Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 44.44km
  • Czas 02:11
  • VAVG 20.35km/h
  • VMAX 40.05km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trening z Polska Na Rowery - Jezioro Swarzędzkie

Wtorek, 17 maja 2011 · dodano: 17.05.2011 | Komentarze 0

Trening zaczynał się o 18 na Polanie Harcerza nad Maltą. Po wypadzie z Tomkiem szybko zjadłem obiad i o 17 byłem już gotowy do wyjścia, jednak przestraszyły mnie trochę ładne, czarne chmurki na zachodzie. O 17:30 zrobiło się wszędzie ciemno, jednak nie padało, to zdecydowałem się wyruszyć. Od razu jak wyszedłem z domu poczułem kropelki, przy targach to już nawet ładnie padało i przeczekałem jakieś 10 min największy deszcz.
Trochę spóźniony dojechałem na miejsce zbiórki, gdzie z daleka zauważyłem Tomka i Karola. Jeszcze mocno nie padało, tylko tak sobie kropiło. Na miejscu było 18 osób, pomiędzy którymi losowana była koszulka na zasadzie gry w marynarza. Karolowi takie coś nie było potrzebne i odsunął się na bok rezygnując z gry.
O 18:10 ruszyliśmy w drogę, jakąś leśną ścieżką. Od razu okazało się, że leje deszcz i sucho raczej z tego nikt nie wyjdzie. Leśne ścieżki to było jedno wielkie błoto, które szybko znalazło się na mnie i całym rowerze. Już nie mówiąc o okularkach, przez które nic nie widziałem. Na szczęście zostawiłem sobie trochę miejsca i nie jechałem nikomu na kole, przez co nie dostawałem z dodatkowej dawki błota spod opon. Tempo mi bardzo odpowiadało, idealne takie jakim bym sam jechał. Tomek szarżował z przodu a Karol jechał albo z tyłu rozmawiając z trenerem o klubie (nie ma już dla niego miejsca, ale na zawody może się z nimi zabrać) albo z Tomczerem na przedzie. Ja głównie trzymałem się środka. Mimo dosyć małej temperatury i z początku opadów deszczu było mi dosyć ciepło, i na ostrzejszym pedałowaniu trochę się pociłem. Zmierzaliśmy szlakiem w stronę Jeziora Swarzędzkiego, by tam porobić jakieś pętelki (wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi).
Gdy dojechaliśmy na miejsce, trener pojechał przodem jakąś ścieżką w las pokazać nam pętelkę. Pierwszy raz jechałem taką ostrą trasą: najpierw długo, średnio łagodny zjazd zakończony ostrym nawrotem w piachu, z którego pierwszym razem jakimś cudem udało mi się wyjechać, potem na płaskim seria ostrym zakrętów w piachu omijających zawalone drzewo - również prawie leżałem. Kiedy myślałem, że najgorsze już za mną to nagle wszyscy przede mną podejrzanie zwolnili na ładnej polance. Za zakrętem okazał się być ostry podjazd, na którym nie jedna wytrenowana osoba wysiadała. Szybko wrzuciłem najmniejszy bieg i na wysokiej kadencji walczyłem z dociążeniem przedniego koła. Trochę przeszkadzali mi jadący wolniej ode mnie, ale jakoś utrzymałem rower. Gdy pokonałem podjazd znalazłem się w punkcie, w którym zaczynaliśmy pętelkę. Jednak to nie był jeszcze jej koniec...
Teraz było najgorsze, prawie pionowy zjazd ścianą w dół. Jak to zobaczyłem to byłem w szoku, jednak przezwyciężyłem własny i na hamulcu jakoś zjechałem. W kilku miejscach tylnie koło się uślizgnęło, ale ważne że przeżyłem. Jak już zjechałem to tak dla odmiany znowu musiałem pokonać ten sam podjazd co przed chwilą go wymęczyłem. I znowu walczyłem z utrzymaniem przedniego koła.
Na górze trener ogłosił plan na dziś: dla ambitnych 5 pętelek w lewo i w prawo (czyli cała ta trasa z 2 podjazdami), a dla mniej ambitnych 4,5 pętelki ;).
No to przepuściłem wszystkich wariatów i pojechałem w nieco spokojniejszym towarzystwie. Trasę do podjazdu pokonałem tym razem bardzo wolno, uważając na piach na zakrętach. Podjazd jakoś dałem radę, potem wolnoo zjazd i znowu podjazd. Wpakowałem się za kogoś bardzo wolnego i nie dałem rady na takiej prędkości utrzymać rower. Lecąc na jedną stronę jakoś udało mi się wypiąć i obyło się bez gleby. Ponownie wsiąść na rower nie dałem rady i przepuszczając dublujących mnie harpaganów (w tym Karola i Tomka) podprowadziłem rower na górę. Potem druga pętelka bez większych problemów, tylko ten podjazd i ostry zjazd mnie ciągle przerażał. Na trzeciej pętelce zaliczyłem glebę na podjeździe, zarzuciło mi przednim kołem i bezpiecznie przewróciłem się na lewe kolano. Szybko się wypiąłem, wstałem i jakoś wskoczyłem na rower wpinając się w pedały i dalej już bez problemu podjechałem. Czwarta pętelka jakoś pokonana i piąta, tym razem jakoś Karol znalazł się przy mnie i przez to trochę szybciej jechałem początek pętli. Zjazd ostro za Karolem, do podjazdu na płaskim też trochę pedałowałem. Podjechałem na górę i już wszyscy czekali to nie kończyłem pętelki. Czyli łącznie zaliczyłem 4,5 pętli - trasę dla mniej ambitnych.
Następnie czas na powrót - harpagany które miały wskazywać wszystkich drogę ruszyły do przodu zostawiając wszystkich w tyle, przez co my potem martwiliśmy się o to, czy dobrze jedziemy. Złapałem się grupkę nieco szybszych i jakąś inną trasą niż inni dojechaliśmy do źródełka, gdzie "harpagany" czekały na resztę.
Było już godzina ok 20:45, jeszcze mowa końcowa trenera, później dyskusja klubowa i pojechałem z Tomkiem do domu. Wróciłem od parku Sołackiego z lampką, w domu o 21:30.


Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!