Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Technika / XC

Dystans całkowity:4535.79 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:234:47
Średnia prędkość:19.32 km/h
Maksymalna prędkość:64.80 km/h
Maks. tętno maksymalne:191 (97 %)
Maks. tętno średnie:134 (68 %)
Suma kalorii:1994 kcal
Liczba aktywności:99
Średnio na aktywność:45.82 km i 2h 22m
Więcej statystyk
  • DST 47.45km
  • Czas 02:22
  • VAVG 20.05km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

A6 Cytadela 8x *Uszczelniony!

Sobota, 3 maja 2014 · dodano: 03.05.2014 | Komentarze 0

Stroje dostałem w samą porę. Zrobiło się chłodniej, dawniej bym kombinował z gamexem + termoaktywna, a teraz? Teraz to na wypasie. Spodenki dość długie bo do kolan, idealne na takie dni. Koszulka, do tego rękawki, a na to jeszcze kamizelka. Pełna profeska, jeszcze pachnące nowością. Pamiętam jak w 2011 roku mega mi się podobał strój Czerniaka, nawet pytałem się jego gdzie takie można dostać. Teraz sam taki komplet mam, można powiedzieć że marzenia się spełniają :)   - (chociaż z tym stwierdzeniem to bym jeszcze poczekał do pierwszych gór)

Do Połczyna nie znalazłem transportu, więc odpuszczam wyścig i biorę się za przygotowywania do AMWlkp w Pniewach za tydzień. Dziś padło na trening XC. Wszyscy albo na rundzie szosowej albo odpoczywali przed jutrem, więc Moraska jeszcze sobie nie zobaczę, ale za to odwiedzę od dawna już przeze mnie nie uczęszczaną trasę na cytadeli, na której zdobywałem pierwsze szlify kolarskie.
Pierwsza runda zapoznawcza, 4 kolejne imitacja wyścigu, przerwa 5 min przez ból pleców i żeby chwile odsapnąć, po czym kolejne 4 mocne kółka. Czasy: 10:08, 9:45, 9:59, 10:01, (5:00), 9:51, 9:43, 9:44, 9:33. Jak widać na początku poznawałem trasę przy mocniejszym tempie na prostych i podjazdach, potem już bardziej ryzykowałem w technicznych odcinkach a więcej odpoczywałem na prostych. Cieszy to, że po przerwie czasy coraz bardziej śrubowałem.
Po wszystkim rozjazd nad Maltę - w końcu tradycji barw które reprezentuję musi się stać zadość ;)

*** Trezado - Uszczelnij się! ***
Kolejna część walki z uszczelnianiem Ikona. Jest piątek, wieczór. Tym razem na stacji, a właściwie to dwóch. Na BP się poddałem i pojechałem w poszukiwaniu lepszego kompresora na Lotos. Tam długo nie dałem za wygraną i dopiero gdy w akcie desperacji zacząłem łyżką do opon układać oponę w rancie, tak na połowie długości obręczy (bo więcej się nie dało przez opór opony),  to przy strzale z kompresora coś zaskoczyło. Po kolejnym strzale już opona całkiem wskoczyła, co prawda powietrze schodziło z 2 barów w ok 2 sekundy, ale i tak cieszyłem się jak dziecko że w ogóle się udało, bo miałem już dość tej walki.
W domu kolejna bitwa, tym razem na pole bitwy wystawiłem płyn uszczelniający Trezado i moje ręce do shake'owania oponą. Według strzykawki zaaplikowałem przez wentyl 100 ml mleka, dziwne bo łącznie na 2 koła, według miarki na opakowaniu ubyło tylko 100ml. W każdym razie po wlaniu mleczka już wstępnie je rozprowadziłem i zacząłem pompowanie. Mleko sikało wszystkimi dziurami, im większe ciśnienie tym tych dziur pojawiało się coraz więcej. Głównie przy nyplach, wentylu i rancie. Gdy powietrze zeszło do ok 0,5 bara to pompowałem od nowa i mleko dalej walczyło, a ja próbowałem pomóc przez obracania i wstrząsanie kołem. Widać było pierwsze efekty więc co chwile powtarzałem czynności. Po ok 10 min takiej walki mleko ostatecznie doszczelniło wszystkie szczeliny, a powietrze przestało schodzić z opony. Był to znak, że operacja zakończyło się powodzeniem! Koło odstawiłem na nocne leżakowanie w poziomie, z przewracaniem co jakiś czas.



Efekt? Ciśnienie przód 1,2 bara, tył 1,5 i jechane na XC. Komfort - niesamowity. Cały czas pełna kontrola kierownicy, nie trzęsie jak dawniej, wszystkie mniejsze dziury wybierają opony. Koła ani razu mnie nie zawiodły, przyczepność na każdym podjeździe i zjeździe trzymały świetnie, tylko na jednym korzeniu Saguaro się uślizgnęło ale tego się spodziewałem i w pełni to kontrolowałem. Wreszcie mogę podjeżdżać pod amfiteatr na stojąco! Na zjechanej Kendzie SB8 było to niemożliwe, już na samą myśl opona się ślizgała. Teraz czuję się niezwykle pewnie w terenie. Kolejne testy jutro na treningu po Dziewiczej i Puszczy Zielonce.




  • DST 50.35km
  • Czas 02:10
  • VAVG 23.24km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

P1 P2 Kiekrz

Środa, 23 kwietnia 2014 · dodano: 24.04.2014 | Komentarze 0

Dość dziwny trening. Z suchego Poznania wjechałem w Kiekrz gdzie dopiero co przeszła ulewa i woda płynęła ulicami, na szczęście ostatnie 2 podjazdy nad jeziorem w miarę suche... Tam zrobiłem łącznie z 10 sprintów na podjazdach, w przerwach podjeżdżałem technicznie podjazd XC w lesie albo czaiłem się na zjazd po schodkach - czaiłem, bo ani razu nie puściłem się schodami.
Łańcuch strasznie smaru z siebie wyrzucił - albo mocno posmarowałem albo przez wilgoć. Z tego powodu często napęd nie robił tego co chciałem, parę razy spadł lub klinował się łańcuch, albo na zębatkach przeskakiwał. Dość denerwujące to było...
W obie strony po 2x5skoków, czuć moc, ale pewnie przez pogodę wzięło mnie ogólnie zniechęcenie i zacząłem na wszystko narzekać.
Kategoria Szosa, Technika / XC


  • DST 90.48km
  • Czas 04:06
  • VAVG 22.07km/h
  • VMAX 50.29km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zielonka, Wronczyn

Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 · dodano: 22.04.2014 | Komentarze 0

Świąteczna runda terenowa w lany poniedziałek. Mocna ekipa: Rafał, Jarek, pan Jasiu, Tomek J, Tomek Z. Tempo umiarkowane, bez wyścigów, czasami tylko z Tomkiem Z walczyliśmy na podjazdach na których zawsze mnie w końcówce urywał.  Ciepło i sucho, miejscami błoto po ostatnich deszczach, w które nie raz wjechałem. Z ciekawszych akcentów to Dziewicza z podjazdem killerem - na końcówce gałązka wplątała mi się w przerzutkę i na największej zębatce z tyłu zaczął mi łańcuch przeskakiwać więc odpuściłem; dalej techniczne single nad jeziorem Stęszewskim i Kowalskim. Miejscami przez mocne nachylenie ścieżki podpierałem się dla bezpieczeństwa. Ogólnie bardzo przyjemny trening, z resztą w taką pogodę nie mogło być inaczej. Dobry dystans jak na teren, zmęczony zbyt bardzo nie byłem, co prawda tempówek bym za dużo pod koniec nie zrobił ale w tlenie jeszcze bym mógł komfortowo nastukać parę kilometrów.


  • DST 27.62km
  • Czas 01:14
  • VAVG 22.39km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 19 kwietnia 2014 · dodano: 20.04.2014 | Komentarze 0

No proszę. Mój rower. Jaki czyściutki! Aż ciężko go było poznać po zrzuceniu warstwy błota.
Wczorajsza przygoda z dętką to po kolejnym ataku jakieś drzazgi - tym razem bardziej widoczna i przede wszystkich wyczuwalna niż poprzednio, nie mniej równie mordercza. Dętka załatana i można śmigać dalej!
Rozjazd w celu sprawdzenia sprzętu przed jutrem, ale że noga fajnie kręciła to z paroma akcentami XC - wszystkie podjazdy bez problemu, aż sam się dziwiłem że w z niektórymi miejscami kiedyś miałem problem.
Wreszcie przyszło lato, wieczór, godz 19, a ja w krótkim rękawku, bez rękawiczek i dalej mi ciepło. Fajnie tak.
Kategoria MTB, Technika / XC


  • DST 32.78km
  • Czas 01:37
  • VAVG 20.28km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Piątek, 11 kwietnia 2014 · dodano: 11.04.2014 | Komentarze 0

Zaczyna martwić mnie przeskakujący łańcuch na najniższych zębatkach. Niestety nie jest to wina spinki od łańcucha. Na nowej dalej to samo. Zamiana kierunku przedniego Racing Ralpha i ustawienie niższego ciśnienia...
Wypad w teren przetestować sprzęt przed wyścigiem. Momentami mocniejsze tempo. Amortyzator sprawiał wrażenie dziwnie miękkiego.
Wracając skoczyłem do Cyklotura i do Ryby sprawdzić wagę roweru oraz sprawdzić widelec. 12,8 kg, 200/180 psi więc bez zmian. Nieco dopompowałem, zobaczymy jak to będzie.
Kategoria MTB, Technika / XC


  • DST 57.97km
  • Czas 03:28
  • VAVG 16.72km/h
  • VMAX 41.65km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Thule Cup Wągrowiec. Zaczęło się!

Niedziela, 6 kwietnia 2014 · dodano: 06.04.2014 | Komentarze 0

"... ten który ciężko trenuje na ścieżce rowerowej Rusałka - Strzeszynek, czyli Wojciech Polcyn! ..."

No i się zaczęło. Sezon jak z marzeń! Co tydzień jakiś wyścig. Szykuje się świetny rok!
Na rozgrzewkę - XC w którym startuję dla dobrego treningu, przede wszystkim głównym celem poprawa techniki jazdy i wydolności organizmu.
Wczoraj dzień odpoczynku od treningów, ale nie od roweru - prawie połowę dnia spędziłem nad łataniem dętek przygotowywaniem Instynkta i czyszczeniem Krossa przed odstawieniem na zasłużony wypoczynek. Taka ciekawostka - dopiero wczoraj odkryłem jak mała drzazga w oponie może czynić szkody. Zapewne od zeszłorocznego wyścigu w Suchym Lesie siedziała w Kendzie SBE i bezlitośnie dziurawiła wszystkie nowe i stare dętki. Masakra. Nie da się zobaczyć, palcem się nie wyczuje. Jedynie umycie opony pomogło w zauważeniu małej kropki w bieżniku.
Dzisiaj z rana dojazd na stację BP, skąd zabrałem się z panem Jasiem i rodzinką. Na miejscu byliśmy o 12, zanim się zarejestrowałem, najadłem i przebrałem to minęła kolejna godzina i o 13 ruszyłem zwiedzać okolicę. Idealnie trafiłem w przerwę między startami więc od razu pojechałem na trasę. Szybkie rozpoznanie, 2 rundy. Wstępna diagnoza: trasa ciekawa, kilka podjazdów na których można mocniej przycisnąć, zjazdy strome ale na 29erze spokojnie do zjechania. Jeden podjazd może być problem, na rozgrzewce nie walczyłem z nim tylko butowałem. Jak na XC to dość dużo płaskiego. I jeszcze parę ciasnych zakrętów, co nie powinno dziwić.
Po takich 2 rundach zrobiła się godz 13:30 i start mastersów, po którym obejrzeniu wróciłem do auta doładować akumulatory. Po drodze jeszcze spotkałem Piotrka M i Tomka Pawelca, z drugim dłuższą chwile pogadałem i pojechałem na kolejną moją rozgrzewkę. Przepuszczając Mastersów na trasie pokonałem 3 kolejne rundy, z czego ostatnią dość mocno, tak że już lekkie zmęczenie w nogach odczułem. Wróciłem do auta już całkowicie przygotować się do startu, zmieniłem okulary na stare dobre wyścigowe i pojechałem na ostateczną rozgrzewkę na szosie. 15 minut zakończone 2 skokami, na start gdzie już wszyscy się ustawiali, w sektorze byłem jako 30 więc dobre miejsce do ataku, odliczanie i ruszyli!
Czołówka poszła jak dziki, ja z założenia odpuściłem nieco i po przepuszczeniu harpaganów złapałem grupkę z którą będę mógł razem jechać. Runda rozjazdowa, przejazd przez linię start-mety, tak się spiąłem żeby złapać kogoś konkretnego że na małej hopce wypadł mi jedyny bidon... 
Oczywiście trochę za nisko się wyceniłem i już na pierwszych podjazdach musiałem kombinować. Pierwsze zakręty to było jedno wielkie dohamowywanie więc nic tam nie traciłem. Na podjazdach wyprzedzałem tych co sobie gorzej radzili, na płaskim trzymałem tempo albo sam nadawałem, na zjazdach pokrzykiwałem żeby nie hamowali tylko jechali. Parę osób mnie wyprzedziło, w tym Sławek Spławski z Rocky Mountain Team za którym długo się trzymałem i Tomek Hruświcki który poszedł jak dzik a potem długo był w moim zasięgu. Jednak nie było mi dane go dogonić, na czym bardzo mi zależało...
Druga ronda podobnie jak pierwsza, parę razy aby wyprzedzić słabsze osoby niezbyt miło się wpychałem, tak że raz sam tego pożałowałem jak jakieś krzaki weszły mi w napęd. Najpierw wszystko przeskakiwało, ale po przejechaniu paruset metrów wszystko wróciło do normy. Zaczynało mnie już suszyć i przy przejeździe przez linię mety na 3 rundę krzyknąłem do pana Kurka z prośbą o czerwony bidon który mi wypadł. Kawałek dalej zauważyłem pana Jasia przy trasie na rowerze, więc poprosiłem go o jego bidon który po chwili dostałem. Jednak minęło parę a nawet paręnaście kluczowych sekund, sam wypadłem z rytmu i potem już nie szło jak wcześniej. Parę osób mi uciekło, już nie widziałem ani mojego kolegę z nowego klubu ani Kubę z Colexu, a sam tak mocno pojechałem żeby dogonić grupkę przed którą poprzednio uciekałem że się z lekka zajechałem. Zakręty dużo gorzej mi wychodziły, na zjazdach brakowało koncentracji, zacząłem dość nerwowo jechać. Na płaskich zamiast dokręcać to popijałem wodę. W ten sposób przejechałem trzecią rundę z grupką 3 juniorów, którzy się ostro siekli między sobą, jednak na podjazdach trochę im momentami brakowało mocy.
Na czwartej rundzie już przez moje techniczne błędy zaczęli mi odjeżdżać, z początku dość minimalnie, na podjazdach nadrabiałem, ale na kolejnych ostrych zakrętach i zjazdach coraz bardziej, bardziej aż zupełnie odjechali. Piąta runda przejechana w samotności.
Początek szóstej rundy i szok - ledwo co przejechałem start a tam już słyszę okrzyki ze stadionu "Aleksander Dorożała..." i po chwili ktoś mi siedzi na kole... Myślałem że to ktoś mnie dogonił co jechał za mną, ale się myliłem, to był tylko Alik którego od razu przepuściłem żeby jechał swoje. Parę sekund i już miał parędziesiąt sekund przewagi. Dubla nie planowałem, ale od takiego zawodnika to żaden wstyd. Po paru podjazdach zauważyłem przede mną zawodnika Superiora do którego się szybko zbliżałem. Kolejne podjazdy i już go miałem, ale za mną pojawił się kolejny dzik Paweł Górniak któremu również zjechałem i straciłem na tym parę sekund. Ostatecznie na ostatnim podjeździe dogoniłem kolegę z Supa, na wypłaszczeniu wyprzedziłem i dociągnąłem go na kole do mety.

Koniec. Ostatecznie 20 miejsce w kategorii, szkoda że nie podali międzyczasów....

Po wyścigu rozjazd, wyżerka, komentarze po startowe, gratulacje i powrót do domu.
Mega udana niedziela i bardzo obiecujący start. Pozostaje mi nic innego jak dalej trenować i czekać na nowe koła. Na nich dopiero pokażę na co mnie stać ;)

Niepokojąco po 4 tej rundzie bolały mnie plecy. Dość mocno się w początkowej fazie schylałem że złapać jakiś tunel i to pewnie dlatego. Zobaczymy jak będzie na maratonach.
Nogi świetnie podawały. Może nie na tyle żeby wygrać, ale nie narzekałem na brak sił i wytrzymałości.
A co do poprawy?
-Start.. nigdy więcej litości i przepuszczania, od początku ogień żeby potem złapać dobrą grupę a nie się męczyć na podjazdach.
-Technika - ale tu poczekam za nowymi kołami i oponami, na nich będę doszlifowywał zakręty i zjazdy
- Wydolność organizmu - zawsze się przyda ;)






  • DST 87.73km
  • Czas 04:18
  • VAVG 20.40km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza i Puszcza Zielonka

Piątek, 4 kwietnia 2014 · dodano: 05.04.2014 | Komentarze 0

*** Nowe ustawienie amora: 200/180 psi
Dokładne poznanie sprzętu wraz z pełną regulacją przed niedzielnym ścigiem.

Pogoda cudowna, słońce i nie za ciepło, o 15 wyszedłem z domu. Dość długo zajął mi przejazd przez miasto, nieco przekombinowałem ze św Marcinem. Początek jazda pod wiatr, więc przy moich oporach powietrza jakoś specjalnie nie dbałem o mocniejsze tempo i średnią. Pulsometr zaczął łapać dopiero po jakimś czasie.
Pierwszy akcent XC nad jeziorem Swarzędzkim, przez Gruszczyn do Dziewiczej, tam podjazdy technicznie, bez większej napinki i zjazdy killerem. Pierwsza próba z mocnym hamowaniem, zjechana bez większych problemów, ale też bez większej frajdy. Swoją drogą te przednie okładziny już nie są takie żylety jak były wyjęte z opakowania. Kolejny zjazd już na większej pewności, więc też zacząłem się tym bawić. Po zjechaniu dopompowanie amora - po poprzednim zjeździe został 1cm zapasu do dobicia. Jak wszystko poustawiałem to wpadłem na genialny pomysł, żeby sprawdzić jak się podjeżdża pod Killera. Kiedyś próbowałem, ale poległem nawet nie w połowie. A teraz?
O dziwo jechało mi się bardzo dobrze. Pełna kontrola nad rowerem. Połowa pokonana. Wyżej tylko 2 problematyczne uślizgi tylnego koła z którymi sobie poradziłem. I co? I jestem na górze! To co kiedyś wydawało mi się niemożliwe, teraz to zrobiłem. Pierwszy raz w życiu. Czas szukać kolejnych wyzwań! W nagrodę sobie zjechałem, wyskakując na hopkach gdzie się dało. Z Dziewiczej udałem się wgłąb Puszczy gdzie mnie nogi i instynkt poniosą. Poniosły najpierw do znajomej drogi w Mielnie, potem pod Tuczno, gdzie korygując ciśnienie w amorze zorientowałem się, że pod Killerem zapomniałem zakręcić zawór komory negatywnej i nakrętką gdzieś tam leży. Nie mogąc pogodzić się z tak cenną stratą postawiłem wrócić odszukać moją zgubę. Po drodze sam się gubiąc i co chwile płosząc stada saren.
Jak dotarłem pod Dziewiczą to było już po godz 18tej. 30 minutowe poszukiwania na nic się nie zdały, nakrętki nie znalazłem, za to zmarzłem. W zamian za to skorygowałem amora celując w 200/180, zjechałem jeszcze raz Killerem i stwierdziłem że jest idealnie więc wracam do domu. Nogi lekko kręciły, bo z wiatrem, więc miejscami na płaskim można było fajną prędkość rozwinąć. Dojeżdżając do Malty już zaczęło się ściemniać, a tam spotkałem jeszcze Łukasza i Stacha, z którymi objechałem jedno kółko. Ostatecznie w domu ok godz 20:30. Łącznie dzisiaj 5 h 30 min na rowerze, a jeszcze było mi mało. Tak można żyć ;)

Kategoria MTB, Technika / XC


  • DST 55.58km
  • Czas 02:22
  • VAVG 23.48km/h
  • VMAX 57.83km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

M2 F2 Osowa 7x

Czwartek, 3 kwietnia 2014 · dodano: 03.04.2014 | Komentarze 0

Wczoraj sprawko pisane tylko do godz 2, więc po 10 na rowerze już śmigałem. Z rana zimno. Bardzo zimno. Ale że w południe ma się zrobić ciepło, to ubrałem się dość lekko, tak żeby pierwsze kilometry przetrwać a potem sobie gratulować dobrej decyzji.
O 12:30 musiałem być w domu, więc czas nieco gonił. Pierwsza tempówka od razu na Dolnej Wildzie, już na chodniku. Pulsometr też źle odczuł zimno i mi się zbuntował. Dopiero na drugiej tempówce zaczął coś pokazywać. A potem jak się rozkręcił to aż się dziwiłem że tak szybko tętno się zmienia. Ogólnie forma patrząc na tętno dość średnio, bez rewelacji. Tempówki 150-160, na podjazdach łącznie przez minutę w beztlenie.
Drugi interwał skończyłem przed Puszczykowem, dla odmiany sobie wymyśliłem że dzisiaj podjazdy zrobię od strony Puszczykowa, a korzystając z Instynkta pozjeżdżam traską XC tudzież innymi DH hopkami.
Podjazd - całkiem spoko, od początku stromy, potem lekkie wypłaszczenie, i najgorsze na dobicie na sam koniec. Wydaje się że nie ma jakiegoś dużego nachylenia, ale potrafi zapiec nogi. Według mnie dużo lżej dla ciała i psychiki niż podjazdy od strony Mosiny. Powrót na dół ścieżkami DH. Fajnie by było nauczyć się skakać z hopek.
Łącznie tylko 7 podjazdów, chciałoby się więcej ale obowiązki wzywały.
Powrót jedna długa tempówka do Poznania, przy okazji Dolną Wildą przewiozłem się za ciężarówką.
M2: 7:05 (5:07) 14:01 (8:13)
F2: czasy mierzone od początku podjazdu do wypłaszczenia, dokładniej dość charakterystyczny krzak z lewej strony jezdni
2:15 (6:49) 2:17 (5:09) 2:14 (6:55) 2:17 (5:01) 2:10 (6:12) 2:26 (7:20) 2:01 (5:58)
M2: 28:19

Łącznie M2 39,5 min , F2 16 min
Ostatecznie w domu chwilę po 12:30, czyli planowo, ale na wykład i tak się spóźniłem prawie 20 min...
Kategoria Szosa, Technika / XC


  • DST 46.56km
  • Czas 02:16
  • VAVG 20.54km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek Cytadela Piątkowo

Środa, 2 kwietnia 2014 · dodano: 03.04.2014 | Komentarze 0

Wprowadzam nową kategorię: XC - czyli treningi interwałowe w cięższym terenie mające na celu poprawę moich umiejętności technicznych. Stary "Teren" zastępuję MTB, do którego będę dalej zamieszczał treningi w mniej wymagającym terenie.
Trening znowu po zajęciach, o podobnej porze jak wczoraj. Z tą róznicą, że teraz przełożyłem lampkę tylną z Krossa i mogę być spokojny o moje plecy po zmroku.
Najpierw Strzeszynek moimi ścieżkami, niektóre widać że uczęszczane i sprzątnięte po zimie, inne w nieco gorszym stanie, ale do przejechania. Tym razem też poradziłem sobie z piaszczystym podjazdem, ale już nie było tak łatwo i lekko jak w poniedziałek. Objeżdżając Strzeszynek znowu niepokojąco spadło ciśnienie w tylnej oponie, stąd decyzja o szybszym powrocie omijając ścieżki od strony torów, dodatkowo bez ryzykowania składaniem się w zakręty żeby opona nie spadła z rantów.
Nad Rusałką stwierdziłem że powietrze przestało uchodzić więc, tak jak planowałem, pojechałem sprawdzić się na amfiteatr na Cytce.
I tu klęska prawie że totalna. Pierwsza próba zakończyła się nieudanym zrzuceniem łańcucha przez przednią przerzutkę, nie walczyłem dalej tylko odpuściłem. Za drugi razem brakowało mocy i odpadłem w połowie podjazdu. Za trzecim się wkurzyłem i wziąłem większy rozpęd. Na stojąco z problemami podjechałem, ale nie o to mi chodziło... Czwarty raz już walka na siedząco. Nogi nie kręcą tak jakbym chciał, ale jakoś wciągnęły rower na samą górę. Piąty i ostatni raz próbowałem maksymalnie położyć się na kierownicy na siedziąco - zabrakło siły w nogach. Wniosek jest jeden - muszę częściej tu wpadać żeby dostosować moją pozycję na takie podjazdy. Siodełko według mnie ustawione za wysoko i pod złym kątem, kierownica też dość wysoko, nie miałem takiej kontroli nad przednim kołem jaką bym chciał mieć. Jednak po pierwsze - aby wszystko dokładnie dostosować to wolę poczekać na nowe koła. Ich waga może wiele zmienić.
Po podjazdach wskoczyłem jeszcze na Piątkowo do Jonka po pompkę do amora - jak dla mnie jest trochę za miękki, trzeba dopompować jedną komorę.
Kategoria Technika / XC