Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 54.08km
  • Czas 02:19
  • VAVG 23.34km/h
  • VMAX 41.51km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Suchy Las z Tomczerem *Pierścień dookoła Poznania

Poniedziałek, 9 maja 2011 · dodano: 09.05.2011 | Komentarze 0

W szkole matury, czyli luzy - nie było infy przez co kończyliśmy 2h wcześniej. Buciki jeszcze nie doszły, to dałem znać Tomkowi że będę nad Rusałką za 20 min, tak jak dogadaliśmy się w szkole (dzisiaj Tomczer rozjazd po sobotnim Maratonie - na którym zajął 1 miejsce w swojej kategorii).
Najpierw pofrunąłem sam nad Strzeszynek, zrobiłem kółko wzdłuż jeziora i wracając od stajni jakiś miły pan usiadł mi na kole. Miły, bo potem ładnie za Lutycka wskoczył przede mnie i szybko skorzystałem z tego prezentu, a tempo miał bardzo dobre. Miałem już tak cisnąć do końca Rusałki, ale zaraz za mostkiem usłyszałem telefon. Tak, to dzwonił Tomczer, który właśnie był na pomoście nad Rusałką. Powiedziałem że za 3 min będę i zaraz już się spotkaliśmy.
Pierwsze co to zbadał mój strój (koszulka Danielo Eurosport wygrana w konkursie przypadła do gustu, spodenek z lidla za 30zł nie skomentował :D). Dzisiaj Tomka widziałem pierwszy raz bez kasku - przez przypadek zostawił bodajże u trenera w samochodzie. Również nie miał okularów, ale te mu się rozwaliły :<. Pojechaliśmy nad Strzeszynek, mimo odpoczynkowej wycieczki Tomka, jechał moim tempem. Czasami mógłbym jechać szybciej, ale tylko siedząc mu na kole. Nad Strzeszynkiem chwila przerwy i o 19 ruszamy dalej.
W tej chwili zaproponowałem pojechać przez Suchy Las na Morasko, gdzie dalej na Piątkowie Tomek był by już w domciu. Moja propozycja została przyjęta pod jednym warunkiem - o 20 Tomczer ma być w domu. To mieliśmy godzinę czasu - trochę ciężko bo jedziemy tą trasą pierwszy raz, ale o czas jakoś się nie zamartwialiśmy. Jak gdzieś zgubimy drogę to najwyżej zawrócimy ;).
Specjalnie pojechałem na około stawku w stronę Kiekrza, żeby Tomek przy okazji wypadu ze mną poznał nową trasę. Następnie, nie chciało mi się czekać na pociąg na przejeździe, to zapadła szybko decyzja pojechania szlakiem oznaczonym na Zumi, którego nie ma w rzeczywistości. Oczywiście nie pamiętałem którędy niby on jest, więc jechaliśmy na czuja. Na fajnym zjeździe asfaltem Tomkowi wpadła muszka do oka i musiał zjechać na chodnik. Ja w tym czasie obczaiłem uliczkę w kierunku Kiekrza i po chwili już nią śmigaliśmy. Początek był dobry: ładny asfalt, trochę droga krążyła ulicami aż wreszcie asfalt się skończył i gnaliśmy polem. Po drodze minęliśmy traktor, który pojechał ładną drogą polem, a my szarżowaliśmy jakąś ścieżką przez zarośla. Na początku jechało się świetnie, problem rozpoczął się jak pojawił się większy piach który ładnie wpychał mnie w trawę/zboże.
Tymczasem mój sokoli wzrok mnie nie zawiódł i zobaczyłem na horyzoncie drogę. Szybko do niej dojechaliśmy i okazało się, że jesteśmy na miejscu. Jakimś cudem trafiliśmy na pierścień dookoła Poznania - jak się teraz okazało to jechaliśmy DOKŁADNIE taką samą trasą jaka jest na Zumi ;).
Teraz, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy, czekał nas najgorszy odcinek całej trasy. Piękna alejka, ale droga z początku fatalna. Coś koło 1km męczyliśmy się (znaczy ja się męczyłem) ze sporymi kamyszkami, których ni jak ominąć. Ale trud się opłacił. Bruk się skończył i delektowaliśmy się pięknej trasy. Piękne widoczki, piękna aleja, spoko szuter. Nic więcej do szczęście nie potrzeba. Jeszcze z lewej strony na niebieskim niebie wypatrzyłem dwóch motolotniarzy. Dla takich chwil kocham rower.
Tymczasem alejka się skończyła i zaczęła się szosa. Tomek, mimo spokojnego tempa, od razu wyrwał mi się i ledwo co go goniłem. 40 km/h jechał na luzie, ja trochę mniej. Szybko dojechaliśmy do Suchego Lasu i równie szybko znaleźliśmy się przy wjeździe na poligon. Teraz pojawił się problem - wjeżdżając na poligon dojedziemy do Biedruska, a musimy dostać się do Poznaniu. Co prawda Tomek był tu jakiś czas temu, ale nie pamiętał którędy tu dojechał. Wiedziałem, że gdzieś tu zaczyna się szlak na Morasko - na który chciałem trafić, ale nigdzie żadnych oznaczeń. Stwierdziłem że ważne, żeby teraz jechać w stronę Poznania - zawsze można jechać Obornicką. Parę metrów wcześniej mijaliśmy oznaczoną ścieżkę rowerową wzdłuż domów, którą zaraz już śmigaliśmy. Przejechaliśmy nią do kolejnej ulicy i tam znaleźliśmy oznaczenie szlaku - to oznacza że znowu nam się poszczęściło. Teraz wystarczył trzymać się szlaku i jakoś dojedziemy do Poznania.
Wjechaliśmy w las - a tam Tomuś od razu cały najarany szalał chyba 40 km/h wąską ścieżką, którą niby nigdy wcześniej nie jechał. Był w swoim żywiole, a ja nie miałem najmniejszych szans trzymać jego tempo. Za każdym razem jak na mnie poczekał, tak po paru sekundach już mi znikał daleko w lesie.
Tak sobie dojechaliśmy do ul. Meteorytowej, gdzie wjechaliśmy do, jeśli dobrze pamiętam, Rezerwatu Przyrody Morasko. Jeszcze chwilę przed tym Tomek chciał zjechać ze szlaku i śmigać bliżej obornickiej, ale ja wolałem nie ryzykować. Przy planie z zaznaczoną ścieżką jakiś zgubiony biegacz pytał nas się, czy wiemy gdzie jesteśmy - jednak po 10 min rozważań do żadnych trafnych wniosków nie doszliśmy. Z twierdzeniem, że nie jesteśmy na mat-geo i możemy się w tym nie orientować pojechaliśmy dalej.
Teraz czekał nas spory zjazd - znowu Tomuś szalał. Jemu hamulce nie były mu potrzebne, a liczne korzenie i piach nie straszny. Mi jednak życie miłe i trzymając ciągle ręce na hamulcu ostrożnie, skromnie 25 km/h sobie zjeżdżałem (- w przeciwieństwie do Tomka: max speed: 41). Już wiedzieliśmy gdzie jesteśmy - na planie była zaznaczona góra Morasko przez którą prowadził szlak. Tylko kurde, kiedy my na nią wjechaliśmy? Żadnych większych podjazdów nie było, a zjazd był dosyć stromy i długi.
Wyjeżdżając z gęstego lasu ujrzeliśmy piękny widok bloków na Piątkowie. Było już późno, robiło się powoli zimno a ja do tego jeszcze muszę projekt na fizykę zrobić na jutro. Także był to kolejny piękny widok.
Na odcinku bardzo piaszczystym, zagadałem do Tomka o to, czy na jego nowych oponach się nie zakopuje. Nie dowierzałem mu, że jedzie sobie prawie jak na asfalcie i dał mi dosiąść Marchewę. Miał rację - śmigało się... prawie jak na asfalcie ;P. Po chwili takiej miłej jazdy jednak niskie siodełko dało mi się we znaki i zamieniliśmy się na swoje maszyny.
O kolejną wymianę poprosiłem na asfaltowej ścieżce już przy dworcu na Piątkowie. Powiem tyle: moje opony nie mogą się równać z oponami Marchewy. Ciche i szybkie. Jechało się cudnie. Ja też takie chcę :<.
Odprowadziłem Tomka pod jego blok (na os Batorego) - idealnie o 20 staliśmy pod drzwiami i chwilę jeszcze pogadaliśmy. Wróciłem zajebistą ścieżką przy pestce - zazdroszczę takiego fajnego dojazdu do szkoły Tomkowi. W domu byłem o 20:40.
Kategoria MTB, Towarzysko



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!