Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Trezado - Uszczelnij się!

Dystans całkowity:1589.69 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:80:11
Średnia prędkość:19.83 km/h
Maksymalna prędkość:66.02 km/h
Maks. tętno maksymalne:191 (97 %)
Maks. tętno średnie:134 (68 %)
Suma kalorii:1994 kcal
Liczba aktywności:28
Średnio na aktywność:56.77 km i 2h 51m
Więcej statystyk
  • DST 50.28km
  • Czas 02:01
  • VAVG 24.93km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mosina i Fredry *Stare koła

Sobota, 26 lipca 2014 · dodano: 26.07.2014 | Komentarze 0

Wczoraj deszcz, a dzisiaj jak zaczynałem pierwszy podjazd strzeliła szprycha w tylnym kole... 
Powietrze z bezdętki zeszło dziurą od nypla, założyłem dętkę, ale że koło całe lata na boki to już nie kontynuowałem treningu, tylko grzecznie i spokojnie wróciłem do domu.
Chociaż na dojeździe zrobiłem interwały 4 x 3min z 1:30 min przerwy. 

Po objedzie dojazd na Fredry z powrotem, jakieś 3km. 


Teraz czekając do naprawy tylnego koła będę jeździł z tyłu na starym kole na dętce; z przodu na zmianę stare na szosę, w teren uszczelnione nowe z Saguaro. 


  • DST 59.93km
  • Czas 02:30
  • VAVG 23.97km/h
  • VMAX 57.26km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

P1 P2 Kiekrz

Środa, 23 lipca 2014 · dodano: 23.07.2014 | Komentarze 0

Rozjazdowe sprinty po wczorajszej szybkiej i wietrznej setce. 
Odwrócenie mostka sprawdziło się świetnie, szybko się przyzwyczaiłem do niższej pozycji. 
2x5 skoków do Kiekrza, tam 17 sprintów na podjazdach z dobrą zabawą na zjazdach w terenie, powrót 2x5 skoków. 
Ostatnie sprinty już męczone, ale wciąż na mocy. Dużego zmęczenia nie czuję po wczorajszym jak i dzisiejszym treningu, z chęcią bym pojechał poszaleć gdzieś w teren. Może jutro zamiast rozjazdu? 
Nad Kiekrzem bardzo przyjemny letni deszcz, jak wróciłem do domu to przeszła burza nad Poznaniem. 


Tylne koło doszczelnione, powietrze powolnie uciekało przy rancie.

  • DST 23.39km
  • Czas 01:09
  • VAVG 20.34km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 20 lipca 2014 · dodano: 21.07.2014 | Komentarze 0

Nocny rozjazd po kibicowaniu na MP w Żerkowie z oględzinami stanu roweru po wyścigu: 
-napęd dojechany, będę kombinował z innymi łańcuchami.
-z tylnego koła powolnie schodzi powietrze, przez noc zeszło do ok 1 bara


  • DST 82.28km
  • Czas 05:17
  • VAVG 15.57km/h
  • VMAX 56.14km/h
  • Temperatura 31.5°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

BM Bielawa

Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 20.07.2014 | Komentarze 0

Wyścig nie zapowiadał się pozytywnie. W środę po treningu zaczęły się moje problemy żołądkowe, czwartek przeleżałem w łóżku prawie nic nie jedząc, dopiero w piątek z rana zjadłem coś więcej na śniadanie. Przejazd w południe rowerem 2km na zbiórkę mnie i tak wykończył. A samo ściganie zapowiada się w upale. Cel jest jeden: dojechać do mety. Na jakim dystansie, okaże się na trasie. 
Przejazd w upale autem i powietrze w Bielawie mnie postawiło na nogi, przez co w sobotę normalnie funkcjonowałem. 

Z rana już było gorąco. Rozgrzewkę odwlekałem na ostatnią chwilę chowając się w cień. O 10:15 ruszyłem pokręcić, o 10:40 stałem w sektorze. Po ostatnich słabszych startach przyznany mi został trzeci sektor, co mnie motywowało do lepszego wyniku i powrotu do dwójki, w szczególności pod kątem startu w Poznaniu i słynnego przejścia pod Warszawską. 

Po godzinie 11:00 zaczęły się starty poszczególnych sektorów. Nie jest dobrze, puszczają od razu jak sektor przesunie się na linie startu. Szykuje się dużo wyprzedzania na pierwszym podjeździe. Ruszyłem i ja prowadząc na czele cały 3ci sektor. Nie gnałem, odpuściłem szybkie gonienie po starcie oszczędzając siły na podjazd. Na dobre mi to wyszło. Jak dojechaliśmy do końcówki dwójki, rozkręciłem się na wyższe obroty i zacząłem wyprzedzać tych, co po starcie ruszyli w pogoń. Cały pierwszy podjazd jechałem w sąsiedztwie pana Wacława Szwarca. Nie było dzisiaj pana Jasia obok mnie, więc trzymałem się doświadczonego pana Wacka. Było tak ciasno, że miejscami wyprzedzanie było bardzo uciążliwe i kończyło się utratą cennej energii. Dlatego raz pan Wacek sprawniej wyprzedzał grupkę osób po czym mi odjeżdżał, ale kolejna grupka go zatrzymywała na dłużej i spokojnie do niego dojeżdżałem. Jak dla mnie tempo było za wolne, zbyt szarpane. Nie odpowiadało mi. Brakowało mi równego, mocnego wspinania się pod górę. Dlatego oszczędzając siły jechałem razem z grupkami które doganiałem, by dopiero po chwili ich wyprzedzić w bezpiecznym miejscu i jak dla mnie spokojnym tempem im szybko odjechać. Denerwujące również było wpychanie się innych osób. Trzeci sektor nie dla mnie. Szybko muszę odzyskać dwójkę...

W tłoku na pierwszym podjeździe. fot: fotomaraton.pl

Po 10 km czyli rozjeździe na mini zaczęła się wspinaczka pod Wielką Sowę. Nie spodziewałem się tylu luźnych kamieni. Jadąc w grupie nie poradziłem sobie z podjazdem, kilka razy musiałem ratować się podparciem. Tu mi wiele osób odjechało. Na samej górze dużo turystów, na zjazdach dogoniłem Krzyśka Andrzejewskiego, gdzie go też na bardziej stromym odcinku zostawiłem. Po zjazdach ostry nawrót i sztajfa po asfalcie. Zagapiłem się, nie zredukowałem biegu i musiałem się zatrzymać. Przy okazji zdjąłem luźny zegarek pulsometru. Od teraz jechałem bez kontroli wysiłku. Brakowało mi tego, musiałem zdać się na moją własną ocenę. Kolejne zjazdy i podjazdy pokonywałem spokojnie, ale sprawnie, pamiętając o ciągłym piciu i jedzeniu. Bidon uzupełniłem już na 3cim bufecie, 2 żele zjadłem do rozjazdu mega / giga. Żele Aptonia, nie były najlepsze, aby je w pełni przełknąć potrzebowałem dużej ilości wody, ale energii dodawały tyle, ile powinny. 

Rozjazd pojawił się szybciej niż się spodziewałem.  Trasa tak mi się podobała, że chciałem jechać jeszcze dalej zanim będę powtarzał ten sam odcinek. Tymczasem była już połowa trasy, a ja dalej miałem siły, czułem się dobrze jak nigdy. Czułem, że to będzie ten pierwszy wyścig, który przejadę bez bomby. Teraz czekała mnie ponowna wspinaczka na Wielką Sowę.

"Jest dobrze, chyba uda mi się dojechać bez bomby". fot. Kasia Rokosz.

Tym razem poradziłem sobie dużo lepiej, wypinając się tylko w pojedynczych miejscach. Przed sobą miałem więcej miejsca, wiec zjazdy pokonałem szybciej niż poprzednim razem. Pamiętając o ostrym nawrocie wytraciłem prędkość i zredukowałem już wcześniej, przez co tym razem od razu wspinałem się po asfaltowej sztajfie. Dogoniłem i wyprzedziłem tam pana Wacka, który uciekł mi na pierwszym podjeździe pod Wielką Sowę. Dalej przed sobą widziałem jednego gigowicza z Gomoli, którego dogonienie obrałem sobie za cel. Jechał podobnym tempem jak ja, więc wiedziałem, że nie będzie łatwo. Przed ostatni bufet i kolejna dolewka do bidonu i przed ostatni, trzeci żel. 
Powoli zaczęło wychodzić zmęczenie. Już podjazdy nie pokonywałem tak łatwo jak wcześniej. Teraz zaczynała się walka z nogami. Dodatkowo na stromych zjazdach znowu muszę zwalniać przez blokujący ból w palcach. Pora odpowietrzyć te hamulce, zabieram się do tego od Wałbrzycha... 
Końcówka pętli. W oddali zauważam koszulkę Colexu. Pierwsze co myślę - Czerniak miał defekt. Nie tym razem. Podjeżdżam bliżej i widzę też Tomka, ale Pawelca. Myślę, że musiała go strasznie boleć spuchnięta stopa, wyprzedzając dopinguję żeby walczył do mety. Dalej strome płyty. Gomola w zasięgu, jednak na tym podjeździe jeszcze mi do niego trochę brakuje. 
Rozjazd, ostatni żel, ostatni bufet i do mety. Ryzykuję, mam końcówkę wody i napoju izotonicznego w bidonach, na bufecie nie zatrzymuję się, biorę tylko kubeczek wody w dłoń i w pogoń. On też się nie zatrzymał, jechał dalej. Jednak już był bliżej. 
Szybki zjazd, przed nim pojawiło się kilku megowiczów, zwolnił, ja zaryzykowałem, dojechałem i bez hamowania i ominąłem ich na zjeździe. Byłem teraz z przodu z małą przewagą, którą chciałem utrzymać do mety. Nie było jednak tak łatwo. Przed nami wyrosły techniczne sztajfy, które bez próby walczenia równo butowaliśmy. Już na poprzednich podjazdach czułem jak chwytały mnie skurcze. Na jednym podjeździe nawet musiałem zsiąść z roweru i się ponaciągać. Dlatego teraz wolałem nie ryzykować, ciężko byłoby to podjechać na świeżości, a co dopiero mając w nogach 60 km górskiego maratonu. Na podejściach zawodnik Gomoli doganiał mnie. Maszerował szybciej ode mnie. Mi zaczynało już brakować sił. 

Każdy dodatkowy kamień po którym trzeba było się wspiąć był teraz morderczy dla moich nóg. Chwila nieuwagi i skończyło by to się glebą. fot. Elżbieta Cirocka

Na zjazdach jednak miałem wielką przewagę. Przed ostatnim podjazdem odjechałem na tyle, że straciłem rywala z pola widzenia. Teraz byle nadać mocniejsze tempo do mety i spróbować dogonić innych. W oddali pojawiło się wiele osób, jednak nie przypominali oni nikogo z giga. Za to na przedostatnim zjeździe przefrunął obok mnie zawodnik z teamu Bikehead. Razem wjechaliśmy na ostatni podjazd. Wiedziałem że jest szybszy na zjazdach, więc warto będzie przetrzymać podjazd i pojechać z nim do mety. Nogi mi już nie dawały rady, jechałem ostatkiem sił. Dobrze, że był to już ostatni podjazd... Prawie cały jechaliśmy równym, mocnym tempem. Takim, jakim bym chciał jechać pierwszy podjazd, a nie ostatni...
Dopiero na samym końcu zaatakował: 

Nie miałem z czego odpowiedzieć. Byłem już wypompowany. Odpuściłem, dałem mu odjechać. fot. Danuta Postek

Zniknął szybciej niż się pojawił na poprzednim zjeździe. Widać było, że zachował więcej sił ode mnie. Samą siłą woli by mi aż tak nie odjechał. 
Do mety było już teraz z górki. W przenośnym i dosłownym znaczeniu. Zero podjazdów, tylko zjazdy i czasami po płaskim. Pasowało mi to bardzo. Na początkowych zjazdach odpocząłem i mogłem po płaskim ciągnąć. Jeden ostrzejszy, czyli ciekawszy zjazd, który przyniósł mi wiele radości. Przejazd lasem, już w oddali widać zbiornik wodny i słychać miasteczko zawodów, ostatnie zakręty i meta. 

Czas: 4h 25 min, patrząc na przebieg maratonu liczyłem na lepszy, ale jestem bardzo zadowolony, że w końcu przejechałem całość bez kryzysu. Bilans dnia: 4 żele, 3 bidony wody, 1 bidon napoju izotonicznego, 4 kubki wody. Plan żywieniowy wykonany perfekcyjnie, profil trasy na kierownicy pozwolił mi lepiej wygospodarować siły na cały wyścig i zaplanować miejsca na żele.  

Zaraz po wyścigu szybka wizyta w bufecie, pokręcenie w okolicy bufetu i ponowna, tym razem dłuższa wizyta na arbuza. Później kąpiel w jeziorze i na koniec niezapomniane emocje oglądając na żywo z ekipą piękne zwycięstwo Rafała Majki w Tourze. Dzięki Glon że ogarnąłeś Eurosport Playera ;) 
Po wszystkim pierwsza w tym roku, powyścigowa pizza w Łagiewnikach. Bardzo udany wyjazd! 


TREZADO
Opony świetnie się sprawdziły w tych warunkach. Co najważniejsze, gdy mijałem wiele osób z laczkami na trasie, ja nie miałem z ogumieniem najmniejszych problemów. Oba koła zalane mlekiem, oba koła szczelne, kamienie nie były straszne dla opon! Ciśnienie przód ok 1,8 bara, tył 2,0.



  • DST 44.15km
  • Czas 02:13
  • VAVG 19.92km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Rusałka *Roszada opon *Uszczelniony

Wtorek, 15 lipca 2014 · dodano: 16.07.2014 | Komentarze 0

W południe rozjazd, wieczorem test zamiany opon: Saguaro przód Ikon tył. Wynik: pozytywny, można zalewać mlekiem Trezado! 

Nowa taśma na obręcz WTB 28mm (dopasowana do obręczy 23mm) działa idealnie! Wreszcie skończą się moje problemy z odchodzącą taśmą, niestety FRM z którym tyle walczyłem był po prostu za wąski i rant opony podwijał opaskę przy nakładaniu i zdejmowaniu gumy. Saguaro na miejscu, delikatnie przecieka tylko przy wentylu. Mocniejsze dokręcenie i mleko załatwia sprawę.  Z ikonem większy problem przez żmudne czyszczenie opony ze zeschniętego mleka. Gdy już się z tym uporałem poszło jak po maśle: taśma, dętką, pompowanie, opona w rantach, wyjęcie dętki jedną stroną, uszczelnienie przez ręczne włożenie opony z tej strony w rant ile się da, resztę załatwiła pompka. Powietrze nieco syczy przy wentylu i przy rancie, ale po wlaniu mleka i ponownym napompowaniu wszystko trzyma na 3,5 - 4 barach.
Byłoby wspaniale, gdybym nie robił tego do 2giej w nocy, i gdybym Ikona założył w dobrym kierunku :)
Rano powtórka z rozrywki. Zdjęcie opony, zassanie mleka strzykawką, założenie opony tym razem w "szybkim" kierunku- dwóch stron na raz nie da rady umiejscowić w rantach pompką stacjonarną - dętka idzie w ruch i dalsze czynności jak wyżej. Zajęło to wszystko niecałą godzinę, a trochę walczyłem zanim użyłem dętki Jest dobrze, widać że już nabrałem w tym wprawy ;) 



  • DST 72.23km
  • Czas 03:58
  • VAVG 18.21km/h
  • VMAX 50.29km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • HRmax 191 ( 97%)
  • HRavg 134 ( 68%)
  • Kalorie 1994kcal
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Karpacz i Jelenia Góra MTB Race

Sobota, 12 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 0

Akademickie Mistrzostwa Świata w Kolarstwie, Jelenia Góra, sobota czyli czasówki XC i towarzyszący wyścig dodatkowy na tej samej trasie. Mój plan na wyjazd był jeden: zrobić dobre, dłuższe treningi na szosie, a w wyścigu wystartować dla poprawy techniki i zdobycia doświadczenia. Z rana zaczęło się od pojechania całą ekipa na trasę, dobrze nam znana trasę z AMPów. Z początku czułem respekt do trasy i na paru głazach za Paulinum schodziłem z roweru i sprawdzałem jak wygląda uskok. Nad pierwszym trudniejszym zjazdem również długo rozmyślałem, ale w tym przypadku znacznie sprawę przyspieszył Libańczyk który za drugim razem zjechał. Jeśli on dał radę, to i ja sobie poradzę, już nie raz tędy zjeżdżałem na sucho. Co prawda podobno teraz dołożyli tam jakieś kamienie żeby nie było tak łatwo, ale mi to nie robiło już dużej różnicy. Zjechałem bez problemu, kawałek niżej koło mi się uślizgnelo i musiałem się wypiąć, dokładnie tam gdzie na AMPach wyłożyłem się zbiegając. Kolejny problem miałem na następnym dojeździe do zjazdu, gdzie za wolno wjechałem w koleiny, co przy większych uskokach skończyło się zablokowaniem przedniego koła i jedyną glebą na trasie. Kolejne zjazdy już bez problemów.

Zaraz po objeździe udałem się z Mateuszem Rybczyńskim na rundę szosową na słynny Orlinek. Z założenia lekko żebym mógł wystartować na wyscigu. Z początku też tak było. Ryba dawał bardzo przyjemne zmiany, za nim faktycznie jechało się lekko, natomiast jak ja miałem prowadzić, do tego droga robiła się coraz bardziej pod górkę to już musiałem wejść na średnie obroty. W samym Karpaczu to już walczyłem żeby utrzymać koło Matuesza. Co prawda lekką rezerwę miałem, ale tempo jak dla mnie było nawet wyścigowe jak na Bike Maratonowym Giga. Przejechaliśmy przez centrum, droga coraz bardziej stroma, myślę sobie że ten Orlinek musi być niezłą sztajfą, jak taka jest do niego dojazdówka. Dojeżdżamy do chyba najwyższego miejsca w Karpaczu, dalej zjazdy więc wracamy. Orlinek specjalnie ominęliśmy i dopiero teraz, po krótkim nawrocie i krótkim zjeździe po dwóch serpentynach wjeżdżamy pod skocznie. Z początku lekko, za Mateuszem, oszczędzając siły na główny podjazd którego się spodziewałem. Tylko spodziewałem, podjechalismy na dużą polanę nad skocznię i droga się wyplaszczyla. To było wszystko z podjazdow na dziś, już zostały nam same zjazdy do Jeleniej. W Karpaczu duży ruch, więc nie można było się puścić, za Karpaczem już nie było tak stromo i dokręcałem na moich zjazdowych przełożeniach. Jak zjechaliśmy na płaski odcinek, doszedł wiatr w twarz to Mateusz mnie zmienił i za nim dojechaliśmy do Jeleniej. Krótki, ale udany trening. Miałem jeszcze dobre 2 godziny do startu który miał być o 15:30.



Z ośrodka wszyscy zaczęli zbierać się o 14:30, ja wyszedłem jakieś 10 min później. Od początku lekkie kręcenie ogarnąć co się dzieje w miasteczku zawodów, później zacząłem rozgrzewkę od podjazdów. Od razu podpadla mi mała ilość rozgrzewajacych się osób oraz wysokie tempo Kowala i Zozola. W miasteczku spytałem się o której start... O 15:00, a byla godz 14:55 i już trwa ustawianie w sektorze.
Start w sektorze, od początku mocne tempo i czołówka U23 mi odjeżdża. Za Pałacem doganiają już mnie pierwsi juniorzy, a na wyjeździe na asfalt dziewczyny. Dalej ścigam się że słabszymi z elity i U23, którzy odjeżdżają mi na kilku zjazdach gdzie mam problem żeby utrzymać się na rowerze przez koleiny, za to ja ich skutecznie gonie na podjazdach.

Zero spiny na wynik, sama zabawa - taka jazda bardzo cieszy. Fot: Maria Lipowiecka 

Drop ominąłem, co nie ucieszyło kibiców, na drugiej rundzie postanowiłem zaszaleć i dałem się namówić na mój pierwszy dłuższy lot, co skończyło się lądowaniem na przednim kole i dobiciem jedynej uszczelnionej opony. Ikon nie wytrzymał, wybuch i powoli schodzi powietrze. Mleko w tym wypadku nie pomogło. Dziurka w ściance bocznej. Tym samym skończył się mój kolejny wyścig XC, dobiegłem jeszcze kawałek rundy do mety, nie wiem zresztą po co, bo i tak dostałem DNF. Oponę za pomocą pompki stacjonarnej udało się uszczelnić, ale był to tylko chwilowy zabieg, dojechałem do ośrodka, wziąłem aparat, wróciłem na górę i tam powietrze znowu całkiem zeszło. 

Ja latam! Czyli jak szybko skończyć wyścig z DNF. Fot: Krystian Jakubek

Po zawodach założyłem dętkę i problem z doszczelnianiem z głowy. Zamiast rozjazdu był wieczorny spacer na dworzec po bilet powrotny do Poznania.

Niestety, dzisiaj Trezado  zawiodło. Mój błąd - ciśnienie miałem nieco za niskie na takie lądowanie na przednim kole, ale samo mleko powinno uszczelnić małą dziurkę w ściance bocznej wzmacnianego Ikona. Po zdjęciu opony wszystko stało się jasne dlaczego nie doszczelniło. Mleko wlane 2 miesiące temu zastygło tworząc grubą warstwę na środku opony, przez co opona nie miała się czym uszczelnić na ściance bocznej. Była tam cienka warstwa, która próbowała coś zdziałać, ale na dobicie było to za mało. Może dla przebicia jakimś kolcem tyle by wystarczyło. 

  • DST 25.41km
  • Czas 01:19
  • VAVG 19.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Czwartek, 3 lipca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 0

Rozjazd z odpowiednimi regulacjami. Napęd działa lepiej niż wcześniej, jedynie dalej jest problem z 8 zębatką z tyłu - przeskakuję łańcuch i nie wskakuje jak zrzucam z 9tki. 

Wracając złapany pierwszy laczek na mleku! Przez przebitą oponę zeszło powietrze, na stacji po dopompowaniu się uszczelniło. Najwyraźniej za mało wlałem mleka i samo od razu nie wypełniło dziury.


  • DST 70.19km
  • Czas 02:40
  • VAVG 26.32km/h
  • VMAX 59.54km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

M2 F2 Osowa x8 *Doszczelniony

Wtorek, 24 czerwca 2014 · dodano: 25.06.2014 | Komentarze 0

Trening:
Planowałem zrobić 14 - 16 siłowych podjazdów, ale deszcz z moją dyspozycją pozmieniały mi plany.
Sesja  od poniedziałku trwa w najlepsze, najbliższy egzamin w piątek z Teorii Sygnałów, więc teoretycznie siedzę całymi dniami w domu nad zeszytem, a w praktyce od godz 15 jestem na rowerze. Wczoraj jeszcze zaspałem na ostatnie kolokwium właśnie z TSów, przez co 20 min po rozpoczęciu kolosa ja dopiero wybiegałem z domu. Nawet fajnie się lekko biegło bez śniadania, ale czuć teraz taki bieg w nogach. Dzisiaj godzina niezbyt dobra ze względu na pogodę. Wychodziłem w słońcu, ale z każdej strony widoczne były deszczowe chmury. Nie wróżyło to dobrze. Jadąc na Mosinę centralnie pakowałem się w deszcz.
Do tego godziny szczytu - dopiero w Luboniu za wiaduktem wjechałem na jezdnię. Tempówkę po 25 min rozgrzewki zacząłem w Łęczycy, a skończyłem w Mosinie. M2 - 17:30. Zachmurzenie bez zmian, jednak deszczu nad Osową nie widać - jest szansa że zrobię trening. Przejazd luźniejszym kręceniem 4 min.
Podjazdy dzisiaj od początku na niskiej kadencji i wyższym przełożeniu (2x7 - 2x6 - 2x9). Najpierw Spacerową, zjazd i od razu skręt w prawo na Pożegowską. W pierwszym cyklu wyszły takie 3 serie. Na ostatnim podjeździe Pożegowską, który o dziwo najlżej mi się podjeżdżało złapałem dziwną zadyszkę, przez co odpuściłem kolejną serię, a właściwie to miałem odłożyć w czasie... F2: 3:12(1:41) 2:16 (1:47) 3:20 (1:52) 2:07 (2:02) 3:20 (1:44) 2:05
Na rozjazd udałem się w stronę Borkowic, ale daleko nie dojechałem jak zaczęło kropić. Przed przejazdem w Drużynie zawróciłem i uciekałem przed deszczem na Osową. Łącznie 26 min.
Kolejna dawka podjazdów, miały być 3-4 serie, ale za pierwszym razem już bardzo się męczyłem na Spacerowej, a na Pożegowskiej to zupełna niemoc była. Do tego wizja kolejnego powrotu w deszczu mnie przerażała, dlatego na jednej serii się skończyło. F2: 3:17 (1:38) 2:20.
5 min odpoczynku i uciekając przed chmurami w stronę słońca parę tempówek. W Puszczykowie wjechałem w lekki deszcz, w Łęczycy to wjechałem zaraz po ulewie - jezdnie i ścieżki mokre. Tak do Lubonia, gdzie od autostrady sucho. Przerwy między tempówkami wymuszone pociągami i światłami. Idzie się wkurzyć jak ucieka się przed deszczem, a tu zamykają przejazd na 5 - 10 min i się stoi i moknie. M2: 10:20 (1:17) 6:05 (5:38!) 7:47 (1:00) 3:30
W Poznaniu widząc chmury za plecami od razu uciekałem do domu, bez większych rozjazdów.
Ogólnie mieszane odczucia. Nie zrobiłem tego co planowałem, jak wróciłem do domu to oczywiście potem już nie padało, co więcej, świeciło słońce do wieczora. Jednak coś tam przejechałem dzisiaj i czuć zmęczenie w nogach, czyli jest dobrze.


TREZADO
Dobrze że wczoraj kurier przyniósł mi to koło po centrowaniu, jemu zawdzięczam że w ogóle wstałem "rano". Doszczelnianie tym razem bezproblemowo. Przed założeniem taśmy odtłuściłem obręcz rozcieńczalnikiem ekstrakcyjnym, taśmę nałożyłem bardzo precyzyjnie, przez co opona szybko wskoczyła w ranty i prawie sama trzymała powietrze. Prawie, bo się okazało, że w kilku miejscach była przebita! Jedno takie miejsce zakleiłem łatką, drugie w parę sekund doszczelniło mleko po zalaniu. Było to jedyne miejsce, w którym tym razem pociekło nieco mleka przy doszczelnianiu! Aż nie wierzyłem że to było takie łatwe. Na noc zostawiłem na 3,5 bara, rano spuściłem do ok 2,2, zamieniłem koła i jechane! Czuć że Saguaro stawia większy opór od mojej starej Kendy SB8, ale nie przeszkadza to w szybszej jeździe po asfalcie, nie mówiąc już o jeździe w terenie. Pierwszy trening po powrocie na pełne uszczelnienie i bez problemów z ogumieniem - tak lubię ;)





  • DST 106.85km
  • Czas 03:51
  • VAVG 27.75km/h
  • VMAX 57.97km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Osowa x4 i Brodnica

Środa, 4 czerwca 2014 · dodano: 05.06.2014 | Komentarze 0

Pierwszy taki trening od dawna... Znalazła się dłuższa chwila czasu po kolosie z fizy na trening, więc skorzystałem ile dnia starczyło. Najpierw 4x Osowa. Planowałem odwzorować wyścig, więc tempo mocne - kontrolowane, nie w trupa; za każdym razem z innej strony bez dłuższych przerw:
Od Puszczykowa: 2:04 (3:18) Spacerowa 2:57 (2:52) Pożegowska 2:15 (3:44), Wiejska 2:15
Dalej miała być chwila wytchnienia podczas spokojnego kręcenia i powrót na Osową. O ile z pierwszym problemu nie było, to gdy dojechałem różnymi drogami do Żabna skąd planowałem wracać na Osową, spotkałem Jarka, Mateusza i pana Jasia kręcących na szosach. A że takiej okazji na przepalenie nie mogłem zmarnować, zabrałem się z nimi. Było szybko i mocno, z początku rześko trzymałem się na przedzie lub na kole pana Jasia, potem zaczęło wychodzić zmęczenie. Parę mocniejszych zmian Jarka (prędkość 40-45 km/h) już do końca dnia wybiło mi kontynuowanie podjazdów z głowy, po wszystkim czułem że przyda mi się rozjazd nad Maltę. Z rozjazdu wiele nie wyszło, po takim przepaleniu czułem zmęczenie w nogach, ale lepiej mi się jechało szybciej niż za wolno. Przez co żeby utrzymać tętno rozjazdowe to musiałem się specjalnie spowalniać, co mi łatwo nie przychodziło.

TREZADO
Dzisiaj nie dopilnowałem ciśnienia w przedniej oponie i zrobiło się niebezpiecznie w zakrętach, gdzie opona się nadmiernie wyginała, ale ani razu nie puściła mleka. Po treningu sprawdziłem: jechałem na 1 barze - nigdy więcej.


  • DST 51.41km
  • Czas 02:49
  • VAVG 18.25km/h
  • VMAX 48.60km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

KE Zielona Góra

Niedziela, 1 czerwca 2014 · dodano: 03.06.2014 | Komentarze 0

Wyścig w którym po ostatnich gorszych startach, chciałem pokazać się z jak najlepszej strony i ukończyć na wysokim miejscu. Po zeszłotygodniowym starcie w Wałbrzychu byłem dobrze nastawiony, wtedy forma była żeby utrzymać się w czołówce 2giego sektora, więc teraz też będzie dobrze.
Szybko jednak moje nastawienie się diametralnie zmieniło. Ale po kolei.
Dojazd z Piotrkiem i panem Andrzejem Marciniak, ostatni posiłek na ponad 1h przed startem. Miały być 2h, ale nie wchodziło tak jakbym chciał i się nieco wydłużyło. Przez to też miałem małe problemy żołądkowe. Rozgrzewka ok 20 min, wzorem Wałbrzycha od razu do sektora po otwarciu by być jak najwyżej – stanąłem w 3 rzędzie. 25 minut czekania i start opóźniony ze względu na chwilowy zanik prądu, przez co zaczęła opadać dmuchana brama Start/Meta.Niecodzienna sytuacja. Parę minut później nastąpił start łączonego sektora 0 i 1, z którego ja startowałem. Od samego początku ogień i wyprzedzanie. Początek szeroki ale niebezpieczny, z wieloma wystającymi pieńkami po drzewach. Do pierwszego podjazdu byłem dość wysoko, Czołówki nie widziałem ale nic dziwnego, zdążyli już odjechać. Powracając do podjazdu – tu złapałem lekką bombę. Jak wspominałem, miałem małe problemy z żołądkiem, do tego po szybkim starcie teraz mocno osłabłem i zacząłem tracić dużo pozycji. Chciałem jechać szybciej, ale nie było sił. Dogonił mnie i Jonek z teamu który stał pod koniec sektora, następnie odjechał mi kawałek, ale miałem go cały czas na widoku.
Trasa była bardzo ciekawa. W Wielkopolsce próżno takiej szukać. W jednym miejscu tyle sztywnych podjazdów, zjazdów na którym można było poczuć radochę z fruwania, Do tego sporo piasku. Nie szło się nudzić. Łańcuch pracował po wszystkich zębatkach.
Powracając do mojego wyścigu. Dalej walczyłem ze sobą. Na podjazdach parę razy musiałem odpuścić mocne tempo. Nie było najlepiej, ale nie było też źle. Wiedziałem że kiedyś dojdę do siebie, nie był to mój pierwszy taki wyścig.
Jadąc tak coraz bardziej zbliżałem się do Jonka. W pewnym momencie, za połową pętli wyprzedził mnie Marek Witkiewicz, za którym ostatecznie zjechaliśmy się w jedną grupę. Dużo z nas miało jechać mega, więc dbałem o to aby cały czas tempo było odpowiednie. Mi początkowa bomba zaczęła przechodzić i czułem się na siłach żeby ciągnąć grupę moim tempem,co też często robiłem. Współpraca układała się dla mnie pomyślnie. Było parę osób które dawała dobre zmiany, jak oni zjeżdżali to wtedy ja prowadziłem .Tak jak lubię.
Wszystko co dobre jednak kiedyś się kończy. Ja najpierw wjeżdżając agresywniej w zakręt zahaczyłem o coś pedałem, co mnie mocno wybiło. Wylądowałem na dwa koła i mogłem jechać dalej bez większych szkód, jednak lekki uraz na psychice pozostał. Za drugą podobną sytuacją nie było już tak fajnie. Tym razem na pieniek wjechałem kołami. Przednie na mleku przejechało bez problemu, natomiast jak tył przejechał to stało się coś złego. Poczułem to jako mocny wstrząs tyłu, po chwili Jonek coś do mnie krzyczał. Kawałek dalej już wiedziałem co się stało – dobiłem dętkę i teraz schodziło mi powietrza, którego już prawie nie miałem. Według licznika pozostało parę kilometrów do mety, więc szybka decyzja o biegu na mini. Więc biegłem, czasami odpoczynkowo szedłem. Pytając się fotografów ile do mety uzyskiwałem sprzeczne informacje – raz że już blisko, raz że 1 km, raz że 3 km.
Tyle to sam się spodziewałem, więc biegłem dalej. Wyprzedzali mnie kolejni znajomi – Michał Nawrocki z teamu, Jarek, Tomek Jakubowski, a przy mecie pan Jurek, któremu łatwo na podjeździe nie popuściłem i trzymałem się na jego kole. Trzymałem do momentu, w którym zrobiło się płasko i zaczął mocno przyspieszać, co było trudno biec taką prędkością z rowerem pod ręką. Jednak walczyłem do końca, tym bardziej że do mety już blisko, paręset metrów. Na ostatniej prostej wiele osób mnie nie wyprzedziło, a za moją walkę do końca zebrałem gromkie brawa na finishu, co dodało mi sił żeby na końcówce jeszcze przyspieszyć. Ostatecznie 53 miejsce. Okazało się, że większość z mojej grupki pojechała mini kończąc od 20 pozycji, a ja sam przebiegłem nie 1km, nie 3km, a całe 2km. Czyli średnia z zebranych na trasie informacji by się zgadzała.

Po wyścigu od razu zabrałem się za wymianę dętki i zrobienie sobie jednej pętli treningowo. Spodobała mi się trasa, aż się chciało ją przejechać jeszcze raz.Po naprawie i wjechaniu na trasę znalazłem się obok Krzyśka Andrzejewskiego. Jechał równym tempem, pod górkę i na płaskim, które mi w tym momencie pasowało. Na zjazdach chciałem nieco bardziej ryzykować, więc puszczałem go na większą odległość i zjeżdżałem na wariata.
Teraz też jechało się fajnie, więc musiało się skończyć. Szybki przejazd przez szuter, parę kamieni i znowu laczek przez dobitą dętkę. Jak nie idzie to nie idzie, w tym momencie już wiele na to nie mogłem poradzić. Sprawdziłem na Endomondo w jakim miejscu się znajduję – daleko nie odjechałem, więc szykował się spacer do mety. Zajął on mi jakieś 20 min, potem już nie wracałem na rower.

TREZADO.
Tak się kończy jazda na dętce (strój jeszcze Taris, pod koniec miesiąca mają być już teamowe):

foto: Renata Głuszak
Za to przedni Ikon na mleku rewelacja. Przez piachy przechodził szybko, jechałem z pełną kontrolą. Mleko też nie zawiodło – ocena za dzisiejszy wyścig: 5/5.