Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Ze światełkiem

Dystans całkowity:2030.53 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:89:22
Średnia prędkość:22.72 km/h
Maksymalna prędkość:57.26 km/h
Maks. tętno maksymalne:181 (88 %)
Maks. tętno średnie:168 (82 %)
Suma kalorii:5679 kcal
Liczba aktywności:53
Średnio na aktywność:38.31 km i 1h 41m
Więcej statystyk
  • DST 21.87km
  • Czas 01:18
  • VAVG 16.82km/h
  • VMAX 42.79km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cytka - Amfi x (ok) 10

Wtorek, 20 września 2011 · dodano: 20.09.2011 | Komentarze 0

RPE: 6
CJR: 9

Przejąłem się zeszłotygodniowym wykładem nt. techniki i dzisiaj za wszelką cenę próbowałem podjechać pod amfi na siedząco. Przyczepność była idealna, koła się w ogóle nie ślizgały, a do tego już od początku czułem że jest moc. Pierwsze samotne próby zakończyły się niepowodzeniem, ale później było już coraz lepiej. Tylko raz pojechałem rundkę z prowadzącym Wojtkiem Wiktorem na czele, a potem skupiłem się na podjeździe. Kolejna próba: skapitulowałem na 2 m przed końcem, trochę za słabo na końcu przydusiłem i dupa. Szybko pojechałem kółko i kolejny podjazd: dobra zmiana biegów i na 1x2 się wspinam w górę. Sam nie dowierzając jak łatwo tak się podjeżdża, pierwszy raz wjechałem na siedząco. Optymistycznym stwierdzeniem, że teraz już mogę jechać dalej, pojechałem zrobić pętelkę. Przed zjazdem zaraz za torem 4x dogoniłem Sylwię i pana z klubu, kawałek za nimi jechałem i niespodzianka: próbując wyminąć korzenie nagle wyrosło obok mnie drzewo i poleciałem na prawe kolano. Na szczęście było dosyć miękko, ale chwila minęła zanim wstałem i rozruszałem kolanko. Dalej już spokojniej podjechałem na siedząco pod amfi i nie czekając aż się już zupełnie zrobi ciemno zrobiłem sobie jeszcze ze 2 małe pętle z głównym podjazdem - oczywiście na siedząco.
Teraz pozostaje mi tylko podjechać w pełni siedząc w nieco trudniejszych (suchszych) warunkach, kiedy nie ma takiej przyczepności i od samego dołu, a nie z rozpędu.

  • DST 48.84km
  • Czas 02:17
  • VAVG 21.39km/h
  • VMAX 57.05km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uzarzewo - trasa mini maratonu

Wtorek, 6 września 2011 · dodano: 07.09.2011 | Komentarze 0

CJR: 5
RPE: 6

Parę zdjęć na zjeździe (podjeździe) do doliny Cybiny.
Moja lampka w drodze powrotnej zrobiła małą furorę.

  • DST 52.57km
  • Czas 02:15
  • VAVG 23.36km/h
  • VMAX 44.91km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza

Wtorek, 30 sierpnia 2011 · dodano: 30.08.2011 | Komentarze 0

CJR 5
RPE 7
Starałem się za bardzo nie szarżować, ale żal mi się zrobiło samotnego uciekającego i spróbowałem do niego doskoczyć. Jadąc w pierwszej grupce nad jeziorem Swarzędzkim coś mnie ugryzło w rękę - podejrzewam pszczołę i z bólu wolałem się zatrzymać. Do Dziewiczej już nie goniłem, tylko spokojnie jechałem z tyłu. Pętli całej nie robiłem, za to skoczyłem sobie na killerka - ostrożnie, ale pierwszy raz bez większych problemów. Powrót szalałem z przodu, oświetlając sobie drogę lampką. W grupie miałem najmocniejszą latarkę, przez co nie jeden chciał za mną jechać. W lasku przed maltą jeden bez światła się urwał grupie, a było już całkiem ciemno. Tego też zrobiło mi się żal i popędziłem za nim, ostatecznie nie dogoniłem i jeszcze pojechałem złą drogą: zamiast trasą maratonu to na Maltankę asfaltem.

  • DST 18.09km
  • Czas 00:54
  • VAVG 20.10km/h
  • VMAX 36.34km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Grill u Marty vol 2

Wtorek, 23 sierpnia 2011 · dodano: 24.08.2011 | Komentarze 0

Tak byłem zmęczony że nie chciało mi się jechać, ale nie mogłem tego przegapić. Do Lubonia dojechałem przed Dębiec: Dmowskiego - Górczyńską - Jesionową - Opolską do Żabikowskiej, wracałem o 23:30.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 19.51km
  • Czas 01:07
  • VAVG 17.47km/h
  • VMAX 47.67km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wieczorna, przedobozowa cytadela. Cholerna spinka....

Niedziela, 3 lipca 2011 · dodano: 04.07.2011 | Komentarze 0

Z domu wyszedłem przed 20, wróciłem przed 22. Ładnie się pzejaśniło, a po południu już nie padało to powinno być mniejsze błocko. Na cytadele pojechałem z myślą zrobienia pętelki, sprawdzenia jak sobie poradzę na nowym napędzie. Na lekkim podjeździe przez złe dobranie biegów, przez co później próbowałem szybko to poprawić rozpięła mi się spinka, i bez skutecznie szukałem jej później przez dobre 20 min. Pod 2 błotniste podjazdy nie podjechałem, amfiteatr pokonałem dopiero za którymś tam razem. Dałbym radę pewnie zaraz po zjeździe, ale nie zauważyłem że z przodu miałem 2.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 59.93km
  • Czas 02:55
  • VAVG 20.55km/h
  • VMAX 43.61km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza góra vol.4, do trenera po części.

Wtorek, 28 czerwca 2011 · dodano: 29.06.2011 | Komentarze 0

Drugi raz tak się zdarzyło, że cały dzień było piękne bezchmurne niebo.
Po obiedzie znowu musiałem odpocząć i o mało co bym się przez to spóźnił. Wstałem o 17:30 i szybko ogarniając się wyszedłem z domu o 17:40. Od początku nie miałem ochoty / sił do jazdy. Jak się później okazało to na moście dworcowym widzieli mnie znajomi z 2c (Szmyta i reszta). Na polanie Harcerza byłem parę min po 17, za dużo znajomych nie było. Tomek z klasy gdzieś wsiąkł, innych w moim wieku nie widziałem. Koszulka tym razem poszła w ręce szczęśliwego ojca, którego syn w zeszłym tygodniu wygrał. Żeby nie tracić czasu od razu pojechaliśmy szosą na Antoninek, dojechali jeszcze Tomek z Konradem (obydwaj z klubu). Trasa jak poprzednio, całą drogę starałem się utrzymać tempo czołówki. Wychodziło mi to do pierwszych odcinków na trudnym terenie, gdzie 3 z przodu mi uciekło i później starałem się ich dogonić. Jeszcze przed jeziorem Swarzędzkim wydaje mi się, że jechała z nami koleżanka Tomka, z którą kiedyś kawałek jechaliśmy z nad Strzeszynka. Później już gdzieś mi zniknęła.
Na dziewiczej planowałem zostawić torbę podsiodłową, w której miałem lampki, ale wszyscy Ci, co dojechali w pierwsze grupie postanowili jechać. Trochę by zajęło czekanie na resztę, to już niestety pojechałem na pierwszą pętle z torbą. Poprowadził nas koleś w wygranej koszulce, na tym odcinku większych problemów nie miałem. Tylko podjazd od parkingu na górę był trochę męczący. Przed zjazdem killerem wskoczyłem do reszty i zostawiłem torbę, jak wróciłem to wszyscy (3 osoby) dopiero co pojechały.
Nadszedł czas, by wreszcie stawić czoło killerowi. Kiedyś musiałem przejechać go bez wypinania pedałów. Pierwsze metry, bez jakiś większych problemów. Spanikowałem jak najechałem na uskok z korzenia, wbiłem się przednim kołem w piach, ledwo co opanowałem poślizg. Już czułem jak lecę, a obok mnie przefrunął pan Jasio pewnie słysząc jak klnę. Na dole cały dumny z siebie już odpuściłem sobie męczarnie w piachu i na chwilę się wypiąłem. W 5 osób pojechaliśmy robić 2 pętlę, na ostatnim podjeździe pojechałem inną drogą, która okazała się dużo łatwiejsza i mniej męcząca. Killera już sobie odpuściłem i wróciłem do reszty. Założyłem torbę i całą gromadą pojechaliśmy w drogę powrotną, z szalejącym młodym Michałem na czele. Widać że zjazdy ma we krwi, tam gdzie wszyscy zaciskali hamulce, tam on jechał "na pałę" w dół. Jak będzie dalej tak trenował to może wyjdzie z niego jakiś sławny kolarz ;).
Jak wyjechaliśmy z lasu to na prowadzenie wysunął się koleś w dłuższych włosach, którego widziałem na maratonie. Wskoczyłem mu na koło i starałem się trzymać jego tempo. Dopiero uciekł mi na podjeździe na trudniejszym odcinku i aż do torów jechałem sam. Tam on poczekał na resztę, i mniejszą grupą pojechaliśmy dalej. Planowałem trzymać tempo pana w koszulce Schwinna, ale szybko inni nas wyprzedzili i na podjeździe goniąc kolesia w kitce uciekłem im.
Tak goniąc go uczepił się mnie jeden koleś i razem dojechliśmy do jeziora Swarzędzkiego, gdzie czekał koleś w kitce. Zaproponowałem mu pojechanie pętelki, które wczoraj ćwiczyłem i nie czekając na jego decyzje pojechałem. Usiadł mi na kole, to chciałem dobrze wypaść i przeszarżowałem na zjeździe, przez co na dole nie wyhamowałem i zakopałem się w piachu. On tego się nie spodziewał i też trochę potańczył na piachu, ładnie go przeprosiłem i przepuściłem przodem. Podjazd pokonałem na 1x3, gdy podjeżdżałem to w tle mignęła mi jakaś grupka kolarzy, którzy pojechali ścieżką w las. O dziwo nie pojechali zjazdem na polankę, tak jak kiedyś, tylko wydawało mi się że pojechali dalej w las. Najpierw postanowiłem zjechać, ale po przemyśleniu sytuacji pojechałem poznać nową ścieżkę. A tam trasa dla chyba freeride'u, co chwile jakieś usypane hopki. Z tej ścieżki wyjechałem zaraz przed zakrętem ze skrótem, którym poprowadziłem jednego kolesia. Pod wiaduktem za Warszawską poczekaliśmy na trenera i razem z nim i młodym pojechaliśmy szosą, gdy reszta pojechała ścieżkami przez las. Planowałem z trenerem pogadać, ale wyszło jak zawsze i zagadałem do niego dopiero nad samą maltą. Jeszcze przed wjazdem do lasu specjalnie na niego czekałem. Jednak nie wyszło najgorzej, bo później trener z uwagi na mało przejechanych kilometrów postanowił pojechać dookoła malty, to śmignąłem z nim trochę gadając. Umówiliśmy się na odbiór części u niego w domu o 21:30, czyli musiałem szybko wrócić do siebie, coś przegryźć, wziąć plecak i zaraz do niego jechać.
Specjalnie wracałem ścieżką na Krakowskiej żeby być szybciej, ostatecznie w domu byłem o 21, a o 21:20 jechałem do trenera. Szybko przeleciałem do Bukowskiej i dokładnie o 21:30 byłem u niego pod blokiem. Trener właśnie dopiero co wrócił, dał mi części i przez dobre 20 min trochę sobie pogadaliśmy. Jeszcze umówiliśmy się co do wymiany napędu (jutro po treningu bierze rower i jedzie do zaufanego serwisu do Puszczykowa) i ruszyłem z włączonym oświetleniem do domu. Teraz tylko zamówić ciuchy na obóz i można iść spać.

  • DST 33.25km
  • Czas 01:25
  • VAVG 23.47km/h
  • VMAX 40.14km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na trening porozmawiać z trenerem, grill u Marty

Wtorek, 21 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0

Zostałem zaproszony na klasowego grilla do Lubonia, trochę pechowo że we wtorek. Dlatego postanowiłem pojechać na trening tylko porozmawiać z trenerem o sprzęcie i od razu jechać do Marty. Co prawda zapraszała mnie na 17:30, ale lepiej się trochę spóźnić niż nie być wcale.
O dziwo dzisiaj przez cały dzień pięknie świeciło słońce... do godz 17, kiedy się zachmurzyło. Nad Maltą, żeby tradycji stało się zadość, nawet spadło parę kropli deszczu, na szczęście tylko parę. Specjalnie byłem przed 18, żeby jak najszybciej wyruszyć do Lubonia. Trener się trochę spóźnił, ponoć musiał przez korki w mieście porzucić samochód w okolicy ronda Rataje i ten kawał przyjechał rowerem. Spytałem się go, czy będzie mógł mi co nieco kupić w hurtowni (mostek + napęd), tylko tak za bardzo się nie dogadaliśmy bo miał dużo innych spraw do załatwienia. Już zostałem na losowanie i jak wszyscy ruszali to ładnie powiedziałem trenerowi, że ja dzisiaj nie mogę z nimi jechać. Była godz ok 18:20
Pojechałem prosto Kórnicką, następnie Hetmańską i już standardowo Dolną Wildą. Jeszcze za rondem Rataje specjalnie zadzwoniłem do Kondzia, czy opłaca mi się przyjechać. Trochę skopał, że nie powiedział mi po kolei kto jest, jak się go o to pytałem, tylko poinformował mnie ile jest osób. Plan miałem niezły, jak to się dzień później okazało wyszło mi genialnie :D.
W Luboniu tak się rozpędziłem na Żabikowskiej, że aż pojechałem za daleko i musiałem się kawałem wrócić. U Marty byłem o 19.
Nikt mnie nie wyganiał, to się trochę zasiedziałem. Jak wychodziłem od Marty to była godz ok 23 - nigdy jeszcze tak późno nie jechałem. Przez Luboń przejechałem bez większych problemów, był mały ruch to jechałem ciągle ulicą. Specjalnie jadąc na trening wsadziłem sobie do kieszonki w koszulce koszulkę z długim rękawkiem. Tymczasem noc była bardzo ciepła i aż mi w długim rękawku było za ciepło. Przez Wildę przejechałem również bez problemu, a na Łazarzu było sporo mile nastawionych panów, do tego z parku Wilsona dochodziły dziwne odgłosy. W domu o 23:30.

  • DST 35.04km
  • Czas 01:29
  • VAVG 23.62km/h
  • VMAX 35.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 12.06.2011 | Komentarze 0

Po nazbieraniu sił po imprezie wieczorkiem wyszedłem sobie przed 8 na rower, trasa prawie taka jak wczoraj, tylko kółko dookoła Rusałki bez odcinka specjalnego. Do tego biskupińską podjeżdżałem polem, a nie asfaltem. Ze światełkiem wracałem od Rusałki. W domu przed 21:30.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 72.87km
  • Czas 03:00
  • VAVG 24.29km/h
  • VMAX 42.28km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek, za Maltą, Strzeszynek

Środa, 18 maja 2011 · dodano: 18.05.2011 | Komentarze 0

Rowerek wyczyszczony i łańcuch nasmarowany, to po 17:00 na rower.
Najpierw nad Strzeszynek, powrót bardziej ekstremalną trasą, później nad Maltę gdzie przy źródełku złapałem jakiegoś szybkiego kolesia. Później jeszcze mi na koło jeden inny koleś usiadł i tak jechaliśmy w stronę Swarzędza. Przed mostkiem na piachu miałem poważniejszy uźlizg, ale jakoś udało mi się utrzymać rower. Pan jadący za mną ładnie to skomentował: "ojej" i pojechał w swoją stronę. Ja obejrzałem plan przy ulicy i pojechałem w stronę Malty odbijając ze szklaku w las. Tam momentami trochę błądziłem, ale ostatecznie wyjechałem przy Maltance. Później przejechałem się już normalną trasą nad Strzeszynek, w parku Sołackim przez ból pleców przesunąłem i podwyższyłem sobie trochę siodełko, nad samym jeziorem już trochę kolanka bolały. Przerwa ok 10 min (godz 20:15), kolanka odpoczęły to szybko do domciu póki ciepło. Jakoś tak najlżej mi się teraz jechało, mimo 65 km w nogach. Na Bukowskiej, na skrzyżowaniu z Polną był ładny wypadek - widziałem tylko jeden samochód cały poobijany stojący bokiem "na drzwiach" bodajże pasażera. W domu przed 21.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 44.44km
  • Czas 02:11
  • VAVG 20.35km/h
  • VMAX 40.05km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trening z Polska Na Rowery - Jezioro Swarzędzkie

Wtorek, 17 maja 2011 · dodano: 17.05.2011 | Komentarze 0

Trening zaczynał się o 18 na Polanie Harcerza nad Maltą. Po wypadzie z Tomkiem szybko zjadłem obiad i o 17 byłem już gotowy do wyjścia, jednak przestraszyły mnie trochę ładne, czarne chmurki na zachodzie. O 17:30 zrobiło się wszędzie ciemno, jednak nie padało, to zdecydowałem się wyruszyć. Od razu jak wyszedłem z domu poczułem kropelki, przy targach to już nawet ładnie padało i przeczekałem jakieś 10 min największy deszcz.
Trochę spóźniony dojechałem na miejsce zbiórki, gdzie z daleka zauważyłem Tomka i Karola. Jeszcze mocno nie padało, tylko tak sobie kropiło. Na miejscu było 18 osób, pomiędzy którymi losowana była koszulka na zasadzie gry w marynarza. Karolowi takie coś nie było potrzebne i odsunął się na bok rezygnując z gry.
O 18:10 ruszyliśmy w drogę, jakąś leśną ścieżką. Od razu okazało się, że leje deszcz i sucho raczej z tego nikt nie wyjdzie. Leśne ścieżki to było jedno wielkie błoto, które szybko znalazło się na mnie i całym rowerze. Już nie mówiąc o okularkach, przez które nic nie widziałem. Na szczęście zostawiłem sobie trochę miejsca i nie jechałem nikomu na kole, przez co nie dostawałem z dodatkowej dawki błota spod opon. Tempo mi bardzo odpowiadało, idealne takie jakim bym sam jechał. Tomek szarżował z przodu a Karol jechał albo z tyłu rozmawiając z trenerem o klubie (nie ma już dla niego miejsca, ale na zawody może się z nimi zabrać) albo z Tomczerem na przedzie. Ja głównie trzymałem się środka. Mimo dosyć małej temperatury i z początku opadów deszczu było mi dosyć ciepło, i na ostrzejszym pedałowaniu trochę się pociłem. Zmierzaliśmy szlakiem w stronę Jeziora Swarzędzkiego, by tam porobić jakieś pętelki (wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi).
Gdy dojechaliśmy na miejsce, trener pojechał przodem jakąś ścieżką w las pokazać nam pętelkę. Pierwszy raz jechałem taką ostrą trasą: najpierw długo, średnio łagodny zjazd zakończony ostrym nawrotem w piachu, z którego pierwszym razem jakimś cudem udało mi się wyjechać, potem na płaskim seria ostrym zakrętów w piachu omijających zawalone drzewo - również prawie leżałem. Kiedy myślałem, że najgorsze już za mną to nagle wszyscy przede mną podejrzanie zwolnili na ładnej polance. Za zakrętem okazał się być ostry podjazd, na którym nie jedna wytrenowana osoba wysiadała. Szybko wrzuciłem najmniejszy bieg i na wysokiej kadencji walczyłem z dociążeniem przedniego koła. Trochę przeszkadzali mi jadący wolniej ode mnie, ale jakoś utrzymałem rower. Gdy pokonałem podjazd znalazłem się w punkcie, w którym zaczynaliśmy pętelkę. Jednak to nie był jeszcze jej koniec...
Teraz było najgorsze, prawie pionowy zjazd ścianą w dół. Jak to zobaczyłem to byłem w szoku, jednak przezwyciężyłem własny i na hamulcu jakoś zjechałem. W kilku miejscach tylnie koło się uślizgnęło, ale ważne że przeżyłem. Jak już zjechałem to tak dla odmiany znowu musiałem pokonać ten sam podjazd co przed chwilą go wymęczyłem. I znowu walczyłem z utrzymaniem przedniego koła.
Na górze trener ogłosił plan na dziś: dla ambitnych 5 pętelek w lewo i w prawo (czyli cała ta trasa z 2 podjazdami), a dla mniej ambitnych 4,5 pętelki ;).
No to przepuściłem wszystkich wariatów i pojechałem w nieco spokojniejszym towarzystwie. Trasę do podjazdu pokonałem tym razem bardzo wolno, uważając na piach na zakrętach. Podjazd jakoś dałem radę, potem wolnoo zjazd i znowu podjazd. Wpakowałem się za kogoś bardzo wolnego i nie dałem rady na takiej prędkości utrzymać rower. Lecąc na jedną stronę jakoś udało mi się wypiąć i obyło się bez gleby. Ponownie wsiąść na rower nie dałem rady i przepuszczając dublujących mnie harpaganów (w tym Karola i Tomka) podprowadziłem rower na górę. Potem druga pętelka bez większych problemów, tylko ten podjazd i ostry zjazd mnie ciągle przerażał. Na trzeciej pętelce zaliczyłem glebę na podjeździe, zarzuciło mi przednim kołem i bezpiecznie przewróciłem się na lewe kolano. Szybko się wypiąłem, wstałem i jakoś wskoczyłem na rower wpinając się w pedały i dalej już bez problemu podjechałem. Czwarta pętelka jakoś pokonana i piąta, tym razem jakoś Karol znalazł się przy mnie i przez to trochę szybciej jechałem początek pętli. Zjazd ostro za Karolem, do podjazdu na płaskim też trochę pedałowałem. Podjechałem na górę i już wszyscy czekali to nie kończyłem pętelki. Czyli łącznie zaliczyłem 4,5 pętli - trasę dla mniej ambitnych.
Następnie czas na powrót - harpagany które miały wskazywać wszystkich drogę ruszyły do przodu zostawiając wszystkich w tyle, przez co my potem martwiliśmy się o to, czy dobrze jedziemy. Złapałem się grupkę nieco szybszych i jakąś inną trasą niż inni dojechaliśmy do źródełka, gdzie "harpagany" czekały na resztę.
Było już godzina ok 20:45, jeszcze mowa końcowa trenera, później dyskusja klubowa i pojechałem z Tomkiem do domu. Wróciłem od parku Sołackiego z lampką, w domu o 21:30.