Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
MTB
| Dystans całkowity: | 15917.25 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 747:48 |
| Średnia prędkość: | 21.29 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 76.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 348 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 168 (82 %) |
| Suma kalorii: | 69482 kcal |
| Liczba aktywności: | 333 |
| Średnio na aktywność: | 47.80 km i 2h 14m |
| Więcej statystyk | |
- DST 38.32km
- Czas 02:33
- VAVG 15.03km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 24.0°C
- HRmax 165 ( 84%)
- HRavg 130 ( 66%)
- Kalorie 1521kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Szlakami przez Góry Stołowe, Szczytnik
Czwartek, 16 sierpnia 2012 · dodano: 16.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 6 - kondycyjnie ok, ale palce i ogólnie organizm ucierpiał na ostatnich zjazdach.Przejazd przez Polanicę i przy próbie wyprzedzenia samochodu w centrum, gdy ten nagle i niepodziewanie zajechał mi drogę, Patryk, który jak zawsze jechał parę cm za mną, wjechał mi prosto w koło i nogę... Nie wiem jak to udało mi się zrobić że się nie przewaliłem, dobre kilkanaście sekund walczyłem pewnie w jakiś magiczny sposób podparty rowerem Patryka, aż udało mi się wypiąć i stanąć na twardym gruncie. W wyniku tego mały szlif na lewej łydce, sam nie wiem od czego, i zadrapanie na prawym kolanie od ramy. Rowerowi na szczęście nic się nie stało, tylko łańcuch spadł.
Powracając do trasy i wycieczki:
Krążenie szlakami po górach stołowych tak samo jak ostatniego dnia w zeszłym roku. Czyli różnego rodzaju podjazdy i zjazdy szutrem, po kamieniach, korzeniach, łąkach, lasach i wszędzie gdzie można podłapać trochę techniki. Wczorajsze pętle dużo dały chłopakom bo już zjeżdżali zaraz mną, w szczególności Patryk którego ciągle czułem za plecami na trudnym kamienistym zjeździe, którego w zeszłym roku nie zjechałem. W taki sposób dojechaliśmy do Piekiełka i dalej przez Szczytnik do Zameczku - od dzisiaj mój ulubiony szlak do którego z chęcią będę wracał, żaden inny nie sprawił mi tyle radości co ten. Dosyć wąska ścieżka, mnóstwo kamieni i korzeni, momentami stromy podjazd - a na moim rowerze wspominałem się sprawnie jak kozica, nic mnie nie zatrzymało mimo wielu trudności i zachwiań. Do tego wszystko pokonane z wielkim uśmiechem na twarzy, nic tylko chciało się więcej :).
Po przejechaniu przez drogę z Polanicy do Szczytnej zaczął się długi, szutrowy podjazd jakimś szlakiem rowerowym (zielonym?), na którym nie dawałem Patrykowi jechać mi na kole. Już od samego początku narzuciłem mocniejsze tempo, które o dziwo skubaniec utrzymywał. Wiedziałem że to tylko kwestia czasu aż odpuści, ale chciałem to zrobić jak najwcześniej. Tętno już podchodziło pod 160 uderzeń, gdy po parru minutach odgłos sapania oddalił się, zrzuciłem na przełożenie 2-2 i tak jechałem już spokojnym tempem (tętno ok 145) na górę. Po takim nudnawym podjeździe nastał zjazd szlakiem bodajże czerwonym, który był aż tak ciekawy że momentami przerastał moje siły. Ogólnie to ten szlak wyglądał jak trasa do DH albo odcinek pętli XC w jak najbardziej górskim wydaniu. Stromo w dół, wąsko, mnóstwo zabójczych kamieni. Chwila dekoncentracji, uślizg koła i nie ma szans ratunku przed glebą. Udało nam się z pogodą i było sucho, więc nie najgorzej. Ale po jednym odcinku, na którym rósł ból w palcach od trzymania kierownicy która latała na kamlotach na wszystkie strony, złapał mnie mały kryzys. Do tego złapał mnie jakiś dziwny ból w plecach, jednak chwila odpoczynku na niego wystarczyła. Gorzej z palcami. Kolejny odcinek i już nie dawałem rady, musiałem hamować bo nie utrzymałbym kierownicy. W tym czasie Krzychu tak szalał na przedzie, że miałem problemy aby utrzymać jego tempo do momentu, aż w jednym miejscu przeszarżował, przez co koło zblokowało się na kamlotach i poleciał na lewy bok. Nic się nie stało, pozbierał się i zjeżdżał dalej, ale już chyba nie tak szybko. A mnie palce piekły dalej, w pewnym momencie jechałem na granicy bólu, a jak zacząłem jęczeć to szczęśliwie zobaczyłem koniec tego karkołomnego zjazdu. Puściłem trochę klamki, wyjechałem na szuterek i wyprostowałem wreszcie palce... Nie obyło się bez większego bólu jak to robiłem, ale po chwili przyszła ulga... Schłodzenie w przydrożnym strumyczku już zupełnie powróciło mnie do życia.
Trener pojechał podokręcać, a my rozjazdowym tempem udaliśmy się do Rzemieślnika. Kto by pomyślał że podjazd Fabryczną jest taki stromy! Prawie jak pod 16%, na młynku a i tak było twardo. Jak przejechaliśmy ten najgorszy odcinek to potem było dziwnie płasko...
Dzisiaj wielki plusik dla chłopaków, którzy odblokowali się na zjazdach. Patryk wreszcie zaczął tyłek wywalać za siodełko, jeszcze głowa niżej, ugnie łapy w łokciach i będzie niego zawodnik.
Podsumowując wyjazd: bardzo udany, nabrałem pewności na zjazdach, a podjazdy pokonywałem Instynktownie. Rower jest wprost stworzony do gór, tylko wymienić kółka na jakieś lżejsze, oponki na lepiej trzymające się kamieni i mogę szaleć. Zabrałem ze sobą moją WTB Moto, z której jednak nie skorzystałem. Po suchym RR i SBE radziły sobie bardzo dobrze, niestety na mokrym już nie było tak miło.
Przez 3 dni przejechane ok 250 km, w technice level up!
Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu w góry, może czas pomyśleć o jakimś wyścigu :)
- DST 51.97km
- Czas 02:58
- VAVG 17.52km/h
- VMAX 63.55km/h
- Temperatura 22.0°C
- HRmax 189 ( 96%)
- HRavg 134 ( 68%)
- Kalorie 1819kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
ZIeleniec
Środa, 15 sierpnia 2012 · dodano: 15.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 5Trening poranny, a właściwie to południowy.
Dojazd do Zieleńca prawie taki sam jak w zeszłym roku - Justyna, dalej wjazd w teren za mostkiem w lewo: szutrowy długi podjazd, z paroma korzeniami i kamieniami, którym dojechaliśmy do drogi nr 389. Tam zamiast od razu skręcić na zjazd do Zieleńca, to my udaliśmy się w prawo, dojeżdżając do szlaku turystycznego odbijającego pod górkę w lewo. Trener już wcześniej nam o tym szlaku opowiadał, ze bez młynka tu się nie podjedzie. Faktycznie tak było, nie dosyć że ścieżka była stroma w górę, to jeszcze bardzo wąska, pełna kamieni i korzeni, a wyżej konieczny był przejazd przez zroszoną trawę po której od razu opony były całe mokre. O ile na dole ruszyłem ambitnie do przodu i pomału się wspinałem popełniając parę błędów, tracąc równowagę i przejeżdżając ten odcinek jeszcze raz, to na górze w paru miejscach mogłem już tylko podprowadzić rower. Gdy próbowałem podjechać to mokre opony nie miały przyczepności i się ślizgały na kamieniach oraz korzeniach, a że nie było ani skrawka przyczepnej ziemi to pozostało mi przejście trudnego kawałku.
Na tym szlaku nauczyłem się podjeżdżać - nie wiedziałem że tak ważne jest pochylenie się na kierownicy i trzymanie równowagi. Jeszcze to potrenowania zostało mi rozłożenie mocy na właśnie odcinkach o małej przyczepności, żeby koła się nie ślizgały a ciągnęły pod górę.
Ze szczytu zjechaliśmy równie ciekawym szlakiem. Znowu wypuścili mnie na przód, a że nie znałem tej wąskiej ścieżki to zjeżdżałem bardzo zachowawczo, ale tak żeby na większych uskokach zjechać z kamieni, a nie wylądować w krzakach.
Po tym niebezpiecznym szlaku zjechaliśmy już szerokim szutrem prosto do Zieleńca, gdzie udaliśmy się na ścieżki na których trener trenowałem u początku swojej kariery - był to długi podjazd bez większych przeszkód, na którym czasami młynek się przydawał. Po wjechaniu na ok połowę wysokości szczytu podjazd stał się trawersem i teraz szukaliśmy jakiegoś zjazdu - wybraliśmy drugi stok narciarski i przodzie poleciałem nim w dół. Było by wszystko w porządku, gdyby nie to że mimo zblokowanego tylnego koła i kontrolowanego hamowania przednim, rower przyspieszał, a przez trawy nic nie było widać. W paru miejscach były niebezpiecznie rynny, jakby się w nie wpadło to wyratować nie było szans. W taki sposób, z tyłkiem za siodełkiem jakoś się sturlałem, dopiero na samym dole puszczając klamki. A szkoda, bo gdyby już na początku się puścić w dół to można by uzyskać ciekawą prędkość. Za mną Krzych podobnie zjechał, miał ten plus że jechał bo sprawdzonej przeze mnie ścieżce, dalej trener i na samym końcu Patryk który miejscami sprowadzał rower.
Po tym karkołomnym zjeździe udaliśmy się szlakami, którymi identycznie wracaliśmy w zeszłym roku. Czyli poczynając od zjazdu, który w tym roku był bardziej przyjazny niż w zeszłym i bez problemów krzycząc na Patryka ,który mnie blokował żeby wyrzuciłem tyłek za siodło, go zjechałem; dalej podjazd pełen kamieni oraz korzeni - nawet nie podjąłem walki, zbyt szybko musiałem skapitulować. Długie szutry na którym w zeszłym roku zaliczyłem moją najpoważniejszą do tej pory glebę, po której ślady mam po dzień dzisiejszy. Oraz szybkie zjazdy po kamieniach, teraz na przedzie w zeszłym roku na tyle miejscami sprowadzając. Ze szlaku wylądowaliśmy na ul.Prusa, skąd został nam skrócony podjazd do Rzemieślnika...
Chwila odpoczynku, na miasto coś przegryźć i na rozjazd! :)
- DST 42.20km
- Czas 02:26
- VAVG 17.34km/h
- VMAX 76.50km/h
- Temperatura 18.0°C
- HRavg 123 ( 63%)
- Kalorie 1372kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekiełko + Rozjazd za Kłodzko
Środa, 15 sierpnia 2012 · dodano: 15.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 6Na Piekielną Górę przez centrum, Piastowską i szlakiem, 3 pętle + wjazd i zjazd na szczyt, powrót tak samo. Podjazdy w tym roku nie stanowiły dla mnie problemu, a na zjazdach super zabawa :)
Mała wizyta w parku zdrojowym i pijalni wód, Patryk robiący supermana - szkoda że na zjazdach takiej ładnej sylwetki nie potrafi przyjąć.
Do Kłodzka standardowo przez Stary Wielisław, Patryk już nam słabł ale stwierdziłem że jedziemy dalej zrobić pętle. Przez chwile nie wiedziałem gdzie jestem i wtedy zerknęliśmy na mapę, znajdując ciekawy skrót do Starkowa (byliśmy wtedy przed Krosnowicami). Na mapie ta droga była, gorzej ze znalezieniem jej terenie. Skręciliśmy na jakąś w prawo, po chwili błądzenia wyjechaliśmy na piękne widokowo wzgórze, tylko szkoda że już się ściemniało i zimno się robiło. Planowałem wrócić tą drogą którą wyruszyliśmy we wtorek, ćwicząc ułożenie w zakrętach na zjazdach, niestety w Starkowie pomyliłem się i poprowadziłem w prawo na Stary Wielisław, zamiast w lewo na Łomnicę.
Tym samym dojechaliśmy do zjazdu 16%, na którym jako że był w lesie już prawie nic w okularach nie było widać. Dlatego wolałem tam za bardzo nie szaleć, dopiero w dolnej części kiedy została nam wolna prosta do końca spojrzałem na licznik - 70 km/h i stwierdziłem że dokręcamy! Z moimi przełożeniami nawet nie musiałem bardzo szybko pedałować, kadencja była taka że bez problemu nie gubiłem się w tym a rower przyśpieszał. Krzychu cwaniak skorzystał z mniejszych oporów powietrza, do tego skorzystał jeszcze ze mnie i bez pedałowania mnie wyprzedził, osiągając prędkość 78km/h. Moje 76,50 też robi wrażenie, mój dawny rekord pobity o chyba dobre ponad 10 km/h.
Oczywiście Patryk się nie położył i nie skorzystał z tego zjazdu tak jak my, a tak chciał pobić swój rekord prędkości.
Stąd został już tylko kawałek do ośrodka, na wjeździe do Polanicy zastały nas miłe zapachy prosto z piekarni, ostatni podjazd (chyba 5 min) i trener już na nas czekał po swoim dokręcaniu - myślałem że wróci później :)
- DST 93.20km
- Czas 04:28
- VAVG 20.87km/h
- VMAX 49.08km/h
- Temperatura 18.0°C
- HRavg 125 ( 64%)
- Kalorie 2262kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Biedrusko E2 +
Czwartek, 9 sierpnia 2012 · dodano: 10.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 6Przy cytadeli umówiłem się z Krzychem, zanim przyjechał to długo męczyłem się z tylną przerzutką - a wystarczyło tylko linkę poluzować. Kawałek Naramowicką do Umultowa, na Morasko, Suchy Las, dalej szosą do Radojewa i na Biedrusko. Powrót NSR do Umultowa i tak samo przez Morasko do Suchego.
Dalej błądziliśmy szukając dojazdu na poligon, skończyło się na powrocie do startu/mety i przejazdu żółtym szlakiem do Złotnik. Powrót szosą do Poznania, jeszcze skoczyłem (w niecałe 10 min z Rusałki nad Maltę) do Krzycha na Polankę po pompkę do amora - najpierw na szosie do Biedruska zauważyłem, że jechałem cały czas na zablokowanym, a jak odblokowałem to było stanowczo za miękko.
Zostały jeszcze 2 dni. Oby się nie okazało, że dzisiaj trochę przesadziłem...
Kategoria Szosa, MTB, Towarzysko
- DST 25.29km
- Czas 01:04
- VAVG 23.71km/h
- VMAX 40.10km/h
- Temperatura 18.0°C
- HRmax 178 ( 91%)
- HRavg 129 ( 66%)
- Kalorie 590kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek E1+ *Gripshifty!
Środa, 8 sierpnia 2012 · dodano: 09.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 3dojazd szosą, dookoła Strzeszynka i powrót w terenie.
interwały tempem wyścigowym 4 x 90 sek, 3 min przerwy
Mała nauka jazdy na gripshiftach, nie działają tak jak to sobie wyobrażałem ale da się jeździć.
Pulsometr coś się zacinał...
- DST 51.25km
- Czas 02:17
- VAVG 22.45km/h
- VMAX 49.08km/h
- Temperatura 20.0°C
- HRmax 166 ( 85%)
- HRavg 130 ( 66%)
- Kalorie 1023kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 7 sierpnia 2012 · dodano: 08.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 3Laczek w drodze na Dziewiczą, dojazd do reszty pod wieżę i od razu powrót spokojnym tempem, już nie chciało mi się w ramach treningu jechać z przodu.
Kategoria Szosa, MTB, Treningi grupowe
- DST 65.58km
- Czas 02:59
- VAVG 21.98km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 30.0°C
- HRmax 169 ( 86%)
- HRavg 124 ( 63%)
- Kalorie 1619kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczka po WPNie vol. 2 E2
Niedziela, 5 sierpnia 2012 · dodano: 06.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 5Tradycyjnie 10 przy Macu na Hetmańskiej, w składzie (oprócz mnie) Krzychu, dwa Mateusze i trener.
Tak samo jak poprzednio, do czarnego szlaku, dalej poprowadziłem przez błoto do Trzebawia, skąd różnymi ścieżkami wróciliśmy na Osową. Następnie miało być prosto do Puszczykowa na przerwę regeneracyjną, ale tak łatwo być nie mogło. Żar lejący się z nieba i deszcz kropel rosy spod kół na zjeździe :) Później zaczęły się małe schody, wjechałem na jakąś dziwną ścieżkę i po chwili Krzychowi urwało hak przerzutki. Przeróbka na single-speeda i jedziem dalej. Jakoś się przebiliśmy przez krzaki do głównej drogi i potem już tylko asfaltem pod górkę.
Lody, ciastka, kawka, herbatka... i tak nam się z godz 13 zrobiła 17.
Powrót w całości szosą, bez kombinowania po lasach.
Kategoria Szosa, MTB, Towarzysko
- DST 96.84km
- Czas 03:47
- VAVG 25.60km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Biedrusko x2 A6
Sobota, 4 sierpnia 2012 · dodano: 04.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 8 tempo wyścigowe, dałem z siebie wszystko. Potem na 85 km 20 min przerwy i do domu rozjazd.Do treningu podchodziłem trochę niewyspany, z poczuciem słabej jakości regeneracji po poprzednich dniach.
Dojazd jako próba rozgrzewki, ponad 10 km, ok 30 min. Chwila przerwy, banan i symulacja startu. Wyszło chyba całkiem dobrze.
1. Runda honorowa 6 min, wiadomo że w peletonie będzie dużo szybciej
2. Pierwsza pętla:
1)Dojazd na poligon: 6 min
2)Poligon 16:12 - pod koniec trochę podwiózł mnie jakiś szosowiec, w peletonie to dopiero będzie ściganie. Przykładowo średnia prędkość wyszła mi ok 32 km/h, w zeszłym roku na wyścigu cały dystans prędkość pow 40 km/h
3)Przez Biedrusko 1:33
4)NSR 26:51
5)Morasko do mety 22:31
ŁĄCZNIE 1:13:7
3. Druga pętla:
1) 6 min - tempo na singlu lepsze, ale chyba ze 4 razy musiałem zwalniać ze względu na innych ludzi...
2) 16:34 - baton + dużo picia wody, całość samotnie
3) 1:38
4) 27:10
5) 22:27 - zjazd z wieży też mocniejsze przyhamowanie spowodowane przez nieproszonych gości, końcówka w deszczu ogień!
ŁĄCZNIE: 1:13:49
CAŁOŚĆ: według obliczeń i na pulsometrze: 2:32:56, czyli bardzo obiecująco.
Cieszy to, że przez cały dystans czułem moc, nie dopadł mnie żaden większy kryzys. Druga pętla tylko 40 sekund gorzej od pierwszej, w czasie jazdy myślałem że różnica wyniesie parę minut. Jakby jeszcze odliczyć sekundy które traciłem na wyprzedzanie/mijanie innych rowerzystów lub włączanie się do ruchu, to by wyszedł całkiem dobry wynik.
Trasę już znam prawie na pamięć, teraz ciekawe jaki odcinek ulegnie zmianie względem zeszłego roku.
Znowu pulsometr się na mnie pogniewał, zobaczymy czy w kolejnych dniach będzie mi dobrze działał...
Kończąc pętle miałem na liczniku ok 84 km, dojazd do przystanku i przeczekanie deszczu. Na Golęcin dojechałem błądząc przez Podolany. Po deszczu wszędzie mokro...
- DST 93.26km
- Czas 03:57
- VAVG 23.61km/h
- VMAX 50.29km/h
- Temperatura 28.0°C
- HRmax 165 ( 84%)
- HRavg 133 ( 68%)
- Kalorie 2310kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Biedrusko x2 E2
Czwartek, 2 sierpnia 2012 · dodano: 02.08.2012 | Komentarze 0
RPE: 7 - kolana nie zniosły trudów dzisiejszego treningu najlepiej, o ile pierwszą pętlę przejechałem bez problemu, to na drugiej już był mały zgon.Do Biedruska szosą, powrót szlakiem przez las i do Suchego przez Morasko.
z Suchego przez Umultowo na szosę do Biedruska, powrót tak samo + do Złotnik, do torów i powrót lasem przez Strzeszynek / Rusałkę.
Początek niemrawy, co chwile słyszałem trący hamulec (jak nie jeden to drugi). W Biedrusku ostatecznie skończyłem z nimi walkę, przedni chodzi teraz jak po maśle, natomiast tylni odzywał mi się jak byłem za Strzeszynkiem.
Na drugiej pętli nawet były momenty z tętnem powyżej 150, do momentu krytycznego jechało mi się dużo lżej. Potem byle dojechać, z małym atakiem w strategicznym miejscu.
- DST 59.19km
- Czas 02:50
- VAVG 20.89km/h
- VMAX 46.76km/h
- Temperatura 20.0°C
- HRmax 191 ( 97%)
- HRavg 139 ( 71%)
- Kalorie 1789kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 31 lipca 2012 · dodano: 31.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 6 - za bardzo nie czuję zmęczenia, mógłbym jeszcze trochę pojeździć. Nawet miałem siły na atakowanie podjazdu na moście dworcowym, gdzie zawsze umierałem.Niestety podczas prób naprawiania manetki urwałem w niej śrubę trzymającą cały mechanizm, przełożyłem Alivio z Krossa i przy okazji gripy. Przy polanie Harcerza okazało sie że mam tylnią przerzutkę do regulacji - po 10 minutach zabawy ze śrubokrętem (pożyczony, swojego oczywiście nie miałem, bo po co jak wszystko działa) udało mi się tak zrobić, że biegi ładnie wskakiwały, ale jak się okazało na Dziewiczej przy większej sile na pierwszej i drugiej zębatce łańcuch przeskakiwał.
Na dziewiczą w ramach treningu ciągnąłem na przodzie, pod wieżę tylko Jarek mnie wyprzedził, ale zrobił to w takim miejscu że go przy okazji przyblokowałem.
Przy wieży dalsza zabawa z przerzutką, jak parę osób pojechało po Piotrku na pętle to zabrałem się z nimi...
Zapomniałem że mam większe ciśnienie w Rebie, do tego dopompowałem oponki i przy pierwszych dziurach cały latałem a okulary zsuwały mi się z kasku. Dlatego musiałem w połowie zjazdu zatrzymać się w krzakach i po ludzku zjeżdżać w założonych okularach, zanim wróciłem na trasę to straciłem z pola widzenia pana Jasia i Jarka za którymi chciałem jechać, a parę innych mnie wyprzedziło. Na podjeździe goniłem Patryka, ostatecznie wyprzedziłem go na killerze, na którym zanim wjechałem na swoją ścieżkę to byłem już przy dropie. Podjazdy pokonywałem na 1 x 3 lub 1 x 4, ze względu na przerzutkę. Druga pętla, killer chyba najszybciej pokonany do tej pory, jeszcze muszę poprawić wjazd z dobrej strony drzewa na dole, podjazdy mocno ale mam wrażenie że dało się jeszcze szybciej jechać. Na górze wszyscy już na mnie czekali, chwila przerwy i w drogę powrotną.
Na czele Jarek, Piotrek, pan Jasiu, wracamy przez Janikowo więc od razu przy wjeździe na szosę ustawiłem się na kole Jarka. Dzisiaj tak dla odmiany dziwnie długo zwlekał z atakiem podjazdu, jeszcze Piotrek mnie blokował z mojej lewej strony żebym nauczył się spokojnie jeździć ;). W końcu nie wytrzymałem, trochę zwolniłem żeby Piotrka objechać i pognałem do przodu. Za mną spokój, nikt mnie nie goni... Do Janikowa jechałem sam, czekałem na resztę grupy, aż tu nagle na zjeździe Jarek jechał ze sporą przewagą nad resztą, a gdy już był blisko mnie to na wypłaszczeniu przeleciało parę rozpędzonych osób do przodu. Szybko złapałem kogoś koło i depnąłem ile sił. Już czułem jak na podjeździe przy zwężeniu mogłem lada chwila wyprzedzić Jonka który, wydaje mi się, że wtedy jechał na czele, gdy tu nagle Jarek swoim zwyczajem przeciskał się gdzieś tam przy krawężniku, kolega na fullu (imię wyleciało mi z głowy) nie widział go i próbując wyprzedzić prawą stroną wjechał prosto w rozpędzonego Jarka. W ułamku sekundy obaj polecieli na pobocze, z tego co wiem to Jarek skończył z obitym mięśniem, paroma szlifami i skrzywioną klamką, a winny tego zamieszania z paroma obtarciami. Szkoda, bo zapowiadał się ciekawy wyścig pod górkę, a dla mnie bardzo udany trening, a tak to potem tempo już spadło.
Od jeziora swarzędzkiego z kilkoma osobami utworzyliśmy grupkę, którą przyszło mi ciągnąć. Na nieszczęście w pewnym momencie zauważyłem stado dzików z przodu, przez co zacząłem hamować (wiedziałem że jadą mi na kole dlatego starałem się nie zrobić tego za ostro, z pewnością koła nie zablokowałem). Ostrzec reszty nie było czasu, zanim bym to zrobił to przy prędkości 35+ km/h zatrzymałbym się na dziku. Za mną wszyscy spanikowali, nie wiedzieli dlaczego ja hamuję i tylko słyszałem pisk klocków, zblokowane koła i jak ktoś padł na ścieżkę. Tym kimś był Krzychu, przy okazji wystraszył całe stadko które momentalnie schowało się gdzieś między drzewa, jemu szczęśliwie nic wielkiego się nie stało. Dalej ja już wolałem nie jechać pierwszy, do samej Malty trzymałem się koła Kuby.
Zanim dogadaliśmy się co do wyjazdu to zrobiło się nam po 21, temperatura spadła i żeby nie zmarznąć tym razem do domu tempo musiało być szybsze niż rozjazdowe.
Zadowolony z treningu, widać efekty podchodzenia do treningu wypoczętym - tętno maksymalne 191, kiedyś ledwo co dawałem radę dojść do 175 :). Pulsometr po uszczelnieniu baterii taśmą izolacyjną działa.
Przydało by się jakieś światło na powrót, nie czułem się zbyt pewnie przejeżdżając obok radiowozu na Roosvelta...
Kategoria Szosa, MTB, Treningi grupowe



