Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
Góry
| Dystans całkowity: | 2462.35 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 128:31 |
| Średnia prędkość: | 19.16 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 76.50 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 136 (69 %) |
| Suma kalorii: | 9217 kcal |
| Liczba aktywności: | 41 |
| Średnio na aktywność: | 60.06 km i 3h 08m |
| Więcej statystyk | |
- DST 82.00km
- Czas 03:17
- VAVG 24.97km/h
- VMAX 53.52km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Podjazdy 16% - vol 2
Niedziela, 10 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 7. Główny trening po śniadaniuJuż wcześniej zaplanowałem sobie odwiedzić jeszcze raz nasze rundki i teraz przydarzyła się do tego dobra okazja. Dobrze że wczoraj przejechałem się w terenie, bo dzisiaj po nocnej burzy ciężko było by tam ujechać.
Pogoda jak zawsze była piękna, słońce i prawie bezchmurne niebo. Specjalne sobie podwinąłem nogawki i rękawki, żeby później nie jeździć z bladymi paskami.
Pierwszą 16nastkę zaatakowałem mocno, ale bardziej rozważnie niż we wtorek.
Trochę nie pewnie jechałem na zjazdach, bo nie miałem nikogo przed sobą i nie wiedziałem czy jakiś samochód nie nadjeżdża znad przeciwka. Szosa prawie w całej długości za szeroka nie było, więc zbyt bezpiecznie nie było.
Jeszcze do tego pogubiłem się w jednym miejscu, zamiast skręcić na Starą Łomnicę, to pojechałem do Gorzanowa gdzie wjechałem na betonowe płyty którymi jeździmy na dłuższej pętli rozjazdowej. Już nie kombinowałem i przejechałem się do końca pętli, przez Starą Łomnicę gdzie powinien wjechać do Polanicy Zdrój.
W czasie kiedy ja jeździłem, to w każdym miejscowym kościółku odbywała się msza św. Z tego względu co chwile mijały mnie grupy samochodów.
Na drugiej pętli zjadłem sobie bananka, a na początku czwartej przed podjazdem Corna. Powrót na czwartej rundce to była moja męczarnia. Już jechałem na resztkach wody i sił. W pewnym momencie już tak mi brakowało tego pierwszego, że zostawiłem sobie rezerwę którą obiecałem wybić sobie jak dojadę do Polanicy. W ten sposób cierpiałem przez jakieś 5 km, co chwilę szukając tej zielonej tablicy z napisem Polanica Zdrój. Pierwszy raz mi się ten odcinek tak bardzo dłużył, ale wreszcie do tego dojechałem i mogłem się wreszcie napić. Teraz tylko zjazd do centrum i już byłem w domciu.
Po tym treningu byłem wykończony. Do tego wychodząc z pokoju zamknąłem balkon i chłopacy z pokoju nie mieli jak wejść. Ponoć poczekali sobie na mnie 30 min.
Spóźniony na obiad o jakieś 15 min (przed ostatnim okrążeniem liczyłem że spóźnię się ok 30 min), zamiast usiąść do stołu to musiałem jeszcze przelecieć się z kluczem na 3 piętro...
Kategoria Góry
- DST 17.89km
- Czas 01:23
- VAVG 12.93km/h
- VMAX 37.05km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Rundki XC - Piekelna Góra vol 2
Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 6 - weekend zawodów. Trening po śniadaniu.Przez weekend każdy trenuje według własnej woli, to ja korzystając że nie padało w nocy wybrałem się powtórzyć wczorajsze rundki. Pod Piekiełko dojechałem niebieskim szlakiem, tak jak wczoraj zjeżdżaliśmy. Wczorajsze rozjazdy wpłynęły chyba niezbyt dobrze na moją formę i też przez pogodę bardzo szybko się męczyłem.
Nie czekając od razu wziąłem się za rundki, za pierwszym razem zjeżdżając polem, później już szlifowałem technikę na kamieniach. Na podjazdach starałem się kręcić mocniej niż wczoraj, ale tak żeby dojechać do końca. Na drugiej rundce zjeżdżając wyminąłem się z Patrykiem, który kamieniami podjeżdżał do altanki. Spoko że przed zawodami miał sobie zrobić krótki rozjazd.
Łącznie przejechałem 5 albo 6 rundek, już sam dokładnie nie pamiętam ile. Na głównych szlakach było dużo ludzi, którzy podziwiali moją męczarnie.
Już widać postęp w mojej technice podjazdu - wyczaiłem że im szybciej się podjeżdża tym łatwiej jest pokonać przeszkody. Z tą wiedzą bez problemu podjeżdżałem pod samo zawalone drzewo.
Zaplanowałem sobie wrócić niebieskim szlakiem naokoło Polanicy. Jednak ten niebieski gdzieś mi zniknął w lesie i po chwili szukania znaczka postanowiłem pojechać takim pełnym głazów wąwozem prowadzącym ostro w dół oznaczonym jako zielony szlak pieszy. Ostatecznie żeby sobie niczego już nie zrobić większość tego wąwozu sprowadzałem rower, ale jak przydarzyła się dobra sytuacja do zjeżdżałem. Ten zielony szlak doprowadził mnie do żółtego szlaku, który również rozważałem jako drogę powrotną. Miejscami przez ten szlak przepływał jakiś strumyk i było dosyć mokro, ale ogólnie to miło się jechało. Dojechałem nim do głównej drogi ze Szczytnej, którą bez kombinowania wróciłem już do pensjonatu.
Trochę bardziej jestem wymęczony niż wczoraj, ale to pewnie zasługa temperatury i słońca.
Kategoria Góry
- DST 27.12km
- Czas 01:15
- VAVG 21.70km/h
- VMAX 68.10km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozjazd ze szosowcami - Góry Stołowe
Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 6. Rozjazd po obiedzieRazem z Michałem i Krzychem pojechaliśmy szosą rozjazd w stronę do Wambierzyc.
Po drodze zauważyliśmy oznaczenia trasy jakiegoś wyścigu szosowego, którym pojechaliśmy kawałek w stronę Karłowa. Ten kawałek to 6 km podjazdu o średnim nachyleniu 9% - 582m podjazdu, idealnie na rozjazd. Na górze kiedy zaczął się robić coraz gorszy asfalt zdecydowaliśmy zawrócić i elegancko zjechać sobie w dół. Z początku trzymałem się koła Michała, ale przez dużo dziur w drodze wolałem się trochę oddalić i później już go nie dogoniłem. Wróciliśmy na główną drogę i pojechaliśmy do Wambierzyc, gdzie nagle i niespodziewanie zawróciliśmy do Polanicy.
Kategoria Góry
- DST 18.20km
- Czas 01:14
- VAVG 14.76km/h
- VMAX 41.61km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Rundki XC - Piekelna Góra
Piątek, 8 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 5. Główny trening po śniadaniuTym razem pogoda już nie była taka piękna jak poprzednie dni, zrobiło się chłodniej i deszcz wisiał w powietrzu.
Do Piekiełka dojechaliśmy szosą przez Szczytną. Na początku pętli był kamienisty podjazd z jednym nawrotem do miejsca z altanką, dalej kamienno-korzenny podjazd z zawalonym drzewem pod chyba Piekielną Górę.
Oczywiście za pierwszym razem nie udało mi się całego podjechać, już ładny kawałek przed pniem skapitulowałem. Dalej podjechałem sobie zobaczyć drogę na samą górę, po czym wróciłem żeby wziąć rozpęd. Wtedy dojechał do mnie pan Jan i sprostował mnie, że nie wjeżdżamy na samą górę, tylko przed najostrzejszym podjazdem skręcamy na ścieżkę z prawej strony. Tam czekał niebezpieczny zjazd pełen głazów, który pan Jan pokazał mi jak łatwo objechać. Następnie szybki zjazd po korzeniach i kamieniach to niebieskiego szlaku, który prowadzi do altanki. Tutaj trochę poczekałem na pana Jasia, bo niezbyt pamiętałem którą drogą mam dalej jechać. A do wyboru miałem 2 - asfalt którym zjeżdżaliśmy w poniedziałek i kamienisty zjazd. Oczywiście żeby nie było za łatwo to pętlę kończył ten drugi - kamienisty zjazd. Widząc że pan Jan nie ma za dużych problemów z kamieniami to pojechałem zaraz za nim. Momentami było groźnie, ale wystarczyło tylko ominąć luźne kamienie i puszczać hamulce na tych niebezpiecznie ułożonych i się jakoś zjechało.
Pogoda do takiej jazdy była moim zdaniem idealna - lekki deszczyk świetnie chłodził ciało, przez co nie męczyłem się jak w pełnym słońcu.
Kolejną pętlę od początku pokonywałem nieco wolniej, żeby oszczędzić siły na następne. Na podjeździe wypiął mi się but, przez co musiałem się zatrzymać o podprowadzić rower. Tym razem ostatni kamienisty zjazd ominąłem sobie ścieżką na polu, gdzie Tomek z jego tatą próbowali zrobić coś z rowerem. Okazało się, że na kamieniach wyrwała mu się tylnia przerzutka i musiał już skończyć dzisiejszy trening.
Trzecią pętlę udało mi się podjechać, ale na raty. W mniej więcej połowie chyba zabrakło mi sił i musiałem na chwilę stanąć. Jak już jakoś udało mi się ruszyć to bez problemu podjechałem do samego drzewa. Dalej już zjeżdżałem z większą prędkością, po poznaniu trasy już wiedziałem gdzie czai się coś niebezpiecznego.
Na początku czwartej pętli wziąłem się za wyregulowanie przerzutki, ponieważ coś mi tam przeskakiwało. Gdy wjeżdżałem na ostatni podjazd to wszyscy już chyba na mnie czekali. Postarałem się jechać na maxa, ale i tak nie udało się całego podjechać. Zjazd też bardzo szybko pokonałem i za chwilę już byłem z całą grupą.
Teraz tylko bardzo szybko zjazd żółtym szlakiem - chłopacy z przodu się ścigali i osiągali prędkości pow 50 km/h, a ja spokojnie w pewnych miejscach skromne 40 km/h. Jeszcze Piastowską w dół i byliśmy przy pensjonacie.
Po treningu w ogóle nie byłem zmęczony, planowałem przejechać min 5 pętelek, ale nie chciałem spowalniać grupy. Same pętle okazały się łatwiejsze i fajniejsze niż je opisywano. Tak bardzo się ich bałem, a pokonywanie ich sprawiło mi dużą radochę. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja tam sobie pojeździć...
Kategoria Góry
- DST 58.06km
- Czas 02:25
- VAVG 24.02km/h
- VMAX 49.45km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozjazd gdzieś za Kłodzko i rozjazd rozjazdu do Kłodzka
Piątek, 8 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 5. Rozjazd (trening) po obiedzieZ Rafałem, Sylwią i Michałem. Wyjeżdżając z centrum minęliśmy się z panem Janem i Tomkiem którzy wracali ze sklepu z nową przerzutką. Przejechaliśmy pętlę za Kłodzko, co chwile zmęczony Michał musiał mnie spowalniać. Już w pensjonacie stwierdziłem że mi mało i pojechałem sobie jeszcze do Kłodzka. Z wiatrem jechało się świetnie - średnio 35 km/h, natomiast pod wiatr już nie było tak miło - 20 km/h. Jeszcze dogonił mnie jakiś starszy szosowiec z Kłodzka i chwilę sobie pogadaliśmy. Po powrocie zdążyłem jeszcze wziąć prysznic i od razu skoczyłem na kolację. Już niestety przy naszym stole zabrakło Swatów, którzy pojechali gdzieś dalej trenować.
Kategoria Góry
- DST 45.30km
- Czas 02:37
- VAVG 17.31km/h
- VMAX 58.71km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Zieleniec
Czwartek, 7 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 4. Główny trening po śniadaniuTego dnia nie obyło się bez problemu. Zarówno trener, jaki pan Jan pojechali wcześniej z dziewczynami, tym samym pozostawiając nas samych. Wiedzieliśmy tylko, że mamy wjechać na Justynkę, dalej to ktoś z nas miał znać drogę.
Co ciekawe, wczoraj jak przymierzałem nowe spodenki od trenera to miały dużo za luźne nogawki, a dzisiaj po wczorajszych 115km w tajemniczy sposób pasowały.
Tempo od początku już bardzo różniło się od tego z przed paru dni. Wszyscy wymęczeni, jechaliśmy byle tylko wjechać i się nie zmęczyć. Ja do podjazdu byłem w dobrej kondycji, pewnie głównie przez rozjazdy. Nogi nie bolały, tylko już na samym podjeździe wychodziło ze mnie zmęczenie.
Licząc że dogonimy ich na podjeździe pod górę wdrapywaliśmy się metr po metrze. Gdy zdobyliśmy szczyt, jedno okazało się jasne: nikogo tu nie ma kto wiedziałby, gdzie jechać dalej. Nie byłby to duży problem, gdyby nie to, że ciężko było tu złapać zasięg. A gdy już komuś się to udało zrobić, to dodzwonić się do kogoś z pierwszej grupy nie szło - tym razem oni nie mieli zasięgu. Po długich konsultacjach zdecydowaliśmy zjechać na dół w celu poszukania lepszego zasięgu. Nic z tego, na dole już nikt nie mógł złapać. Tutaj znowu stworzyła się dyskusja co zrobić dalej. Ktoś tam chciał jechać jakimś żółtym szlakiem nie wiadomo gdzie, a ktoś inny chciał dojechać do zieleńca szosą. W końcu Konrad, który był za nas odpowiedzialny się wkurzył, i wrócił na górę szukać znowu zasięgu. Z nim pojechał Patryk, a nam się nie chciało męczyć i czekaliśmy na nich na dole.
Po jakiś 10 min czekania postanowiliśmy już pojechać na górę do nich, żeby się nie pogubić. Gdy pokonaliśmy parę metrów, Konrad z Patrykiem przelecieli obok nas jak błyskawice. Coś tam do nas krzyczeli, ale tego już nie dosłyszałem. Polecieliśmy za nimi.
Do Zieleńca dojechaliśmy jakąś leśną drogą ciągle w górę i dalej główną, nową a do tego pustą drogą tym razem w dół. Już w samym miasteczku przy sklepie wreszcie spotkaliśmy się z resztą grupy. Posililiśmy się obowiązkowo lodami, do tego jeszcze zjadłem KitKata i uzupełniłem zapasy wody.
Z samego Zieleńca przez jego wysokie położenie rozciąga się piękny widok na okolicę. Niestety długo nie było mi dane podziwiać krajobrazu i szybko wyruszyliśmy w drogę powrotną.
Najpierw szosą to wyciągu, potem jakąś ścieżką w dół. Na najostrzejszym zjeździe zabrakło mi odwagi i razem z dziewczynami sprowadzałem rower. Najbardziej przestraszyłem się drzew na dole, gdyby nie to to bym puścił klamki i leciał w dół nie martwiąc się o prędkość. Dalej jechaliśmy szlakiem pieszym. W tym był bardzo fajny stromy podjazd prawie cały w korzeniach. Kawałek podjechałem, ale na najbardziej ostry odcinek nie miałem już sił.
Znowu pojawił się problem; trener miał pojechać razem z dziewczynami na około, a nas pilnować miał pan Jan. Sprawa się nieco skomplikowała i trochę sobie postaliśmy za podjazdem. W międzyczasie chłopacy sobie zjechali po korzeniach i jeszcze raz męczyli się z podjechaniem. Okazało się, że na dole nikogo nie ma i mamy chyba dalej jechać sami, ale na szczęście właśnie przyjechał z drugiej strony trener. Poprowadził nas dalej, ciągle jakimiś leśnymi szlakami.
Po serii lekkich zjazdów na przemian z lekkimi podjazdami już tak chciało mi się pić, że gdy zobaczyłem płaski szuter od razu sięgnąłem po bidon. Był to mój duży błąd. Ten płaski szuter okazał się być zabójczy. Dokładniej to zabójcza była jedna nie duża dziura, którą przyuważyłem wynurzającą się z pod koła jadącego kogoś przede mną. Specjalnie zostawiłem sobie odstęp i nie jechałem na kole, ale jak się okazało to nic nie dało. Z bidonem w prawej ręce wjechałem w tą dziurę, będąc pewny że mimo wszystko uda mi się normalnie przejechać. Niestety, tym razem się nie udało. Jak przednie koło wleciało w dziurę, ręka go nie utrzymało i chyba wykręciło mi je o 90 stopni. Dalej już mogło tylko jedno się stać: przelecieć przez kierownice jadąc 25 km/h na szutrze to nie jest nic przyjemnego. Jakoś tak poleciałem, że nogi wylądowały mi w rowie, a prawą stronę ciała miałem nieźle poprzecieraną. Łokieć cały we krwi, do tego mocno obity bark i biodro. Po chwili miłego kontaktu z glebą jednak musiałem wstać. Trochę pojęczałem, zabrałem komórkę z ziemi, która podczas lotu musiała wypaść mi z ziemi, już nawet nie sprawdzałem czy rower cały, tylko wsiadłem i z grymasem na twarzy pojechałem. Trener tylko spytał czy jestem cały, czy nie mam wybitego barku i czy mogę jechać dalej.
Szkoda, że zdarzyło się to w taki głupi sposób. Teraz czekały mnie na prawdę fajne, techniczne zjazdy. Tymczasem po tym zdarzeniu nogi mi się tak trzęsły, że nie raz musiałem schodził z roweru i biec goniąc trenera. Ostatecznie tymi szlakami dojechaliśmy do samej Polanicy.
Prawa noga trochę poharatana, jednak tu bez większych obtarć. W prawym biodrze ładnie musiał mi się wbić kamyszek, mimo szelek i koszulki zostawił niezłą dziurę w ciele, do tego obtarcie skóry na długości ok 8cm. Prawy bark również obtarty. Najbardziej ucierpiał prawy łokieć - dosyć głęboka rana, z której przez prawie tydzień wypływała ropa.
Jednak tym się nie przejmowałem, najbardziej szkoda mi było stroju, który również ucierpiał. Pierwszy raz użyte spodenki - prawa strona trochę we krwi, z jedną mała dziurką. Koszulka założona drugi dzień - 2 dziury, jedna na barku, druga na plecach.
Tak poobijany już nie miałem zbytnio ochoty jechać rozjazdu, którego i tak nie było w planach.
Kategoria Góry
- DST 23.04km
- Czas 00:55
- VAVG 25.13km/h
- VMAX 47.67km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozjazd do Kłodzka
Środa, 6 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 3. Rozjazd po obiedzie.Razem z panem Jasiem i paroma innymi osobami przejechaliśmy się do Kłodzka bardzo przyjemnym tempem, a nasi pokojowi sąsiedzi jak typowi rowerzyści w szortach i luźnych koszulkach które potem zdjęli, pojechali za nami się poopalać.
Kategoria Góry
- DST 93.31km
- Czas 03:59
- VAVG 23.43km/h
- VMAX 69.35km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Spalona
Środa, 6 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 3. Główny trening po śniadaniuPiękna, słoneczna pogoda, aż za ciepło. W nowej teamowej koszulce sprezentowanej przez trenera ruszyliśmy w stronę Bystrzycy Kłodzkiej i dalej w stronę Spalonej. Już nie takim morderczym tempem jak wczoraj, jechało mi się całkiem dobrze i spokojnie. Gdzieś w Wójtowicach dogoniliśmy trenera z dziewczynami, który od razu pokazał mi miejsce zbiórki tak jakbym nie utrzymał tempa grupy na podjeździe.
Sam podjazd - podobnie jak wczoraj: jeden wielki wyścig. Tym razem od razu odpuściłem i jechałem kilkanaście metrów za Kubą i Bartkiem, którzy też się nie ścigali. Radek też nie dawał rady i szybko mu uciekłem.
Podjazd nie był jakiś bardzo stromy, ale przez jego długość - 4 km od Młotów był morderczy. Kuzynów dogoniłem na samej górze, ale zostałem z tyłu próbując rozpakować Corna. Zębami nie dałem rady, to zatrzymałem się i bardziej po ludzku otworzyłem go dwoma rękami. 7km zjazd pokonywałem na zakrętach dosyć asekuracyjnie, ale jak była możliwość do przyspieszenia na prostych to nawet dokręcałem. Druga pętla z początku ociężale, samemu już nie było tak łatwo jechać do 3 km do Hut. Dla porównania teraz prędkość wahała się pomiędzy 10-20km/h, a poprzednio 20-30 km/h.
Drugi podjazd pokonywałem tempem trochę mocniejszym, a gdy na samej końcówce zauważyłem przede mną Bartka i Kubę to ostro przyspieszyłem i za cel postawiłem sobie dogonić ich. Zbliżyłem się na jakieś 20m, ale wtedy oni już zaczynali zjeżdżać. Zjadłem drugiego Corna i dowlokłem się jakoś do sklepu w Wójtowicach, gdzie byli już Konrad z Tomkiem, Patryk, pan Jasiu i dziewczyny. Dojadłem resztki Corna, napoiłem się i nie czekając na resztę postanowiliśmy wyruszyć w drogę powrotną górami.
Dokładnie kiedy my wyjeżdżaliśmy, to dojechali pierwsi ścigacze. Nie odpoczywając zabrał się z nami (Tomek, Konrad, Sylwia, pan Jasiu) wykończony szosowiec-Krzychu. Trasa nie była łatwa, dziurawa szosa i ciągle pod górę. Mimo że nie jechaliśmy szybko, to i tak Sylwia nie dawała rady.
Po długim podjeździe nadszedł czas na zjazd, który skończył się jak dojechaliśmy do jakieś główniejszej drogi. Nikt się nie kwapił z prowadzeniem to pojechałem na czele. Co chwile musiałem się oglądać za resztą, bo chyba trochę za szybko jechałem. Po chwili takiego prowadzenia dojechali odpoczywający ścigacze i zaraz obok mnie znalazł się Sebastian Swat. Prowadząc tak z nim ramie w ramię spytał się mnie, czy daję radę jeździć na jednym bidonie. A że woda skończyła mi się po podjazdach i jechałem na rezerwach, to dał mi swój bidon żebym się napił. Po kilku wziętych łykach podziękowałem mu i chciałem oddać bidon, ale Seba kazał mi pić jak najwięcej, żebym się nie odwodnił. I tak sobie jechałem z nim w bidonie w ręce co chwilę popijając jakiś czas. Kiedy już się opiłem to podziękowałem jeszcze raz i tym razem oddałem bidon. Chwile jeszcze przejechałem na czele, a gdy wiatr coraz bardziej dawał mi się we znaki to schowałem się do grupki.
Dojechaliśmy tak małym podjazdem i dalej dziurawym zjazdem do podjazdu pod górę św Justyny. Tam nieoczekiwanie Sylwkowi zeszło powietrze z tylnego koła. My pojechaliśmy a Swatowie naprawiali defekt. Ta góra była równie długa, przez co mordercza jak Spalona. Do tego dochodziło jeszcze zmęczenie, przez co cierpiałem srodze.
Na górze trwała wycinka drzew, przez co musieliśmy przeciskać się między maszynami. Sam zjazd był stromy, ale bardzo dziurawy. Udało mi się złapać Krzycha i jechałem za nim slalomem w dół. W szczytnie dogoniliśmy pana Jasia i bardzo szybko zjeżdżaliśmy do Polanicy. Z wiatrem prędkość wynosiła 30-45 km/h.
Przez Polanicę już ledwo co dojechałem, w pensjonacie od razu na spóźniony obiad i potem męczarnia po schodach na 3 piętro...
Kategoria Góry
- DST 60.82km
- Czas 02:10
- VAVG 28.07km/h
- VMAX 55.48km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Atak na podjazd 16%
Wtorek, 5 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 2. Główny trening po śniadaniu.Od początku tempo było bardzo mocne, prędkość nie spadała poniżej 30 km/h. Dziewczyny pojechały wcześniej z trenerem, także jako jedyny musiałem męczyć się z utrzymaniem w peletonie. Na czele jechali bracia Swat.
Przed treningiem chłopacy z pokoju powiedzieli mi, że ten straszny podjazd będzie na prawie na samym początku pętli i dobrze będę wiedział o który chodzi.
Żeby do niego dojechać trzeba było przedostać się przez centrum Polanicy i dalej dojechać krótkim podjazdem do kościółka w Starym Wielisławie. Dalej był krótki zjazd, na którym można było się rozpędzić przed głównym podjazdem.
Do tego momentu jeszcze trzymałem tempo, już na samym podjeździe było z tym nieco gorzej. Do połowy, pierwszego zakrętu traciłem parę metrów. Razem ze mną zostali wszyscy Zaworscy (Radek, Kuba i Bartek) i o dziwo Sylwek Swat.
Próbując utrzymać czołówkę nadałem sobie z początku za mocne tempo i na ostatnich metrach już nie miałem sił pedałować. Zredukowałem bieg i znacznie zwolniłem (coś ok z 12km/h na 7 km/h). Na górze nie było chwili wytchnienia, od razu zawiązaliśmy grupę pościgową i zaczęła się gonitwa peletonu. Tereny którymi jechaliśmy były piękne - pusta szosa (czasami jakiś samochód przejechał), dookoła nas malownicze pola, a w oddali było widać wzgórza Kotliny Kłodzkiej.
Ciężko było ich dogonić, oni nie czekali na nas, tylko dalej jechali mocnym tempem. Sylwek jednak kręcił na przedzie równie szybko, także z metra na metr odrabialiśmy dystans do czołówki. Dogoniliśmy ich chyba gdzieś koło Starej Łomnicy i od razu bracia Swat odbili do lasu.
Na wjeździe do Polanicy rozpoczął się bardzo kręty zjazd, na którym dużo traciłem. Tam gdzie ja hamowałem przez zakrętem, wszyscy inni przelatywali bez dotknięcia hampelka. Żeby nie zgubić grupy musiałem dokręcać na wyjściu z zakrętu, żeby za parę sekund dalej znowu hamować na nawrocie. Jeszcze jeden zjazd i przed mostkiem odbijamy w prawo na drogę do Kłodzka i zaczyna się druga pętla. Średnie prędkość na pierwszej pętli wyniosła za dużo - bo aż 31 km/h.
Przed głównym podjazdem dogoniliśmy dziewczyny z Rafałem, który zostawił je i ruszył ścigać się z nami.
Na podjeździe od początku zaczął się wyścig, co chwile ktoś próbował urwać się reszcie. Jak to zobaczyłem to od razu odpuściłem, tempo na pierwszej pętli mnie tak wykończyło, że nie miałem już prawie sił podjeżdżać. Razem ze mną odpuścili bracia Radek i Kuba, którzy nawet jechali wolniej ode mnie i najmłodszy Bartek, którego próbowałem dogonić.
Jak dojechałem do pierwszego zakrętu to czołówka była już na górze. Nie miałbym szans utrzymać ich tempa.
Na górze dogonił mnie Kuba i po chwili odpoczynku jadąc mu na kole, zmieniłem go aby dogonić Bartka na szosie. Radek tak osłabł, że podobno dogoniła go Ania.
Tak w trójkę jechaliśmy dalej, byłem tak skatowany tymi podjazdami że ledwo co trzymałem im się na kole. Na zjazdach dużo traciłem, przez co na podjazdach musiałem ich podganiać. W taki sposób przejechaliśmy drugą pętlę i potem trzecią którą kuzyni planowali przejechać na luzie.
Od razu z trzeciej pętli pojechaliśmy do hotelu, oni nie mieli klucza do pokoju i musieli czekać na Patryka, a ja wskoczyłem sobie od razu pod prysznic.
Trasa Pętli: Polanica Zdrój, Stary Wielisław, Starków, Stara Łomnica, Polanica Zdrój (ok 19 km)
Kategoria Góry
- DST 35.37km
- Czas 01:25
- VAVG 24.97km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozjazd gdzieś za Kłodzko
Wtorek, 5 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0
Dzień 2. Aktywna regeneracja po głównym treningu i obiadku.Pogoda nie była zbyt pewna, chyba nawet specjalnie zabrałem kurtkę do kieszonki. Do tego zrobiło się dosyć chłodno.
Wyruszyliśmy całą grupą, w czasie jazdy momentami trochę pokropiło. W Kłodzku na rozjeździe część zrezygnowała z dalszej jazdy i odbiła do Polanicy, a ja razem ze szosowcami, panem Jasiem, Konradem, Sylwią i trenerem pojechaliśmy dalej przez jakieś betonowe płyty. Dalej wjechaliśmy na drogę bodajże nr 388, na którą wjeżdżaliśmy w połowie porannych pętel. Teraz zza czarnych chmur wyjrzało słońce Na dobrze znanym mi już zjeździe do Polanicy pan Jasiu ładnie powiedział, że wyścigi wygrywa się na podjazdach, a przegrywa na zjazdach.
Kategoria Góry



