Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 68.08km
  • Czas 02:57
  • VAVG 23.08km/h
  • VMAX 43.86km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

GP WLKP Binduga

Niedziela, 6 lipca 2014 · dodano: 06.07.2014 | Komentarze 0

Start z początku 3 sektora, więc od początku gonitwa czołówki. Szczęśliwie rozjazdówka była długa i szeroka, więc przejeżdżając przez linie startu odrobiłem stratę i jechałem razem z Mateuszem Mrozem na końcu pierwszej grupy.

Jak na razie najlepsze moje zdjęcie w tym roku. Dzięki FIlip za turbo doping! ;)  fot. Tomasz Szwajkowski

Po wjeździe w teren grupa się rozciągnęła i porozdzielała na mniejsze podgrupy. Ja z samego końca przebijałem się do przodu, ale przez początkową pogoń brakowało mi świeżości. W trudniejszych miejscach mijałem wiele osób z defektami albo po upadkach, m.in. Sylwka Swata albo Filipa Jeleniewskiego. Drugi z nich od razu wziął się do nadrabiania straty przy pomocy Mateusza Rybczyńskiego. Zabrałem się z nimi. Przetrwałem na kole Filipa morderczy pościg Mateusza i dalej, razem z juniorem Rybek jechałem do końca pierwszej rundy. Współpraca układała się bardzo pomyślnie. Na początku ja dawałem dłuższe zmiany, potem FIlip doszedł do siebie i głównie on mocno pracował.
Na nielicznych podjazdach bardzo irytujący był mój napęd. Mogłem jechać albo na największej zębatce w kasecie, albo na od 5tki w dół. Na innych napęd się blokował, przez co kilkukrotnie musiałem zatrzymywać się i wyciągać zaklinowany łańcuch. 
Wisieńką na torcie całego wyścigu był przejazd przez rzekę. Dużo osób brało rower pod rękę i przebiegało przez wodę, ja wybrałem szybszą opcję zamoczenia nie tylko butów, ale i kółek (i napędu!):

Przy 30 stopniowym upale nagłe zamoczenie butów było bardzo orzeźwiające. fot: Tomasz Szwajkowski

Po wodzie zaczynał się kilometrowy odcinek w piachu. Wszędzie tam, gdzie przed chwilą była woda, teraz przyklejał się piasek. Rzeźnia dla napędu. Piach tak sypny, że ciężko było ujechać. Na tym odcinku dogoniliśmy jednego z Goggle'a, a Filip utknął gdzieś w piaskownicy. Zwolniłem, żeby na niego poczekać. Jak mnie dogonił i wyprzedził na początku drugiej rundy, to już nie miałem sił, żeby utrzymać jego tempo w terenie. Zawodnik z Goggle'a też odjechał... 
Cała runda w większej części przejechana samotnie. Mniej więcej w połowie dogoniłem jednego z Agrochestu. Chwile przewiózł się za mną, na podjeździe pojechałem na szybszych dostępnych przełożeniach i urwałem go. Następnie próbując się napić na nierównym terenie wypadł mi bidon z ręki. Bez wody daleko bym nie dojechał, wiec szybko cofnąłem się po niego tracąc całą przewagę którą wypracowałem na podjeździe. Jednak na następnych odcinkach podkręciłem tempo i udało mi się odjechać. Do końca wyścigu walczyłem z samym sobą, żeby trzymać tempo i kogoś jeszcze dogonić.
Sam nikogo nie dogoniłem, za to przed rzeką naszła mnie grupa 3 osób, prowadził ją jeden z Kaczmarka Eurobike, a za nim znany mi zawodnik Agrochestu oraz Polart Nutrax, którego dogoniliśmy i urwaliśmy z Filipem pod koniec pierwszej rundy. Przez rzekę poszli jak dziki, mnie nieco Agrochest przyblokował, przez co po wbiegnięciu po skarpie, na piachach miałem co odrabiać dystansu do dwójki na przedzie. Na piachach teraz doszło zmęczenie, zaczęła się loteria. W wąskiej końcówce przez problemy prowadzących zjechaliśmy się razem, ale na ostatnim podjeździku zawodnik z Eurobike'u pokazał moc i odjechał razem z zawodnikiem Polartu, ja walczyłem aby maksymalnie odjechać zawodnikowi Agrochestu, co też się stało i bezpiecznie, już nie zagrożony przejechałem przez metę. 

Twarze kolarzy po dystansie mega były zabójcze. Wszyscy czarni od kurzu, jakby dopiero co z kopalni wyszli. Ja miałem bombę, zgon. Końcówkę przejechałem ponad moje siły. Nie planowałem takiej walki na finishu. Byłem wykończony i odwodniony. Robiłem wszystko co mogłem, byle tylko nie popełniać błędu z Wisły i nie kłaść się na trawie. Ledwo co mogłem stać. Jak próbowałem przejść w linii prostej do bufetu, to zataczałem się na boki. Napicie się i posilenie owocami nie wiele mi dało. Dopiero puszczenie sobie wody ciurkiem z baniaka na twarz przy aucie przywróciło mnie do żywych. Taki szybki odpowiednik kąpieli w jeziorze.
Wynik: 21 Open i 12 kat M2. To był udany wyścig!

Kategoria MTB, Wyścig



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!