Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 33.81km
  • Czas 01:15
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 39.44km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek po staremu

Poniedziałek, 20 czerwca 2011 · dodano: 20.06.2011 | Komentarze 0

Wieczorny wypadzik, jakoś nie miałem chęci na jazdę trudniejszą trasą to pojechałem po staremu, cały czas szlakiem. Dzisiaj sporo padało więc i ludzi wszędzie mało. Jeszcze po drodze zaliczyłem stację i na pomost dojechałem w 31 min (z objechaniem jeziora), potem jeszcze raz objazd i powrót szlakiem do parku sołackiego, gdzie zawróciłem nad Rusałkę tym razem pomijając pierwszy trudniejszy odcinek przejechałem górą. Już 6 z tyłu zakatowana, muszę szykować pieniążki na nową kasetę. Za ostrą zacząłem i pewnym miejscu dopadł mnie kryzys.
w domu o 20:30


  • DST 26.96km
  • Czas 01:05
  • VAVG 24.89km/h
  • VMAX 39.44km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 19 czerwca 2011 · dodano: 19.06.2011 | Komentarze 0

Po dwudniowej przerwie (wycieczka) jechało się nawet dobrze, tylko szybko się męczyłem. W obydwie strony ominąłem piaszczysty odcinek, tak po za tym to trasa "fajna" bez odwiedzania Sołacza. Na nawrocie w lasku przed biskupińską, tym razem nie udało mi się opanować uślizgu i poleciałem na lewą nogę, ale nic większego na szczęście mi się nie stało. Po wyjechaniu z lasu zobaczyłem mile wyglądający czarny pas chmur, i po chwili przy Dąbrowskiego poczułem pierwsze krople. Do domu jednak wróciłem chwilę przed największą ulewą.


  • DST 24.51km
  • Czas 01:12
  • VAVG 20.43km/h
  • VMAX 38.44km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek...

Czwartek, 16 czerwca 2011 · dodano: 16.06.2011 | Komentarze 0

Chęci może i nawet były, ale już nogi nie ciągnęły jak wczoraj. Do Strzeszynka dojechałem trasą fajną ;), wracałem już normalnie tylko przy Rusałce ze zjazdem. Na przejściu przez Lutycką spotkałem kolegę z treningu, nawet jechał w wygranej koszulce.


  • DST 48.74km
  • Czas 02:47
  • VAVG 17.51km/h
  • VMAX 38.11km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trening na Cytadeli i Strzeszynek.... z Mariką...

Środa, 15 czerwca 2011 · dodano: 15.06.2011 | Komentarze 0

W ramach przygotowania do obozu postanowiłem dzisiaj zawitać na trening klubowy na cytadeli, na który zachęcała mnie Sylwia. Miał on odbyć się o 17, w szkole miałem lekcje do 12:35, ale spotkanie z byłą klasą uprzykrzyło mi życie. Ostatecznie z domu wyszedłem o 16:45, dokładnie o 17 byłem za parkiem Sołackim. Było by ok, gdybym tylko wiedział gdzie się spotykamy. Trasa saneczkowa, bar pasieka czy ostoja nic mi nie mówiło, a w internecie nawet nie szło tego znaleźć.
Trochę pokręciłem się po Cytadeli szukając tego baru, ale na szczęście udało mi się znaleźć znak pokazujący drogę w las. Do tego Baru nawet trzeba trochę podjechać, nigdy wcześniej przy nim nie byłem. Jak już znalazłem się na górze, to mimo 10 min spóźnienia i mojego przekonania, że wszyscy już będą w trasie, moim oczom ukazał się widok 4 stojących zawodników i trenera w "cywilu". Była tam Sylwia w koszulce Tarisu, pan Jasio na swoim Corratecu który uczył nas później jeździć, ostro trenujący kolega w stroju CSC i drugi w stroju B'Twin.
Po jeszcze chwilki rozmowy z trenerem - dogadywania się co do wyjazdów na maratony, ruszyliśmy w trasę.
Pan Jasio pokierował Sylwię i mnie na jakąś jego znaną pętelkę, a tamci dwaj popędzili bardziej wymagającą pętlą akademicką.
Nasza trasa była bardzo ciekawa i techniczna: wąskie ścieżki, dużo korzeni, kolein. Co chwile jakiś podjazd, a za nim zjazd. Parę razy musiałem przeczekać chwilkę przed podjazdem, aż Sylwia podjedzie i będę miał drogę wolną, ale też z początku kilka razy musiałem odpinać buciki żeby uniknąć upadku. Jednak w jednym miejscu aż tak bardzo chciałem, że na podjeździe zabrakło mi sił i glebnąłem się na lewy bok. Podczas pierwszej pętelki ostrzejsze podjazdy rower wprowadzałem, bo na 1x1 nie dawałem rady utrzymać przyczepności. Na zjeździe przed amfiteatrem spanikowałem przed piachem i lekko docisnąłem przedni hamulec. Efekt: piękny lot przez kierownicę, potem jeszcze na mnie rower spadł z wysokości. Po za paroma obtarciami i siniakami wyszedłem z tego cało, ale wyglądało to na prawdę groźnie. Z połowy zjechałem i po nabraniu prędkości dojechałem na jakieś 1/3 podjazdu pod amfiteatr. Wyżej ciężko by było bez wcześniejszej zmiany biegu. Dalej starałem się pokonać ten podjazd na 1x1, ale po dojechaniu na najostrzejszy odcinek (ok własnie 1/3 długości) przednie koło traciło przyczepność, a jak wstawałem z siodełka to z kolei już za wolno się toczyłem i lada moment bym znowu leżał. Po paru takich przymierzaniach się do podjazdu odpuściłem sobie i wprowadziłem rower na górę z postanowieniem, że kiedyś jeszcze tu wrócę i pokonam amfiteatr.
Trochę gdzieś tam dalej pojeździliśmy i jakoś wróciliśmy pod bar Piknik, gdzie na drugą pętelkę dołączyli do nas nasi ścigacze. Sylwia już była trochę zmęczona, a ja jeszcze miałem trochę sił. Tym razem pokonałem na trasie wszystkie podjazdy, jak nie za pierwszym razem to za którym z kolei po odpowiednim rozpędzeniu się. Zjazd przed amfiteatrem tym razem pokonałem za drzewami, tak jak mi jakoś koleś radził. Odbyło się to bez problemu i znowu zapomniałem zmienić bieg przed podjazdem. Mimo poprzednich porażek teraz walczyłem o wysokość. Większy rozpęd na asfalcie, uważając na rozsypane szkło, w dobrym miejscu zmienić biegi i mam już 1/3 dystansu za sobą. Wystarczyło tylko dobrze utrzymać przyczepność i zachować siły do końca z podjazdu. Przez problemy z 1x1 postanowiłem spróbować zrobić to na 1x2. Pierwsze próby wychodziły obiecującą, do ok 1/2 dystansu podjeżdżałem. Chyba dopiero za 2gim razem tak się rozpędziłem, że podjechałem na samym rozpędzie połowę, dobrze udało mi się zmienić biegi i dalej już na stojącą wspinałem się do góry. Co chwile mi tylnie koło buksowało, gibałem się na boki, nogi już nie dawały rady. Jednak wycisnąłem z siebie wszystko i dawałem ile z sił w nogach. Jeszcze doping pana Jasia sprawił, że już prawie na górze nie poddałem się, tylko podciągnąłem do końca, a czułem już, że zaraz będę leżał. I stało się - tak jak postanowiłem wcześniej zdobyłem tą górę. Co prawda z dużego rozpędu, ale dałem radę. Na górze aż krzyknąłem ze szczęścia, a zarówno pan Jan jak i Sylwia pogratulowali mi walki.
Po tych męczarniach z amfiteatrem Sylwia była już wykończona, to pojechaliśmy pod bar aby zebrać się i skończyć trening. Pan Jasio polecił mi kupić dłuższy mostek - żeby łatwiej było mi dociążyć przednie koło na podjazdach. Po 10 min pogaduszce pojechaliśmy w swoje strony - ja akurat ze Sylwią i kolegą w stroju B'Twina. Zaproponował on pojechanie odcinka trasą akademicką - ja byłem chętny, a Sylwia już nie chciała się katować i pojechała normalnie. Natomiast ja pierwszy podjazd, złe biegi i gleba. Po chwili jednak już jechaliśmy dalej. Odpuściłem sobie proponowany ostry zjazd, bo już byłem zmęczony o obolały. Jak zobaczyłem którędy chciał mnie pokierować to nie żałowałem decyzji - ok 10m ściana w dół, potem podobną ścianą w górę podjazd. Aż mi szczęka opadła jak to zobaczyłem, co rozbawiło grupkę siedzących w okolicy ludzi.
Zjechaliśmy z trasy przy Harcówce, tam podziękowałem za pokazanie fajnej trasy i pojechałem w swoim kierunku.
Trochę żałośnie wyglądała moja średnia (14 km/h) i nie byłem do końca zmęczony, to postanowiłem skoczyć sobie nad Strzeszynek. Trasą pewnie hard, na pomoście zrobiłem sobie krótką przerwę i wracałem już od razu w stronę Rusałki, bez objeżdżania jeziora. A tam zaraz za wjazdem w las niespodzianka...
W grupie mijających mnie rowerzystów przyuważyłem znaną mi sylwetkę, po przyjrzeniu się z bliższej odległości byłem pewny że do Marika. Uśmiechnąłem się do niej ze zdziwienia i po chwili przemyślenia zawróciłem za nią. Mimo mojego planu już nie chciałem być taki chamski i przed drugim pomostem dogoniłem ją i pojechałem z nią. Troszkę sobie pogadaliśmy, ale nie byłem zadowolony z tego spotkania. Na chwilkę rozstaliśmy się przy altance przy stawku - ja wbiłem na moją ścieżkę w las, a ona pojechała szlakiem. Potem przy stajniach trochę sobie na nią poczekałem, ale już nie wiem czy to ta ścieżka jest taka krótka, czy ona przez bolące kolana aż tak zwolniła. Dalej nie mogłem sobie odpuścić przejechania skrótu zakrętu za Lutycku - trasa nawet fajna, dosyć trudna technicznie. Znowu musiałem trochę poczekać, dalej pojechaliśmy dookoła Rusałki i rozstaliśmy się przy mostku, gdzie ja pojechałem zrobić pętelkę na mojej ścieżce - podjazd, gdzieś tam małe kółko pomiędzy ścieżkami i później zjazd tą samą trasą i do domu.

  • DST 58.43km
  • Czas 02:43
  • VAVG 21.51km/h
  • VMAX 45.36km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza góra vol.3 - trening

Wtorek, 14 czerwca 2011 · dodano: 14.06.2011 | Komentarze 0

Wtorek - czyli oczywiście prognozowane deszcze do godz 17. Jednak chmura naszła o godz 17:20, pierwsze krople deszcze spadły o 10 min później, gdy już miałem schodzić na dół z rowerem. Przez 5 min przeszła ulewa, potem trochę kropiło więc korzystając z tej przerwy szybko wyszedłem z domu.
W drodze nie spotkał mnie żaden większy deszcz, na miejscu zbiórki byłem o ok 17:05. Tym razem było mało ludzi, ok 15 osób więc szansa na wygranie koszulki była wielka. Niestety wygrał koleś w koszulce Corrateca, 2 osoby obok mnie.
Po opadach nie było większego śladu, jechaliśmy tą samą trasą co poprzednio. Najpierw na zjeździe przy źródełku parę razu musiałem się mocno schylić, nawet zsiąść z siodełka żeby przejechać pod gałęziami. Trzymałem się ścisłego przodu, ale w jednym miejscu w okolicach jeziora Swarzędzkiego tak nagle zabrakło mi sił, że z prędkości 30 km/h ledwo dawałem radę utrzymać 22 km/h. Myślałem że powodem tego był jakiś defekt sprzętu, już byłem pewien, że poszła mi dętka w tylnim kole bo trochę się tam balon zrobił. Jednak się myliłem, to coś tkwiło w moim organizmie. Po chwili przerwy już wszystko wróciło do normy i dalej mogłem trzymać się pierwszej mocnej grupy. Mojego Tomka dopadł ból kolan, a inny Tomek miał problemy z oponkami (chyba RoRo) i oni z kilkoma osobami wrócili szosą do domu.
Na dojeździe do Dziewiczej tym razem nie miałem problemów z piachem. Nawet przejechałem przez największą piaskownicę przy wjeździe do lasu. Z podjazdami nie miałem problemów, gorzej było ze zjazdem na którym trochę momentami panikowałem. Pół pętelki mnie tak wykończyło, że zamiast jechać dalej za wszystkimi do ja wróciłem na górę. Trochę też ze względu na czas - za 5 min miała być zbiórka przy wieży, ale jak widać wszyscy się tym nie przejęli.
Wracając dwóch największych ogierów uciekło, więc ja nadawałem tempo, a raczej sam uciekałem przed resztą. Parę razy nawet wolałem poczekać, żeby upewnić się o dobrą drogę.
Przy jeziorze Młyńskim (mogę się mylić) prowadzenie przejął pan w koszulce Schwinna, który pokierował nas jego dobrze znanymi ścieżkami, w tym "singielką" nad samą Maltę.
Znowu wracałem z Sylwią, dłuższą chwilkę pogadaliśmy się przy cytadeli i później po ciemku wracałem przez miasto. W domu o ok 22.

  • DST 56.09km
  • Czas 02:38
  • VAVG 21.30km/h
  • VMAX 39.44km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piaszczysty Strzeszynek i Malta z podjazdami przy źródełku

Poniedziałek, 13 czerwca 2011 · dodano: 13.06.2011 | Komentarze 0

Dzisiaj nie miałem informatyk, do tego zwinąłem się z niemca i byłem o 14 w domu. Od razu posmarowałem łańcuch i przed 17 wyszedłem na rower. Dzisiaj zacząłem od szukania nowych ścieżek przy Rusałce, po za jednym fajnym zjazdem znalazłem same ścieżki zablokowane konarami drzew. Dalej trasa jak poprzednio do Kiekrza, gdzie zrobiłem ze 4 rundki na piachu tylko raz zakopując się w nim. Widać jakie zrobiłem postępy od ostatniego razu, już nie mam takiego problemu w jeździe po piachu. Moją aktualną terenową trasą pojechałem sobie do parku sołackiego i dalej nad Maltę. Tam chwilę przy źródełku odpoczynek i dalej na tą ścieżkę co na poprzednim treningu jechaliśmy. Wróciwszy do źródełka, wpadłem na świetny pomysł porobienia sobie podjazdów w stylu Tomka. Za pierwszym razem zatrzymałem się na samej górze, zjazd bardzo spokojnie. Następne już szły mi łatwiej, tylko żeby nie stracić równowagi to musiałem stojąc dociążyć przednie koło. Chyba łącznie podjeżdżałem i zjeżdżałem 5 razy, z czego 2 nie dałem rady podjechać. Gdy już poczułem brak sił to pojechałem do domu, chciało by się jeszcze skoczyć nad Strzeszynek, ale nie miałem już wody. W domu o 20:30.


  • DST 35.04km
  • Czas 01:29
  • VAVG 23.62km/h
  • VMAX 35.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 12.06.2011 | Komentarze 0

Po nazbieraniu sił po imprezie wieczorkiem wyszedłem sobie przed 8 na rower, trasa prawie taka jak wczoraj, tylko kółko dookoła Rusałki bez odcinka specjalnego. Do tego biskupińską podjeżdżałem polem, a nie asfaltem. Ze światełkiem wracałem od Rusałki. W domu przed 21:30.
Kategoria Ze światełkiem


  • DST 36.85km
  • Czas 01:37
  • VAVG 22.79km/h
  • VMAX 37.80km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek inaczej

Sobota, 11 czerwca 2011 · dodano: 11.06.2011 | Komentarze 0

Taki mały trening w trudniejszych warunkach, najpierw udałem się nieznaną mi dotąd ścieżką przy torach - okazała się świetnym miejscem na ćwiczenie lekkich podjazdów. Dalej już standardowo "górą" i za Lutycką odbiłem na piach, który przejechałem bez większych problemów. Tym razem nie miałem takiej niespodzianki w postaci przyłapanych kochanków jak wczoraj. Zjazd dosyć asekuracyjnie, dalej wbiłem na moją ścieżkę przez lasek. Na objazdówce Strzeszynka jakiś kolo usiał mi na kole i trzymał aż do pomostu. Tam dłuższa przerwa przerwana przez jakiś narąbanych kolesi skaczących mi nad głową do wody. Powrót prawie tak samo tylko w drugą stronę. Jeszcze sprawdziłem ścieżki odchodzące od Strzeszynka i przed Lutycką, ale okazały się one nie wypałem. W parku sołackim na asfalcie trochę sobie nazbierałem sił i zrobiłem jedno kółko "górą" dookoła Rusałki.


  • DST 39.44km
  • Czas 01:41
  • VAVG 23.43km/h
  • VMAX 38.11km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Kiekrza na piachy

Piątek, 10 czerwca 2011 · dodano: 10.06.2011 | Komentarze 0

Trening jazdy w piachu, najpierw pojechałem sobie za Rusałką na piach, a następnie moją ścieżką przez las nad Strzeszynek - z tej strony wygląda zupełnie inaczej niż jadąc od Strzeszynka, prawie cały czas nie wiedziałem gdzie jestem. Wjeżdżając z lasku na kole usiadł mi jakiś kolo na crossie, a następnie na zjeździe dookoła Strze objechał mnie i ja mu siadłem na koło. Tempo miał świetne, aż się trochę zmęczyłem. Prawie cały czas pędził 32-34 km/h. Na pomoście zrobiłem sobie dłuższą przerwę i potem pojechałem ścieżką przy jeziorkach do Kiekrza. Za torami rozpocząłem mój właściwy trening - najbardziej piaszczysty odcinek pokonałem chyba 4 razy w obie strony, ostatnim razem już bez odpinania się z pedałów. Już zaczynam kapować, jak się powinno w takim piachu jeździć, na pewno mi się to przyda na jakiś maratonach. Dalej wróciłem sobie mocnym tempem ścieżką dookoła Strze, a następnie moją trasą przez las. Potem na biskupińskiej asfaltem w górę i ścieżką nad polanką. Tym razem nie skręcałem na zjazd tylko waliłem prosto w piach i przy okazji zobaczyłem co się dzieje w aucie stojącym na zakręcie (tzn widziałem oparte o szybę plecy jakiegoś mięśniaka i pomiędzy nimi jakieś zgrabne nóżki w skarpetkach, musiało być ostro). Tym piachem jechałem tylko raz, po którym nie miałem ochoty już tamtędy więcej jeździć. Teraz jak tam wbiłem to trochę spanikowałem, bo prędkość miałem dosyć dużą a piachu nagle zrobiło się dużo pod kołami. Jednak udało mi się wyjechać z tego bez odpinania pedałów, dalej jechałem tą samą trasą co nad Strzeszynek niedawno, tylko w drugą stronę. Tu również za bardzo nie wiedziałem którędy powinienem jechać i wpakowałem się na samym końcu w zajebiście spory piach - mocniej pedałując czułem jak piach z opon sypie mi się na plecy. Do Rusałki "górą", dookoła Rusałki również "górą". Do parku Sołackiego i z powrotem; kółko dookoła Rusałki "górą" i w domku byłem o 20:20.


  • DST 29.09km
  • Czas 01:28
  • VAVG 19.83km/h
  • VMAX 41.64km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Deszczowy Strzeszynek z Mariką

Czwartek, 9 czerwca 2011 · dodano: 09.06.2011 | Komentarze 0

Wreszcie przerwa z upałami, to na rower po baskecie obowiązkowo. Samemu mi się niezbyt chciało, ale na Marikę tym razem mogłem liczyć. Jak wychodziłem z domu to trochę padało, spotkaliśmy się o 19 w parku Sołackim i standardowo pojechaliśmy nad Strzeszynek. Pogoda na rower idealna, a ludzi wszędzie mało. Tylko kilku kolarzy nas co jakiś czas wyprzedzało. Na pomoście dłuższa przerwa, aż przyjemnie się siedziało (albo raczej leżało), bo od jeziora waliło ciepłem. Kółko dookoła jeziorka i po 20 odprowadziłem już Mari na Bonin. Już nie wpraszałem się do niej i wróciłem prosto do domku. Jeszcze po drodze wyśmiałem Marikę, że obejrzała sobie sporo NW (które koniecznie musiała obejrzeć, przez co tak krótko na rowerze byliśmy) - z tego co mi wiadomo to kończy się o 20:30, a jak do niej pisałem z parku Sołackiego było 20:25.
W domciu o 20:35.
Kategoria Towarzysko