Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 59.93km
  • Czas 02:55
  • VAVG 20.55km/h
  • VMAX 43.61km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza góra vol.4, do trenera po części.

Wtorek, 28 czerwca 2011 · dodano: 29.06.2011 | Komentarze 0

Drugi raz tak się zdarzyło, że cały dzień było piękne bezchmurne niebo.
Po obiedzie znowu musiałem odpocząć i o mało co bym się przez to spóźnił. Wstałem o 17:30 i szybko ogarniając się wyszedłem z domu o 17:40. Od początku nie miałem ochoty / sił do jazdy. Jak się później okazało to na moście dworcowym widzieli mnie znajomi z 2c (Szmyta i reszta). Na polanie Harcerza byłem parę min po 17, za dużo znajomych nie było. Tomek z klasy gdzieś wsiąkł, innych w moim wieku nie widziałem. Koszulka tym razem poszła w ręce szczęśliwego ojca, którego syn w zeszłym tygodniu wygrał. Żeby nie tracić czasu od razu pojechaliśmy szosą na Antoninek, dojechali jeszcze Tomek z Konradem (obydwaj z klubu). Trasa jak poprzednio, całą drogę starałem się utrzymać tempo czołówki. Wychodziło mi to do pierwszych odcinków na trudnym terenie, gdzie 3 z przodu mi uciekło i później starałem się ich dogonić. Jeszcze przed jeziorem Swarzędzkim wydaje mi się, że jechała z nami koleżanka Tomka, z którą kiedyś kawałek jechaliśmy z nad Strzeszynka. Później już gdzieś mi zniknęła.
Na dziewiczej planowałem zostawić torbę podsiodłową, w której miałem lampki, ale wszyscy Ci, co dojechali w pierwsze grupie postanowili jechać. Trochę by zajęło czekanie na resztę, to już niestety pojechałem na pierwszą pętle z torbą. Poprowadził nas koleś w wygranej koszulce, na tym odcinku większych problemów nie miałem. Tylko podjazd od parkingu na górę był trochę męczący. Przed zjazdem killerem wskoczyłem do reszty i zostawiłem torbę, jak wróciłem to wszyscy (3 osoby) dopiero co pojechały.
Nadszedł czas, by wreszcie stawić czoło killerowi. Kiedyś musiałem przejechać go bez wypinania pedałów. Pierwsze metry, bez jakiś większych problemów. Spanikowałem jak najechałem na uskok z korzenia, wbiłem się przednim kołem w piach, ledwo co opanowałem poślizg. Już czułem jak lecę, a obok mnie przefrunął pan Jasio pewnie słysząc jak klnę. Na dole cały dumny z siebie już odpuściłem sobie męczarnie w piachu i na chwilę się wypiąłem. W 5 osób pojechaliśmy robić 2 pętlę, na ostatnim podjeździe pojechałem inną drogą, która okazała się dużo łatwiejsza i mniej męcząca. Killera już sobie odpuściłem i wróciłem do reszty. Założyłem torbę i całą gromadą pojechaliśmy w drogę powrotną, z szalejącym młodym Michałem na czele. Widać że zjazdy ma we krwi, tam gdzie wszyscy zaciskali hamulce, tam on jechał "na pałę" w dół. Jak będzie dalej tak trenował to może wyjdzie z niego jakiś sławny kolarz ;).
Jak wyjechaliśmy z lasu to na prowadzenie wysunął się koleś w dłuższych włosach, którego widziałem na maratonie. Wskoczyłem mu na koło i starałem się trzymać jego tempo. Dopiero uciekł mi na podjeździe na trudniejszym odcinku i aż do torów jechałem sam. Tam on poczekał na resztę, i mniejszą grupą pojechaliśmy dalej. Planowałem trzymać tempo pana w koszulce Schwinna, ale szybko inni nas wyprzedzili i na podjeździe goniąc kolesia w kitce uciekłem im.
Tak goniąc go uczepił się mnie jeden koleś i razem dojechliśmy do jeziora Swarzędzkiego, gdzie czekał koleś w kitce. Zaproponowałem mu pojechanie pętelki, które wczoraj ćwiczyłem i nie czekając na jego decyzje pojechałem. Usiadł mi na kole, to chciałem dobrze wypaść i przeszarżowałem na zjeździe, przez co na dole nie wyhamowałem i zakopałem się w piachu. On tego się nie spodziewał i też trochę potańczył na piachu, ładnie go przeprosiłem i przepuściłem przodem. Podjazd pokonałem na 1x3, gdy podjeżdżałem to w tle mignęła mi jakaś grupka kolarzy, którzy pojechali ścieżką w las. O dziwo nie pojechali zjazdem na polankę, tak jak kiedyś, tylko wydawało mi się że pojechali dalej w las. Najpierw postanowiłem zjechać, ale po przemyśleniu sytuacji pojechałem poznać nową ścieżkę. A tam trasa dla chyba freeride'u, co chwile jakieś usypane hopki. Z tej ścieżki wyjechałem zaraz przed zakrętem ze skrótem, którym poprowadziłem jednego kolesia. Pod wiaduktem za Warszawską poczekaliśmy na trenera i razem z nim i młodym pojechaliśmy szosą, gdy reszta pojechała ścieżkami przez las. Planowałem z trenerem pogadać, ale wyszło jak zawsze i zagadałem do niego dopiero nad samą maltą. Jeszcze przed wjazdem do lasu specjalnie na niego czekałem. Jednak nie wyszło najgorzej, bo później trener z uwagi na mało przejechanych kilometrów postanowił pojechać dookoła malty, to śmignąłem z nim trochę gadając. Umówiliśmy się na odbiór części u niego w domu o 21:30, czyli musiałem szybko wrócić do siebie, coś przegryźć, wziąć plecak i zaraz do niego jechać.
Specjalnie wracałem ścieżką na Krakowskiej żeby być szybciej, ostatecznie w domu byłem o 21, a o 21:20 jechałem do trenera. Szybko przeleciałem do Bukowskiej i dokładnie o 21:30 byłem u niego pod blokiem. Trener właśnie dopiero co wrócił, dał mi części i przez dobre 20 min trochę sobie pogadaliśmy. Jeszcze umówiliśmy się co do wymiany napędu (jutro po treningu bierze rower i jedzie do zaufanego serwisu do Puszczykowa) i ruszyłem z włączonym oświetleniem do domu. Teraz tylko zamówić ciuchy na obóz i można iść spać.

  • DST 26.73km
  • Czas 01:06
  • VAVG 24.30km/h
  • VMAX 35.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poranny Strzeszynek

Wtorek, 28 czerwca 2011 · dodano: 28.06.2011 | Komentarze 0

Taka tam rozgrzewka nad Strzeszynek, zupełnie bez chęci i sił do jazdy.


  • DST 66.07km
  • Czas 02:52
  • VAVG 23.05km/h
  • VMAX 40.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Jezioro Swarzędzkie

Poniedziałek, 27 czerwca 2011 · dodano: 28.06.2011 | Komentarze 0

Planowałem dzisiaj zrobić jeszcze 2 treningi, ale po obiedzie poczułem zmęczenie i położyłem się na prawie 2h. Ok 17 pojechałem zrobić sobie trening, najpierw nad Strzeszynek w pełni w terenie, gdzie po drodze spotkałem pana od Rybczyńskiego, a później nad jezioro Swarzędzkie zrobić sobie podjazdy jak na pierwszym treningu. Czekoladowe batony musli z biedronki nie sprawdziły się - dopóki ich nie otworzyłem były całe, ale po ok 10 min czekolada na pozostałej połowie roztopiła się.
Nad jeziorem Swarzędzkim zrobiłem 3 pętelki, tempem już znacznie lepszym niż za pierwszym razem. Podjazd pokonywałem najpierw na siodełku, później już brakowało mi sił i musiałem na stojąca. Ostatni raz podjechałem na 1x3, tak to 1x2.
Do domu przyjechałem o 20:40.
Kategoria MTB


  • DST 27.40km
  • Czas 01:03
  • VAVG 26.10km/h
  • VMAX 37.42km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poranny Strzeszynek po staremu

Poniedziałek, 27 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 0

Tradycyjną trasą, w obie strony objeżdżając jezioro. O 11 jeszcze pusto, jak wracałem zaczęli się ludzie schodzić. Przez korki na Bukowskiej wróciłem Marcelińską.


  • DST 27.97km
  • Czas 01:13
  • VAVG 22.99km/h
  • VMAX 38.11km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 26 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 0

W obydwie strony moimi ścieżkami, łącznie z odcinkiem piaskowym, na którym było sporo koni. Miejscami fajne błoto. Bez odwiedzania parku Sołackiego, tylko do razu do domu.


  • DST 62.94km
  • Czas 02:42
  • VAVG 23.31km/h
  • VMAX 46.83km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bolechowo szosą i Puszcza Zielonka po okolicy

Sobota, 25 czerwca 2011 · dodano: 25.06.2011 | Komentarze 0

Ostatnio co chwile padało, to dla odmiany wybrałem się na działkę. W obydwie stront szosą, bez żadnego kombinowania po lasach. Jak na trening to odległość w sam ram, nawet mogło by być trochę dalej. W Promnicach bardzo nie ładnie zrobili mi ścieżkę, gdy ja chciałem sobie prześmignąć dalej asfaltem.
Na działce zjadłem drożdżówkę i pojechałem w las szukać jakiś fajnych górek. Dojechałem nad jezioro Bolechowskie, tam gdzie jak byłem mały z kuzynem jeździliśmy. Ścieżka fajna, ale co chwile musiałem przenosić rower przez jakieś pnie drzew. Później pojechałem na Murowaną i wróciłem drogą przy granicy lasu. Wróciłem na ogród, zjadłem za tatę obiad - makaron i po chwili przerwy, gdy brat wrócił z przejażdżki moim skarbem pojechałem znowu. Tym razem skręciłem w prawo na Trzaskowo, by po chwili skręcić w lewo i wrócić do wjazdu w las. Śmignąłem sobie jeszcze drogą przy granicy lasu do Murowanej, skąd po pokonaniu szlabanu (wtf?!) wróciłem na główną drogę do leśniczówki. Na ogród coś zjeść - drugą drożdżówkę i po chwili do domu. Wyjeżdżałem o 19:20, w domu byłem o 20:30.
Kategoria Szosa, MTB


  • DST 69.13km
  • Czas 02:54
  • VAVG 23.84km/h
  • VMAX 47.25km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek, Malta, Strzeszynek

Czwartek, 23 czerwca 2011 · dodano: 23.06.2011 | Komentarze 0

Wypad z Jackiem nie wypalił, to sam sobie trochę dłużej pojeździłem. Zaczynając od Strzeszynka - w całości w terenie (łącznie z odcinkiem piaszczystym), później nad staw Olszak za maltą, skąd wróciłem ścieżką przez las, przy źródełku miałem dylemat czy nie zrobić sobie podjazdu, ale odpuściłem. Ciężko było normalnie przejechać, wszędzie mnóstwo ludzi. Przed Galerią trochę się wkurzyłem i jadąc 40 km/h objeżdżałem ludzi na parę cm. Nad Strzeszynek drugi raz ominąłem tylko piachy i na pomoście byłem już tak wykończony, że sobie posiedziałem tam z 20 min. Kiedy zobaczyłem na liczniku, ile już dzisiaj zrobiłem km to postanowiłem nie katować się i wrócić szosą.


  • DST 34.26km
  • Czas 01:25
  • VAVG 24.18km/h
  • VMAX 37.05km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Czwartek, 23 czerwca 2011 · dodano: 23.06.2011 | Komentarze 0

Południowy "trening", do Strzeszynka trasą fajną, bez odcinka piaskowego. W lesie ściółka nieźle opiła wodę i trochę się pomoczyłem. Co ciekawe, wjeżdżałem do lasu zaraz za jednym kolesiem, wyjechałem ze ścieżki obok niego. Dookoła Strze - pomost - dookoła Strze - do Rusałki normalną trasą - do parku sołackiego górą - Rusałka normalnie + górą za plażą - dom.


  • DST 41.32km
  • Czas 02:19
  • VAVG 17.84km/h
  • VMAX 45.36km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trening na Cytadeli i Strzeszynek z Szymkiem

Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0

Trenera miało nie być to do końca wahałem się, czy jechać na trening. Po zakończeniu roku i spędzonym czasie z klasą pozostało mi mało do treningu, więc szybko zjadłem zupkę i przez 20 min dojechałem na Cytadelę. Tam znowu trochę szukałem tego Piknika, ale już przynajmniej tym razem wiedziałem w jakim kierunku jechać. Na górze byłem chwilę po 17, obecni byli Sylwia, pan Jasio z synem Tomkiem, Michał, i jakiś inny już zaawansowany kolega, którego wczoraj pierwszy raz widziałem na treningu.
Za wyjątkiem Tomka pojechaliśmy robić nasze pętle, takie jak tydzień temu. Podjazdy już nie są dla mnie takie straszne, wszystkie bez większego problemu podjechałem (nie licząc podjazdu pod amfiteatr). Zjazdy już też w miarę opanowałem.
Na pierwszej pętelce, po jednym z podjazdów ( na który poprzednio ciężko było mi wjechać), gdy czekaliśmy na wymęczoną maratonem Sylwie dołączył do nas pan z drużyny Rybczyńskiego, robiący sobie trening. Wspomagał nas dobrymi radami, co chwilę rozmawiając z panem Jasiem na różne kolarskie tematy. Ze 3 pętelek, podjazdu pod amfiteatr nie pokonałem ani razu. Za pierwszym razem po większym rozpędzie na zjeździe przeszkodzili mi jadący przede mną, którzy zatrzymali się na podjeździe. Za drugim razem po rozpędzie na asfalcie podjechałem prawie na samą górę (brakowało ze 2m) , gdzie trochę odbiłem od głównej trasy i wolałem nie ryzykując zejść z roweru. Za trzecim razem, też prawie na samej górze po dłuższej walce z przyczepnością musiałem skapitulować - tak dociążyłem przednie koło że na moment oderwało się tylnie. Na szczęście pedały mi się same odpięły.
Gdzieś na 2 pętelce najechałem na, jak się później okazało jakiś kolec, który przebił mi oponę i wbił się w dętkę. Powietrze powoli sobie schodziło, już po treningu na tyle, że musiałem zainterweniować przy amfiteatrze. Jeszcze na samym końcu treningu na mostku zauważyłem kolegę z klasy - Gabana wraz ze swoją dziewczyną. Przyglądał się nam, ale jakoś mnie nie rozpoznał. Później okazało się, że nawet widział moją porażkę na amfiteatrze, a raczej 2m przed nim.
Gdy kończyłem łatanie dętki to pan od Rybczyńskiego z tym nowym kolegą właśnie podjechali pod amfiteatr i robili sami dalej nasze pętle.
Z Szymonem umówiłem się nad Rusałką, zadzwonił do mnie że już jest na miejscu jak wyjeżdżałem z Cytadeli, z czym też miałem problem. Spotkaliśmy się w parku Sołackim i razem pojechaliśmy na stację. Potem nad Strzeszynek moimi ścieżkami bez piachu i gdy zaczęło się zachmurzać i ściemniać to wróciliśmy normalnie.

  • DST 33.25km
  • Czas 01:25
  • VAVG 23.47km/h
  • VMAX 40.14km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na trening porozmawiać z trenerem, grill u Marty

Wtorek, 21 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0

Zostałem zaproszony na klasowego grilla do Lubonia, trochę pechowo że we wtorek. Dlatego postanowiłem pojechać na trening tylko porozmawiać z trenerem o sprzęcie i od razu jechać do Marty. Co prawda zapraszała mnie na 17:30, ale lepiej się trochę spóźnić niż nie być wcale.
O dziwo dzisiaj przez cały dzień pięknie świeciło słońce... do godz 17, kiedy się zachmurzyło. Nad Maltą, żeby tradycji stało się zadość, nawet spadło parę kropli deszczu, na szczęście tylko parę. Specjalnie byłem przed 18, żeby jak najszybciej wyruszyć do Lubonia. Trener się trochę spóźnił, ponoć musiał przez korki w mieście porzucić samochód w okolicy ronda Rataje i ten kawał przyjechał rowerem. Spytałem się go, czy będzie mógł mi co nieco kupić w hurtowni (mostek + napęd), tylko tak za bardzo się nie dogadaliśmy bo miał dużo innych spraw do załatwienia. Już zostałem na losowanie i jak wszyscy ruszali to ładnie powiedziałem trenerowi, że ja dzisiaj nie mogę z nimi jechać. Była godz ok 18:20
Pojechałem prosto Kórnicką, następnie Hetmańską i już standardowo Dolną Wildą. Jeszcze za rondem Rataje specjalnie zadzwoniłem do Kondzia, czy opłaca mi się przyjechać. Trochę skopał, że nie powiedział mi po kolei kto jest, jak się go o to pytałem, tylko poinformował mnie ile jest osób. Plan miałem niezły, jak to się dzień później okazało wyszło mi genialnie :D.
W Luboniu tak się rozpędziłem na Żabikowskiej, że aż pojechałem za daleko i musiałem się kawałem wrócić. U Marty byłem o 19.
Nikt mnie nie wyganiał, to się trochę zasiedziałem. Jak wychodziłem od Marty to była godz ok 23 - nigdy jeszcze tak późno nie jechałem. Przez Luboń przejechałem bez większych problemów, był mały ruch to jechałem ciągle ulicą. Specjalnie jadąc na trening wsadziłem sobie do kieszonki w koszulce koszulkę z długim rękawkiem. Tymczasem noc była bardzo ciepła i aż mi w długim rękawku było za ciepło. Przez Wildę przejechałem również bez problemu, a na Łazarzu było sporo mile nastawionych panów, do tego z parku Wilsona dochodziły dziwne odgłosy. W domu o 23:30.