Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 44.15km
  • Czas 02:13
  • VAVG 19.92km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Rusałka *Roszada opon *Uszczelniony

Wtorek, 15 lipca 2014 · dodano: 16.07.2014 | Komentarze 0

W południe rozjazd, wieczorem test zamiany opon: Saguaro przód Ikon tył. Wynik: pozytywny, można zalewać mlekiem Trezado! 

Nowa taśma na obręcz WTB 28mm (dopasowana do obręczy 23mm) działa idealnie! Wreszcie skończą się moje problemy z odchodzącą taśmą, niestety FRM z którym tyle walczyłem był po prostu za wąski i rant opony podwijał opaskę przy nakładaniu i zdejmowaniu gumy. Saguaro na miejscu, delikatnie przecieka tylko przy wentylu. Mocniejsze dokręcenie i mleko załatwia sprawę.  Z ikonem większy problem przez żmudne czyszczenie opony ze zeschniętego mleka. Gdy już się z tym uporałem poszło jak po maśle: taśma, dętką, pompowanie, opona w rantach, wyjęcie dętki jedną stroną, uszczelnienie przez ręczne włożenie opony z tej strony w rant ile się da, resztę załatwiła pompka. Powietrze nieco syczy przy wentylu i przy rancie, ale po wlaniu mleka i ponownym napompowaniu wszystko trzyma na 3,5 - 4 barach.
Byłoby wspaniale, gdybym nie robił tego do 2giej w nocy, i gdybym Ikona założył w dobrym kierunku :)
Rano powtórka z rozrywki. Zdjęcie opony, zassanie mleka strzykawką, założenie opony tym razem w "szybkim" kierunku- dwóch stron na raz nie da rady umiejscowić w rantach pompką stacjonarną - dętka idzie w ruch i dalsze czynności jak wyżej. Zajęło to wszystko niecałą godzinę, a trochę walczyłem zanim użyłem dętki Jest dobrze, widać że już nabrałem w tym wprawy ;) 



  • DST 52.16km
  • Czas 02:46
  • VAVG 18.85km/h
  • VMAX 68.85km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przełęcz Karkonoska / Schronisko Odrodzenie

Niedziela, 13 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 1

AMŚ Jelenia Góra - niedziela, czyli wyścig ze startu wspólnego XCO. Głupio byłoby taką okazję opuścić, dlatego zostaliśmy z Kowalem dzień dłużej. Ja dodatkowo zostawiłem rower żeby skorzystać z terenów i pojeździć z rana. 
Pobudka 7 rano, dokładnie o 8 wyjechałem w stronę Zbiornika Sosnówka, by dalej udać się w kierunku Przesieki i wjechać na Przełęcz Karkonoską. 
Od początku bajka. Dojazd ulicą Mickiewicza, dobra szosa, zero aut, piękne widoki na masyw górski Karkonoszy, piękna pogoda. Już droga zaczynała wznosić się ku górze, by po chwili znowu zjechać do doliny. Dojechałem do Sosnówki i lekkie zdziwienie - tego wielkiego zbiornika nigdzie nie widać. Trudno, jadę dalej, teraz w kierunku Borowic. Zaczyna się długi podjazd. Na jezdni widoczne są napisy po wyścigach szosowych dopingujące kolarzy. Jest to dla mnie znak, że jestem na dobrej drodze. W paru miejscach zatrzymuje się przy przydrożnych mapach okolicy i szukam drogi do mojego celu. Niestety nie wiele mi to daje, bardziej dokładna jest mapa w telefonie. Trasa wyścigów odbija na Karpacz Górny, ja skręcam na Borowice. Po drodze mijam dużo szlaków rowerowych, które co chwile odbijają w las. Aż chciałoby się je wszystkie przejechać, ale nie mam teraz na to zbyt wiele czasu. Krótki zjazd i rozjazd Przesieka/Borowice. Ja odbijam w lewo ku górze. 
Droga się zwęziła, wycinka drzew w lesie naniosła miejscami sporo brudu na asfalt. Co jakiś czas jezdnią przepływa strumień, a to jakaś większa rzeka szumi w lesie. Przypomina mi się drogę do Morskiego Oka. Bardzo podobny klimat, nawet chyba nachylenie drogi podobne. Z jedną, znacząca różnicą - tutaj zero ludzi, pusto i cicho. Po 4km zauważam przy drodze drewnianą budkę w której można odpocząć, a z drugiej strony asfaltową drogę prowadzącą ostro pod górkę, gdzie kieruje mnie szlak którym jechałem. No nic, takiej sztajfy nie mogę ominąć. Na sam początek wita mnie napis:
 
Tyci - dobrze powiedziane (a raczej: napisane). Robi się ciekawie. Nachylenie bardzo podobne do tych najbardziej stromych podjazdów na Bike Maratonie w Wiśle i Myślenicach. Z tym że, tu jest asfalt, tam w najlepszym wypadku były męczące płyty. Tutaj tylko martwiłem się aby dobrze rozłożyć siły i przełożenia żeby podjechać oraz czasami trzeba było dobrze ominąć dziury w zniszczonym asfalcie. Przełożenie 22 - 32 i mielenie. Na razie spokojnie, tak żeby podjechać i się nie przemęczyć. Najlepsze to, że do końca nie wiem gdzie jestem. Pytam napotkanych po drodze ludzi gdzie droga prowadzi - w odpowiedzi dostaję informację że do "Odrodzenia". Nie wiele mi to mówi, przypominam sobie tylko że wczoraj Kowal coś mi o tym wspominał. A jeśli on coś o tym wspominał, to musi być dobrze. Dalej kolejni ludzie, droga robi się coraz bardziej stroma.
Kolejny napis był z serii motywujących: 

Ja nie wytrwam? 
Dalej parę wyrazów uznania ku pokrzepieniu zmęczonych ciał:
oraz wytłumaczenie braku dalszych napisów:

Szkoda. Taki doping bardzo umilił trudy podjazdu. Chociaż na chwilę można było uciec myślami w inną stronę. 
Teraz pozostało na asfalcie już tylko odliczanie metrów do końca podjazdu. Dwie nieco sprzeczne wersje, jedne poprawiane przez drugie. Mi to nie robi wielkiej różnicy. Jadę swoim tempem, którym mógłbym podjechać jeszcze parę kilometrów. W każdym razie już blisko, na asfalcie powoli widać: 500, ... 300, ... 200m, ... ostatnia metry na stojąco ząbek niżej i już na górze. 
Widoczki na kotlinę jeleniogórską cudne. Przez możliwy dojazd autobusami od strony Czeskiej kręci się tu sporo ludzi. Kawałek wyżej widać schronisko. Podjeżdżam tam i tajemnicze "Odrodzenie" staje się jasne:

Widok ze schroniska na przełęcz:
 
Chwila popasu i ubrania się, zaczęło wiać. Do tego czas zaczyna gonić, o 11:30 start naszych dziewczyn, więc pomału pora zjeżdżać. 

Zjazd stromy i szybki, wręcz karkołomny. Zaczynają się dziury w asfalcie, robi się niebezpiecznie. Hamulce dobrze wykonują swoją robotę, piszczeć zaczynają dopiero na dole. Tam zebrało się teraz sporo ludzi. Patrzą na mnie z niedowierzaniem i pytają, czy pod górkę też wjechałem... 
Tym razem skręciłem na Przesiekę. Droga już dużo lepsza, można było puści klamki. Na zakosach zaczęły pojawiać się pierwsze auta. Im niżej, tym było ich coraz więcej. Przesieka szybko przeleciała, wjechałem do Podgórzyna i zacząłem się zastanawiać, którędy teraz wrócić do Jeleniej. Szybko spojrzałem w telefon, wypatrzyłem jakąś drogę przy jeziorach i po chwili się na nią udałem. Znaleźć ją w terenie nie było trudno, prowadziły tam wszystkie drogowskazy na Jelenią.
Jak stałem przy głównej i rozmyślałem którędy wrócić to wyprzedziła mnie azjatka rozgrzewająca się do wyścigu. Na swojej szosie jechała spokojnie, więc szybko ją dogoniłem, a że nie chciała nawiązać kontaktu to wyprzedziłem i odjechałem. Tak dojechałem do samej Jeleniej (dokładniej Cieplic), skąd podążając za znakami na hotel Mercury dojechałem do naszego ośrodka. 

Trening bardzo udany, było warto zostać. Polskie Alpe d'Huez zdobyte! Po treningu szybki posiłek i na trasę na AMŚ.

Kategoria Szosa, Góry


  • DST 72.23km
  • Czas 03:58
  • VAVG 18.21km/h
  • VMAX 50.29km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • HRmax 191 ( 97%)
  • HRavg 134 ( 68%)
  • Kalorie 1994kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Karpacz i Jelenia Góra MTB Race

Sobota, 12 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 0

Akademickie Mistrzostwa Świata w Kolarstwie, Jelenia Góra, sobota czyli czasówki XC i towarzyszący wyścig dodatkowy na tej samej trasie. Mój plan na wyjazd był jeden: zrobić dobre, dłuższe treningi na szosie, a w wyścigu wystartować dla poprawy techniki i zdobycia doświadczenia. Z rana zaczęło się od pojechania całą ekipa na trasę, dobrze nam znana trasę z AMPów. Z początku czułem respekt do trasy i na paru głazach za Paulinum schodziłem z roweru i sprawdzałem jak wygląda uskok. Nad pierwszym trudniejszym zjazdem również długo rozmyślałem, ale w tym przypadku znacznie sprawę przyspieszył Libańczyk który za drugim razem zjechał. Jeśli on dał radę, to i ja sobie poradzę, już nie raz tędy zjeżdżałem na sucho. Co prawda podobno teraz dołożyli tam jakieś kamienie żeby nie było tak łatwo, ale mi to nie robiło już dużej różnicy. Zjechałem bez problemu, kawałek niżej koło mi się uślizgnelo i musiałem się wypiąć, dokładnie tam gdzie na AMPach wyłożyłem się zbiegając. Kolejny problem miałem na następnym dojeździe do zjazdu, gdzie za wolno wjechałem w koleiny, co przy większych uskokach skończyło się zablokowaniem przedniego koła i jedyną glebą na trasie. Kolejne zjazdy już bez problemów.

Zaraz po objeździe udałem się z Mateuszem Rybczyńskim na rundę szosową na słynny Orlinek. Z założenia lekko żebym mógł wystartować na wyscigu. Z początku też tak było. Ryba dawał bardzo przyjemne zmiany, za nim faktycznie jechało się lekko, natomiast jak ja miałem prowadzić, do tego droga robiła się coraz bardziej pod górkę to już musiałem wejść na średnie obroty. W samym Karpaczu to już walczyłem żeby utrzymać koło Matuesza. Co prawda lekką rezerwę miałem, ale tempo jak dla mnie było nawet wyścigowe jak na Bike Maratonowym Giga. Przejechaliśmy przez centrum, droga coraz bardziej stroma, myślę sobie że ten Orlinek musi być niezłą sztajfą, jak taka jest do niego dojazdówka. Dojeżdżamy do chyba najwyższego miejsca w Karpaczu, dalej zjazdy więc wracamy. Orlinek specjalnie ominęliśmy i dopiero teraz, po krótkim nawrocie i krótkim zjeździe po dwóch serpentynach wjeżdżamy pod skocznie. Z początku lekko, za Mateuszem, oszczędzając siły na główny podjazd którego się spodziewałem. Tylko spodziewałem, podjechalismy na dużą polanę nad skocznię i droga się wyplaszczyla. To było wszystko z podjazdow na dziś, już zostały nam same zjazdy do Jeleniej. W Karpaczu duży ruch, więc nie można było się puścić, za Karpaczem już nie było tak stromo i dokręcałem na moich zjazdowych przełożeniach. Jak zjechaliśmy na płaski odcinek, doszedł wiatr w twarz to Mateusz mnie zmienił i za nim dojechaliśmy do Jeleniej. Krótki, ale udany trening. Miałem jeszcze dobre 2 godziny do startu który miał być o 15:30.



Z ośrodka wszyscy zaczęli zbierać się o 14:30, ja wyszedłem jakieś 10 min później. Od początku lekkie kręcenie ogarnąć co się dzieje w miasteczku zawodów, później zacząłem rozgrzewkę od podjazdów. Od razu podpadla mi mała ilość rozgrzewajacych się osób oraz wysokie tempo Kowala i Zozola. W miasteczku spytałem się o której start... O 15:00, a byla godz 14:55 i już trwa ustawianie w sektorze.
Start w sektorze, od początku mocne tempo i czołówka U23 mi odjeżdża. Za Pałacem doganiają już mnie pierwsi juniorzy, a na wyjeździe na asfalt dziewczyny. Dalej ścigam się że słabszymi z elity i U23, którzy odjeżdżają mi na kilku zjazdach gdzie mam problem żeby utrzymać się na rowerze przez koleiny, za to ja ich skutecznie gonie na podjazdach.

Zero spiny na wynik, sama zabawa - taka jazda bardzo cieszy. Fot: Maria Lipowiecka 

Drop ominąłem, co nie ucieszyło kibiców, na drugiej rundzie postanowiłem zaszaleć i dałem się namówić na mój pierwszy dłuższy lot, co skończyło się lądowaniem na przednim kole i dobiciem jedynej uszczelnionej opony. Ikon nie wytrzymał, wybuch i powoli schodzi powietrze. Mleko w tym wypadku nie pomogło. Dziurka w ściance bocznej. Tym samym skończył się mój kolejny wyścig XC, dobiegłem jeszcze kawałek rundy do mety, nie wiem zresztą po co, bo i tak dostałem DNF. Oponę za pomocą pompki stacjonarnej udało się uszczelnić, ale był to tylko chwilowy zabieg, dojechałem do ośrodka, wziąłem aparat, wróciłem na górę i tam powietrze znowu całkiem zeszło. 

Ja latam! Czyli jak szybko skończyć wyścig z DNF. Fot: Krystian Jakubek

Po zawodach założyłem dętkę i problem z doszczelnianiem z głowy. Zamiast rozjazdu był wieczorny spacer na dworzec po bilet powrotny do Poznania.

Niestety, dzisiaj Trezado  zawiodło. Mój błąd - ciśnienie miałem nieco za niskie na takie lądowanie na przednim kole, ale samo mleko powinno uszczelnić małą dziurkę w ściance bocznej wzmacnianego Ikona. Po zdjęciu opony wszystko stało się jasne dlaczego nie doszczelniło. Mleko wlane 2 miesiące temu zastygło tworząc grubą warstwę na środku opony, przez co opona nie miała się czym uszczelnić na ściance bocznej. Była tam cienka warstwa, która próbowała coś zdziałać, ale na dobicie było to za mało. Może dla przebicia jakimś kolcem tyle by wystarczyło. 

  • DST 25.10km
  • Czas 01:13
  • VAVG 20.63km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Miodowa

Piątek, 11 lipca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 0

Rozjazd (jedna strona szosa powrót lasem) i dojazd na zbiórkę przed wyjazdem do Jeleniej. 
Kategoria MTB, Szosa


  • DST 80.17km
  • Czas 03:12
  • VAVG 25.05km/h
  • VMAX 57.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

F2, Osowa x18

Czwartek, 10 lipca 2014 · dodano: 10.07.2014 | Komentarze 0

Poranny trening, żeby nie popełnić błędów z całego tygodnia i zdążyć przed deszczem. Chwile po śniadaniu, więc tempówki na dojeździe odpuszczone. Na podjazdach wreszcie jest siła, tym razem napęd nie przeszkadzał mi w wykonaniu treningu, łańcuch sporadycznie przeskakiwał tylko na 8 koronce z tyłu i to podczas generowania dużej mocy. 
Podjazdy od początku siłowo, pierwszy mocno poszarżowałem kolejne już zwolniłem, a pod koniec pierwszej serii poczułem w sobie siłę i wskoczyłem na jeszcze wyższe obroty. Następnie 2 podjazdy rozjazdowo i kolejna seria, tym razem tylko 4 podjazdy (byłem pewien że 6!), aż do resztki wody w bidonie i pojawienia się słońca zza chmur. 
Na przemian Spacerowa - Pożegowska. Pierwszy pomiar od początku podjazdu przy drugim słupie, Pożegowska od nawrotu ze Spacerowej. 
Dzisiaj dość mocno wiało w plecy, przez co przełożenia były parę ząbków niżej niż na poprzednich treningach.
2:56 (1:50) 2:32 (2:13) 3:47 (1:42) 2;26 (2:06) 3:30 (1:40) 2:31 (1:55) 3:23 (1:38) 2:15 (2:03) 3:07 (1:41) 2:14 (2:39) | 4:49 (1:44) 3:03 (1:55) | 3:11 (1:43) 2:16 (2:17) 3:19 (1:43) 2:03 (2:52) 4:16 (1:41) 2:48 

Wracając, uciekając już przed deszczem ok 5min tempówki przez Luboń. Zdążyłem idealnie dojechać do domu, jak wpadłem do pokoju to zaczęła się ulewa. 
Pierwszy udany trening w tym tygodniu, oby było już tylko lepiej ;) 
Kategoria Szosa


  • DST 9.12km
  • Czas 00:30
  • VAVG 18.24km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miasto

Środa, 9 lipca 2014 · dodano: 10.07.2014 | Komentarze 0

Po śrubę do zębatek korby na Bukowską i testowanie napędu. Na wyciągniętym XTRze napęd idealnie chodzi... 

Znowu zamuliłem z treningiem, od godz 14 burze w Poznaniu do końca dnia... 
Kategoria Szosa


  • DST 49.49km
  • Czas 02:15
  • VAVG 22.00km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mosina Pożegowo

Wtorek, 8 lipca 2014 · dodano: 09.07.2014 | Komentarze 0

Wymiana łańcucha... liczyłem, że do Mosiny się ułoży na zębatkach. Ułożył się tylko na jednej, na pozostałych nie da się jeździć. Za to wyregulowałem sobie tylną przerzutkę pod zbiornikami, terkotanie kółek przerzutki doprowadzało mnie do szału... 
A mogłem wczoraj zrobić rozjazd, nawet dzisiaj z rana....
Kategoria Szosa


  • DST 68.08km
  • Czas 02:57
  • VAVG 23.08km/h
  • VMAX 43.86km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

GP WLKP Binduga

Niedziela, 6 lipca 2014 · dodano: 06.07.2014 | Komentarze 0

Start z początku 3 sektora, więc od początku gonitwa czołówki. Szczęśliwie rozjazdówka była długa i szeroka, więc przejeżdżając przez linie startu odrobiłem stratę i jechałem razem z Mateuszem Mrozem na końcu pierwszej grupy.

Jak na razie najlepsze moje zdjęcie w tym roku. Dzięki FIlip za turbo doping! ;)  fot. Tomasz Szwajkowski

Po wjeździe w teren grupa się rozciągnęła i porozdzielała na mniejsze podgrupy. Ja z samego końca przebijałem się do przodu, ale przez początkową pogoń brakowało mi świeżości. W trudniejszych miejscach mijałem wiele osób z defektami albo po upadkach, m.in. Sylwka Swata albo Filipa Jeleniewskiego. Drugi z nich od razu wziął się do nadrabiania straty przy pomocy Mateusza Rybczyńskiego. Zabrałem się z nimi. Przetrwałem na kole Filipa morderczy pościg Mateusza i dalej, razem z juniorem Rybek jechałem do końca pierwszej rundy. Współpraca układała się bardzo pomyślnie. Na początku ja dawałem dłuższe zmiany, potem FIlip doszedł do siebie i głównie on mocno pracował.
Na nielicznych podjazdach bardzo irytujący był mój napęd. Mogłem jechać albo na największej zębatce w kasecie, albo na od 5tki w dół. Na innych napęd się blokował, przez co kilkukrotnie musiałem zatrzymywać się i wyciągać zaklinowany łańcuch. 
Wisieńką na torcie całego wyścigu był przejazd przez rzekę. Dużo osób brało rower pod rękę i przebiegało przez wodę, ja wybrałem szybszą opcję zamoczenia nie tylko butów, ale i kółek (i napędu!):

Przy 30 stopniowym upale nagłe zamoczenie butów było bardzo orzeźwiające. fot: Tomasz Szwajkowski

Po wodzie zaczynał się kilometrowy odcinek w piachu. Wszędzie tam, gdzie przed chwilą była woda, teraz przyklejał się piasek. Rzeźnia dla napędu. Piach tak sypny, że ciężko było ujechać. Na tym odcinku dogoniliśmy jednego z Goggle'a, a Filip utknął gdzieś w piaskownicy. Zwolniłem, żeby na niego poczekać. Jak mnie dogonił i wyprzedził na początku drugiej rundy, to już nie miałem sił, żeby utrzymać jego tempo w terenie. Zawodnik z Goggle'a też odjechał... 
Cała runda w większej części przejechana samotnie. Mniej więcej w połowie dogoniłem jednego z Agrochestu. Chwile przewiózł się za mną, na podjeździe pojechałem na szybszych dostępnych przełożeniach i urwałem go. Następnie próbując się napić na nierównym terenie wypadł mi bidon z ręki. Bez wody daleko bym nie dojechał, wiec szybko cofnąłem się po niego tracąc całą przewagę którą wypracowałem na podjeździe. Jednak na następnych odcinkach podkręciłem tempo i udało mi się odjechać. Do końca wyścigu walczyłem z samym sobą, żeby trzymać tempo i kogoś jeszcze dogonić.
Sam nikogo nie dogoniłem, za to przed rzeką naszła mnie grupa 3 osób, prowadził ją jeden z Kaczmarka Eurobike, a za nim znany mi zawodnik Agrochestu oraz Polart Nutrax, którego dogoniliśmy i urwaliśmy z Filipem pod koniec pierwszej rundy. Przez rzekę poszli jak dziki, mnie nieco Agrochest przyblokował, przez co po wbiegnięciu po skarpie, na piachach miałem co odrabiać dystansu do dwójki na przedzie. Na piachach teraz doszło zmęczenie, zaczęła się loteria. W wąskiej końcówce przez problemy prowadzących zjechaliśmy się razem, ale na ostatnim podjeździku zawodnik z Eurobike'u pokazał moc i odjechał razem z zawodnikiem Polartu, ja walczyłem aby maksymalnie odjechać zawodnikowi Agrochestu, co też się stało i bezpiecznie, już nie zagrożony przejechałem przez metę. 

Twarze kolarzy po dystansie mega były zabójcze. Wszyscy czarni od kurzu, jakby dopiero co z kopalni wyszli. Ja miałem bombę, zgon. Końcówkę przejechałem ponad moje siły. Nie planowałem takiej walki na finishu. Byłem wykończony i odwodniony. Robiłem wszystko co mogłem, byle tylko nie popełniać błędu z Wisły i nie kłaść się na trawie. Ledwo co mogłem stać. Jak próbowałem przejść w linii prostej do bufetu, to zataczałem się na boki. Napicie się i posilenie owocami nie wiele mi dało. Dopiero puszczenie sobie wody ciurkiem z baniaka na twarz przy aucie przywróciło mnie do żywych. Taki szybki odpowiednik kąpieli w jeziorze.
Wynik: 21 Open i 12 kat M2. To był udany wyścig!

Kategoria MTB, Wyścig


  • DST 26.50km
  • Czas 01:12
  • VAVG 22.08km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 5 lipca 2014 · dodano: 05.07.2014 | Komentarze 0

Wprowadzenie w upale, zamiast koszulki założyłem kamizelkę, średnio się to sprawdziło.
Kategoria MTB


  • DST 25.41km
  • Czas 01:19
  • VAVG 19.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Czwartek, 3 lipca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 0

Rozjazd z odpowiednimi regulacjami. Napęd działa lepiej niż wcześniej, jedynie dalej jest problem z 8 zębatką z tyłu - przeskakuję łańcuch i nie wskakuje jak zrzucam z 9tki. 

Wracając złapany pierwszy laczek na mleku! Przez przebitą oponę zeszło powietrze, na stacji po dopompowaniu się uszczelniło. Najwyraźniej za mało wlałem mleka i samo od razu nie wypełniło dziury.