Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Towarzysko

Dystans całkowity:6326.52 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:288:25
Średnia prędkość:21.94 km/h
Maksymalna prędkość:68.04 km/h
Maks. tętno maksymalne:189 (96 %)
Maks. tętno średnie:144 (73 %)
Suma kalorii:26114 kcal
Liczba aktywności:110
Średnio na aktywność:57.51 km i 2h 37m
Więcej statystyk
  • DST 66.28km
  • Czas 03:06
  • VAVG 21.38km/h
  • VMAX 48.10km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tu i tam |10000 KM!

Piątek, 16 marca 2012 · dodano: 16.03.2012 | Komentarze 0

RPE: 8 (odległość i początkowe tempo, jeszcze nie ta forma do takich wycieczek)

Strzeszynek - Złotniki - Kiekrz - Strzeszynek - Cytadela - Rusałka - Kosmonautów - Wichrowe Wzgórza.

2 lekcje mniej i pierwszy tak ciepły dzień w tym roku... 15 stopni i słońce, takiego szczęścia jeszcze nigdy nie miałem. Na rowerze od 14:30, najpierw wpadła szoska, lekko ubrany (krótkie spodenki - nogawki w kieszonce, koszulka długi i koszulka krótka + kurtka w zapasie) pędziłem jak za dawnych lat. Na samej szosie średnią miałem 26 km/h, a jakiś tempówek nie robiłem. Nad jeziorem Kierskim krótki odpoczynek, by nad Strzeszynkiem posiedzieć dłużej. Tak faaaajnie ciepło było, przypomniałem się Karolci czy by nie chciała wyjść dzisiaj bo miała mi dać znać, a godz zbliżała się już 16. Chwilę jeszcze posiedziałem czekając na odpowiedź, ale się nie doczekałem i pojechałem podokręcać na Cytkę. Tam dumając nad podjazdem pod Amfiteatrem pokusa była zbyt wielka żeby spróbować, i udało mi się podjechać do ponad połowy za drugim razem z lekkiego rozpędu. Gdybym wycisnął z siebie resztki sił albo bym nie miał już w nogach 40 km to może dałbym radę, ale tragedii nie było. Wracając spotkałem w parku Sołackim Swatów, tym razem caaałą rodzinkę. Mega pozytywni ludzie, od razu humor mi się poprawił i przejechałem się jeszcze nad Rusałkę. Tam (godz 17) sprawdziłem jeszcze telefon czy ktoś się nie dobijał do mnie i po 2 rozmowach umówiłem się z Karolcią o 18 na Kosmonautów. W międzyczasie ubrałem nogawki bo słoneczko już tak nie grzało i pojechałem sobie jeszcze na pomost. Z Rusałki na Kosmonautów w 20 min, przy dosyć spokojnej, wymęczonej jeździe i niekorzystnych światłach - przez co musiałem zająć się sobą przez kolejne 20 min. Pokręciłem się po okolicy, poskakałem ze schodów, popodjeżdżałem pod jakieś małe górki (pozdrawiam nieznajomą która mi jeden fajny zjeździk pokazała) i tak jakoś zleciało. Jak już doszła 18, to z Karoliną nie wiedząc co dalej robić poszliśmy na Wichrowe. Tam najpierw na osiedlu znaleźliśmy samochód pani L. a potem poszliśmy na górkę która mi się z daleka spodobała. Gadaliśmy tam do prawie 19, po czym ona poszła do swojej przyjaciółki którą wypatrzyła a ja jeszcze chwilę tam posiedziałem i patrząc w gwiazdy myślałem o różnych rzeczach. Mimo że ubrałem kurtkę, i tak siedząc tam zrobiło mi się zimno więc w końcu się ruszyłem, i pędziłem ile sił nie zważając na bezpieczeństwo. Trochę mi zimno było, na ścieżce przy pestce mogłem mieć 45 km/h, a potem jak zjechałem na Pułaskiego nie było czegoś takiego jak opór powietrza. Nie wiem jak to możliwe że miałem tyle sił, sam siebie zdziwiłem. Potem Zwierzyniecka - zeylanda - grunwaldzka i o 19:15 w domciu. Co za dzień :)

  • DST 59.83km
  • Czas 02:11
  • VAVG 27.40km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szkoła i Wierzonka z Tomkiem

Sobota, 1 października 2011 · dodano: 01.10.2011 | Komentarze 0

RPE: 8 Ledwo co dawałem radę na kole Tomka, a jak na podjazdach mi przycisnął to tylko mogłem patrzeć jak mi odjeżdża. Parę razy wyminęliśmy kolesia podobnego do Seby Swata, wracając nagle samochodowi przed nami w czasie jazdy otworzyła się klapa bagażnika - nawet spoko tunel.
3 x Wierzonkowe pętle ( ok 8 km)
Kategoria Towarzysko


  • DST 38.40km
  • Czas 01:45
  • VAVG 21.94km/h
  • VMAX 47.67km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kiekrz z Szymonem i Krzychem "E1"

Niedziela, 28 sierpnia 2011 · dodano: 28.08.2011 | Komentarze 0

CJR: 9
RPE: 5 - urywanie Szymka było fajne, ale momentami męczące
Kategoria Towarzysko


  • DST 46.60km
  • Czas 02:30
  • VAVG 18.64km/h
  • VMAX 44.91km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spotkanko klasowe nad Maltą * Zmiana łańcucha

Środa, 27 lipca 2011 · dodano: 27.07.2011 | Komentarze 0

*************
1szy łańcuch: 603 km
2gi łańcuch: 661 km
Kategoria Towarzysko


  • DST 22.37km
  • Czas 00:56
  • VAVG 23.97km/h
  • VMAX 47.25km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozjazd - Strzeszynek z bratem

Poniedziałek, 25 lipca 2011 · dodano: 25.07.2011 | Komentarze 0

Cały czas szosą, przez problem z łańcuchem w szosie brata cały czas go ciągnąłem w tunelu. Nad Strzeszynkiem coś tam próbowałem z tym zrobić, ale nic to nie dało. Wracając jeszcze zrobiliśmy rundkę przez park Sołacki.
Kategoria Towarzysko


  • DST 31.61km
  • Czas 01:52
  • VAVG 16.93km/h
  • VMAX 36.34km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odpoczynkowy Strzeszynek z Mariką

Czwartek, 14 lipca 2011 · dodano: 14.07.2011 | Komentarze 0

O 18:30 mieliśmy się spotkać w Sołackim, ale o 18:40 dowiedziałem się że jej dętka poszła i leciałem na Bonin.
Dopompowałem oponkę i dalej jechaliśmy już razem bardzo wolnym tempem w stronę Strzeszynka. Zatrzymaliśmy się na polanie po drugiej stronie pomostu i chwilę pogadaliśmy. Wróciliśmy dokańczając pętle dookoła jeziora i rozstaliśmy się w parku Sołackim.
Kategoria Towarzysko


  • DST 41.32km
  • Czas 02:19
  • VAVG 17.84km/h
  • VMAX 45.36km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trening na Cytadeli i Strzeszynek z Szymkiem

Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0

Trenera miało nie być to do końca wahałem się, czy jechać na trening. Po zakończeniu roku i spędzonym czasie z klasą pozostało mi mało do treningu, więc szybko zjadłem zupkę i przez 20 min dojechałem na Cytadelę. Tam znowu trochę szukałem tego Piknika, ale już przynajmniej tym razem wiedziałem w jakim kierunku jechać. Na górze byłem chwilę po 17, obecni byli Sylwia, pan Jasio z synem Tomkiem, Michał, i jakiś inny już zaawansowany kolega, którego wczoraj pierwszy raz widziałem na treningu.
Za wyjątkiem Tomka pojechaliśmy robić nasze pętle, takie jak tydzień temu. Podjazdy już nie są dla mnie takie straszne, wszystkie bez większego problemu podjechałem (nie licząc podjazdu pod amfiteatr). Zjazdy już też w miarę opanowałem.
Na pierwszej pętelce, po jednym z podjazdów ( na który poprzednio ciężko było mi wjechać), gdy czekaliśmy na wymęczoną maratonem Sylwie dołączył do nas pan z drużyny Rybczyńskiego, robiący sobie trening. Wspomagał nas dobrymi radami, co chwilę rozmawiając z panem Jasiem na różne kolarskie tematy. Ze 3 pętelek, podjazdu pod amfiteatr nie pokonałem ani razu. Za pierwszym razem po większym rozpędzie na zjeździe przeszkodzili mi jadący przede mną, którzy zatrzymali się na podjeździe. Za drugim razem po rozpędzie na asfalcie podjechałem prawie na samą górę (brakowało ze 2m) , gdzie trochę odbiłem od głównej trasy i wolałem nie ryzykując zejść z roweru. Za trzecim razem, też prawie na samej górze po dłuższej walce z przyczepnością musiałem skapitulować - tak dociążyłem przednie koło że na moment oderwało się tylnie. Na szczęście pedały mi się same odpięły.
Gdzieś na 2 pętelce najechałem na, jak się później okazało jakiś kolec, który przebił mi oponę i wbił się w dętkę. Powietrze powoli sobie schodziło, już po treningu na tyle, że musiałem zainterweniować przy amfiteatrze. Jeszcze na samym końcu treningu na mostku zauważyłem kolegę z klasy - Gabana wraz ze swoją dziewczyną. Przyglądał się nam, ale jakoś mnie nie rozpoznał. Później okazało się, że nawet widział moją porażkę na amfiteatrze, a raczej 2m przed nim.
Gdy kończyłem łatanie dętki to pan od Rybczyńskiego z tym nowym kolegą właśnie podjechali pod amfiteatr i robili sami dalej nasze pętle.
Z Szymonem umówiłem się nad Rusałką, zadzwonił do mnie że już jest na miejscu jak wyjeżdżałem z Cytadeli, z czym też miałem problem. Spotkaliśmy się w parku Sołackim i razem pojechaliśmy na stację. Potem nad Strzeszynek moimi ścieżkami bez piachu i gdy zaczęło się zachmurzać i ściemniać to wróciliśmy normalnie.

  • DST 33.25km
  • Czas 01:25
  • VAVG 23.47km/h
  • VMAX 40.14km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na trening porozmawiać z trenerem, grill u Marty

Wtorek, 21 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0

Zostałem zaproszony na klasowego grilla do Lubonia, trochę pechowo że we wtorek. Dlatego postanowiłem pojechać na trening tylko porozmawiać z trenerem o sprzęcie i od razu jechać do Marty. Co prawda zapraszała mnie na 17:30, ale lepiej się trochę spóźnić niż nie być wcale.
O dziwo dzisiaj przez cały dzień pięknie świeciło słońce... do godz 17, kiedy się zachmurzyło. Nad Maltą, żeby tradycji stało się zadość, nawet spadło parę kropli deszczu, na szczęście tylko parę. Specjalnie byłem przed 18, żeby jak najszybciej wyruszyć do Lubonia. Trener się trochę spóźnił, ponoć musiał przez korki w mieście porzucić samochód w okolicy ronda Rataje i ten kawał przyjechał rowerem. Spytałem się go, czy będzie mógł mi co nieco kupić w hurtowni (mostek + napęd), tylko tak za bardzo się nie dogadaliśmy bo miał dużo innych spraw do załatwienia. Już zostałem na losowanie i jak wszyscy ruszali to ładnie powiedziałem trenerowi, że ja dzisiaj nie mogę z nimi jechać. Była godz ok 18:20
Pojechałem prosto Kórnicką, następnie Hetmańską i już standardowo Dolną Wildą. Jeszcze za rondem Rataje specjalnie zadzwoniłem do Kondzia, czy opłaca mi się przyjechać. Trochę skopał, że nie powiedział mi po kolei kto jest, jak się go o to pytałem, tylko poinformował mnie ile jest osób. Plan miałem niezły, jak to się dzień później okazało wyszło mi genialnie :D.
W Luboniu tak się rozpędziłem na Żabikowskiej, że aż pojechałem za daleko i musiałem się kawałem wrócić. U Marty byłem o 19.
Nikt mnie nie wyganiał, to się trochę zasiedziałem. Jak wychodziłem od Marty to była godz ok 23 - nigdy jeszcze tak późno nie jechałem. Przez Luboń przejechałem bez większych problemów, był mały ruch to jechałem ciągle ulicą. Specjalnie jadąc na trening wsadziłem sobie do kieszonki w koszulce koszulkę z długim rękawkiem. Tymczasem noc była bardzo ciepła i aż mi w długim rękawku było za ciepło. Przez Wildę przejechałem również bez problemu, a na Łazarzu było sporo mile nastawionych panów, do tego z parku Wilsona dochodziły dziwne odgłosy. W domu o 23:30.

  • DST 48.74km
  • Czas 02:47
  • VAVG 17.51km/h
  • VMAX 38.11km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trening na Cytadeli i Strzeszynek.... z Mariką...

Środa, 15 czerwca 2011 · dodano: 15.06.2011 | Komentarze 0

W ramach przygotowania do obozu postanowiłem dzisiaj zawitać na trening klubowy na cytadeli, na który zachęcała mnie Sylwia. Miał on odbyć się o 17, w szkole miałem lekcje do 12:35, ale spotkanie z byłą klasą uprzykrzyło mi życie. Ostatecznie z domu wyszedłem o 16:45, dokładnie o 17 byłem za parkiem Sołackim. Było by ok, gdybym tylko wiedział gdzie się spotykamy. Trasa saneczkowa, bar pasieka czy ostoja nic mi nie mówiło, a w internecie nawet nie szło tego znaleźć.
Trochę pokręciłem się po Cytadeli szukając tego baru, ale na szczęście udało mi się znaleźć znak pokazujący drogę w las. Do tego Baru nawet trzeba trochę podjechać, nigdy wcześniej przy nim nie byłem. Jak już znalazłem się na górze, to mimo 10 min spóźnienia i mojego przekonania, że wszyscy już będą w trasie, moim oczom ukazał się widok 4 stojących zawodników i trenera w "cywilu". Była tam Sylwia w koszulce Tarisu, pan Jasio na swoim Corratecu który uczył nas później jeździć, ostro trenujący kolega w stroju CSC i drugi w stroju B'Twin.
Po jeszcze chwilki rozmowy z trenerem - dogadywania się co do wyjazdów na maratony, ruszyliśmy w trasę.
Pan Jasio pokierował Sylwię i mnie na jakąś jego znaną pętelkę, a tamci dwaj popędzili bardziej wymagającą pętlą akademicką.
Nasza trasa była bardzo ciekawa i techniczna: wąskie ścieżki, dużo korzeni, kolein. Co chwile jakiś podjazd, a za nim zjazd. Parę razy musiałem przeczekać chwilkę przed podjazdem, aż Sylwia podjedzie i będę miał drogę wolną, ale też z początku kilka razy musiałem odpinać buciki żeby uniknąć upadku. Jednak w jednym miejscu aż tak bardzo chciałem, że na podjeździe zabrakło mi sił i glebnąłem się na lewy bok. Podczas pierwszej pętelki ostrzejsze podjazdy rower wprowadzałem, bo na 1x1 nie dawałem rady utrzymać przyczepności. Na zjeździe przed amfiteatrem spanikowałem przed piachem i lekko docisnąłem przedni hamulec. Efekt: piękny lot przez kierownicę, potem jeszcze na mnie rower spadł z wysokości. Po za paroma obtarciami i siniakami wyszedłem z tego cało, ale wyglądało to na prawdę groźnie. Z połowy zjechałem i po nabraniu prędkości dojechałem na jakieś 1/3 podjazdu pod amfiteatr. Wyżej ciężko by było bez wcześniejszej zmiany biegu. Dalej starałem się pokonać ten podjazd na 1x1, ale po dojechaniu na najostrzejszy odcinek (ok własnie 1/3 długości) przednie koło traciło przyczepność, a jak wstawałem z siodełka to z kolei już za wolno się toczyłem i lada moment bym znowu leżał. Po paru takich przymierzaniach się do podjazdu odpuściłem sobie i wprowadziłem rower na górę z postanowieniem, że kiedyś jeszcze tu wrócę i pokonam amfiteatr.
Trochę gdzieś tam dalej pojeździliśmy i jakoś wróciliśmy pod bar Piknik, gdzie na drugą pętelkę dołączyli do nas nasi ścigacze. Sylwia już była trochę zmęczona, a ja jeszcze miałem trochę sił. Tym razem pokonałem na trasie wszystkie podjazdy, jak nie za pierwszym razem to za którym z kolei po odpowiednim rozpędzeniu się. Zjazd przed amfiteatrem tym razem pokonałem za drzewami, tak jak mi jakoś koleś radził. Odbyło się to bez problemu i znowu zapomniałem zmienić bieg przed podjazdem. Mimo poprzednich porażek teraz walczyłem o wysokość. Większy rozpęd na asfalcie, uważając na rozsypane szkło, w dobrym miejscu zmienić biegi i mam już 1/3 dystansu za sobą. Wystarczyło tylko dobrze utrzymać przyczepność i zachować siły do końca z podjazdu. Przez problemy z 1x1 postanowiłem spróbować zrobić to na 1x2. Pierwsze próby wychodziły obiecującą, do ok 1/2 dystansu podjeżdżałem. Chyba dopiero za 2gim razem tak się rozpędziłem, że podjechałem na samym rozpędzie połowę, dobrze udało mi się zmienić biegi i dalej już na stojącą wspinałem się do góry. Co chwile mi tylnie koło buksowało, gibałem się na boki, nogi już nie dawały rady. Jednak wycisnąłem z siebie wszystko i dawałem ile z sił w nogach. Jeszcze doping pana Jasia sprawił, że już prawie na górze nie poddałem się, tylko podciągnąłem do końca, a czułem już, że zaraz będę leżał. I stało się - tak jak postanowiłem wcześniej zdobyłem tą górę. Co prawda z dużego rozpędu, ale dałem radę. Na górze aż krzyknąłem ze szczęścia, a zarówno pan Jan jak i Sylwia pogratulowali mi walki.
Po tych męczarniach z amfiteatrem Sylwia była już wykończona, to pojechaliśmy pod bar aby zebrać się i skończyć trening. Pan Jasio polecił mi kupić dłuższy mostek - żeby łatwiej było mi dociążyć przednie koło na podjazdach. Po 10 min pogaduszce pojechaliśmy w swoje strony - ja akurat ze Sylwią i kolegą w stroju B'Twina. Zaproponował on pojechanie odcinka trasą akademicką - ja byłem chętny, a Sylwia już nie chciała się katować i pojechała normalnie. Natomiast ja pierwszy podjazd, złe biegi i gleba. Po chwili jednak już jechaliśmy dalej. Odpuściłem sobie proponowany ostry zjazd, bo już byłem zmęczony o obolały. Jak zobaczyłem którędy chciał mnie pokierować to nie żałowałem decyzji - ok 10m ściana w dół, potem podobną ścianą w górę podjazd. Aż mi szczęka opadła jak to zobaczyłem, co rozbawiło grupkę siedzących w okolicy ludzi.
Zjechaliśmy z trasy przy Harcówce, tam podziękowałem za pokazanie fajnej trasy i pojechałem w swoim kierunku.
Trochę żałośnie wyglądała moja średnia (14 km/h) i nie byłem do końca zmęczony, to postanowiłem skoczyć sobie nad Strzeszynek. Trasą pewnie hard, na pomoście zrobiłem sobie krótką przerwę i wracałem już od razu w stronę Rusałki, bez objeżdżania jeziora. A tam zaraz za wjazdem w las niespodzianka...
W grupie mijających mnie rowerzystów przyuważyłem znaną mi sylwetkę, po przyjrzeniu się z bliższej odległości byłem pewny że do Marika. Uśmiechnąłem się do niej ze zdziwienia i po chwili przemyślenia zawróciłem za nią. Mimo mojego planu już nie chciałem być taki chamski i przed drugim pomostem dogoniłem ją i pojechałem z nią. Troszkę sobie pogadaliśmy, ale nie byłem zadowolony z tego spotkania. Na chwilkę rozstaliśmy się przy altance przy stawku - ja wbiłem na moją ścieżkę w las, a ona pojechała szlakiem. Potem przy stajniach trochę sobie na nią poczekałem, ale już nie wiem czy to ta ścieżka jest taka krótka, czy ona przez bolące kolana aż tak zwolniła. Dalej nie mogłem sobie odpuścić przejechania skrótu zakrętu za Lutycku - trasa nawet fajna, dosyć trudna technicznie. Znowu musiałem trochę poczekać, dalej pojechaliśmy dookoła Rusałki i rozstaliśmy się przy mostku, gdzie ja pojechałem zrobić pętelkę na mojej ścieżce - podjazd, gdzieś tam małe kółko pomiędzy ścieżkami i później zjazd tą samą trasą i do domu.

  • DST 29.09km
  • Czas 01:28
  • VAVG 19.83km/h
  • VMAX 41.64km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Deszczowy Strzeszynek z Mariką

Czwartek, 9 czerwca 2011 · dodano: 09.06.2011 | Komentarze 0

Wreszcie przerwa z upałami, to na rower po baskecie obowiązkowo. Samemu mi się niezbyt chciało, ale na Marikę tym razem mogłem liczyć. Jak wychodziłem z domu to trochę padało, spotkaliśmy się o 19 w parku Sołackim i standardowo pojechaliśmy nad Strzeszynek. Pogoda na rower idealna, a ludzi wszędzie mało. Tylko kilku kolarzy nas co jakiś czas wyprzedzało. Na pomoście dłuższa przerwa, aż przyjemnie się siedziało (albo raczej leżało), bo od jeziora waliło ciepłem. Kółko dookoła jeziorka i po 20 odprowadziłem już Mari na Bonin. Już nie wpraszałem się do niej i wróciłem prosto do domku. Jeszcze po drodze wyśmiałem Marikę, że obejrzała sobie sporo NW (które koniecznie musiała obejrzeć, przez co tak krótko na rowerze byliśmy) - z tego co mi wiadomo to kończy się o 20:30, a jak do niej pisałem z parku Sołackiego było 20:25.
W domciu o 20:35.
Kategoria Towarzysko