Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 66.21km
  • Czas 02:49
  • VAVG 23.51km/h
  • VMAX 48.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śrem MTB * NOWE KOŁA!!!

Czwartek, 1 maja 2014 · dodano: 03.05.2014 | Komentarze 0

Nowe koła i opony, nowe tarcze, z trącym przednim zaciskiem, bez rozgrzewki, z problemami z żołądkiem po zjedzeniu batona zaraz przed startem. Na starcie ostrym byłem w czołówce. Próbując utrzymać tempo doprowadziłem do zakwasu mięśni podobnego jak zaraz po maratonie w Miękini. Musiałem zwolnić żeby nie doprowadzać do większego bólu nóg. Jechałem wtedy z Szymonem Matuszakiem który był w podobnej sytuacji do mojej i się z czasem coraz bardziej rozkręcał. Dogoniliśmy Radka Lonkę, zaczęła się wymiana ciosów między nim a Szymim. Raz Lonka wypuszczał Szymona i zostawał z tyłu, po czym nagle przyspieszał i doganiał go w parę sekund. Takie bardzo rwane tempo, jakiego w tym momencie zupełnie nie chciałem. Ale że czołówka była w zasięgu, to chciałem za wszelką cenę się ich trzymać. Pewnie w większej grupie łatwiej będzie się schować i będę mógł dojść po siebie po takim starcie. Niestety, nagle Szymi złapał laczka, i zostałem sam z Lonką i jeszcze jednym zawodnikiem. Radek miał taki zwyczaj, że potrafił trzymać bardzo mocne tempo przy którym ja walczyłem o życie, po czym zwalniał i prosił o zmianę. Gdybym mógł to bym dał, ale dla mnie te zwolnienia były wtedy optymalnym tempem. Niestety zawsze po takich sytuacjach brał sprawy w swoje ręce i dalej gonił. Raz kiedy już mi było nieco lepiej to na chwile wyszedłem na przód, ale szybko znowu zacząłem odczuwać nogi i musiałem odpuścić. Lonka potem dał mi potężną zmianę, jakby wyraźnie chciał mnie urwać. Oczywiście nie dałem się.
Na asfalcie jednak już tak zaczął ciągnąć, a że nie było się jak za nim schować w tunelu to zacząłem coraz bardziej myśleć o tym, aby odpuścić i samemu gonić. Na myślach się skończyło, jednak jak zostało paręnaście metrów do czołówki to już popuściłem koła i poprosiłem gościa który woził się nam na kole o zmianę. Lonka już wtedy był w grupie, ten za mną pogonił do nich, a ja zawisłem parę metrów z tyłu. Docisnąłem jeszcze kawałek mocniej i już byłem na kole moich kompanów z grupy goniącej, jednak nie było tam wcale jakoś lżej niż jak się goniło. Po wjechaniu w las jeszcze chwile powalczyłem z sobą żeby się utrzymać, ale gdy wjechaliśmy na pierwsze single i podjazdy, gdzie tempo gwałtownie wzrosło to od razu odpuściłem. Z wielkiej gonitwy do czołówki w której pewnie nie byłem nawet minutę, zostało mi teraz jechać samotnie za nimi licząc że nikt mnie nie dogoni.

Nieco się przeliczyłem, za sekcją singlów już doszła do mnie 4-os grupa z Mateuszem Lewandowskim z Limaro Kórnik, jednym z Agrochestu i dwójką bliżej mi nieznanych z kat. M3. Na początku pewnie bojąc się że ktoś ich dogoni zmiany szły równo, ja na razie tylko woziłem się na kole żeby dojść do pełni sił. Po wjeździe na drugą rundę, gdy już ożyłem to dałem najpierw jedną krótszą zmianę, potem jak nikt się nie kwapił to drugą dłuższą i na asfalcie widząc ogólne zniechęcenie do zmian to odpuściłem. NIKT nie kwapił się, by nadawać tempo. A ja tymczasem zacząłem jeść sobie banana, którego miałem zjeść na starcie a potem na wyścigu planowałem go wyrzucić - dobrze że tego nie zrobiłem, teraz przynajmniej się do czegoś przydał. Powoli go sobie obierałem jak na pikniku a nie na wyścigu, jadąc pewnie jakieś 20 km/h. Dojechaliśmy tak do bufetu, gdzie wszyscy znowu zaczęli już zwalniać żeby zrobić sobie piknik, a że ja miałem dość czegoś takiego to przeszła mnie błyskawiczna myśl żeby sprawdzić ich kondycje. Nawet to nie była myśl, to był impuls do ataku. Zanim pomyślałem czy warto to już uciekałem. Wiem że nie powinno się na bufecie, ale już miałem tego na prawdę dość, jak chcą tak jechać to niech sobie teraz tak jadą. Pogonił za mną Mateusz, ja się za bardzo nie spinałem bo nie miałem zamiaru uciekać przed nimi 15 km. Gdy zobaczyłem że są już blisko to odpuściłem i postanowiłem poczekać do singli. Tam wjechałem pierwszy i od razu zwiększyłem tempo. Pierwszą sekcję przetrzymali moje koło, na drugiej już mocniej przycisnąłem, zaczęli się za mną gubić i momentami miałem dużą przewagę, ale że nie potrafiłem utrzymać dłużej tak mocnego tempa to za każdym razem któryś z nich do mnie dogonił. Po wyjechaniu z lasu widziałem że Mateusz już nieco opadł z sił i głównie woził się na kole, więc wypuściłem do przodu dwójkę z M-3 i postanowiłem sam na jakimś odcinku urwać Mateusza. Tak żeby został bez pomocy z tyłu. Z drugiej strony też nie chciałem go ciągnąć, wiem jaki za mną jest tunel i szkoda by mi było tracić na to siły przed finishem. Na jakieś 1,5km do mety, gdy dwójka z M3 odjechała już na jakieś 100m, to Mateusz ruszył do ataku. Ja się szybko zebrałem za nim, było tak szybko że brakowało mi przełożenia na środkowej zębatce z przodu i gdy chciałem wrzucić na blat to spadł mi łańcuch. Fajnie że w takim momencie. Mateusz mi już ładnie odjechał, więc nie ma co rozpaczać, w paręnaście sekund udało mi się cwanie wrzucić z powrotem na środkową tarczę, potem na blat i gonimy! Na jakieś 200m do mety Mateusz dogonił dwójkę z M-3, a ja odrobiłem stratę do ok 10m, ale wtedy pojawił się na zakręcie wjazd na krawężnik na którym ja zostałem z tyłu w stosunku do nich. Do końca jechałem jeszcze ile miałem sił w nogach, ale nie dogoniłem ani Mateusza, ani dwójki z M-3, tym samym tracąc podwójnie miejsce w kategorii i miejsca w open. Jednym słowem przekombinowałem. Pozostało mi pogratulować Mateuszowi, co też zrobiłem.
Ostatecznie 16 miejsce open i 10 w kategorii, z 9min stratą do Górniaków. Do 10 miejsca open (Tomek Zozul) brakowało mi tylko 2 min, więc gdyby się spiąć i cały czas gonić, to pewnie bym go doszedł. Ale gdybać to sobie teraz można ;)

*** Trezado - Uszczelnij się!***
A koła -  REWELACJA!
Jak wyglądało uszczelnianie w moim wykonaniu?
Koła przyszły w poniedziałek, kolejnego dnia miałem ważne kolokwium więc postanowiłem uszczelnić się we wtorek po zajęciach.
Najpierw taśma na obręcz i po naklejeniu tak, żeby była prosta bez zgnieceń pierwszy dylemat - powciskać ją do środka obręczy żeby przylegała do ścianek czy zostawić ją taką przylegającą jedynie przy rantach? Znalazłem filmik, na którym wyraźnie taśma była wciskana do środka, więc też tak zrobiłem. Potem kolejny dylemat - jak to możliwe żeby opona wskoczyła na ranty. Tu pomógł mi patent Jonka - najpierw zakładam oponę na dętkę, pompuję żeby ta wskoczyła na ranty, spuszczam powietrze i jedną stroną opony wyciągam ją. Dzięki temu jedna strona siedzi w rancie, a z drugą trzeba poradzić sobie pompką. Chwila walki i Saguaro wskoczyło, ale teraz powietrze schodziło wszelkimi dziurami. Najpierw przez wentyl, gdy tego na siłę kombinerkami dokręciłem to nyplami. Po zajrzeniu na taśmę poluzowałem nakrętkę wentyla i podoklejałem kawałkami tam gdzie odchodziła. Trochę się polepszyło, ale nie na tyle żeby samo dłużej trzymało. Nie chciało mi się już z tym bawić więc zalałem mlekiem jak było. Przy pompowaniu uszczelniacz sikał z każdej dziury, głównie przy wentylu i przy nyplach. Po paru wstrząsach i obrotach koła wszystko się pięknie uszczelniło, aż dziwiłem się że tak łatwo to poszło. Koło włożyłem jeszcze w widełki ramy żeby tam mogło się swobodnie obracać przez jakiś czas, na koniec położyłem poziomo co jakiś czas zmieniając stronę. Tyle o pierwszym kole - tylnym z oponą Geax Saguaro 29x2.2
Na drugie koło już dużo staranniej nałożyłem taśmę, ale że ścianki boczne Ikona były zbyt toporne dla pompki stacjonarnej to odpuściłem sobie dalsza walkę z wkładaniem opony w ranty, było już za późna godzina na to. Dlatego na wyścig założyłem dętkę i planuję dokończyć uszczelnianie w piątek.



Efekt na wyścigu?
Czuć że teraz to jest przyczepność, szczególnie tylnej opony. Przy ciśnieniu ok 1,8 bara idzie przez piachy, trawy, krzaki i inne aż miło. Na podjeździe stojąc w pedałach ani przez moment nie doszło do uślizgu gumy. Sztywna ośka jest na prawdę sztywna i jak już coś pływało z tyłu przy generowaniu większej mocy, to skakało całe koło z ramą. W zakrętach jeszcze jeżdżę dość ostrożnie, pewnie minie trochę czasu i kilometrów zanim w pełni zapomnę o strachu przed uślizgiem kół. Na maratonie ani razu do takiej sytuacji nie doszło...
Ciężko obiektywnie ocenić jak dużo dała lżejsza waga na podstawie wyścigu po nieznanej mi wcześniej trasie. Jak sprawdzę się na ścieżkach które często uczęszczam to wtedy to ocenie. W każdym razie jak się rower podnosi to już czuć że jest lżej ;)




Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!