Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Trezado - Uszczelnij się!

Dystans całkowity:1589.69 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:80:11
Średnia prędkość:19.83 km/h
Maksymalna prędkość:66.02 km/h
Maks. tętno maksymalne:191 (97 %)
Maks. tętno średnie:134 (68 %)
Suma kalorii:1994 kcal
Liczba aktywności:28
Średnio na aktywność:56.77 km i 2h 51m
Więcej statystyk
  • DST 62.30km
  • Czas 03:35
  • VAVG 17.39km/h
  • VMAX 63.55km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

BM Wałbrzych

Sobota, 24 maja 2014 · dodano: 25.05.2014 | Komentarze 0

Pierwszy górski maraton, pierwsze giga. Prognozy pogody nie są zbyt optymistyczne, ale nie będzie takiej tragedii jak w Jeleniej. Jadąc już do Wałbrzycha złapała nas burza z gradem.
Następnie w nocy padało. Słysząc obijające się krople deszczu o szybę nie mogłem zasnąć…
Poranek – jest ładnie, nie pada, chociaż co jakiś czas coś pokropiło.

Na starcie wyszło nawet słońce, przez co zrobiła się straszna duchota. 20 minut rozgrzewki, w sektorze w drugiej linii, 30 minut czekania i start. Od początku poszedł ogień. Jechałem w czołówce drugiego sektora. Nie uciekałem, trzymałem się koła Damiana Nowickiego. Jechał dla mnie idealnym tempem, nie za słabo, ani nie za mocno. Cały czas równo, bez szarpania. W taki sposób przejechałem z przodu cały pierwszy podjazd, na zjazdach widząc dużo błota odpuściłem nieco. Do Jeleniej pod tym względem nie może się to równać, ale pamiętając jak tam mi się jechało to wolałem zwolnić i kontrolować sytuację.


foto: Elżbieta Cirocka

Jechało mi się dobrze, na podjazdach nadawałem swoje mocne tempo przez co wyprzedzałem dużo osób, potem na zjazdach traciłem. Pierwszy kluczowy moment był na zjeździe wąską ścieżką którą teraz płynął strumień po ostatnich opadach, przez co była mocno wymyta i utworzyły się rynny. Kamienie nie ułatwiały zjeżdżania, w dodatku było całkiem stromo. Zaraz przed tym zjazdem wepchnął się przede mną jeden kolarz. Pomyślałem sobie, że skoro jechał tak mocno, że mnie dogonił, to na pewno umie dobrze zjeżdżać i będę mógł z tego skorzystać. Niestety, było zupełnie inaczej niż się spodziewałem. Dość mocno mnie spowalniał, jazda za nim była wręcz niebezpieczna, zbyt wolna jak na taki trudny zjazd. Przez to nie raz musiałem w nadmiarze dohamowywać, w jednym momencie tak się do niego zbliżyłem, że żeby nie wjechać w niego to musiałem zjechać wąską rynnę, która kończyła się błotem i dużą dawką kamieni. Spanikowałem i wypiąłem się. W tym czasie jak powolnie zjeżdżaliśmy dogoniła nas całkiem pokaźna grupką, którą teraz musiałem przepuścić. Ruszyłem dopiero za nimi, tracąc ok minutę czasu i wiele miejsc. Dalej po zjeździe zauważyłem, że na poboczu stał Tomek Jakubowski z kimś z Rybek. Spytałem czy wszystko gra – dostałem odpowiedź że potrzebują pompki. Zatrzymałem się. Okazało się, że Rybka rozszczelniła oponę i pompując chce teraz ją doszczelnić. Dałem pompkę i chciałem jechać, jednak on nalegał abym został i pomógł, przez co nie będzie potem komplikacji z oddaniem pompki. Głupio było tak go zostawić, więc chcąc- nie chcąc zostałem. W tym czasie wyprzedził mnie pan Jasiu, któremu znacznie odjechałem na pierwszym podjeździe. Pompowanie nie przynosiło efektu, więc po ok minucie zostawiłem go i pojechałem dalej. Daleko nie dojechałem bez przygód. Zaraz po rozjeździe Mini/Mega, na pierwszym singlu w lesie niefortunnie uślizgnęła mi się tylna opona na korzeniu, co wybiło mnie z równowagi i upadłem na lewe kolano. Tak, te kolano które miałem mocno zdarte na AMPach. Leżąc na ziemi, wiedziałem że jest źle. Byłem wkurzony. I to bardzo. Nie miałem ochoty wstawać z tej ziemi, ale że dalej jechali następni to wypadałoby sprzątnąć rower z trasy, co też po chwili zrobiłem. Co ciekawe – kolarz który jechał za mną też się na tym samym korzeniu wyłożył, ale upadł na prawą stronę. Jak zobaczyłem moją nogę, to przeklinałem jak nigdy. Wyglądało to fatalnie. Całe zabłocone, do tego wyciekała krew z rany. Byłem zrozpaczony, zastanawiałem się czy nie wycofać się z wyścigu. Jednak wsiadłem na rower i  testowo sprawdziłem jak się jedzie. Nie jest najgorzej. Kolano obite więc trochę boli, ale jechać można. Dopiero na podjeździe zacząłem odczuwać dziwny ból w tym kolanie, ale ostatecznie podjąłem decyzję zjechania na mega, czym tym samym skończyła się moja walka a zaczęło podziwianie widoków i ogólna radość z jazdy. Jazdy dość asekuracyjnej żeby bardziej sobie nie dobić tego kolana, ale dalej jazdy ;).
Następnie trasa była zróżnicowana: długie podjazdy szerokimi drogami i singlami w lesie. Zjazdy tak samo, z tym że często były kamienie na ścieżkach. Nawet znalazło by się sporo płaskiego z dużą dawką błota. Moja jazda teraz wyglądała tak, że na podjazdach jechałem dalej swoim tempem, na płaskim nieco odpuszczałem podziwiając widoczki, a na zjazdach starałem się ryzykować puszczając hamulce, ale zazwyczaj wtedy doganiali mnie Ci, których wyprzedziłem na podjazdach. Jak na domiar złego po rozjeździe Mega/Giga zaczął szwankować mi napęd od błota. Ładnie go prosiłem żeby łańcuch się nie klinował, ale był uparty i nie chciał mnie słuchać. Co jakiś czas stawałem i przemywałem wodą napęd, ale na nie wiele się to zdawało. Pod koniec jeszcze wyprzedziła mnie czołowa trójka z Giga, a za karę że się tak guzdrałem na trasie, na metę wjeżdżałem w ulewie i burzy. Ogólnie z wyścigu średnio jestem zadowolony. Plan był przejechać Giga i nie wykonałem tego, ale patrząc na okoliczności to podjąłem dobrą decyzję. Nawet muszę przyznać, że na ostatnich podjazdach odczułem zmęczenie. Sił było tak na styk. Pewnie z Giga miałbym problem żeby dojechać do mety. Przez to że pojechałem Mega to mogłem się w spokoju umyć w naszym ośrodku, oraz czekając na pana Jasia umyłem też rower. Wyjazd mimo wszystko dość udany. Co sobie pojeździłem to moje, a na koniec to nawet odczuwałem mega frajdę puszczając się na zjazdach. Nie były specjalnie trudne techniczne, ale na zakrętach bywało niebezpiecznie. Zjazd szutrówką 60 km/h z pięknymi widokami na Wałbrzych i okolicę był wisienką na torcie.


foto: Joanna Tomes. Zaraz po ostatnim zjeździe na chwile przed ulewą, widać że humor dopisywał.

Ostatecznie miejsce 80 Open, więc całkiem nieźle.

TREZADO
Dzisiaj koła się sprawdziły. Czułem się na nich pewnie na zjazdach i na podjazdach. Po AMPach gdzie nauczyłem się jeździć w błocie, radziłem sobie lepiej na podjazdach niż konkurencja. Ciśnienie z przodu 1,8 – 2 bara, z tyłu na dętce powyżej 2 barów. Mimo że przedni Ikon z błotem nie wiele ma do czynienia, to dzięki niższemu ciśnieniu czułem się pewnie. Żadnych problemów z rozszczelnieniem lub rozcięciem nie było. Dzisiaj Trezado otrzymuje ode mnie notę 5/5.




  • DST 10.00km
  • Czas 01:00
  • VAVG 10.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

AMP Czasówka

Sobota, 17 maja 2014 · dodano: 25.05.2014 | Komentarze 0

Pobudka o 8, śniadanie, deszcz padał, pada i nie zapowiada się aby przestał padać. Szykuje się błotna masakra.
Z rana chłopacy namówili mnie na szybką rundę w celu zapoznania się warunkami. Wtedy jeszcze nie było regularnej ulewy, ale nie mniej jednak błota było aż nadto. Pierwszy kontakt z większym błotem – tragedii nie ma, ale na wszystkich odcinkach z korzeniami lub kamieniami nie czułem się zbyt pewnie. Pierwszy trudniejszy zjazd to zupełna porażka – odważnie puściłem się w dół i jak zacząłem hamowaćto opona uślizgnęła się w błocie. Efekt nie trudno przewidzieć – bezpiecznie przewróciłem się na bok z miękkim lodowaniem w błocie. Kolejne „zjazdy” już sprowadzałem.W połowie trasy zaczęli nas wyganiać bo za chwile startowała czasówka kobiet. Pierwsi obstawiający trasę puścili nas na słowo że szybko przemkniemy, ale kolejne osoby już zupełnie nas wygoniły. W każdym razie połowa rundy zaliczona. Pod względem mojej jazdy jest lepiej niż się spodziewałem.
Powrót do ośrodka, szybki posiłek i odpoczynek w oczekiwaniu na moją kolej. Miałem startować koło 13:30, więc niby trochę czasu miałem, ale zleciało to bardzo szybko. Jak wystartowali mężczyźni to zaczęła się ulewa. Aż strach się bać jak teraz trasa będzie wyglądała.
O 13:15 ruszyłem się z ośrodka. Chyba pierwszy raz musiałem się zmuszać aby wyjść na rower. Pakowanie się w deszcz nie jest najmilszą sprawą. Najgorzej było się przełamać, potem w miarę moknięcia robiło się to obojętne. W miasteczku AMPów Gogol rozstawił namiot, w którym można było się dogrzać na trenażerze. Skorzystałem i ja z tej możliwości, kierując się na linię startu minutę przed moim końcowym odliczaniem. Był tam i Gogol, który nas ostatecznie nakręcał do jazdy.
Start i ogień od początku.
Tak byłem naładowany, że na początku miałem problem aby się wpiąć w pedały, a z wjechaniem w rozjechane błoto zacząłem tańczyć. Do tego dostałem błotem po oczach, że aż musiałem się zatrzymać i przeczyścić oczy. Nigdy wcześniej nie jeździłem w tak fatalnych warunkach. Wszędzie błoto, woda spływała ścieżkami, najbardziej przyczepne dla opon okazały się być kamienie, na korzeniach ślizgały się jak głupie. Z samego przejazdu wiele nie pamiętam, nie był on długi.Startujący po mnie dogonił mnie za Paulinum, chwile dalej ja dogoniłem innych. Jazda dalej wyglądała dość zabawnie. Na płaskim jako tako dawało się jechać, pod górę koła buksowały w błocie, w zakrętach traciłem kontrolę nad rowerem. W dół, jak były odcinki które mogły sprawić problem to od razu zbiegałem. Nie wiele mi to pomogło, na pierwszym z nich było tyle błota, że noga mi się uślizgnęła i dość boleśnie upadłem na lewe kolano. Szybko się pozbierałem i jechałem dalej, jednak już po tym wypadku dość asekuracyjnie. W sumie to najwięcej osób doganiałem i wyprzedzałem na sprawnym podbieganiu. Zjazd łąką prawie bez kontroli, następnie odcinek w lesie i podjazd łąką, gdzie koła złapały przyczepność i mogłem jechać pełną mocą do mety. Koniec.
Nie byłem w ogóle zmęczony, ale zadowolony że dojechałem do mety. Rower caly ubłocony, ja w podobnym stanie. Od razu pojechałem się opłukać w ośrodku, gdzie okazało się, że przez upadek mocno zdarłem sobie kolano. W karetce nie stwierdzili potrzeby szycia, jak mi to obmywali to ostrzegali że będzie bolało, a nic nie czułem. Kolano kolanem, a najgorsze było to, że podarłem sobie spodnie.

Koniec końców 102 miejsce na 168 osób które dojechało do mety, więc plan minimum wykonałem – zakwalifikowałem się do wyścigu głównego.

TREZADO
Po wcześniejszych przygodach zdecydowałem się pojechać z przodu na mleczku z ciśnieniem ok 2 bara, z tyłu na dętce ok 2,2 bara. Przedni Ikon po wjechaniu w pierwsze błoto cały się zapchał i straciłem nad nim kontrolę. Saguaro na tyle nieco lepiej, ale z większym błotem nie miał żadnych szans. Na takie warunki przydały by się inne opony…

  • DST 35.00km
  • Czas 03:00
  • VAVG 11.67km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jelenia Góra - trening

Czwartek, 15 maja 2014 · dodano: 25.05.2014 | Komentarze 0

Czwartek, czyli dzień w którym non stop mieliśmy katować trasę do perfekcji. Na pierwszej rundzie OTB z uskoku z kamienia… Michał z Patrykiem lekko przejechali, więc dlaczego ja nie miałem zjechać? Jak widać zbyt wysoki lvl jak dla mnie… jeszcze.
Pierwszy trudny zjazd namówiony przez Michała przeleciałem prawie bez hamowania, wjeżdżając na ścieżkę którą się kawałek dalej podjeżdża.Do reszty trudnych zjazdów jeszcze czułem taki respekt, że się nie odważyłem ich zjeżdżać. Drugą rundę przejechałem w podobny sposób, parokrotnie lądując w krzakach.

Za trzecim razem jechałem razem z Patrykiem Helwigiem. Za pałacem Paulinum stwierdziliśmy, że musimy opanować zeskoki z głazów. Pierwsze próby kończyły się przeważnie lądowaniem na przednim kole. Za jednym razem tak dobiłem przedniego Ikona, że pociekło mleko i uszło nieco powietrza. Po dopompowaniu do co najmniej 1,5 bara, stwierdziłem, że aby ponownie do tego nie doprowadzić, to wywalę tyłek za siodło ile wlezie. Tak wywaliłem, że wylądowałem prawidłowo na oba koła, tym samym dobijając tylną Saguaro która aż z jednej strony całkowicie zeskoczyła z rantów. To był mój przełomowy moment w którym nauczyłem się wywalać tyłek do tyłu, leżąc prawie brzuchem na siodle. Tym samym skończyła się moja przedobiadowa sesja treningowa, a zaczęła żmudna naprawa koła.
Z pomocą paru osób udało się wcisnąć Saguaro w ranty, mleko doszczelniło przy 2 barach, powyżej tej wartości syczało przy nyplach. W końcu się udało uszczelnić powyżej tej wartości i mogłem wrócić na trasę. Tam jednak daleko nie dojechałem, jeśli nie na zeskokach z głazów za Paulinum, to w dalszych odcinkach zaczynało brakować powietrza i co chwile pompowałem na miejscu, aby dojechać do ośrodka i tam pomęczyć się z dolewaniem mleka i uszczelnianiem.

Na jednej rundzie trafiłem na towarzystwo jakiegoś kolarza na 26erze. Za każdym razem jak on odważnie ruszał na zjazdy nie wiedząc że one są trudne (sam mu mówiłem że są łatwe, wystarczy zrobić to, to i to i się jest na dole), to dodawał mi tym odwagi i też próbowałem. Takim sposobem zjechałem wszystkie trudniejsze zjazdy, z poprawnie wywalonym tyłkiem za siodełkiem i hamując przednim hamulcem. Okazało się, że nie jest to takie mordercze jak się spodziewałem i jak się nauczyłem w młodości. To był moment, w którym nauczyłem się zjeżdżać.

Koniec końców gdy do wieczora nie udało się uszczelnić koła, to odpuściłem sobie tę nierówną walkę i założyłem dętkę…
Okazało się, że jest to w pełni moja wina, bo przed założeniem opaski nie odtłuściłem obręczy przez co nie mogła ona się dokładnie przykleić. Dobra nauczka na przyszłość, szkoda tylko że zużyłem dzisiaj prawie do końca całe mleczko…
Koniec z schodzeniem z ciśnieniem poniżej 1,5 bara z przodu i 1,8 bara z tyłu. Na płaskim to się sprawdza i jest bardzo komfortowo, ale jak się wjedzie w teren to robi się niebezpiecznie. Przygód z dzisiejszego treningu nie chciałbym już powtórzyć na ważnym wyścigu.

Na ostatniej rundzie tego dnia w trafiliśmy na znakowanie trasy - usunęli ostatni najtrudniejszy zjazd z którym właściwie miałem największy problem, ale na swój sposób zjechałem go 2 razy. Potem przejechałem się jeszcze z Przemkiem i Bartkiem do Jeleniej, a po zamontowaniu dętki ponownie z nimi już po ciemku do sklepu w Jeleniej

Bilans dnia: Zdarte kolano, obite udo i biodro, pozdzierane rękawiczki, obita rama od klamki hamulcowej, zużyte ok 200ml mleka na bezskutecznym doszczelnianiu, za to nauczyłem się zjeżdżać – było warto.


  • DST 64.34km
  • Czas 03:49
  • VAVG 16.86km/h
  • VMAX 37.89km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Thule Cup Pniewy

Niedziela, 11 maja 2014 · dodano: 25.05.2014 | Komentarze 0

1.Wyścig w którym miałem powalczyć o czołowe miejsce aby zakwalifikować się do przyszłotygodniowych AMPów w Jeleniej, a skończyło się na laczku i dwukrotnym bieganiu. Zacznę od początku:
Dojazd na miejsce startu z Piotrkiem Marciniakiem, byliśmy na miejscu w czasie wyścigu kobiet więc mieliśmy czas aby dobrze poznać trasę. Jadąc do biura zawodów zaczęło padać, na szczęście szybko przeszło i potem już nie spadła ani kropla. Po zarejestrowaniu pojechaliśmy objechać trasę. Podjazdów i ciężkich zjazdów mało, ale traska bardzo techniczna. Dużo ciasnych zakrętów, 2 sekcje kamienne, kilka ustawionych balów mających robić za dropy. Czyli coś, czego ja nie lubię.

Po objeździe powrót do auta, szykowanie się do wyścigu, kolejne parokrotne objechanie trasy, kolejny powrót do auta już ostatecznie przygotować się do wyścigu i na rozgrzewkę przedwyścigową. Na szosie zauważyłem, że dziwnie zeszło mi powietrze z przedniego koła – do auta zlokalizować usterkę, wstępnie ustaliłem że zawór w wentylku przepuszczał bo odkręcając główkę wykręciłem z nią cały zawór. Koło dopompowałem do ok 2 barów i pojechałem na start.
Tam rozstawiony zostałem w pierwszej linii, obok Michała Kowalczyka, Tomka Zozola, Sylwka Swata i reszty wielkopolskiej czołówki. Start i walka na łokcie z Michałem i Tomkiem. Ostatecznie w czasie rundy honorowej puściłem tych dzikusów przodem, sam trzymając dobre miejsce ok 10 pozycji. Na pierwszej leśnej sekcji z zakrętami zacząłem odstawać od czołówki, przejeżdżając przez linię startu z Szymim i Jackiem M tracąc już zupełnie kontakt do czołówki. Przepuściłem jeszcze dzikiego Przemka Rozwalkę i Tomka Hruświckiego, sam trzymałem się dwójki z Victorii Jarocin, a do mnie coraz bliżej dojeżdżał Bartek Kołodziejczyk. W międzyczasie wyprzedził mnie Filip Jeleniewski od Ryby i Adam Deska. W połowie rundy wyprzedził mnie Bartek. Goniąc go najpierw zahaczyłem plecami o drzewo, a następnie wyłożyłem się na wertepach.W zakrętach zacząłem jechać coraz gorzej, źle dobierałem przełożenia na nawrotach na co zwrócił mi uwagę Rafał który pojawił się nie wiadomo skąd. Za mną zaczęli się pojawiać kolejni zawodnicy, w tym m.in. Patryk Krajewski z BTC. W połowie drugiej rundy już mnie doszedł, kiedy ja zacząłem fatalnie jeździć w zakrętach. Powód tego był jeden – w przedniej oponie uszło dużo powietrza, tak dużo że przód zaczął mi pływać nawet na prostej. Po jedynym dłuższym podjeździe zacząłem pytać wszystkich czy mają pompkę. Nikt nie miał więc zaczął się mój bieg w poszukiwaniu pompki i odmienienia losów mojego wyścigu. Przebiegłem tak pół rundy i dopiero przejeżdżając przez linię startu znalazł się ktoś chętny do pomocy. Najpierw pewien pan zaczął pompować pompką ręczną, potem przyszła pomoc z pompką stacjonarną. Przy okazji szybkiego bufetu udzielił mi Tomek Hruświcki który zakończył swój udział w wyścigu. Dobiliśmy ciśnienie w oponie do 2 barów i zaczęła się moja gonitwa.
2 rundy do końca. Cel – powalczyć o 8 miejsce z Polibudy. Od początku nadałem sobie bardzo mocne tempo i zacząłem wyprzedzanie. Przez rundę wyprzedziłem paręnaście osób i zacząłem dobierać się do Patryka Helwiga który jechał w okolicy 10 miejsca Polibudy. Przy przejeździe przez start zacząłem zastanawiać się czy starczy mi powietrza w oponie, ale z szybkich kalkulacji wyszło że będzie na styk. Patryka doszedłem w ¼ rundy i mnie ładnie przepuścił dopingując mi, co dodało mi motywacji i siły do gonienia. Dzięki wielkie! Niestety daleko dalej nie dojechałem, znowu powietrza zaczynało brakować i w połowie rundy przód zaczął tańczyć. Bale jeszcze jakoś zjechałem, potem w zakrętach biegałem. Przez dropy przy przejeździe w okolicy startu szybko zbiegłem, co nie obiło się bez komentarza Pana Redaktora Piotra Kurka. Dalej rozpocząłem mój bieg do mety, do której jeszcze kawał drogi. Na prostej żeby odpocząć wskakiwałem na rower i próbowałem jechać na wprost, ale przód nie chciał się mnie słuchać. Na szczęście za mną nikogo nie było widać i nie musiałem poginać ile sił w nogach z rowerem pod ręką, którego pedał co chwilę obijał mi łydę. Do ostatnich prostych dobiegłem już wykończony, jak będąc już przy mecie zobaczyłem że do niej jeszcze dwa nawroty i trzy długie proste, to mojej twarzy pojawiło się zniechęcenie ale biegłem dalej… Ostatecznie ostatkiem sił wbiegłem na metę. Wszyscy gratulowali mi wytrwałości i woli walki.
Już wtedy wiedziałem że mnie w tej magicznej 8mce nie będzie, byłem lekko podłamany ale i zadowolony że nie zszedłem z trasy tylko biegłem do końca.
Na otarcie łez w tomboli dostałem książkę i … dętkę 26 cali, którą podmieniłem od znajomej na 29 cali.

*** Trezado - Uszczelnij się! ***
Okazało się że to nie wentyl przepuszczał, a rozszczelniłem obręcz na nyplach skacząc z dropów. Wynikało to z mojego złego uszczelnienia koła, przy zbyt niskim ciśnieniu. Z tyłem nie było żadnych problemów.
W domu po wyścigu zabrałem się do doszczelniania opon, tym razem przy wyższym ciśnieniu. Przód po chwili walki się uszczelnił, za to tył był bardzo oporny przy wentylu i po zużyciu sporej ilości mleczka odpuściłem sobie odkładając to na kolejny dzień. Wtedy już nie było litości z wentylem, nałożyłem nową warstwę taśmy i dokręciłem nakrętkę kombinerkami, a mleko doszczelniło koło przy 3 barach.

A tak prezentują się zgliszcza po bitwie z wentylem. Mimo wielkich strat, Trezado wygrało.




  • DST 82.44km
  • Czas 03:17
  • VAVG 25.11km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza i Puszcza Zielonka

Niedziela, 4 maja 2014 · dodano: 04.05.2014 | Komentarze 0

Zimno... Ubrałem się zbyt cienko jak na dzisiejszą temperaturę i w czasie spokojniejszej jazdy cierpiałem.
Jeszcze spóźniłem się ustawkę, dogoniłem grupkę za Olszakiem, na Dziewiczej nie było tyle mocy ile bym chciał, jak wracaliśmy już w ogóle nie było mocy. Za to wytrzymałość była, moim spokojnym tempem mógłbym jeszcze kawałek przejechać, co też chciałem zrobić, ale odpuściłem sobie bo zimno i w domu miałem jeszcze dużo do zrobienia...
Wyścigi na Dziewiczą przegrałem z Tomkami. Na początku trzymałem ich tempo, później jak poszli to już odcięło mnie. Za drugim razem już w ogóle nie było mocy.
Średnio jestem zadowolony z tego treningu... Momentami na płaskim było rwane wyścigowe tempo którego na takim treningu za bardzo nie lubię. Moje zniechęcenie dodatkowo pogłębiło słońce, które pojawiło się kiedy wróciłem do domu.
EDIT: Wszystko jasne - po treningu byłem tak zmęczony że musiałem się przespać, a w poniedziałek wzięła mnie choroba. Na szczęście coś żołądkowego, a nic przeziębieniowego, więc nie będzie wielkich strat formy. Wtorek prawie cały przespany, środa przesiedziana w domu i w czwartek (kiedy to piszę) czuję się już dużo lepiej, tak więc w piątek wracam na rower.

*** Trezado - Uszczelnij się! ***
Kolejna porcja testowanie ustawień ciśnienia. Dzisiaj jeszcze bardziej zaszalałem z przodem i ustawiłem 1 bar ale było pewnie nieco poniżej tego. Było komfortowo, aż za komfortowo. Przednie koło momentami pływało - przy sklepiku dopompowałem do 1 bara i było już lepiej. Na 1.2 czułem się pewniej i do tego wrócę. Tył tak samo jak poprzednio, 1.5 bara.
Na mleczku nagle wszystkie drogi stały się takie równe, a piachy takie przyczepne. To mi się podoba!


  • DST 47.45km
  • Czas 02:22
  • VAVG 20.05km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

A6 Cytadela 8x *Uszczelniony!

Sobota, 3 maja 2014 · dodano: 03.05.2014 | Komentarze 0

Stroje dostałem w samą porę. Zrobiło się chłodniej, dawniej bym kombinował z gamexem + termoaktywna, a teraz? Teraz to na wypasie. Spodenki dość długie bo do kolan, idealne na takie dni. Koszulka, do tego rękawki, a na to jeszcze kamizelka. Pełna profeska, jeszcze pachnące nowością. Pamiętam jak w 2011 roku mega mi się podobał strój Czerniaka, nawet pytałem się jego gdzie takie można dostać. Teraz sam taki komplet mam, można powiedzieć że marzenia się spełniają :)   - (chociaż z tym stwierdzeniem to bym jeszcze poczekał do pierwszych gór)

Do Połczyna nie znalazłem transportu, więc odpuszczam wyścig i biorę się za przygotowywania do AMWlkp w Pniewach za tydzień. Dziś padło na trening XC. Wszyscy albo na rundzie szosowej albo odpoczywali przed jutrem, więc Moraska jeszcze sobie nie zobaczę, ale za to odwiedzę od dawna już przeze mnie nie uczęszczaną trasę na cytadeli, na której zdobywałem pierwsze szlify kolarskie.
Pierwsza runda zapoznawcza, 4 kolejne imitacja wyścigu, przerwa 5 min przez ból pleców i żeby chwile odsapnąć, po czym kolejne 4 mocne kółka. Czasy: 10:08, 9:45, 9:59, 10:01, (5:00), 9:51, 9:43, 9:44, 9:33. Jak widać na początku poznawałem trasę przy mocniejszym tempie na prostych i podjazdach, potem już bardziej ryzykowałem w technicznych odcinkach a więcej odpoczywałem na prostych. Cieszy to, że po przerwie czasy coraz bardziej śrubowałem.
Po wszystkim rozjazd nad Maltę - w końcu tradycji barw które reprezentuję musi się stać zadość ;)

*** Trezado - Uszczelnij się! ***
Kolejna część walki z uszczelnianiem Ikona. Jest piątek, wieczór. Tym razem na stacji, a właściwie to dwóch. Na BP się poddałem i pojechałem w poszukiwaniu lepszego kompresora na Lotos. Tam długo nie dałem za wygraną i dopiero gdy w akcie desperacji zacząłem łyżką do opon układać oponę w rancie, tak na połowie długości obręczy (bo więcej się nie dało przez opór opony),  to przy strzale z kompresora coś zaskoczyło. Po kolejnym strzale już opona całkiem wskoczyła, co prawda powietrze schodziło z 2 barów w ok 2 sekundy, ale i tak cieszyłem się jak dziecko że w ogóle się udało, bo miałem już dość tej walki.
W domu kolejna bitwa, tym razem na pole bitwy wystawiłem płyn uszczelniający Trezado i moje ręce do shake'owania oponą. Według strzykawki zaaplikowałem przez wentyl 100 ml mleka, dziwne bo łącznie na 2 koła, według miarki na opakowaniu ubyło tylko 100ml. W każdym razie po wlaniu mleczka już wstępnie je rozprowadziłem i zacząłem pompowanie. Mleko sikało wszystkimi dziurami, im większe ciśnienie tym tych dziur pojawiało się coraz więcej. Głównie przy nyplach, wentylu i rancie. Gdy powietrze zeszło do ok 0,5 bara to pompowałem od nowa i mleko dalej walczyło, a ja próbowałem pomóc przez obracania i wstrząsanie kołem. Widać było pierwsze efekty więc co chwile powtarzałem czynności. Po ok 10 min takiej walki mleko ostatecznie doszczelniło wszystkie szczeliny, a powietrze przestało schodzić z opony. Był to znak, że operacja zakończyło się powodzeniem! Koło odstawiłem na nocne leżakowanie w poziomie, z przewracaniem co jakiś czas.



Efekt? Ciśnienie przód 1,2 bara, tył 1,5 i jechane na XC. Komfort - niesamowity. Cały czas pełna kontrola kierownicy, nie trzęsie jak dawniej, wszystkie mniejsze dziury wybierają opony. Koła ani razu mnie nie zawiodły, przyczepność na każdym podjeździe i zjeździe trzymały świetnie, tylko na jednym korzeniu Saguaro się uślizgnęło ale tego się spodziewałem i w pełni to kontrolowałem. Wreszcie mogę podjeżdżać pod amfiteatr na stojąco! Na zjechanej Kendzie SB8 było to niemożliwe, już na samą myśl opona się ślizgała. Teraz czuję się niezwykle pewnie w terenie. Kolejne testy jutro na treningu po Dziewiczej i Puszczy Zielonce.




  • DST 66.21km
  • Czas 02:49
  • VAVG 23.51km/h
  • VMAX 48.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śrem MTB * NOWE KOŁA!!!

Czwartek, 1 maja 2014 · dodano: 03.05.2014 | Komentarze 0

Nowe koła i opony, nowe tarcze, z trącym przednim zaciskiem, bez rozgrzewki, z problemami z żołądkiem po zjedzeniu batona zaraz przed startem. Na starcie ostrym byłem w czołówce. Próbując utrzymać tempo doprowadziłem do zakwasu mięśni podobnego jak zaraz po maratonie w Miękini. Musiałem zwolnić żeby nie doprowadzać do większego bólu nóg. Jechałem wtedy z Szymonem Matuszakiem który był w podobnej sytuacji do mojej i się z czasem coraz bardziej rozkręcał. Dogoniliśmy Radka Lonkę, zaczęła się wymiana ciosów między nim a Szymim. Raz Lonka wypuszczał Szymona i zostawał z tyłu, po czym nagle przyspieszał i doganiał go w parę sekund. Takie bardzo rwane tempo, jakiego w tym momencie zupełnie nie chciałem. Ale że czołówka była w zasięgu, to chciałem za wszelką cenę się ich trzymać. Pewnie w większej grupie łatwiej będzie się schować i będę mógł dojść po siebie po takim starcie. Niestety, nagle Szymi złapał laczka, i zostałem sam z Lonką i jeszcze jednym zawodnikiem. Radek miał taki zwyczaj, że potrafił trzymać bardzo mocne tempo przy którym ja walczyłem o życie, po czym zwalniał i prosił o zmianę. Gdybym mógł to bym dał, ale dla mnie te zwolnienia były wtedy optymalnym tempem. Niestety zawsze po takich sytuacjach brał sprawy w swoje ręce i dalej gonił. Raz kiedy już mi było nieco lepiej to na chwile wyszedłem na przód, ale szybko znowu zacząłem odczuwać nogi i musiałem odpuścić. Lonka potem dał mi potężną zmianę, jakby wyraźnie chciał mnie urwać. Oczywiście nie dałem się.
Na asfalcie jednak już tak zaczął ciągnąć, a że nie było się jak za nim schować w tunelu to zacząłem coraz bardziej myśleć o tym, aby odpuścić i samemu gonić. Na myślach się skończyło, jednak jak zostało paręnaście metrów do czołówki to już popuściłem koła i poprosiłem gościa który woził się nam na kole o zmianę. Lonka już wtedy był w grupie, ten za mną pogonił do nich, a ja zawisłem parę metrów z tyłu. Docisnąłem jeszcze kawałek mocniej i już byłem na kole moich kompanów z grupy goniącej, jednak nie było tam wcale jakoś lżej niż jak się goniło. Po wjechaniu w las jeszcze chwile powalczyłem z sobą żeby się utrzymać, ale gdy wjechaliśmy na pierwsze single i podjazdy, gdzie tempo gwałtownie wzrosło to od razu odpuściłem. Z wielkiej gonitwy do czołówki w której pewnie nie byłem nawet minutę, zostało mi teraz jechać samotnie za nimi licząc że nikt mnie nie dogoni.

Nieco się przeliczyłem, za sekcją singlów już doszła do mnie 4-os grupa z Mateuszem Lewandowskim z Limaro Kórnik, jednym z Agrochestu i dwójką bliżej mi nieznanych z kat. M3. Na początku pewnie bojąc się że ktoś ich dogoni zmiany szły równo, ja na razie tylko woziłem się na kole żeby dojść do pełni sił. Po wjeździe na drugą rundę, gdy już ożyłem to dałem najpierw jedną krótszą zmianę, potem jak nikt się nie kwapił to drugą dłuższą i na asfalcie widząc ogólne zniechęcenie do zmian to odpuściłem. NIKT nie kwapił się, by nadawać tempo. A ja tymczasem zacząłem jeść sobie banana, którego miałem zjeść na starcie a potem na wyścigu planowałem go wyrzucić - dobrze że tego nie zrobiłem, teraz przynajmniej się do czegoś przydał. Powoli go sobie obierałem jak na pikniku a nie na wyścigu, jadąc pewnie jakieś 20 km/h. Dojechaliśmy tak do bufetu, gdzie wszyscy znowu zaczęli już zwalniać żeby zrobić sobie piknik, a że ja miałem dość czegoś takiego to przeszła mnie błyskawiczna myśl żeby sprawdzić ich kondycje. Nawet to nie była myśl, to był impuls do ataku. Zanim pomyślałem czy warto to już uciekałem. Wiem że nie powinno się na bufecie, ale już miałem tego na prawdę dość, jak chcą tak jechać to niech sobie teraz tak jadą. Pogonił za mną Mateusz, ja się za bardzo nie spinałem bo nie miałem zamiaru uciekać przed nimi 15 km. Gdy zobaczyłem że są już blisko to odpuściłem i postanowiłem poczekać do singli. Tam wjechałem pierwszy i od razu zwiększyłem tempo. Pierwszą sekcję przetrzymali moje koło, na drugiej już mocniej przycisnąłem, zaczęli się za mną gubić i momentami miałem dużą przewagę, ale że nie potrafiłem utrzymać dłużej tak mocnego tempa to za każdym razem któryś z nich do mnie dogonił. Po wyjechaniu z lasu widziałem że Mateusz już nieco opadł z sił i głównie woził się na kole, więc wypuściłem do przodu dwójkę z M-3 i postanowiłem sam na jakimś odcinku urwać Mateusza. Tak żeby został bez pomocy z tyłu. Z drugiej strony też nie chciałem go ciągnąć, wiem jaki za mną jest tunel i szkoda by mi było tracić na to siły przed finishem. Na jakieś 1,5km do mety, gdy dwójka z M3 odjechała już na jakieś 100m, to Mateusz ruszył do ataku. Ja się szybko zebrałem za nim, było tak szybko że brakowało mi przełożenia na środkowej zębatce z przodu i gdy chciałem wrzucić na blat to spadł mi łańcuch. Fajnie że w takim momencie. Mateusz mi już ładnie odjechał, więc nie ma co rozpaczać, w paręnaście sekund udało mi się cwanie wrzucić z powrotem na środkową tarczę, potem na blat i gonimy! Na jakieś 200m do mety Mateusz dogonił dwójkę z M-3, a ja odrobiłem stratę do ok 10m, ale wtedy pojawił się na zakręcie wjazd na krawężnik na którym ja zostałem z tyłu w stosunku do nich. Do końca jechałem jeszcze ile miałem sił w nogach, ale nie dogoniłem ani Mateusza, ani dwójki z M-3, tym samym tracąc podwójnie miejsce w kategorii i miejsca w open. Jednym słowem przekombinowałem. Pozostało mi pogratulować Mateuszowi, co też zrobiłem.
Ostatecznie 16 miejsce open i 10 w kategorii, z 9min stratą do Górniaków. Do 10 miejsca open (Tomek Zozul) brakowało mi tylko 2 min, więc gdyby się spiąć i cały czas gonić, to pewnie bym go doszedł. Ale gdybać to sobie teraz można ;)

*** Trezado - Uszczelnij się!***
A koła -  REWELACJA!
Jak wyglądało uszczelnianie w moim wykonaniu?
Koła przyszły w poniedziałek, kolejnego dnia miałem ważne kolokwium więc postanowiłem uszczelnić się we wtorek po zajęciach.
Najpierw taśma na obręcz i po naklejeniu tak, żeby była prosta bez zgnieceń pierwszy dylemat - powciskać ją do środka obręczy żeby przylegała do ścianek czy zostawić ją taką przylegającą jedynie przy rantach? Znalazłem filmik, na którym wyraźnie taśma była wciskana do środka, więc też tak zrobiłem. Potem kolejny dylemat - jak to możliwe żeby opona wskoczyła na ranty. Tu pomógł mi patent Jonka - najpierw zakładam oponę na dętkę, pompuję żeby ta wskoczyła na ranty, spuszczam powietrze i jedną stroną opony wyciągam ją. Dzięki temu jedna strona siedzi w rancie, a z drugą trzeba poradzić sobie pompką. Chwila walki i Saguaro wskoczyło, ale teraz powietrze schodziło wszelkimi dziurami. Najpierw przez wentyl, gdy tego na siłę kombinerkami dokręciłem to nyplami. Po zajrzeniu na taśmę poluzowałem nakrętkę wentyla i podoklejałem kawałkami tam gdzie odchodziła. Trochę się polepszyło, ale nie na tyle żeby samo dłużej trzymało. Nie chciało mi się już z tym bawić więc zalałem mlekiem jak było. Przy pompowaniu uszczelniacz sikał z każdej dziury, głównie przy wentylu i przy nyplach. Po paru wstrząsach i obrotach koła wszystko się pięknie uszczelniło, aż dziwiłem się że tak łatwo to poszło. Koło włożyłem jeszcze w widełki ramy żeby tam mogło się swobodnie obracać przez jakiś czas, na koniec położyłem poziomo co jakiś czas zmieniając stronę. Tyle o pierwszym kole - tylnym z oponą Geax Saguaro 29x2.2
Na drugie koło już dużo staranniej nałożyłem taśmę, ale że ścianki boczne Ikona były zbyt toporne dla pompki stacjonarnej to odpuściłem sobie dalsza walkę z wkładaniem opony w ranty, było już za późna godzina na to. Dlatego na wyścig założyłem dętkę i planuję dokończyć uszczelnianie w piątek.



Efekt na wyścigu?
Czuć że teraz to jest przyczepność, szczególnie tylnej opony. Przy ciśnieniu ok 1,8 bara idzie przez piachy, trawy, krzaki i inne aż miło. Na podjeździe stojąc w pedałach ani przez moment nie doszło do uślizgu gumy. Sztywna ośka jest na prawdę sztywna i jak już coś pływało z tyłu przy generowaniu większej mocy, to skakało całe koło z ramą. W zakrętach jeszcze jeżdżę dość ostrożnie, pewnie minie trochę czasu i kilometrów zanim w pełni zapomnę o strachu przed uślizgiem kół. Na maratonie ani razu do takiej sytuacji nie doszło...
Ciężko obiektywnie ocenić jak dużo dała lżejsza waga na podstawie wyścigu po nieznanej mi wcześniej trasie. Jak sprawdzę się na ścieżkach które często uczęszczam to wtedy to ocenie. W każdym razie jak się rower podnosi to już czuć że jest lżej ;)



  • DST 27.68km
  • Czas 01:25
  • VAVG 19.54km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Czwartek, 1 maja 2014 · dodano: 03.05.2014 | Komentarze 0

Rozjazd po maratonie w Śremie, miało być lekko ale tak mi się koła podobały że musiałem w paru miejscach wskoczyć w krzaki.
Wracając odebrałem paczkę ze strojami Eski od Rafała - uwielbiam takie prezenty :D

*** Trezado - Uszczelnij się! ***
Testy w dobrze znajomym terenie bardzo udane. Mimo zmęczenia po wyścigu, wjechałem pod wszystkie trudniejsze podjazdy, pod które nieraz miałem problem podjechać będąc w pełni sił. Kiedyś musiałem robić to siłowo, teraz mogę spokojniej i technicznie, tylna opona już tak łatwo się nie uślizgnie.