie za biskupińską jakiś pan z dzieckiem w foteliku (!!!) jechał znad przeciwka. Ja nic nie przewidując jechałem spokojnie 30 km/h. Nagle ten pan obejrzał się za siebie - pewnie na dzieciaka, i zjechał na moją stronę. Przez chwilę jechał poboczem, po czym chyba spojrzał na mnie i przez przypadek zajechał mi drogę. Ja nie zachowałem ostrożności i nie przewidziałem czegoś takiego. Po prostu obserwując to wszystko starałem się utrzymać dobre tempo; liczyłem że pan ustąpi mi drogi. Jednak się myliłem i było już za późno żeby nagle odbić w lewo: wjechałem idealnie na czołówkę w jego koło. Nawet nie jestem pewien czy próbowałem hamować (potem na miejscu zdarzenia nie zauważyłem żadnych wskazujących na to śladów). Efekt tego był taki: ja zatrzymałem się z rowerem, a pan z dzieckiem na rowerze przewrócili się na bok. Mi jedynie ucierpiało trochę kolano: jakoś musiałem uderzyć nim chyba o kierownicę. Ostatecznie rower cały, chociaż na początku miałem problem z przerzutkami i tylnim hamulcem. Natomiast u pana nieco bardziej ucierpiał rower: całe przednie koło wykrzywione. Pierwsze co zrobiłem, to spytałem się czy wszystko w porządku i chyba pomogłem pozbierać się. Później zobaczyłem dziecko w foteliku i się trochę przeraziłem. Na szczęście chłopaczkowi chyba tylko spadły paluszki, przez co się rozpłakał. Pan okazał się miłym człowiekiem i od razu spytał się czy jestem cały, czy nic mi się nie stało. Przyznał, że to wszystko to jego wina i przeprosił. Ja się jeszcze raz spytałem czy wszystko w porządku i czy małemu nic się nie stało, po czym pojechałem na zachód.
Dzisiaj jednak nie było zbyt pięknie, słońce przed linią drzew schowało się za warstwą chmur. Obejrzałem rower i odpocząłem sobie chwilkę. Wracając pierwszy raz całą drogę jechałem z latarką, głównie na migającym ale i w dwóch miejscach podświetliłem sobie drogę ciągłym światłem. W domu o 20:40.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 58.41km
  • Czas 02:36
  • VAVG 22.47km/h
  • VMAX 38.69km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Strzeszynek z Szymonem

Piątek, 29 kwietnia 2011 · dodano: 29.04.2011 | Komentarze 0

Dzisiaj w szkole pożegnanie maturzystów, przez co lekcje do 12:30 :). Po 14 wyszedłem z domu, jak zawsze zacząłem od Strzeszynka. Potem wybrałem się w stronę Kiekrza, gdzie spory wąż przepełznął zaraz przede mną. Dojechałem do przejazdu i zawróciłem. Objechałem Strzeszynek i nad Rusałką zadzwonił do mnie Szymek, który zaraz miał do mnie dołączyć. W tym czasie 2 razy objechałem Rusałkę, potem sobie usiadłem na ławeczce. Po chwili nudzenia się i gadania z Kasią przez telefon zdecydowałem pojechać w stronę Szymona. Tak spotkałem go za parkiem Sołackim i razem pojechaliśmy odpocząć nad Rusałką. Posiedzieliśmy tam dobre 30 min i ruszyliśmy nad Strzeszynek. Po drodze Szymek momentami szalał, raz miałem problemu z dogonieniem go. Na pomoście znowu dłuższy odpoczynek, sprawdziłem tam telefon a tu zonk: 12 połączeń nieodebranych, oddzwoniłem do Kasii i według jej poleceń pozdrowiłem Szymka, który kazał mi jej przekazać że ją kocha, po czym spytał się z jaką Kasią ja gadam. Posiedzieliśmy na pomoście znowu ponad 30 min i o 17:30 pojechaliśmy z powrotem. Już nawet nie jechałem z Szymkiem do cytadeli, tylko od razu poszarżowałem w Niestachowską. Jeszcze specjalnie jechałem Bukowską i Szylinga żeby być szybciej. W domu o 18, już miałem szybko zjeść obiad i jechać na zachód, ale...
...taka mała niespodzianka: drzwi zamknięte, nikogo nie ma, a ja nie mam kluczy do mieszkania. Od razu telefon do mamy o to, gdzie teraz jest - w Realu w King Crossie. Nie chciało mi się znowu znosić roweru i jechać gdzieś, więc poszedłem na półpiętro ogarnąć trochę rower. Po małym wyczyszczeniu go, jednak się wkurzyłem i zdecydowałem pojechać do mamy po klucze. Szybko przefrunąłem ścieżką na Bukowskiej i rozsiadłem się na ławce przed wejściem. Po chwili dosiadła się do mnie jakaś babcia z zakupami i było by wszystko ok, gdyby nagle nie zachciało się jej zapalić. Długo nie wytrzymałem w tym smrodzie i nie czekając na mamę pojechałem jakoś dookoła King Crossa. Gdy już wróciłem przed wejściem, mama dała mi kluczę i popędziłem do domu, gdzie przed chwilą wrócił brat. Ostatecznie wróciłem o 19, szybko zjadłem jabzo, 2 grześki i jogurt, przebrałem się i znowu na rower ;)

Test Tomkowego TF2 - tym razem nałożona minimalna ilość.
Kategoria Towarzysko


  • DST 30.01km
  • Czas 01:19
  • VAVG 22.79km/h
  • VMAX 33.37km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Czwartek, 28 kwietnia 2011 · dodano: 28.04.2011 | Komentarze 0

Włóczenie się bez celu, prawie 2h przesiedziane na pomoście.

Test FL Dry - na początku ładnie, pod koniec już trochę charczał, prawie w ogóle się nie zasyfił.


  • DST 64.98km
  • Czas 02:37
  • VAVG 24.83km/h
  • VMAX 40.05km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek, Malta i.... Strzeszynek ;)

Środa, 27 kwietnia 2011 · dodano: 27.04.2011 | Komentarze 0

Nie było dzisiaj siaty, a pogoda ładna ;). Wyszedłem z domu jakoś przed 17, początek standardowy. Potem Malta bez rewelacji, tempo już miałem jako takie. Zrobiłem dwa kółka a nogi nie bolały, to pojechałem sobie chociaż nad Rusałkę. Tam od razu zobaczyłem znajomego pana w bucikach spd, niebieskich spodenkach i z plecaczkiem. Ładnie usiadłem na kole i tak sobie podjechałem do Strzeszynka walcząc ze skurczami w stopach. Chwilkę odpocząłem i ruszyłem dalej. Zrobiło się już trochę zimno, więc musiałem trochę tempo zwiększyć. Drugie kółko dookoła Strzeszynka i w domu o 20. Na podjeździe na Żeromskiego trochę kolana dostały.

Już od samego początku łańcuch był głośny, tym razem TF2 się nie sprawdził.


  • DST 25.09km
  • Czas 01:04
  • VAVG 23.52km/h
  • VMAX 34.59km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Wtorek, 26 kwietnia 2011 · dodano: 26.04.2011 | Komentarze 0

Bardzo odpoczynkowa wycieczka, z dwoma dłuższymi postojami na pomoście. Najpierw nie byłem pewny co do pogody; na południowym zachodzie widziałem z domu ładną chmurkę. Jednak nie przestraszyłem się jej, i spokojnym tempem dojechałem nad Strzeszynek, gdzie w słońcu przesiedziałem dobre 15 min. Następnie rundka dookoła jeziora w przeciwnym kierunku niż zawsze i znowu pomost. Po 10 min przerwy udało mi się załapać na koło jakiegoś kolesia w butkach SPD, i tak mnie ciągnął aż do Żeromskiego, gdzie na podjeździe trochę mi za wolno jechał. W domu po 20.


  • DST 30.03km
  • Czas 01:15
  • VAVG 24.02km/h
  • VMAX 33.67km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Wtorek, 26 kwietnia 2011 · dodano: 26.04.2011 | Komentarze 0

Jak wychodziłem z domu to było prawie bezchmurne niebo, nad Strzeszynkiem trochę się zachmurzyło, przy Cytadeli jezdnia już była mokra.


  • DST 23.94km
  • Czas 01:03
  • VAVG 22.80km/h
  • VMAX 35.89km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Poniedziałek, 25 kwietnia 2011 · dodano: 25.04.2011 | Komentarze 0

Po wczorajszej wpadce dzisiaj miało padać, przez co postanowiłem odpuścić sobie śmiganie i dopieścić rowerek. Jednak gdy pod wieczór wyjrzało słońce, kross od razu był gotowy do jazdy. Kolejny test TF2, tym razem na wyczyszczonym łańcuchu (efekt: łańcuch bardziej zasyfiony niż na moim wynalazku). Najpierw wskoczyłem sobie na stację dopompować kółka i podciągnąć linkę hamulca. Planowałem tylko dojechać nad Rusałkę, ale tak dobrze mi się jechało że nagle znalazłem się nad Strzeszynkiem. Tam na pomoście zagadał do mnie pewien pan o mój licznik i tak chwilkę sobie miło pogadaliśmy o sprzęcie rowerowym. Gdy objechałem Strzeszynek poczułem nie wiadomo skąd krople deszczu, a przecież niebo czyste i słońce ładnie sobie zachodzi. Okazało się, że przez moje pomarańczowe szkiełka świat jest tak piękny, że nie zauważyłem wielkiej, czarnej chmury na północy, z której zaraz będzie lało. Teraz rozpoczęła się moja walka o przetrwanie. Znowu moje ciało mnie zadziwiło: nie wiedziałem że jestem w stanie tak szybko wracać ze Strzeszynka pod wiatr. Ostatecznie bardziej się upociłem niż zmokłem. W domu przed 20.


  • DST 19.62km
  • Czas 00:51
  • VAVG 23.08km/h
  • VMAX 41.13km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek...

Niedziela, 24 kwietnia 2011 · dodano: 25.04.2011 | Komentarze 0

Trochę się pogoda skopała, deszcz wisiał w powietrzu ale mi to nie przeszkodziło. Od razu jak wyszedłem to czułem krople. Nad jeziorami wyglądało, jakby dopiero co przeszła ulewa. Przed Strzeszynkiem poszła dętka, fajnie że moje ostatnie łatki poszły w piątek. Jakoś dojechałem na pomost i na szczęście poratowali mnie inni rowerzyści ;). Szkoda, że tak wyszło, bo nagle zrobiła się ładna pogoda i aż chciało mi się jeździć. Za to szybko wróciłem jezdnią do domu, przy okazji odwiedzając jeszcze stację żeby dopompować dętki.


  • DST 30.28km
  • Czas 01:20
  • VAVG 22.71km/h
  • VMAX 33.37km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 24 kwietnia 2011 · dodano: 24.04.2011 | Komentarze 0

Bez zapału, z wrażeniem, że jadę ciągle pod wiatr. Pierwszy raz dłuższa przerwa na pomoście i potem to samo. Sporo ludzi. Jeszcze kółko do Cytadeli i koniec.