Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2012
| Dystans całkowity: | 1236.19 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 52:56 |
| Średnia prędkość: | 23.35 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 72.00 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 193 (94 %) |
| Maks. tętno średnie: | 164 (80 %) |
| Suma kalorii: | 20875 kcal |
| Liczba aktywności: | 32 |
| Średnio na aktywność: | 38.63 km i 1h 39m |
| Więcej statystyk | |
- DST 25.10km
- Czas 01:17
- VAVG 19.56km/h
- VMAX 40.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek E1
Sobota, 30 czerwca 2012 · dodano: 30.06.2012 | Komentarze 0
RPE:2Wieczorny wypad, z zamiarem wyregulowania przerzutek. Żeby wszystko odpowiednio sprawdzić udałem się moimi ścieżkami pure mtb. Dużo piachu, korzeni, trochę błota. Na dojeździe do domu okazało się, że cały czas jechałem na zablokowanym amorze, czego w czasie jazdy nawet nie odczułem.
Kategoria MTB
- DST 7.27km
- Czas 00:22
- VAVG 19.83km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Sklepy
Sobota, 30 czerwca 2012 · dodano: 30.06.2012 | Komentarze 0
Rybczyński i Rowerownia- DST 103.50km
- Czas 04:23
- VAVG 23.61km/h
- VMAX 47.21km/h
- Temperatura 28.0°C
- HRmax 168 ( 82%)
- HRavg 130 ( 63%)
- Kalorie 2689kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Śrem +w poszukiwaniu rundy XC w Mosinie E2
Piątek, 29 czerwca 2012 · dodano: 29.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 7 - dystans i upał zrobił swoje, ale tempo było słabeNa początek włóczyłem się po sklepach szukając łańcucha Srama 991, nigdzie, zarówno w 4 sklepach w Poznaniu jak i 2 w Luboniu go nie mieli. Przy okazji upał dał mi się tak we znaki, że nagle miałem całą rękę od krwi próbując wydmuchać nos. Chwila przerwy w cieniu i mogłem jechać dalej, ale bez większych szaleństw.
W Mosinie włóczyłem się szukając z komórką w ręce trasy niedzielnego wyścigu Thule XC. Dojechałem do toru downhillowego i tak się pogubiłem. Powróciłem jakimiś ścieżkami na ul Spacerową i stamtąd już nie kombinując pojechałem prosto do Śremu przez Grabianowo. Tempo słabe - co prawda pod wiatr ale to mnie nie powinno tłumaczyć, ok 25 km/h przy tętnie 130. Dopiero gdy wjechałem na główną między Czempiniem a Śremem to przyśpieszyłem chwilowo do 30 km/h, ale przyjemniej jechało mi się wolniej i do tego powróciłem.
Planowałem wrócić wioskami w stronę Kórnika, ale przed mostem natknąłem się na Nadwarciański szlak rowerowy i z ciekawości oraz chęci schłodzenia się przy korycie rzeki wybrałem się terenem do Mosiny. Najpierw udałem się drogą przy rzece która nagle się skończyła, po powrocie z niej już kurczowo trzymałem się szlaku. Wiatr w plecy i miejscami 30 km/h, ale długo to nie trwało. Przejazd przez lasy i pola to była jedna wielka piaskownica, a jak nie piasek to miejscami w taki upał trzymało się błoto. Szlaku nie polecam, w paru miejscach brakowało oznaczeń i gdybym się nie rozglądał to bym ładnie pobłądził.
W Krajkowie wjechałem na upragniony asfalt do Mosiny, troszkę pościgałem się z miejscowym szosowcem, a gdy on już nie miał sił to podpytałem go o drogę. Kaseta już nadaje się tylko do zajechania, moim zdaniem nie ma szans na przyjęcie nowego łańcucha. Męczyłem się z regulacją tylniej przerzutki i coś mi wyszło, zobaczymy jak to się sprawdzi w terenie.
Od Puszczykowa wskoczyłem na wyższe obroty i był ogień. Średnia nie spadała poniżej 30 km/h, a tętno poniżej 150. Na resztkach wody dojechałem do domu o godz 21:30
- DST 52.19km
- Czas 02:08
- VAVG 24.46km/h
- VMAX 46.32km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Mrowino NIEUDANY TEST, P1 P2
Czwartek, 28 czerwca 2012 · dodano: 28.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 5Jak to zawsze robiłem po tygodniu odpoczynku to i tym razem zaplanowałem zrobić sobie test na ustalenie stref tętna. Już na parę godzin przed wyjściem z domu zastanawiałem się czy jest sens robić taki trening, po powrocie z wycieczki nie zdążyłem się wyspać i nie czułem dzisiaj chęci do takiego wysiłku. Postanowiłem jednak po obiedzie zrobić sobie dłuższą drzemkę i bardziej wypoczęty wsiąść na rower. 2 godziny snu okazało się trochę za mało i musiałem na siłę wychodzić z domu.
Ostatni większy posiłek po ponad 2h, na szybko 20 min przed wyjściem zjadłem banana żeby nie umrzeć z głodu. Z początku nie spieszyło mi się, a nawet nie czułem zbyt wielkiej chęci do jazdy. Po krótkiej przerwie na wyregulowanie przedniej przerzutki która tak mnie ostatnio zawodziła trochę doszedłem do siebie i zacząłem 10 min jazdy bez pomiaru tętna. Nogi nie bolały, tętno z każdej minuty rosło coraz bardziej, tempo bardzo przeciętne - ok 30 km/h.
Po 10 minutach wskoczyło na poziom 160 i mogłem zacząć 20 min testu. Niestety za pierwszymi torami kolejowymi zauważyłem że pulsometr zgubił sygnał i dalsza jazda nie miała sensu. Na pocieszenie został mi fakt, że wynik i tak byłby trochę zakłamany przez słabe samopoczucie i podchodzenie zmęczony do testu.
W zamian za to pojechałem sobie w stronę Rokietnicy robiąc sprinty, przy których też mi brakowało mocy. Dalej na Mrowino i z powrotem przez Cerekwicę. W czasie jednego skoku, kiedy wkładałem całą moją moc, wypiął mi się pedał i z całą siłą zaryłem lewym kolanem w kierownicę. Szczęśliwie po rozruszaniu kolana skończyło się tylko na lekkim obtarciu. Na kolejnych sprintach już przykładałem większą uwagę na lewą nogę.
Na torach za Kiekrzem skończyłem sprinty, to wjechałem sobie w las na techniczne ścieżki. Odkryłem nową ścieżkę, ale jest ona bez rewelacji w postaci korzeni utrudniających jazdę, więc chyba z niej nie będę korzystał. Wracając na szlak natknąłem się na kolarza, którego chciałem przepuścić, ale ten okazał się być za uprzejmym człowiekiem i pozwolił mi wjechać. Sam ruszył przodem, a ja skorzystałem z takiej okazji i usiadłem mu na kole.
Okazało się, że ten kolarz ujeżdżał CZARNĄ BESTIĘ, która kiedyś zauroczyła mnie nad Strzeszynkiem. Tym razem ja na moim Instynkcie byłem o wiele większy, że nawet nie było widać kółek 29cali bestii. Jeździec prowadził skrótami po korzeniach, na których nie odstąpiłem mu koła. Za Lutycką bardzo miło poinformował mnie że skręca na piaszczystą górkę, na co odpowiedziałem mu że też tam zmierzam :).
Liczyłem że pojedzie piaskiem, a nie ułatwi sobie łatwiejszą nawierzchnią, ale i tak ładnie ciągnął. Na zjeździe pokazał mi sposób na ominięcie korzeni, z którego raczej nie będę korzystał bo traciłbym największa frajdę. Zaraz za wjazdem na szlak stała się rzecz dziwna. Bestia mi trochę uciekła, patrzę w jej stronę, a tam coś zaczyna szaleć tylnia przerzutka. Widziałem tylko jak łańcuch skakał pomiędzy zębatkami kasety, nagle przestał się w ogóle ruszać i po sekundzie odpadła połowa wózka z kółeczkiem. Najwyraźniej jeździec się tym nie przejął bo jechał dalej, zatrzymał się dopiero jak krzyknąłem mu że stracił przerzutkę. Ze zdobyczą w ręku podjechałem do niego i mogłem spojrzeć bestii prosto w oczy. Czarny Carver, 29er i full w jednym, mruczał pełnym XTRem, w pionie i poziomie utrzymywał go Fox 120mm, a na damperach się nie znam. Nie mogłem nie spytać się o wagę - 11kg. Spieszyłem się więc już nie dopytywałem się o więcej szczegółów tylko pożegnałem się i pojechałem do domku. Po takiej jeździe na kole 35 km/h jechało mi się teraz o wiele lepiej niż jak zaczynałem test. Miejmy nadzieję że szybko bestia wyliże się z doznanych ran i będę mógł jeszcze kiedyś ją ujrzeć :)
- DST 5.70km
- Czas 00:20
- VAVG 17.10km/h
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Szkoła
Czwartek, 28 czerwca 2012 · dodano: 28.06.2012 | Komentarze 0
- DST 82.85km
- Czas 03:37
- VAVG 22.91km/h
- VMAX 50.73km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 188 ( 92%)
- HRavg 162 ( 79%)
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Maraton Wyrzysk
Niedziela, 24 czerwca 2012 · dodano: 24.06.2012 | Komentarze 0
RPE 9 – co prawda na mecie byłem wykończony, ale momentami jadąc samemu brakowało mi motywacji do jazdy na pełnych obrotach.Już w sobotę wieczorem pojawiły się pierwsze problemy. Trener poważnie się rozbił na trasie w Karpaczu i w takim stanie nie mógł zawieść nas do Wyrzyska. Za to podzwonił po znajomych z treningów i znalazł Mateusza, który zgodził się nas zabrać. Mojemu tacie nie za bardzo spodobał się pomysł wpakowania do osobówki 3 rowerów + 3 ludzi i zaproponował że sam mnie tam zawiezie. W taki sposób mogłem sobie dłużej pospać i wziąć ze sobą więcej klamotów, a przy okazji tata porobił mi parę zdjęć na trasie.
Na miejscu byliśmy o 9:30, Tomczer z resztą ekipy przyjechał 15 min przed nami. Od razu do biura zarejestrować się. Bardzo fajnie rozdzielili zgłoszenia dla nowych i dla z numerami, tak że nie było kolejki. Następnie do samochodu złożyć rower i na rozgrzewkę. Tym razem wziąłem wszystko na wyścig, żeby nie doszło do sytuacji jak w Barlinku. Dojeżdżając na plac gdzie mieściło się centrum zawodów, słyszałem jak pan Kurek wypytywał zawodników o wartości ich rowerów. Ktoś z Corrateca podał kwotę 11 tyś zł, ktoś inny 6 tyś zł. Gdy ja znalazłem się w zasięgu wzroku pana redaktora, to jak na każdym maratonie musiał powiedzieć parę słów o najwyższym kolarzu na zawodach. Tym razem skojarzył mnie z zawodnikami z NBA, tak samo jak oni wrzucają piłki do kosza, tak ja mógłbym robić to na rowerze. Co ciekawe moje nazwisko pan Kurek pamięta bez problemu, a imię musiałem przypomnieć. Na koniec dopytał się mnie o mój rower – na co ja podałem kwotę 2,5 tyś zł, tak dla przeciwieństwa dla tych wszystkich 10 tys. Wtedy Wojtek Gogolewski przechodząc obok zaśmiał się, że 2,5 tyś to za samą ramę.
Jako rozgrzewkę pojechałem szukać mojego ośrodka w którym byłem na zimowisku w 1 klasie gimnazjum. Najpierw wjechałem w ulicę Podjazdową, która nie bez powodu tak się nazywała. Podjazd był nawet całkiem przyjemny, jadąc bardzo spokojnym tempem tętno podskoczyło mi do ok 170. Okazało się że wjechałem w złą ulicę, po przejechaniu cmentarza (który jeśli dobrze pamiętam widzieliśmy z ośrodka) zawróciłem i z ul podjazdowej zrobiła mi się zjazdowa. Wjeżdżając w kolejną uliczkę zaraz przy placu targowym od razu byłem pewien, że to właśnie jest ta uliczka. Nie myliłem się. Po przejechaniu obok basenu dojechałem do szkoły, przy której znajdował się coś jak internat w którym spędziłem ferie zimowe 4 lata temu. Dobrze tak po latach wrócić do miejsca z którym wiąże się wiele wspomnień. Jadąc dalej wzdłuż ośrodka dojechałem do końcówki trasy dzisiejszych zawodów. Skoro już tam byłem to i tak miałem w planach zobaczyć zapowiadaną „niespodziankę” przed metą, ze 2 km cofnąłem się do przejazdu przez drogę i tam zawróciłem. Faktycznie zaraz przed metą była niespodzianka, ale moim zdaniem można było, inaczej prowadząc trasę, zrobić lepszą niespodziankę. Zamiast zakrętów przy amfiteatrze, ja bym poprowadził prosto, ostrym zjazdem z wieloma korzeniami przez park prosto na metę.
Z rozgrzewki o długości 8 km wróciłem o 10:30, kiedy otwierano sektory startowe. Poszczęściło mi się i pierwszy raz miałem okazje startować z 1szej linii, także nie musiałem specjalnie długo czekać na starcie. Zamiast stać, pokręciłem się na rowerze wokół placu, tak jak wielu innych, a kiedy zrobiło się tam tłoczno to pojechałem zobaczyć początek trasy. Przejechałem sobie z 5 min główną drogą pod górkę i w kilka min wróciłem z górki. Jadąc samochodem nie zwróciłem uwagi że był tam kolejny w okolicy przyjemny zjeździk. Na 10 min przed startem ustawiłem się w sektorze, za Tomkiem Jakubowskim, Jarkiem i Czerniakiem. Obok mnie ustawili się m.in. Bartek Kołodziejczyk i Radek Lonka. Tradycyjne odliczanie i pierwszy raz ruszyłem razem ze sygnałem startu.
Start honorowy to było jedno wielkie przepychanie się, najpierw spokojnym tempem prowadzili chłopacy z Piły, potem na przód wysunął się Bartek Kołodziejczyk z Radkiem Lonką. Starałem trzymać się w pobliżu Tomka i Jarka. Start ostry nastąpił w Osieku n/ Notecią po skręceniu z drogi głównej na ścieżkę rowerową prowadzącą pod górę w las. Na zakręcie pierwszy raz zaklinował mi się łańcuch i musiałem na podjeździe gonić moich. Pod górkę jechałem moim mocnym tempem, wyprzedzając nawet pana Jurka Kaźmierczaka, który musiał mieć chwilowy kryzys, bo za chwilę słyszałem jak prosił mnie żebym zrobił mu miejsce. Skoczyłem mu na koło i dociągnęliśmy do Tomka Jakubowskiego i Jarka, który jechał bardzo ociężale. Jadąc w grupce odczułem efekt pogoni, czułem że już mam dość. Żeby zmniejszyć moją katorgę rozpiąłem koszulkę ile się dało w stylu Tomka, trochę powietrza na klacie nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Tylko byłem wstanie odpowiedzieć Jarkowi że już padłem i ostatkiem sił trzymałem jego koło.. Jako że on był w gorszym stanie od mojego to go wyprzedziłem na podjeździe pod największe wzgórze w okolicy – Dębową Górę (192m). Myślałem że Jarek już dzisiaj skończył ściganie, a tu nagle na długim, łagodnym zjeździe przeleciał obok mnie jak strzała. Nawet dokręcając nie byłem wstanie go dogonić, dopiero jak zrobiło się płasko to z pomocą innych utworzyliśmy większą grupkę. Razem ze mną Tomkiem i Jarkiem, jechali jeszcze pan Jan Dymecki (kat M5+), Tomasz Urbanowicz z Miłosławia i kilka osób z Chodzieży. Niestety, ale nawet na 29erze jechałem zachowawczo i traciłem dystans na niebezpiecznych zakrętach, przez co musiałem nadrabiać na prostych. W szczególności na jedynym asfalcie, który poprzedzał piaszczysty odcinek na którym zostawiając sobie odstęp do poprzedzającego mnie kolarza nagle na asfalcie zrobiło się ładne parę metrów. Jeszcze na 29erze z traktorem z przodu i większymi oporami powietrza musiałem włożyć nie mało sił aby ich dogonić. (Przez tydzień nie znalazłem czasu aby dokończyć, teraz już nie wiele pamiętam) Ostatecznie pod koniec asfaltu udało mi się ich dogonić, ale zdążyłem tylko wziąć łyka wody i już wjeżdżaliśmy w teren. Do końca rundy starałem się trzymać w peletonie, w pewnym miejscu pomogłem jeszcze dojechać do czołówki Tomkowi, który na prostej się wyłożył. Na początku drugiej pętli siły mi wróciły i postanowiłem pociągnąć na podjazdach. Jadąc za Tomkiem przesuwaliśmy się na sam przód, aż tu nagle gdy próbowałem zrzucić na młynek łańcuch się zaklinował i musiałem się zatrzymać. Na takim podjeździe nie było sensu walczyć z ruszeniem i ładny kawałek podbiegłem, przez co nie tylko przesunąłem się na koniec stawki ale i straciłem mnóstwo sił. Dalej zaczęła się walka o dogonienie. Również zawodnik z Chodzieży zostawał i razem z nim staraliśmy się dojechać. Momentami już było bardzo blisko, ale po chwili znowu nam odjeżdżali. Ostatecznie udało nam się dojechać na asfalcie, gdzie było widać że brakowało w grupie osoby która by pociągnęła. Znowu przez to straciłem okazje do zjedzenia czegoś i uzupełnienia płynów, ale przynajmniej już nie jechałem sam. Na tej gonitwie straciłem tyle sił, że każdy mój techniczny błąd kończył się walką o dogonienie grupy. W pewnym momencie, na brukowym podjeździe ktoś mocniej pociągnął i zostałem za panem Janem Dymeckim. Podciągnąłem go do grupki, ale robiłem to już resztkami sił i przy kolejnym "ataku" odpadłem od grupy. Z początku walczyłem by ich dogonić, ale nogi już odmawiały współpracy. Zmniejszyłem obroty, byle dojechać do mety, ale bez przesady żeby nie tracić pozycji. Co jakiś czas gdy czułem oddech gdzieś w oddali to przyspieszałem. Izotonik który nie nadawał się do picia wylałem, po co ma mi ciążyć w bidonie. Na odcinkach błotnych i piaszczystych spokojniej, przez co nie miałem z nimi takich problemów jak jadąc w grupie. Co jakiś czas wyprzedzałem ostatnich jadących na mini. Przeprawa przez odcinek piaszczysty, w którym brakowało mi sił i od jego połowy prowadziłem rower. Na szybkim zjeździe do głowy wleciała mi pewna piosenka i nucąc sobie ją był ogień :). Wyjazd z lasu, przejazd przez jezdnię i ścieżka którą jechałem na rozgrzewce. Kawałek przede mną widzę jednego kolarza - postanawiam go gonić. Jadę teraz mocno, ale rozważnie, żeby dojechać do mety. Widzę że się do niego zbliżam, przed wjazdem w las brakuje mi do niego kilkunastu metrów. Tam jednak szybki zjazd, na którym wolałem nie ryzykować, długa prosta a po nim zakręt w błocie, nawrotka i linia mety. Podjeżdżam do taty który robił mi zdjęcia, mówi mi że na ostatnim błotnistym zakręcie nie jeden jadący w grupie kolarz w najlepszym wypadku zaliczył glebę, a kilku wylądowało na drzewie. Dalej widzę znajomych z klubu - TomCzera który pochwalił mi się że bez problemu wyprzedził Artura Sobkowiaka i nikogo innego z M1 nie widział. Oznacza to że on musiał wygrać, a ja mam 3cie miejsce!. Dalej Tomek z Jarkiem i panem Jasiem, mówią że dobrze zrobiłem odłączając się od grupy. Do końca ciągnęli bardzo mocno, tak że dogonili Artura i parę innych osób, a na samej mecie nie wiedzieli o niebezpieczeństwie błotnistego zakrętu i któryś przejechał tam prosto.
Chwila odpoczynku w kolejce do myjki, jako że jeziorko nie nadawało sie za bardzo do kąpania to po umyciu roweru szybki prysznic prosto w twarz od Jarka na własne życzenie. Do samochodu przebrać się i zjeść coś, rozmowa z sąsiadującym panem redaktorem naczelnym XC-MTB Rafałem Przybylakiem i do biura zawodów sprawdzić wyniki. Tam czekało mnie małe rozczarowanie - okazało się, że przed Tomczerem przyjechało jeszcze dwóch z M1, o których nie mieliśmy pojęcia, a kolarz którego goniłem na mecie jechał też na mega i straciłem do niego parę sekund. Ostatecznie 5 miejsce w kategorii, 28 open (10 min przewagi nad 4tym w kat, do Tomka 5 min, do pierwszego miejsca 8 min). Wymienię napęd i parę części na lżejsze i będzie ogień :). W miasteczku zawodów wielka wyżerka, tyle jedzenie jeszcze nie było na żądnych zawodach. Mnóstwo owoców, ciasta, drożdżówek, wody, makaronu - mogłem się najeść do woli. Takie coś to ja rozumiem :)
Mimo rozczarowania miejscem w kategorii, jestem bardzo zadowolony z zawodów. Mam nadzieję że po wymianie napędu nie będę miał problemów z rowerem i wtedy pokażę na co mnie stać :)
Kategoria Wyścig
- DST 11.52km
- Czas 00:30
- VAVG 23.04km/h
- VMAX 42.36km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Rusałka E1
Sobota, 23 czerwca 2012 · dodano: 23.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 1Przejażdżka przed wyścigiem, małe problemy z zakleszczającym się łańcuchem.
Kategoria MTB
- DST 25.21km
- Czas 01:23
- VAVG 18.22km/h
- VMAX 36.51km/h
- Temperatura 24.0°C
- HRmax 147 ( 72%)
- HRavg 109 ( 53%)
- Kalorie 559kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek E1
Piątek, 22 czerwca 2012 · dodano: 22.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 2Błotoooo, piach, mokre korzenie - szybka nauka jazdy na nowym rowerze w trudniejszym terenie. Poznanie nowej ścieżki - piaszczysty podjazd przy Lutyckiej, a zaraz za nim ostry zjazd po korzeniach :)
Kategoria MTB
- DST 5.66km
- Czas 00:20
- VAVG 16.98km/h
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Szkoła
Piątek, 22 czerwca 2012 · dodano: 22.06.2012 | Komentarze 0
- DST 18.85km
- Czas 01:02
- VAVG 18.24km/h
- VMAX 39.25km/h
- Temperatura 15.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze



