Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 52.16km
  • Czas 02:46
  • VAVG 18.85km/h
  • VMAX 68.85km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przełęcz Karkonoska / Schronisko Odrodzenie

Niedziela, 13 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 1

AMŚ Jelenia Góra - niedziela, czyli wyścig ze startu wspólnego XCO. Głupio byłoby taką okazję opuścić, dlatego zostaliśmy z Kowalem dzień dłużej. Ja dodatkowo zostawiłem rower żeby skorzystać z terenów i pojeździć z rana. 
Pobudka 7 rano, dokładnie o 8 wyjechałem w stronę Zbiornika Sosnówka, by dalej udać się w kierunku Przesieki i wjechać na Przełęcz Karkonoską. 
Od początku bajka. Dojazd ulicą Mickiewicza, dobra szosa, zero aut, piękne widoki na masyw górski Karkonoszy, piękna pogoda. Już droga zaczynała wznosić się ku górze, by po chwili znowu zjechać do doliny. Dojechałem do Sosnówki i lekkie zdziwienie - tego wielkiego zbiornika nigdzie nie widać. Trudno, jadę dalej, teraz w kierunku Borowic. Zaczyna się długi podjazd. Na jezdni widoczne są napisy po wyścigach szosowych dopingujące kolarzy. Jest to dla mnie znak, że jestem na dobrej drodze. W paru miejscach zatrzymuje się przy przydrożnych mapach okolicy i szukam drogi do mojego celu. Niestety nie wiele mi to daje, bardziej dokładna jest mapa w telefonie. Trasa wyścigów odbija na Karpacz Górny, ja skręcam na Borowice. Po drodze mijam dużo szlaków rowerowych, które co chwile odbijają w las. Aż chciałoby się je wszystkie przejechać, ale nie mam teraz na to zbyt wiele czasu. Krótki zjazd i rozjazd Przesieka/Borowice. Ja odbijam w lewo ku górze. 
Droga się zwęziła, wycinka drzew w lesie naniosła miejscami sporo brudu na asfalt. Co jakiś czas jezdnią przepływa strumień, a to jakaś większa rzeka szumi w lesie. Przypomina mi się drogę do Morskiego Oka. Bardzo podobny klimat, nawet chyba nachylenie drogi podobne. Z jedną, znacząca różnicą - tutaj zero ludzi, pusto i cicho. Po 4km zauważam przy drodze drewnianą budkę w której można odpocząć, a z drugiej strony asfaltową drogę prowadzącą ostro pod górkę, gdzie kieruje mnie szlak którym jechałem. No nic, takiej sztajfy nie mogę ominąć. Na sam początek wita mnie napis:
 
Tyci - dobrze powiedziane (a raczej: napisane). Robi się ciekawie. Nachylenie bardzo podobne do tych najbardziej stromych podjazdów na Bike Maratonie w Wiśle i Myślenicach. Z tym że, tu jest asfalt, tam w najlepszym wypadku były męczące płyty. Tutaj tylko martwiłem się aby dobrze rozłożyć siły i przełożenia żeby podjechać oraz czasami trzeba było dobrze ominąć dziury w zniszczonym asfalcie. Przełożenie 22 - 32 i mielenie. Na razie spokojnie, tak żeby podjechać i się nie przemęczyć. Najlepsze to, że do końca nie wiem gdzie jestem. Pytam napotkanych po drodze ludzi gdzie droga prowadzi - w odpowiedzi dostaję informację że do "Odrodzenia". Nie wiele mi to mówi, przypominam sobie tylko że wczoraj Kowal coś mi o tym wspominał. A jeśli on coś o tym wspominał, to musi być dobrze. Dalej kolejni ludzie, droga robi się coraz bardziej stroma.
Kolejny napis był z serii motywujących: 

Ja nie wytrwam? 
Dalej parę wyrazów uznania ku pokrzepieniu zmęczonych ciał:
oraz wytłumaczenie braku dalszych napisów:

Szkoda. Taki doping bardzo umilił trudy podjazdu. Chociaż na chwilę można było uciec myślami w inną stronę. 
Teraz pozostało na asfalcie już tylko odliczanie metrów do końca podjazdu. Dwie nieco sprzeczne wersje, jedne poprawiane przez drugie. Mi to nie robi wielkiej różnicy. Jadę swoim tempem, którym mógłbym podjechać jeszcze parę kilometrów. W każdym razie już blisko, na asfalcie powoli widać: 500, ... 300, ... 200m, ... ostatnia metry na stojąco ząbek niżej i już na górze. 
Widoczki na kotlinę jeleniogórską cudne. Przez możliwy dojazd autobusami od strony Czeskiej kręci się tu sporo ludzi. Kawałek wyżej widać schronisko. Podjeżdżam tam i tajemnicze "Odrodzenie" staje się jasne:

Widok ze schroniska na przełęcz:
 
Chwila popasu i ubrania się, zaczęło wiać. Do tego czas zaczyna gonić, o 11:30 start naszych dziewczyn, więc pomału pora zjeżdżać. 

Zjazd stromy i szybki, wręcz karkołomny. Zaczynają się dziury w asfalcie, robi się niebezpiecznie. Hamulce dobrze wykonują swoją robotę, piszczeć zaczynają dopiero na dole. Tam zebrało się teraz sporo ludzi. Patrzą na mnie z niedowierzaniem i pytają, czy pod górkę też wjechałem... 
Tym razem skręciłem na Przesiekę. Droga już dużo lepsza, można było puści klamki. Na zakosach zaczęły pojawiać się pierwsze auta. Im niżej, tym było ich coraz więcej. Przesieka szybko przeleciała, wjechałem do Podgórzyna i zacząłem się zastanawiać, którędy teraz wrócić do Jeleniej. Szybko spojrzałem w telefon, wypatrzyłem jakąś drogę przy jeziorach i po chwili się na nią udałem. Znaleźć ją w terenie nie było trudno, prowadziły tam wszystkie drogowskazy na Jelenią.
Jak stałem przy głównej i rozmyślałem którędy wrócić to wyprzedziła mnie azjatka rozgrzewająca się do wyścigu. Na swojej szosie jechała spokojnie, więc szybko ją dogoniłem, a że nie chciała nawiązać kontaktu to wyprzedziłem i odjechałem. Tak dojechałem do samej Jeleniej (dokładniej Cieplic), skąd podążając za znakami na hotel Mercury dojechałem do naszego ośrodka. 

Trening bardzo udany, było warto zostać. Polskie Alpe d'Huez zdobyte! Po treningu szybki posiłek i na trasę na AMŚ.

Kategoria Szosa, Góry



Komentarze
Pixon
| 06:42 wtorek, 15 lipca 2014 | linkuj Widzę, że miałeś lepszą pogodę niż ja dzień wcześniej ;)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!