Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 24.27km
  • Czas 01:06
  • VAVG 22.06km/h
  • VMAX 39.72km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek E1

Piątek, 6 lipca 2012 · dodano: 06.07.2012 | Komentarze 0

RPE: 3
Miał być rozjazd bardzo rozjazdowym tempem, przy okazji omijając błoto i inne kałuże, a wyszło jak wyszło. Nad Strzeszynkiem chcąc ominąć błoto najpierw przeczekałem kilka minut zanim wszyscy przejdą wąską ścieżką z nad przeciwka, by potem wyjeżdżając z tej ścieżki wjechać przednim kołem w małą, ale za to bardzo obfitą błotną kałużę. Dłuższa przerwa na pomoście, z której w nagły i nieoczekiwany sposób wybudził mnie dźwięk jakieś pro kasety. Odwracam się w stronę tej muzyki, patrzę... i widzę kogoś w żółtej koszulce Polska na rowery, kto na czerwonym rowerze odjeżdża w stronę Rusałki. Pierwsza myśl - czerwony rower czyli Piotrek, ale nie pasowała mi jego sylwetka i brakowało wlosów. Szybko się zebrałem z miejsca, wskoczyłem na rower i ogień w jego stronę. Po chwili mam go w zasięgu wzroku i widzę że się zbliżam. Podjeżdżam bliżej i rozpoznaję w tym nieznajomym Rafała Bielawskiego, najwyraźniej na nowym sprzęcie (4tym z kolei :P). Za Biskupińską, kiedy jeszcze się nie ujawniłem skubany próbował mi uciec, ale tanio skóry nie sprzedałem i cisnęliśmy 40 km/h po zaoranym odcinku. Ostatecznie ściganie skończyło się wraz z ul Lutycką, kiedy to wyszedłem z ukrycia jego tylniego koła i trochę pogadaliśmy. Przy okazji poprowadziłem moją ścieżką nad Rusałką, gdy sam mało co widziałem przez ciemność, a Rafał mało co widział przez zmasowany atak muszek na jego oczy. Nasza wspólna wycieczka skończyła się przed parkiem Sołackim. Do domu wróciłem wyjątkowo ul Dąbrowskiego i Kraszewskiego. Ze względu na rozjazd nie zakładałem opaski do pulsometru, a jak widać by się przydała :)
Kategoria MTB


  • DST 48.43km
  • Czas 01:36
  • VAVG 30.27km/h
  • VMAX 48.12km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • HRmax 168 ( 82%)
  • HRavg 144 ( 70%)
  • Kalorie 1143kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gołęczewo M6 M4/M5

Czwartek, 5 lipca 2012 · dodano: 05.07.2012 | Komentarze 0

RPE: 8 intensywność...

Czas na nowe treningi, od Golęcina tempówki interwałowe ze zmianą przełożenia - przez pierwsze 10 min tętno na poziomie 150 - 160, prędkość powyżej 30 km/h. Dojechałem za podjazd nad Strzeszynkiem, kawałek dalej niż przy poprzednim teście. 2 min 30 sek przerwy, przejechałem za przejazd kolejowy i kolejne 10 min męczarni. Udało mi się przejechać cały dystans bez zatrzymania, ze zmianą na wyższy bieg na podjazdach. Tętno już nieco wyższe niż przy pierwszej próbie, z większą kontrolą między niższymi a wyższymi przełożeniami. Dojechałem pod koniec Kiekrza, 3 min przerwy z przeczekaniem na światłach i ogień w stronę Soboty. Szybko plany pokrzyżował mi przejazd kolejowy, gdzie przeczekałem ok 20 sek i ile sił w nogach ruszyłem dalej. Na tym odcinku pomieszały mi się czasy zmiany przełożeń i ostatecznie przejechałem 11 minut. 9 min przerwy, bardzo spokojne kręcenie z prędkością 20 km/h, tętno poniżej 120. Uzupełniłem płyny, zjadłem batona i wjeżdżając na krajową 11 rozpocząłem trening na poziomie/przekraczając próg mleczanowy. Odcinek do Złotnik właściwie przejechałem trochę za słabo, jak się później okazało można było mocniej cisnąć. Wtedy tętno było dużo za niskie, na poziomie 150 uderzeń, dopiero na podjeździe wzrosło pod 160. Prędkość powyżej 30 km/h. Od Jelonka do granic Poznania (przez Złotniki) dużo lżej, jakby z wiatrem prędkość min 35 km/h i tętno podchodzące do 160. Parę sekund przerwy na przepuszczenie dwóch samochodów i ogień w stronę Poznania. Podjazd i od razu tętno ok 160, potem już nie byłem w stanie ze względu na zmęczenie wskoczyć na taki poziom. Teraz to cisnąłem ile sił w nogach, w pewnym momencie przeszyły mnie dreszcze. Prędkość cały czas powyżej 35 km/h. Do samego Poznania na tętnie 155 - 160, tam jak zobaczyłem moją średnią prędkość to postanowiłem ją utrzymać i czy to pod górkę na Żeromskiego, czy na nieco bardziej płaskim odcinku, cisnąłem równo 30 - 32 km/h. Jak dojechałem do domu to lało się ze mnie podobnie jak na wyścigu w Mosinie, a zmęczony byłem tylko niewiele mniej. Udany trening.
Podsumowując: 31 min M6 i 31 min M5/M4
Kategoria Szosa


  • DST 91.11km
  • Czas 03:27
  • VAVG 26.41km/h
  • VMAX 46.76km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • HRmax 148 ( 72%)
  • HRavg 121 ( 59%)
  • Kalorie 1753kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Objezierze, Baborowo, Żalewo E2

Środa, 4 lipca 2012 · dodano: 04.07.2012 | Komentarze 0

RPE: 6 dystans zrobił swoje, ale intensywność nie była zbyt wielka

Po wczorajszym błocie coś mi w suporcie tyka, ogólnie to teraz mam mniej powodów do narzekania na napęd niż kilka dni temu. Przeczekam jeszcze jakiś czas, dojadę kasetę i dopiero wymienię z łańcuchem na nowy. Na pewno przed ważniejszym wyścigiem.

Trasa : Rokietnica - Sobota - Objezierze - Pamiątkowo - pętla do Baborowa - Pamiątkowo - błotne Żalewo (nazwa miejscowości pewnie od drogi którą się do niej dojeżdża) - powrót główną do Kiekrza - Strzeszynek (na pomoście mały odpoczynek i parę zdjęć) - terenem do Poznania
Kategoria Szosa, MTB


  • DST 69.91km
  • Czas 03:19
  • VAVG 21.08km/h
  • VMAX 46.32km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • HRmax 178 ( 87%)
  • HRavg 136 ( 66%)
  • Kalorie 2204kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza

Wtorek, 3 lipca 2012 · dodano: 03.07.2012 | Komentarze 0

RPE: 7

+ 2 km pod targi po oponkę i papiery roweru

Bez trenera, chłopaki z klubu wygłupiali się jadąc daleko w tyle. Dużo błota, przez które często przejeżdżałem zamiast je ominąć. Prognozowane były burze, więc szybko przejechaliśmy na Dziewiczą przez Janikowo. Nie było za dużo chętnych do prowadzenia i ostatecznie na przodzie jechałem z Piotrkiem. Na dziewiczą pierwszy raz wjechałem na czele, szkoda tylko że nie było nikogo, komu chciało by się ze mną powalczyć. Jak zaproponowałem rundkę, to Piotrek już poleciał ścieżką na dół. Ja zaraz za nim. Za pierwszym razem zjeżdżałem tam asekuracyjnie, i dobrze bo w dolnej części zjazdu stał Piotrek za zawalonym drzewem. Na 29erze nie miałem problemu z przejechaniem przez pieniek, rzuciłem rower w krzaki i wzięliśmy za usuwanie przeszkody ze zjazdu. We dwójkę nie szło nam najlepiej, ale po chwili przyjechał jeszcze jeden kolega nas wspomóc. Trochę nogi podrapałem w jakiś krzakach i po chwili szarpania się z pniakiem, przeszkoda została przesunięta wzdłuż ścieżki. W trójkę pojechaliśmy pod górę na killera, pierwszy, dziewiczy zjazd na tym rowerze bardzo asekuracyjnie, przy okazji dobiłem Rebę spadając na przednie koło z uskoku w dolnej części killera. Jako że Piotrek gdzieś mi zniknął to teraz zaczęła się moja pogoń za nim, która odniosła sukces przed głównymi dwoma podjazdami. Na dziewiczej drugi raz zaproponowałem przejechanie pętli i w odzewie dostałem błogosławieństwo od Piotrka. Nie czekałem dłużej tylko sam pognałem zjazdem, już teraz nieco szybciej. Na killerze również starałem się mniej hamować. Podjazdy już z młynka, brakowało sił. Gdy dojeżdżałem pod wieżę to krzyknąłem że jadę jeszcze jedną, na 29erze tak dobrze się tutaj bawiłem, że nie chciałem tego przerywać. Niestety wszyscy już tam czekali na mnie 10 min i kolejna pętla nie wchodziła w grę. Żeby się wymęczyć to pojechałem zjazdem, tym razem już hamując tylko na dole, i z początku podjazd z 2-3, jednak szybko czułem zakwaszanie się mięśni i zrzuciłem na młynek. Na górze czekał już na mnie Piotrek, gdy dojechaliśmy do reszty i chwilę odpocząłem postanowiliśmy wracać do Poznania. Gdy wjechaliśmy do lasu, to pod górkę wygłupiając się jechali chłopacy z klubu, z Tomczerem na czele. Licząc że chociaż Michał Przybylak będzie chętny do jechania rundek, podłączyłem się do nich, a za mną jeszcze jeden kolega. Niestety, dużo się przeliczyliśmy i ostatecznie pojechaliśmy rundkę we dwójkę. Kolega był przemęczony ostatnimi dniami treningu i ścigania się nie było, ale każdy podjazd starałem się pokonać z całych sił. Po rundce bez odpoczywania pojechaliśmy w drogę powrotną, a na wyjeździe z lasu znowu spotkaliśmy chłopaków. Również im się nudziło i musieli trochę powariować więc szybko ich pozostawiłem i pojechałem sam, a po chwili znowu dołączył do mnie kolega. We dwójkę wróciliśmy przez Janikowo, a do samej Malty singielkiem. Chwila odpoczynku, dokręcanie dookoła Malty, na Baraniaka mały wyścig z jakimś rowerzystą i nawet dosyć zmęczony o 21:30 w domu.
Kategoria Treningi grupowe


  • DST 23.00km
  • Czas 01:00
  • VAVG 23.00km/h
  • VMAX 34.40km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • HRmax 154 ( 75%)
  • HRavg 114 ( 55%)
  • Kalorie 458kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek E1

Poniedziałek, 2 lipca 2012 · dodano: 02.07.2012 | Komentarze 0

RPE: 1

Po drodze spotkani: Piotr Kurek, jonasz, Piotr Majer. W 3 strefie tętna przejechane całe 9 sek, pewnie przez jakiś moment jak dzielni rowerzyści próbowali utrzymać mi się na kole.
Kategoria MTB


  • DST 73.05km
  • Czas 03:40
  • VAVG 19.92km/h
  • VMAX 59.01km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • HRmax 188 ( 92%)
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

XC Mosina

Niedziela, 1 lipca 2012 · dodano: 01.07.2012 | Komentarze 0

RPE 9 - rozjazd i kąpiel w jeziorze dodały mi sił

Wyścig bardziej planowany jako mocny trening niż ściganie, i tak też było. Ale wszystko po kolei.

Niedziela, godz 13:30, 30 stopni w cieniu. Z plecakiem i pełnym wyposażeniem pędzę mostem Dworcowym do AWFu, gdzie na mnie czekać miał Krzychu Tuzinkiewicz. Kolejne skrzyżowanie i kolejne czerwone światło. Już bałem się że Krzychu mnie oleje i sam pojedzie, bo oczywiście nie pomyśleliśmy o wymianie numerów telefonu. Dojeżdżam do AWFu o 13:33, Krzychu stoi grzecznie w cieniu. Już cały upocony, odetchnąłem z ulgą. Od razu rzuciło mi się w oczy, że Krzysiek nie wziął żadnego plecaka i jedzie na jednym bidonie. Nie wróżyłem mu najlepiej w taki upał, ale kto wie, może niektórym to wystarczy. Ruszyliśmy w stronę Mosiny. Jako rozgrzewkę na nieco większym tętnie niż zwykle, jak prowadziłem to dochodziło do 160 uderzeń, a gdy jadąc na kole spadało do 140 to wychodziłem na zmianę :). Średnia prędkość dojazdu pod Osową mogło wynieść ok 30 km/h. Dojechaliśmy tam przez Luboń, Łęczycę, centrum Puszczykowa.

U podnóża wzniesienia droga zablokowana barierką. Widać że organizatorzy zadbali aby nikt nie przeszkadzał. Wspinamy się na górę, tętno miejscami przekracza 165 uderzeń. Na górze w oddali widzimy taśmy na całej szerokości drogi. Omijamy je przez las, czekamy na chwilę przerwy między ścigającymi się kolarzami i przechodzimy na drugą stronę. Kawałek dalej spotykamy Konrada z Bartkiem, oraz trenera który liczy miejsca zawodników. Mastersi pokonywali właśnie 3 rundę, wśród których jechali z klubu pan Jasiu, Jerzy Kaźmierczak, prezes oraz kilku innych. Chwilę postaliśmy i pojechaliśmy zapisać się do biura. Gdy już to zrobiliśmy zauważyliśmy dopingującą Sylwię. Porozmawialiśmy z nią chwilkę, zostawiłem mój plecak i pojechaliśmy za panem Jurkiem na rundę rozjazdowo-zapoznawczą.

Sylwia ostrzegała nas o piaszczystym zjeździe, na którym wiele osób schodziło z roweru, a my go pokonaliśmy bez większych problemów. Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś bardziej spektakularnego. Dalej dookoła jeziorka i szybki wjazd z asfaltu do lasu, dokładnie tą samą ścieżką którą jechałem w piątek. Seria zakrętów i pierwsze zjazdy. Przejechałem je bardzo ostrożnie, ale przez to pewnie. Po zjazdach czas na podjazdy. I tu pojawił się problem. 4 z nich były tak rozjechane, że nawet nie walczyłem tylko równo z panem Jurkiem i Krzychem wprowadzaliśmy po piachu na górę. Po wydostaniu się z trasy downhillowej wyjechaliśmy dokładnie na tą samą ścieżkę, którą też w piątek jechałem. Idealnie ten sam single track, ten sam piaszczysty zjazd na szosę. Nawet patrzyłem na zjazd do lasu w stronę Pożegowa, w który teraz po mocnym dohamowaniu wjechaliśmy. Tutaj upatrzyłem swoją szansę na gonienie i wyprzedzanie innych. Długi, nużący podjazd, o średnim nachyleniu. Wystarczy że wejdę na odpowiednie obroty i mogę ciągnąć moim mocnym tempem do końca. Dalej wyjazd z lasku przy którym dopingował poprzednio trener, odcinek terenowy i wjazd na metę.
Będąc na linii startu była już godz 15:15, więc nigdzie dalej nie jechaliśmy, tylko pokręciliśmy się przy biurze i rozstawiali nas w sektorze. Mi przypadło zacne miejsce na samym końcu, obok Krzycha i Bartka Brzezińskiego. Przy okazji policzyliśmy ilu startuje w juniorach. Jeśli nikogo nie przeoczyliśmy, to wyszło nam 6, czyli wystarczy dojechać na metę i wracamy z pucharkiem :). 5 min do startu, ostatnie komentarze, krótka rozmowa z trochę zagubionym kolarzem z Rosji i niespodziewanie o 15:28 sygnał startu!
Ledwo co zdążyłem ruszyć, a już mi cały peleton uciekł na parę metrów. Następnie starałem się przebić do przodu, ale tempo było na tyle mocne że mogłem sobie tylko o tym pomarzyć. Na rundzie honorowej nawet bardziej walczyłem żeby nie wjechać na rundę na ostatnim miejscu. Wiedziałem że jeśli chcę o coś powalczyć, to muszę przynajmniej przepchnąć się przed Krzycha i Bartka Brzezińskiego. Niestety nie udało mi się to i wjechałem w teren 3 od końca. Piaszczysty zjazd i już pierwszy gdzieś tam leżał. Przez to że miałem za małą prędkość to wolałem zrobić płozę z prawej nogi i bezpiecznie zjechać. Kawałek dalej szerszy, piaszczysty podjazd o małym nachyleniu i wyprzedzam Krzycha z jego błogosławieństwem. Nie pamiętam co mi tam dokładnie krzyknął, ale zmobilizowało mnie to do gonienia czołówki. Już było za późno żeby walczyć o lokatę w pierwszej 10tce, ale dla mnie liczyło się każde miejsce. Teraz musiałem uporać się z Bartkiem Brzezińskim. Zjazd asfaltem do lasku - nie dałem rady, za bardzo dokręcał. W lesie siedziałem mu cały czas na kole, zjazdy pokonałem zaraz za nim ostrożnie, ale płynnie. Piaszczysta nawrotka i pierwszy podjazd - jak zawsze mnie tu wyrzuciło na zewnętrzną i nie miałem szans na wyprzedzenie. Kolejny większy podjazd, trochę docisnąłem, krzyknąłem lewa i Bartek, również błogosławiąc mnie, był za mną. Teraz czas na paru innych, bliżej mi nie znanych zawodników z elity. Co ciekawe, z 4 trudniejszych podjazdów, tylko na 2 podprowadzałem rower. Koniec trasy downhillowej, widzę że przede mną ledwo oddychają, a ja czuję się całkiem dobrze. Dłuższy zjazd do single tracka, trochę dokręcam, gonię ich. Single track asekuracyjnie, wąskie i niebezpiecznie ścieżki nie są moją mocną stroną. Piaszczysty zjazd na asfalt też spokojnie, nie wiem w jakim stanie on jest po przejechaniu przez tylu kolarzy. Krótki, ale stromy zjazd asfaltem i widzę że doganiam kolarza przede mną. On dosyć wcześnie zaczyna hamować, odbija na lewą stronę żeby szeroko wziąć zakręt. Widząc to dokręcam jeszcze i opóźniam hamowanie. Niestety, trochę się przeliczyłem z moimi możliwościami, docisnąłem klamki ile miałem sił w palcach: tylnie koło wpadło w poślizg, na przednim widziałem że prędkość spada ale to było za mało! Kolarz przede mną zdążył już skręcić i wjeżdża w las, a ja z piskiem opon zahaczam go o tylnie koło, szybko wykonuję nawrót i wjeżdżam kawałek za nim. Na szczęście on utrzymał równowagę, ale chwile potem musiał zahaczyć o 2 wystające kikuty drzew bo zaliczył solidną glebę. Teraz czas odrabiać straty na moim podjeździe. Przede mną w oddali widzę dwójkę z Torqa, postanawiam ich dogonić na tym odcinku i cisnę ile mam w nogach sił. Dojeżdżam na górę, jednego już prawie dogoniłem, spoglądam szybko na trenera, który jakby nie przejął się moją pozycją. Pierwszego z torqa dogoniłem przed wjazdem na "rundę honorową", wyprzedzam go na pierwszej prostej. On próbuje skontrować na zakrętach ale nie dałem się. Teraz kawałek przede mną jedzie drugi z Torqowiec, tym lepiej że z mojej kategorii. Zapowiada się ciekawa walka.

Przejazd przez linie startu/mety i czas na 2gą rundę. Z każdym metrem odrabiam dystans do niego. Piaszczysty zjazd postanawiam zaryzykować, ale okazało się, że nie muszę tego robić. Wjeżdżając po piachu w wąwóz tylko widziałem jak jemu zablokowało się koło w piachu i przeleciał przez kierownicę. Krzyknąłem "uwaga" i bezpiecznie przejechałem obok niego. Jednak koła 29 cali robią swoje w połączeniu z przednim traktorem. Jadący zaraz za mną Torqowiec z elity spytał się leżącego w piachu czy jest cały, jeśli dobrze usłyszałem to z pozytywną odpowiedzią. Mój aktualny bilans po starcie - 5 wyprzedzonych, to czas na kolejnych! Już dokładnie nie pamiętam dalszych moich losów, głównie teraz jechałem sam. Nie do końca pamiętałem trasę więc zjazdy starałem pokonywać bezpiecznie, z każdym razem poprawiając moją sytuację w zakrętach. Na tej albo kolejnej rundzie na podjazdach postanowiłem powalczyć na każdym podjeździe, i tylko z jednym sobie nie poradziłem. Znowu za wcześnie hamowałem przed wjazdem w singielka i znowu za późno na asfalcie. Na moim ulubionym długim i nużącym podjeździe goniłem jednego w spodenkach politechniki, a wyprzedziłem go przed wjazdem na polankę na której było krótka runda honorowa. Wjeżdżając, jak za każdym razem, rozejrzałem czy kogoś przede mną widać, ale tym razem było pusto.

3 runda prawie cała przejechana w samotności, pierwszy raz mogłem poszaleć na piaszczystym zjeździe (oczywiście bardzo rozsądnie). Przed zjazdami czułem kogoś oddech na plecach, a tym kimś okazał się Borys Góral który podobno miał problemy z rowerem. Starałem się pokonać zaraz za nim zjazdy, ale nie jestem takim szaleńcem żeby robić to bez hamowania. Na zjeździe przed singielkiem trochę dokręciłem, pamiętając w którym miejscu on się kończył żeby w odpowiednim miejscu zacząć hamowanie. Tam samo na asfalcie, teraz zrobiłem to tam aż za wcześnie.

4 runda - już czułem zmęczenie, zjazdy coraz odważniej, na podjazdach brakowało sił i plątały mi się nogi lub grzązły w piachu jak miałem podbiegać. Przede mną pustka. Na singielku przepuściłem Sebę Swata, jak za każdym razem nic mi nie mówiący wzrok trenera i na mecie dzwonek na ostatnią rundę.

5 runda - ostatnia, więc trzeba się postarać. Smak izotonika w ustach przyprawiał mnie o mdłości, ale że nie miałem wody, a chciało mi się pić to nie narzekałem. Każdy odcinek postanowiłem pojechać najmocniej jak mogłem. Piaszczysty zjazd bez problemu, dobrze znałem już trasę dookoła jeziorka więc i tam poszalałem. Wjazd w las na blacie, a w nim dokręcanie. Seria zakrętów pokonana sprawnie, z szybkimi przyspieszeniami. Zjazdy porównywalnie do tych na 3 rundzie za Borysem. W międzyczasie przepuściłem Sylwka. Na podjazdach już zabrakło sił i chyba nawet 3 podprowadzałem rower. Zaraz pod ostatnim zauważyłem że na górze ktoś ze Sportowca Piły wchodzi na rower - czyżby to był Artur Sobkowiak? To teraz dopiero była mobilizacja do walki. Na zjeździe mocno dokręcałem, aż czułem kwas w mięśniach. Dohamowanie w idealnym miejscu, ryzykowanie na single tracku i zbliżam się do niego. Z daleka widzę kask - czarny, więc to nie może być Artur, ale i tak postanawiam go wyprzedzić. Na asfalcie już jestem bardzo blisko, znowu opóźniam hamowanie i ... On mnie przepuszcza! Krzyczy że jadę na 3cim miejscu - tylko pytanie czy wie że mnie dublowali, czy może mówi o juniorach. Nie ważne, nawet nie zdążyłem mu podziękować, tylko ruszyłem do góry ile sił w nogach. Okazało się że tempo było na początku za mocne i trochę zwolniłem, tak żeby na górę wjechać. Pot ze mnie lał się strumieniami, byłem totalnie wykończony, ale wiedziałem że po wyjeździe z lasu będzie stał trener, więc motywacja była. Wyjeżdżając z lasku zauważyłem że na mój widok uśmiechnął się pod nosem. Czyżbym jechał na dobrym miejscu? Najpierw trzeba dojechać do mety żeby myśleć o miejscu. Ostatni raz pokonałem hopkę, prosta na polanę pożegowską i już słyszę Kurka który zapowiada wjazd Michała Górniaka, co wywołało u mnie uśmiech na twarzy. Do nawrotki zdążył się poprawić - 2 metrowy Wojciech Polcyn. Ostatnia prosta, zakręt, przejazd pod bramka Thule i upragniony koniec.
Jak zatrzymywałem się do w oddali pojawił się Michał Górniak. Poczekałem na niego, pogratulowałem i pojechałem szukać trenera żeby napić się wreszcie wody. Przy samochodzie go nie było, pokręciłem się w miasteczku zawodów i po paru minutach na mecie byli pierwsi juniorzy: Kuba Zaworski i Artur Sobkowiak, którym również pogratulowałem. Parę minut później pojawił się Krzychu Tuzinkiewicz, któremu pan redaktor Kurek dawał trzecie miejsce, ale po szybkiej mojej reakcji u sędziów dostał czwarte miejsce, a ja wymarzone trzecie. Krzychu aż nie dowierzał, że udało mu się tak wysoko dojechać. Przez cały wyścig dawał sobie ostatnie miejsce w kategorii, a tutaj taka niespodzianka. Pierwsze co to podziękował mi że go namówiłem na wyścig.
W oddali zauważyliśmy trenera, pojechaliśmy po plecak, przywitaliśmy się z Anią która jak się okazało robiła zdjęcia na trasie i kontynuując tradycję wyścigową w upalne dni pojechaliśmy do jeziora się wykąpać. Po drodzę minęliśmy Artura Sobkowiaka który szczerze nam to polecił. Na drugiej lepszej plaży, przy trasie rundy rzuciliśmy wszystko i w samych spodenkach skoczyliśmy do wody. Uczucie było nawet lepsze niż to z Gniezna, Wykończony byłem podobnie a temperatura była dużo większa, zarówno powietrza jak i wody. Było tak idealnie w wodzie, że nie chciało mi się z niej wychodzić, ale że Krzychu już wspinał się do rowerów to nie przedłużałem. Susząc się wpadłem na pomysł przemycia w jeziorze opaski pulsometru, co też zrobiłem. Ubierając się spytałem Krzycha która jest godzina, tak z czystej ciekawości. Okazało się że była już 17:10, czyli od 10 min trwała dekoracja! No super, pierwsze podium w XC i miało mnie nie być na dekoracji? Szybko się ubrałem, zgarnąłem rzeczy i już pędziliśmy w stronę miasteczka. Teraz pojawił się problem, że nie znamy drogi, ale jadąc przed siebie jakoś dojechaliśmy do głównej. Jadąc sprintem przez polanę słyszałem jak Kurek mnie nawoływał, szkoda że nie zdążyłem spojrzeć na pulsometr. Dojechałem pod podium, rzuciłem plecak, kasku już nie zdejmowałem, tylko tak jak byłem wskoczyłem na trzecie miejsce. Okazało się że byliśmy tam na ostatnią chwilę, chłopacy mieli już schodzić z podium. Dostałem ładny puchar od zapewne pani Burmistrz, mały opiernicz od Kurka i Wojtka Gogolewskiego, jeszcze zaprosiłem Krzycha na 4te miejsce, parę zdjęć i było po wszystkim.
Dosiedliśmy się do Sylwii i prezesa, coś zjedliśmy, przeczekaliśmy losowanie w którym jeszcze ani razu nic nie wygrałem i tempem rozjazdowym pojechaliśmy do Poznania po drodze wstępując do Tesco w Mosinie.
Całość na tętnie ok 150, w Mosinie załapałem się za autobus który pociągnął mnie 45 km/h, szkoda tylko że Krzychu gdzieś się zaplątał i został z tyłu. Bez autobusu prędkość ok 30 km/h (z wiatrem). Z Tuzinem rozjechaliśmy się na Dębinie, ładnie owinąłem mu dętką puchar żeby nie wypadł mu z tylniej kieszonki i już bardzo rozjazdowym tempem dojechałem do domu, w którym byłem ok 18:45

Nie dosyć że zrobiłem super trening, to jeszcze wróciłem do domu z pucharem. Oby tak dalej! :)

Średnie tętno na wyścigu: 164 uderzeń/min
Open 17/ 28
Junior 3/6
Kategoria Wyścig


  • DST 25.10km
  • Czas 01:17
  • VAVG 19.56km/h
  • VMAX 40.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek E1

Sobota, 30 czerwca 2012 · dodano: 30.06.2012 | Komentarze 0

RPE:2

Wieczorny wypad, z zamiarem wyregulowania przerzutek. Żeby wszystko odpowiednio sprawdzić udałem się moimi ścieżkami pure mtb. Dużo piachu, korzeni, trochę błota. Na dojeździe do domu okazało się, że cały czas jechałem na zablokowanym amorze, czego w czasie jazdy nawet nie odczułem.
Kategoria MTB


  • DST 7.27km
  • Czas 00:22
  • VAVG 19.83km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sklepy

Sobota, 30 czerwca 2012 · dodano: 30.06.2012 | Komentarze 0

Rybczyński i Rowerownia


  • DST 103.50km
  • Czas 04:23
  • VAVG 23.61km/h
  • VMAX 47.21km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • HRmax 168 ( 82%)
  • HRavg 130 ( 63%)
  • Kalorie 2689kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śrem +w poszukiwaniu rundy XC w Mosinie E2

Piątek, 29 czerwca 2012 · dodano: 29.06.2012 | Komentarze 0

RPE: 7 - dystans i upał zrobił swoje, ale tempo było słabe

Na początek włóczyłem się po sklepach szukając łańcucha Srama 991, nigdzie, zarówno w 4 sklepach w Poznaniu jak i 2 w Luboniu go nie mieli. Przy okazji upał dał mi się tak we znaki, że nagle miałem całą rękę od krwi próbując wydmuchać nos. Chwila przerwy w cieniu i mogłem jechać dalej, ale bez większych szaleństw.
W Mosinie włóczyłem się szukając z komórką w ręce trasy niedzielnego wyścigu Thule XC. Dojechałem do toru downhillowego i tak się pogubiłem. Powróciłem jakimiś ścieżkami na ul Spacerową i stamtąd już nie kombinując pojechałem prosto do Śremu przez Grabianowo. Tempo słabe - co prawda pod wiatr ale to mnie nie powinno tłumaczyć, ok 25 km/h przy tętnie 130. Dopiero gdy wjechałem na główną między Czempiniem a Śremem to przyśpieszyłem chwilowo do 30 km/h, ale przyjemniej jechało mi się wolniej i do tego powróciłem.
Planowałem wrócić wioskami w stronę Kórnika, ale przed mostem natknąłem się na Nadwarciański szlak rowerowy i z ciekawości oraz chęci schłodzenia się przy korycie rzeki wybrałem się terenem do Mosiny. Najpierw udałem się drogą przy rzece która nagle się skończyła, po powrocie z niej już kurczowo trzymałem się szlaku. Wiatr w plecy i miejscami 30 km/h, ale długo to nie trwało. Przejazd przez lasy i pola to była jedna wielka piaskownica, a jak nie piasek to miejscami w taki upał trzymało się błoto. Szlaku nie polecam, w paru miejscach brakowało oznaczeń i gdybym się nie rozglądał to bym ładnie pobłądził.
W Krajkowie wjechałem na upragniony asfalt do Mosiny, troszkę pościgałem się z miejscowym szosowcem, a gdy on już nie miał sił to podpytałem go o drogę. Kaseta już nadaje się tylko do zajechania, moim zdaniem nie ma szans na przyjęcie nowego łańcucha. Męczyłem się z regulacją tylniej przerzutki i coś mi wyszło, zobaczymy jak to się sprawdzi w terenie.
Od Puszczykowa wskoczyłem na wyższe obroty i był ogień. Średnia nie spadała poniżej 30 km/h, a tętno poniżej 150. Na resztkach wody dojechałem do domu o godz 21:30
Kategoria Szosa, MTB


  • DST 52.19km
  • Czas 02:08
  • VAVG 24.46km/h
  • VMAX 46.32km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mrowino NIEUDANY TEST, P1 P2

Czwartek, 28 czerwca 2012 · dodano: 28.06.2012 | Komentarze 0

RPE: 5

Jak to zawsze robiłem po tygodniu odpoczynku to i tym razem zaplanowałem zrobić sobie test na ustalenie stref tętna. Już na parę godzin przed wyjściem z domu zastanawiałem się czy jest sens robić taki trening, po powrocie z wycieczki nie zdążyłem się wyspać i nie czułem dzisiaj chęci do takiego wysiłku. Postanowiłem jednak po obiedzie zrobić sobie dłuższą drzemkę i bardziej wypoczęty wsiąść na rower. 2 godziny snu okazało się trochę za mało i musiałem na siłę wychodzić z domu.
Ostatni większy posiłek po ponad 2h, na szybko 20 min przed wyjściem zjadłem banana żeby nie umrzeć z głodu. Z początku nie spieszyło mi się, a nawet nie czułem zbyt wielkiej chęci do jazdy. Po krótkiej przerwie na wyregulowanie przedniej przerzutki która tak mnie ostatnio zawodziła trochę doszedłem do siebie i zacząłem 10 min jazdy bez pomiaru tętna. Nogi nie bolały, tętno z każdej minuty rosło coraz bardziej, tempo bardzo przeciętne - ok 30 km/h.
Po 10 minutach wskoczyło na poziom 160 i mogłem zacząć 20 min testu. Niestety za pierwszymi torami kolejowymi zauważyłem że pulsometr zgubił sygnał i dalsza jazda nie miała sensu. Na pocieszenie został mi fakt, że wynik i tak byłby trochę zakłamany przez słabe samopoczucie i podchodzenie zmęczony do testu.
W zamian za to pojechałem sobie w stronę Rokietnicy robiąc sprinty, przy których też mi brakowało mocy. Dalej na Mrowino i z powrotem przez Cerekwicę. W czasie jednego skoku, kiedy wkładałem całą moją moc, wypiął mi się pedał i z całą siłą zaryłem lewym kolanem w kierownicę. Szczęśliwie po rozruszaniu kolana skończyło się tylko na lekkim obtarciu. Na kolejnych sprintach już przykładałem większą uwagę na lewą nogę.
Na torach za Kiekrzem skończyłem sprinty, to wjechałem sobie w las na techniczne ścieżki. Odkryłem nową ścieżkę, ale jest ona bez rewelacji w postaci korzeni utrudniających jazdę, więc chyba z niej nie będę korzystał. Wracając na szlak natknąłem się na kolarza, którego chciałem przepuścić, ale ten okazał się być za uprzejmym człowiekiem i pozwolił mi wjechać. Sam ruszył przodem, a ja skorzystałem z takiej okazji i usiadłem mu na kole.
Okazało się, że ten kolarz ujeżdżał CZARNĄ BESTIĘ, która kiedyś zauroczyła mnie nad Strzeszynkiem. Tym razem ja na moim Instynkcie byłem o wiele większy, że nawet nie było widać kółek 29cali bestii. Jeździec prowadził skrótami po korzeniach, na których nie odstąpiłem mu koła. Za Lutycką bardzo miło poinformował mnie że skręca na piaszczystą górkę, na co odpowiedziałem mu że też tam zmierzam :).
Liczyłem że pojedzie piaskiem, a nie ułatwi sobie łatwiejszą nawierzchnią, ale i tak ładnie ciągnął. Na zjeździe pokazał mi sposób na ominięcie korzeni, z którego raczej nie będę korzystał bo traciłbym największa frajdę. Zaraz za wjazdem na szlak stała się rzecz dziwna. Bestia mi trochę uciekła, patrzę w jej stronę, a tam coś zaczyna szaleć tylnia przerzutka. Widziałem tylko jak łańcuch skakał pomiędzy zębatkami kasety, nagle przestał się w ogóle ruszać i po sekundzie odpadła połowa wózka z kółeczkiem. Najwyraźniej jeździec się tym nie przejął bo jechał dalej, zatrzymał się dopiero jak krzyknąłem mu że stracił przerzutkę. Ze zdobyczą w ręku podjechałem do niego i mogłem spojrzeć bestii prosto w oczy. Czarny Carver, 29er i full w jednym, mruczał pełnym XTRem, w pionie i poziomie utrzymywał go Fox 120mm, a na damperach się nie znam. Nie mogłem nie spytać się o wagę - 11kg. Spieszyłem się więc już nie dopytywałem się o więcej szczegółów tylko pożegnałem się i pojechałem do domku. Po takiej jeździe na kole 35 km/h jechało mi się teraz o wiele lepiej niż jak zaczynałem test. Miejmy nadzieję że szybko bestia wyliże się z doznanych ran i będę mógł jeszcze kiedyś ją ujrzeć :)
Kategoria Szosa, MTB