Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Kwiecień, 2014
| Dystans całkowity: | 1162.95 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 51:15 |
| Średnia prędkość: | 22.69 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 57.83 km/h |
| Liczba aktywności: | 21 |
| Średnio na aktywność: | 55.38 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
- DST 72.28km
- Czas 02:24
- VAVG 30.12km/h
- VMAX 51.18km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
M2 M4 Oborniki
Czwartek, 17 kwietnia 2014 · dodano: 17.04.2014 | Komentarze 0
Jednak jest moc. Wyścig dobrze na mnie zadziałał, prędkość na szosie wzrosła o jakieś 5 km/h.Czekając na koła postanowiłem dzisiaj pojechać po sztywną ośkę 10mm do DT4YOU w Obornikach. Dzisiaj wykład na 13:30, więc miałem ze spokojem wyjść z domu przed 10, ale że nie przyjmują płatności gotówką to musiałem skombinować na szybko zamówienie i zrobić przelew. W końcu z domu wyszedłem 15 min później i zacząłem zastanawiać się nad sensem jechania do Obornik. Tym bardziej że magazyn mają nie na ulicy Objezierskiej, a po drugiej stronie miasta. Po 15 min rozgrzewce i przejechania kawałka szosy już miałem zrezygnować, ale stwierdziłem że co mi szkodzi spróbować i na szybko wymyśliłem trening interwałowy. Jechało się genialnie. Prędkość powyżej 35 km/h. Żeby zwiększyć moje szanse dojechania na czas odbiłem przez Złotniki do Obornickiej. Do tej pory uważałem jazdę Obornicką za szaleństwo, a dzisiaj przekonałem się że całkiem przyjemnie się tam jedzie. Szerokie pobocze świetnie nadaje się do jazdy rowerem, w ogóle nie przeszkadzając kierowcom.
Do Obornik zrobiłem piramidkę interwałową, co prawda tętno jak dla tempówek, ale momentami mocno się zaginałem. Ograniczający czas jest świetną motywacją do pilnowania tempa. M2: 1 - 2 - 3- 4 - 5 - 4 - 3 - 2 - 1
Prawie całą drogę do Obornik z wiatrem, o czym przekonałem się wracając. Luźno kręcąc utrzymywałem spokojnie 30 km/h, w czasie tempówek od 35 km/h do 40 km/h.
Do magazynu DT szybko trafiłem, po załatwieniu formalności i posileniu się bananem wróciłem na Obornicką w stronę Poznania. Dałem sobie max 1h 15 min na powrót do domu, więc nie było mowy o oszczędzaniu się. Jednak rzeczywistość okazało się bardzo brutalna, zaraz po wjechaniu na główną dostałem taki podmuch wiatru że tylko szukałem jakiś aut za którymi mogłem się schować. Prędkość starałem się utrzymać 30 km/h, ale momentami bywało ciężko, o podjazdach już nie mówiąc. Całą drogę starałem się trzymać tętno powyżej 150 uderzeń, ale teraz organizm wyrabiał, a nogi już się buntowały i przy próbach utrzymania mocniejszego tempa łatwo zapiekały. Za to kilometry mijały niespodziewanie szybko, zawsze tak mam że powrót tą samą trasą mija szybciej niż pierwszy przejazd. Do Suchego Lasu dojechałem przed czasem, przez co odbiłem w stronę Strzeszyna i wróciłem przez Golęcin. Ostatecznie w domu byłem ok 12:50, czyli 10 min przed planowanym przyjazdem. Trening jak dla mnie bomba, gdybym miał czas to jeszcze bym trochę dzisiaj pokręcił, ale i tak potem schodząc ze schodów cierpiałem, nawet bardziej niż po Miękini.
Kategoria Szosa
- DST 43.83km
- Czas 01:44
- VAVG 25.29km/h
- VMAX 50.73km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
P1 P2 Kiekrz
Środa, 16 kwietnia 2014 · dodano: 16.04.2014 | Komentarze 0
Po dwóch deszczowych dniach odpoczynku wreszcie wsiadłem na rower, którego napęd i inne ruchome części dokładnie wyczyściłem przed pójściem spać zostawiając kilogramy błota na ramie. Spodziewałem się że wielu chrzęstów, trzasków i hałasu z każdej możliwej części, a tu niespodzianka - rower z wyglądu prosi się o litość, a prowadzi się jak nówka sztuka prosto z fabryki. Nawet łańcuch przestał przeskakiwać na zębatce kasety, jak się później okazało tylko do czasu.Jak zawsze po zajęciach, więc chwile po godz 18 wyruszyłem z domu, najpierw 2 serie po 5 sprintów, nogi na świeżości lekko kręcą, ale po wyścigu brakuje mocy, podczas sprintów nie czuć tego impulsu. Nad Kiekrzem 9 sprintów na podjazdach, już bardziej udawało mi się powalczyć z nogami aby dały z siebie więcej ale bez większych rezultatów. W każdym razie wolno nie jechałem, oj nie, prawie każdy podjazd na przełożeniu 2x9, ale dalej bez czucia w mięśniach, nawet ani przez moment nie było zapieku. Powrót jak już się robiło ciemniej kolejne 2 serie po 5 sprintów - w ostatnich próbach już od skoku starałem się generować pełną moc.
Do domu rozjazd.
Cieszy praca pulsometru - z opaską pod koszulką termoaktywną bez przerwy podawał aktualne wartości tętna, prawie jak wtedy kiedy kupiłem opaskę. Z tą zębatką kasety dziwna sprawa - czasami przeskakuje, czasami nie. Nad Kiekrzem lekko kręcąc dało się wyczuć cykliczne skoki, a jak wracając robiłem sprinty ani przez moment się nie zawiodłem. Dziwne...
Wielki plus dla mojej formy - miałem podejrzane wrażenie że ciągle jechałem z wiatrem, w dwie strony lekko kręcąc utrzymywałem prędkość 28 km/h, jak nieco mocniej podkręciłem pod lekką tempówkę to na liczniku pojawiało się do 35 km/h - przy tętnie 140 uderzeń. Jutro na interwałach będzie wszystko jasne czy to forma czy sprzyjające warunku pogodowe.
- DST 94.98km
- Czas 05:00
- VAVG 19.00km/h
- VMAX 49.08km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Miękinia
Niedziela, 13 kwietnia 2014 · dodano: 16.04.2014 | Komentarze 0
Dane z licznika, reset zaraz przed startem: 86,63 km; 3:49hCzasu zbyt wiele nie wygospodarowałem, więc tylko parę luźnych przemyśleń:
Mój pierwszy start w maratonie w tym roku, do tego dystans Giga. Dobrze że się udało załatwić u organizatora świetny 2 sektor, dzięki temu była nadzieja na dobry rezultat. Na rozgrzewkę pokręciłem 45 minut po czym udałem się na start, gdzie wszystko opóźniło się o 30 minut. Pierwszy sektor poszedł, odliczanie drugiego i zaczęła się moja Eskowa przygoda na Bike Maratonie! Od początku wielkie zdziwienie - niby drugi sektor, stałem gdzieś w połowie stawki, a tempo jak dla mnie wycieczkowe. A do tego ludzie przepychają się jakby od tego miało zależeć ich życie... No kurde. Czy ja jestem taki mocny czy inni tacy słabi? Na szosie już nie wytrzymałem i pognałem pod wiatr gonić jakąś grupkę. Oczywiście się ostro zapiekłem, dużo podgoniłem ale też grupa której chciałem się pozbyć podgoniła mnie. Tak, że przy wjeździe w las wszystko się zjechało. A tam dalej wyścigi. Teraz już byłem z lekka podmęczony i szanowałem jazdę na kole, więc na tempo nie narzekałem. Ale gdy widziałem że ktoś próbuje ambitnie się przebić do przodu to szybko przeskakiwałem na jego koło. Sam też nie raz ładnie podgoniłem. Po takich wyścigach rzędów pojawiły się pierwsze podjazdy i kolejny szok - ludzie przy bardzo lekkich podjazdach pod które jakby się uprzeć można by z blatu wjechać, zrzucali na młynek i mielili... A że było wąsko to nie raz nie było takich jak wyprzedzić. Dla mnie szok, bo jakby nie patrzeć był to 2gi sektor, który do tej pory uważałem za dość mocny. Jak się dało to wyprzedzałem, jak nie było miejsca to czekałem do końca i na wypłaszczeniu gdy inni szukali powietrza to ja śmigałem przed nich. Najbardziej jednak było wkurzające to, że po takich podjazdach zawsze były jakieś zjazdy lub zakręty, na których takie osoby które wyprzedziłem, bez skrupułów zajeżdżały mi drogę i mówiąc kolokwialnie wpierniczali się przede mnie. Rozumiem jak jednego lub dwóch tak przepuszczę bo widzę że dobrze sobie radzi, ale nie cała grupa. Kolejny podjazd i znowu mnie blokowali. Wniosek z tego jeden - do poprawki pokonywanie zakrętów i zjazdy, bez tego ciężko być dobrym maratończykiem.
Na trasie pojawiła się też mała traska XC - w okolicy starej cegielni, czy jak się to też zwie. Według mnie, jak na trasę w której ma wystartować 2000 osób z czego połowa rekreacyjnie to nieco przegięli. Fajnie że ciasno, parę podjazdów i ciekawszych zjazdów, ale kilka niebezpiecznych przejazdów po zboczu z którego można było przez wyprofilowanie ścieżki łatwo spaść w małą przepaść, mogli sobie odpuścić. Dla kogoś obeznanego z trasą - pewnie bomba, dla kogoś kto jedzie tu pierwszy raz dobre wyzwanie, dla kogoś kto nie trenuje mogło się to skończyć źle. Jednego takiego starszego pana zbierałem w jednym miejscu na mojej drugiej rundzie, tzn zbierałem jego rower z trasy bo sam leżąc na zboczu nie chciał pomocy. Powiedział tylko że zaraz przyjedzie jego znajomy i mu pomoże, a mi kazał jechać dalej.
To był moment w którym wyprzedził mnie Pan Jasiu startujący z 3ciego sektora. Niestety był to ten właśnie odcinek XC który psychicznie już przegrałem przed jego początkiem, że Pana Jasia tempa nie utrzymałem a potem już nie dogoniłem. Na podjazdach doprowadzałem nogi do takiego zapieku, że potem musiałem parę minut luźniej pokręcić aby znowu móc trzymać tempo. Na odcinkach technicznych już nie było koncentracji i motywacji, dlatego też w paru miejscach skapitulowałem i prowadziłem rower. W miedzyczasie dogoniłem kogoś z Eski, kim okazał się Rafał który złapał laczka, ale taka motywacja do dogonienia Pana Jasia ("bo Rafał patrzy") na niewiele mi się zdała. Właściwie to cała druga runda przejechana siłą woli. Na końcówce dojechał do mnie jeden kozak który dawał bardzo mocne zmiany na pierwszej rundzie, ale przepadł gdzieś na jednym z bufetów. Zdziwiłem się, że tak długo trwało jemu dogonienie mnie, bo miałem problem żeby nawet jechać moim równym tempem. Co prawda to jeszcze nie był ten etap myśli że na zawsze rzucam kolarstwo, ale już wczesne oznaki przez ból pleców i palców od rąk zaczynał się pojawiać. Powracając do końcówki i kozaka - wyprzedził mnie, dał znowu mocną zmianę że zacząłem siłą woli trzymać jego koło. Nogi już się poddawały ale głowa chciała, a jak wiadomo głową można wszystko zdziałać. Ale gdy już chciał, żebym dał zmianę to najpierw odmówiłem, a kolejnym razem gdy specjalnie zwolnił wyszedłem przed niego i pojechałem ile jeszcze miałem sił w nogach. A że jechałem siłą woli, to tych sił już brakowało, tak że za długo nie trwała moja zmiana. Do Mety dojechałem już za nim, za jego dobre zmiany odpuściłem walkę na finiszu, ale starałem się w jechać zaraz za nim aby nie tracić sekund. Następnie miło sobie podziękowaliśmy i kawałek się rozjechaliśmy rozmawiając, potem gdzieś w tłumie znalazłem Tomka P i Pana Jasia i razem wróciliśmy do auta. Byłem wykończony i miałem wszystkiego dość.
Podsumowując, 36 miejsce na 117 startujących na GIGA. Z początku byłem zły że tak słabo, ale teraz stwierdzam że to świetny wynik jak na mój debiut w barwach Eski. Wiele się nauczyłem i wiem co muszę poprawić w kolejnym starcie, więc na pewno będzie już tylko lepiej. Z roweru jestem bardzo zadowolony - mimo zjechanych opon i krzywych kół nie było żadnych większych problemów. Nawet bidonu nie zgubiłem. Do poprawki jeszcze wykorzystanie bufetów - wylewanie na siebie wszystkich kubeczków z wodą nie jest chyba najlepszym pomysłem, też nie jest fair wobec innych zawodników.
W każdym razie jedno jest pewne - jak będę miał nowe koła, to dopiero będzie ogień! :) Kolejne Zdzieszowice i pierwsze góry - tam to dopiero będzie zabawa!
Kategoria MTB, Wyścig, Bike Maraton 2014
- DST 32.78km
- Czas 01:37
- VAVG 20.28km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek
Piątek, 11 kwietnia 2014 · dodano: 11.04.2014 | Komentarze 0
Zaczyna martwić mnie przeskakujący łańcuch na najniższych zębatkach. Niestety nie jest to wina spinki od łańcucha. Na nowej dalej to samo. Zamiana kierunku przedniego Racing Ralpha i ustawienie niższego ciśnienia...Wypad w teren przetestować sprzęt przed wyścigiem. Momentami mocniejsze tempo. Amortyzator sprawiał wrażenie dziwnie miękkiego.
Wracając skoczyłem do Cyklotura i do Ryby sprawdzić wagę roweru oraz sprawdzić widelec. 12,8 kg, 200/180 psi więc bez zmian. Nieco dopompowałem, zobaczymy jak to będzie.
Kategoria MTB, Technika / XC
- DST 72.28km
- Czas 02:50
- VAVG 25.51km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Sępno
Czwartek, 10 kwietnia 2014 · dodano: 10.04.2014 | Komentarze 0
Po dwóch deszczowych dniach wreszcie pogoda się poprawiła na tyle, że zacząłem myśleć o jakimś treningu. Dobrze się składa że dzisiaj są godziny rektorskie w CW i odwołali mi wykład, więc spokojnie się wyspałem po nocnym pisaniu sprawka, najadłem i ok godziny 12:30 wyszedłem z domu. Dość chłodno, ubrany byłem prawie na zimowo - z tą różnicą że zamiast termoaktywnej założyłem koszulkę Tarisu. Szybko tego żałowałem jak zaczęły mi się ręcę pocić pod schłodzonym gamexem.Początkowo planowałem przejechać się do Obornik po zacisk do nowych kół od DT, ale że kół jeszcze nie mam i nie wiem kiedy będą, do tego nie chciało mi się kombinować z jazdą z gotówką, to odpuściłem sobie. Kierunek wybrałem ten sam - Objezierze.
Trasa: Poznań - Kiekrz - Starzyny - Rokietnica - Krzyszkowo - Rostworowo - Żydowo - Nieczajna - Sępno - Zielątkowo - Golęczewo - Chludowo - Złotniki - Poznań
Szosa mnie na tyle dzisiaj nudziła, że zjeżdżałem z niej prawie gdzie tylko się dało. Najpierw w Kiekrzu, potem do Krzyszkowa, z Żydowa do Nieczajnej i przez Sępno. Nawet błoto nie było mi straszne, którego po ostatnich ulewach nie brakowało na bezdrożach. W takich warunkach fatalnie sprawdził się RaRa z przodu, praktycznie w mokrym piachu więcej się kopał niż jechał. Zamienię jutro jego kierunek i sprawdzę czy będzie jakaś poprawa...
A jak forma? Na początku było ciężko, ale jak się rozgrzałem to bardzo przyjemnie się jechało. Tętno dzisiaj elegancko współgrało, prawie cały czas kontrolowałem poziom 150 uderzeń. Wracając było mi mało i dokręciłem jeszcze w Parku Sołackim. Dalej było mi mało, ale laborek z fizy mi nie odwołali i musiałem już do domu wrócić. Może i dobrze patrząc na to, że za 3 dni wyścig
- DST 23.24km
- Czas 01:06
- VAVG 21.13km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątkowo i Rusałka
Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 · dodano: 08.04.2014 | Komentarze 0
Rozjechać nogi po zawodach i przy okazji oddać pompkę Jonkowi. Dziwnie nogi lekkie, jakby wczoraj był dzień odpoczynku a nie wyścig, tylko lekko czuję naciągnięte więzadła podkolanowe.Wracając skoczyłem sobie jeszcze nad Rusałkę, gdzie pozwiedzałem okolicę Woli. Nawet fajny drop tam jest z jakiegoś betonu, może kiedyś odważę się go skoczyć.
- DST 57.97km
- Czas 03:28
- VAVG 16.72km/h
- VMAX 41.65km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Thule Cup Wągrowiec. Zaczęło się!
Niedziela, 6 kwietnia 2014 · dodano: 06.04.2014 | Komentarze 0
"... ten który ciężko trenuje na ścieżce rowerowej Rusałka - Strzeszynek, czyli Wojciech Polcyn! ..."No i się zaczęło. Sezon jak z marzeń! Co tydzień jakiś wyścig. Szykuje się świetny rok!
Na rozgrzewkę - XC w którym startuję dla dobrego treningu, przede wszystkim głównym celem poprawa techniki jazdy i wydolności organizmu.
Wczoraj dzień odpoczynku od treningów, ale nie od roweru - prawie połowę dnia spędziłem nad łataniem dętek przygotowywaniem Instynkta i czyszczeniem Krossa przed odstawieniem na zasłużony wypoczynek. Taka ciekawostka - dopiero wczoraj odkryłem jak mała drzazga w oponie może czynić szkody. Zapewne od zeszłorocznego wyścigu w Suchym Lesie siedziała w Kendzie SBE i bezlitośnie dziurawiła wszystkie nowe i stare dętki. Masakra. Nie da się zobaczyć, palcem się nie wyczuje. Jedynie umycie opony pomogło w zauważeniu małej kropki w bieżniku.
Dzisiaj z rana dojazd na stację BP, skąd zabrałem się z panem Jasiem i rodzinką. Na miejscu byliśmy o 12, zanim się zarejestrowałem, najadłem i przebrałem to minęła kolejna godzina i o 13 ruszyłem zwiedzać okolicę. Idealnie trafiłem w przerwę między startami więc od razu pojechałem na trasę. Szybkie rozpoznanie, 2 rundy. Wstępna diagnoza: trasa ciekawa, kilka podjazdów na których można mocniej przycisnąć, zjazdy strome ale na 29erze spokojnie do zjechania. Jeden podjazd może być problem, na rozgrzewce nie walczyłem z nim tylko butowałem. Jak na XC to dość dużo płaskiego. I jeszcze parę ciasnych zakrętów, co nie powinno dziwić.
Po takich 2 rundach zrobiła się godz 13:30 i start mastersów, po którym obejrzeniu wróciłem do auta doładować akumulatory. Po drodze jeszcze spotkałem Piotrka M i Tomka Pawelca, z drugim dłuższą chwile pogadałem i pojechałem na kolejną moją rozgrzewkę. Przepuszczając Mastersów na trasie pokonałem 3 kolejne rundy, z czego ostatnią dość mocno, tak że już lekkie zmęczenie w nogach odczułem. Wróciłem do auta już całkowicie przygotować się do startu, zmieniłem okulary na stare dobre wyścigowe i pojechałem na ostateczną rozgrzewkę na szosie. 15 minut zakończone 2 skokami, na start gdzie już wszyscy się ustawiali, w sektorze byłem jako 30 więc dobre miejsce do ataku, odliczanie i ruszyli!
Czołówka poszła jak dziki, ja z założenia odpuściłem nieco i po przepuszczeniu harpaganów złapałem grupkę z którą będę mógł razem jechać. Runda rozjazdowa, przejazd przez linię start-mety, tak się spiąłem żeby złapać kogoś konkretnego że na małej hopce wypadł mi jedyny bidon...
Oczywiście trochę za nisko się wyceniłem i już na pierwszych podjazdach musiałem kombinować. Pierwsze zakręty to było jedno wielkie dohamowywanie więc nic tam nie traciłem. Na podjazdach wyprzedzałem tych co sobie gorzej radzili, na płaskim trzymałem tempo albo sam nadawałem, na zjazdach pokrzykiwałem żeby nie hamowali tylko jechali. Parę osób mnie wyprzedziło, w tym Sławek Spławski z Rocky Mountain Team za którym długo się trzymałem i Tomek Hruświcki który poszedł jak dzik a potem długo był w moim zasięgu. Jednak nie było mi dane go dogonić, na czym bardzo mi zależało...
Druga ronda podobnie jak pierwsza, parę razy aby wyprzedzić słabsze osoby niezbyt miło się wpychałem, tak że raz sam tego pożałowałem jak jakieś krzaki weszły mi w napęd. Najpierw wszystko przeskakiwało, ale po przejechaniu paruset metrów wszystko wróciło do normy. Zaczynało mnie już suszyć i przy przejeździe przez linię mety na 3 rundę krzyknąłem do pana Kurka z prośbą o czerwony bidon który mi wypadł. Kawałek dalej zauważyłem pana Jasia przy trasie na rowerze, więc poprosiłem go o jego bidon który po chwili dostałem. Jednak minęło parę a nawet paręnaście kluczowych sekund, sam wypadłem z rytmu i potem już nie szło jak wcześniej. Parę osób mi uciekło, już nie widziałem ani mojego kolegę z nowego klubu ani Kubę z Colexu, a sam tak mocno pojechałem żeby dogonić grupkę przed którą poprzednio uciekałem że się z lekka zajechałem. Zakręty dużo gorzej mi wychodziły, na zjazdach brakowało koncentracji, zacząłem dość nerwowo jechać. Na płaskich zamiast dokręcać to popijałem wodę. W ten sposób przejechałem trzecią rundę z grupką 3 juniorów, którzy się ostro siekli między sobą, jednak na podjazdach trochę im momentami brakowało mocy.
Na czwartej rundzie już przez moje techniczne błędy zaczęli mi odjeżdżać, z początku dość minimalnie, na podjazdach nadrabiałem, ale na kolejnych ostrych zakrętach i zjazdach coraz bardziej, bardziej aż zupełnie odjechali. Piąta runda przejechana w samotności.
Początek szóstej rundy i szok - ledwo co przejechałem start a tam już słyszę okrzyki ze stadionu "Aleksander Dorożała..." i po chwili ktoś mi siedzi na kole... Myślałem że to ktoś mnie dogonił co jechał za mną, ale się myliłem, to był tylko Alik którego od razu przepuściłem żeby jechał swoje. Parę sekund i już miał parędziesiąt sekund przewagi. Dubla nie planowałem, ale od takiego zawodnika to żaden wstyd. Po paru podjazdach zauważyłem przede mną zawodnika Superiora do którego się szybko zbliżałem. Kolejne podjazdy i już go miałem, ale za mną pojawił się kolejny dzik Paweł Górniak któremu również zjechałem i straciłem na tym parę sekund. Ostatecznie na ostatnim podjeździe dogoniłem kolegę z Supa, na wypłaszczeniu wyprzedziłem i dociągnąłem go na kole do mety.
Koniec. Ostatecznie 20 miejsce w kategorii, szkoda że nie podali międzyczasów....
Po wyścigu rozjazd, wyżerka, komentarze po startowe, gratulacje i powrót do domu.
Mega udana niedziela i bardzo obiecujący start. Pozostaje mi nic innego jak dalej trenować i czekać na nowe koła. Na nich dopiero pokażę na co mnie stać ;)
Niepokojąco po 4 tej rundzie bolały mnie plecy. Dość mocno się w początkowej fazie schylałem że złapać jakiś tunel i to pewnie dlatego. Zobaczymy jak będzie na maratonach.
Nogi świetnie podawały. Może nie na tyle żeby wygrać, ale nie narzekałem na brak sił i wytrzymałości.
A co do poprawy?
-Start.. nigdy więcej litości i przepuszczania, od początku ogień żeby potem złapać dobrą grupę a nie się męczyć na podjazdach.
-Technika - ale tu poczekam za nowymi kołami i oponami, na nich będę doszlifowywał zakręty i zjazdy
- Wydolność organizmu - zawsze się przyda ;)
Kategoria Wyścig, Technika / XC
- DST 87.73km
- Czas 04:18
- VAVG 20.40km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza i Puszcza Zielonka
Piątek, 4 kwietnia 2014 · dodano: 05.04.2014 | Komentarze 0
*** Nowe ustawienie amora: 200/180 psiDokładne poznanie sprzętu wraz z pełną regulacją przed niedzielnym ścigiem.
Pogoda cudowna, słońce i nie za ciepło, o 15 wyszedłem z domu. Dość długo zajął mi przejazd przez miasto, nieco przekombinowałem ze św Marcinem. Początek jazda pod wiatr, więc przy moich oporach powietrza jakoś specjalnie nie dbałem o mocniejsze tempo i średnią. Pulsometr zaczął łapać dopiero po jakimś czasie.
Pierwszy akcent XC nad jeziorem Swarzędzkim, przez Gruszczyn do Dziewiczej, tam podjazdy technicznie, bez większej napinki i zjazdy killerem. Pierwsza próba z mocnym hamowaniem, zjechana bez większych problemów, ale też bez większej frajdy. Swoją drogą te przednie okładziny już nie są takie żylety jak były wyjęte z opakowania. Kolejny zjazd już na większej pewności, więc też zacząłem się tym bawić. Po zjechaniu dopompowanie amora - po poprzednim zjeździe został 1cm zapasu do dobicia. Jak wszystko poustawiałem to wpadłem na genialny pomysł, żeby sprawdzić jak się podjeżdża pod Killera. Kiedyś próbowałem, ale poległem nawet nie w połowie. A teraz?
O dziwo jechało mi się bardzo dobrze. Pełna kontrola nad rowerem. Połowa pokonana. Wyżej tylko 2 problematyczne uślizgi tylnego koła z którymi sobie poradziłem. I co? I jestem na górze! To co kiedyś wydawało mi się niemożliwe, teraz to zrobiłem. Pierwszy raz w życiu. Czas szukać kolejnych wyzwań! W nagrodę sobie zjechałem, wyskakując na hopkach gdzie się dało. Z Dziewiczej udałem się wgłąb Puszczy gdzie mnie nogi i instynkt poniosą. Poniosły najpierw do znajomej drogi w Mielnie, potem pod Tuczno, gdzie korygując ciśnienie w amorze zorientowałem się, że pod Killerem zapomniałem zakręcić zawór komory negatywnej i nakrętką gdzieś tam leży. Nie mogąc pogodzić się z tak cenną stratą postawiłem wrócić odszukać moją zgubę. Po drodze sam się gubiąc i co chwile płosząc stada saren.
Jak dotarłem pod Dziewiczą to było już po godz 18tej. 30 minutowe poszukiwania na nic się nie zdały, nakrętki nie znalazłem, za to zmarzłem. W zamian za to skorygowałem amora celując w 200/180, zjechałem jeszcze raz Killerem i stwierdziłem że jest idealnie więc wracam do domu. Nogi lekko kręciły, bo z wiatrem, więc miejscami na płaskim można było fajną prędkość rozwinąć. Dojeżdżając do Malty już zaczęło się ściemniać, a tam spotkałem jeszcze Łukasza i Stacha, z którymi objechałem jedno kółko. Ostatecznie w domu ok godz 20:30. Łącznie dzisiaj 5 h 30 min na rowerze, a jeszcze było mi mało. Tak można żyć ;)
Kategoria MTB, Technika / XC
- DST 55.58km
- Czas 02:22
- VAVG 23.48km/h
- VMAX 57.83km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
M2 F2 Osowa 7x
Czwartek, 3 kwietnia 2014 · dodano: 03.04.2014 | Komentarze 0
Wczoraj sprawko pisane tylko do godz 2, więc po 10 na rowerze już śmigałem. Z rana zimno. Bardzo zimno. Ale że w południe ma się zrobić ciepło, to ubrałem się dość lekko, tak żeby pierwsze kilometry przetrwać a potem sobie gratulować dobrej decyzji.O 12:30 musiałem być w domu, więc czas nieco gonił. Pierwsza tempówka od razu na Dolnej Wildzie, już na chodniku. Pulsometr też źle odczuł zimno i mi się zbuntował. Dopiero na drugiej tempówce zaczął coś pokazywać. A potem jak się rozkręcił to aż się dziwiłem że tak szybko tętno się zmienia. Ogólnie forma patrząc na tętno dość średnio, bez rewelacji. Tempówki 150-160, na podjazdach łącznie przez minutę w beztlenie.
Drugi interwał skończyłem przed Puszczykowem, dla odmiany sobie wymyśliłem że dzisiaj podjazdy zrobię od strony Puszczykowa, a korzystając z Instynkta pozjeżdżam traską XC tudzież innymi DH hopkami.
Podjazd - całkiem spoko, od początku stromy, potem lekkie wypłaszczenie, i najgorsze na dobicie na sam koniec. Wydaje się że nie ma jakiegoś dużego nachylenia, ale potrafi zapiec nogi. Według mnie dużo lżej dla ciała i psychiki niż podjazdy od strony Mosiny. Powrót na dół ścieżkami DH. Fajnie by było nauczyć się skakać z hopek.
Łącznie tylko 7 podjazdów, chciałoby się więcej ale obowiązki wzywały.
Powrót jedna długa tempówka do Poznania, przy okazji Dolną Wildą przewiozłem się za ciężarówką.
M2: 7:05 (5:07) 14:01 (8:13)
F2: czasy mierzone od początku podjazdu do wypłaszczenia, dokładniej dość charakterystyczny krzak z lewej strony jezdni
2:15 (6:49) 2:17 (5:09) 2:14 (6:55) 2:17 (5:01) 2:10 (6:12) 2:26 (7:20) 2:01 (5:58)
M2: 28:19
Łącznie M2 39,5 min , F2 16 min
Ostatecznie w domu chwilę po 12:30, czyli planowo, ale na wykład i tak się spóźniłem prawie 20 min...
Kategoria Szosa, Technika / XC
- DST 46.56km
- Czas 02:16
- VAVG 20.54km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek Cytadela Piątkowo
Środa, 2 kwietnia 2014 · dodano: 03.04.2014 | Komentarze 0
Wprowadzam nową kategorię: XC - czyli treningi interwałowe w cięższym terenie mające na celu poprawę moich umiejętności technicznych. Stary "Teren" zastępuję MTB, do którego będę dalej zamieszczał treningi w mniej wymagającym terenie.Trening znowu po zajęciach, o podobnej porze jak wczoraj. Z tą róznicą, że teraz przełożyłem lampkę tylną z Krossa i mogę być spokojny o moje plecy po zmroku.
Najpierw Strzeszynek moimi ścieżkami, niektóre widać że uczęszczane i sprzątnięte po zimie, inne w nieco gorszym stanie, ale do przejechania. Tym razem też poradziłem sobie z piaszczystym podjazdem, ale już nie było tak łatwo i lekko jak w poniedziałek. Objeżdżając Strzeszynek znowu niepokojąco spadło ciśnienie w tylnej oponie, stąd decyzja o szybszym powrocie omijając ścieżki od strony torów, dodatkowo bez ryzykowania składaniem się w zakręty żeby opona nie spadła z rantów.
Nad Rusałką stwierdziłem że powietrze przestało uchodzić więc, tak jak planowałem, pojechałem sprawdzić się na amfiteatr na Cytce.
I tu klęska prawie że totalna. Pierwsza próba zakończyła się nieudanym zrzuceniem łańcucha przez przednią przerzutkę, nie walczyłem dalej tylko odpuściłem. Za drugi razem brakowało mocy i odpadłem w połowie podjazdu. Za trzecim się wkurzyłem i wziąłem większy rozpęd. Na stojąco z problemami podjechałem, ale nie o to mi chodziło... Czwarty raz już walka na siedząco. Nogi nie kręcą tak jakbym chciał, ale jakoś wciągnęły rower na samą górę. Piąty i ostatni raz próbowałem maksymalnie położyć się na kierownicy na siedziąco - zabrakło siły w nogach. Wniosek jest jeden - muszę częściej tu wpadać żeby dostosować moją pozycję na takie podjazdy. Siodełko według mnie ustawione za wysoko i pod złym kątem, kierownica też dość wysoko, nie miałem takiej kontroli nad przednim kołem jaką bym chciał mieć. Jednak po pierwsze - aby wszystko dokładnie dostosować to wolę poczekać na nowe koła. Ich waga może wiele zmienić.
Po podjazdach wskoczyłem jeszcze na Piątkowo do Jonka po pompkę do amora - jak dla mnie jest trochę za miękki, trzeba dopompować jedną komorę.
Kategoria Technika / XC



