Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
Góry
| Dystans całkowity: | 2462.35 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 128:31 |
| Średnia prędkość: | 19.16 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 76.50 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 136 (69 %) |
| Suma kalorii: | 9217 kcal |
| Liczba aktywności: | 41 |
| Średnio na aktywność: | 60.06 km i 3h 08m |
| Więcej statystyk | |
- DST 15.00km
- Czas 01:00
- VAVG 15.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Peak
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Wałbrzych ...
Sobota, 23 maja 2015 · dodano: 14.06.2015 | Komentarze 0
Dystans razem z rozgrzewką.Z Wałbrzycha wracam z pamiątką na całe życie i przymusowym, parotygodniowym odpoczynkiem od roweru.
Na szybkim szutrowym zjeździe po pierwszym podjeździe (ok 8 km trasy) zaczęło miotać mi przednim kołem. Nie wyratowałem, poleciałem przez kierownicę. Pierwszy kontakt z szutrem zaliczyła lewa ręka, potem kask, bark, plecy i biodro. Nogi i prawa strona ciała bez zadrapań, za to przedramię lewej ręki całe oszlifowane, najgorzej w miejscu w którym kończy się rękawiczka. Najpierw z trasy pozbierał mnie kolega z Votum, potem podjechał Zozol i wezwał pomoc przez telefon. Po paru minutach przyjechali GOPRowcy na quadach, jako że już się w miarę pozbierałem to tylko obmyli mi rękę wodą z krwi i kazali zejść paręset metrów niżej do punktu medycznego, bo sami mieli już kilka poważniejszych wezwań we wcześniejszej fazie zjazdu.
Co spowodowało upadek? Do końca nie wiem. Od kolegi który mnie jako pierwszy pozbierał słyszałem że wjechałem we wzdłużną rynnę, ale ja tam żadnej rynny nie pamiętam, na filmikach z trasy też żadnej nie widziałem. Podejrzewam rozcięcie opony na początku zjazdu, kiedy było wąsko i można było złapać laczka na luźnych kamieniach. Powietrze wtedy by powoli schodziło, a na dole zjazdu, jak składałem się na dużej prędkości w łuku to straciłem przyczepność przedniego koła.
Z punktu medycznego po szybkim opatrzeniu ran zwieźli mnie autem na start do karetki w miasteczku zawodów. Wtedy adrenalina przestała działać i zaczęło boleć. Z karetki po ok godzinie jak zebrali więcej rannych to przewieźli nas do szpitala, gdzie po 3h stwierdzili u mnie złamanie nasady kości promieniowej od strony łokcia. Łapa w szynę gipsową żebym mógł zmieniać opatrunki i za tydzień do ortopedy.
Oczywiście z ortopedą nie czekałem tylko od razu w poniedziałek latałem po lekarzach. Wizytę umówiłem na czwartek żeby jeszcze wydobyć zdjęcia RTG ze szpitala z Wałbrzycha.
Ortopeda potwierdził złamanie, szczęśliwie bez przemieszczenia czyli nie będzie potrzebna operacja, kość sama się zrośnie. Łącznie 3 tygodnie trzymać rękę w usztywnieniu, potem kilka tygodniu rehabilitacji. Nie jest źle, mogło być gorzej. Z ważniejszych wyścigów tracę AMPy i szczyt formy w Kargowie.
Rower z grubsza cały, najbardziej ucierpiał licznik i nowe chwyty + siodełko nabrało kilka nowych szlifów. Licznika i tak już więcej nie zobaczę bo dziwnym trafem zniknął z parkingu rowerowego, podobnie jak moja pompka Lezyne.
- DST 83.50km
- Czas 03:34
- VAVG 23.41km/h
- VMAX 59.54km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Peak
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Zdzieszowice
Sobota, 9 maja 2015 · dodano: 10.05.2015 | Komentarze 0
- DST 87.26km
- Czas 04:54
- VAVG 17.81km/h
- VMAX 66.02km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Peak
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Świeradów Zdrój
Sobota, 4 października 2014 · dodano: 05.10.2014 | Komentarze 0
Najlepszy wyścig i wynik w sezonie. Zebrane doświadczenie z poprzednich edycji zaprocentowało w finale.Super zakwaterowanie w Hotelu Interferie w Świeradowie, poranna teamowa odprawa nastawiła mniej jeszcze bardziej do boju i o 10:15 wyjechaliśmy w Eskowym składzie z panem Jasiem, Tomkiem i Karoliną na rozgrzewkę. Do Świeradowa w dól, potem pod górkę. Dwa razy zrobiłem dłuższy podjazd, po czym ustawiłem się w czwartej linii pierwszego sektora 15 min przed startem.
Ostatnie odliczanie w tym sezonie i start!
Pierwsze depnięcia mocno, potem przez parę sekund w czołówce nikt nie chciał ciągnąć i tempo się ustabilizowało, do czasu aż nie odnalazł się w tłumie Piotrek Kurczab który od razu swoim atakiem rozerwał peleton. W ten sposób wszyscy ci, co liczyli na wygraną pognali do przodu, a ja spokojniejszym, równym tempem jechałem w środku grupy "goniącej".
Pierwszy podjazd był długi. Ciągnął się i ciągnął 10 km, w czasie których do pokonania było ponad 500m przewyższeń.
Od samego początku wszystko poszło według mojej myśli. Załapałem się do mocniejszej grupy w której dzięki pracy Megowiczów znacznie odjechaliśmy reszcie.
Po podjeździe zaczęły się naprzemiennie zjazdy i podjazdami szybkimi izerskimi szutrami, aż do podjazdu pod Wysoki Kamień.


Po godzinie jazdy byłem na 6 pozycji OPEN Giga, tracąc jedynie 2min do Piotra Kurczaba.
Teraz rozpoczął się podjazd pod Wysoki Kamień, który dobrze znałem ze zgrupki w Szklarskiej. Tym razem było go dużo trudniej podjechać. Wychodziło już ze mnie zmęczenie. Moja grupa się rozpadła, szybsi pojechali przodem, ja zostałem gdzieś w środku. Na technicznym zjeździe do Zakrętu Śmierci w dodatku zablokowałem się za zawodnikiem, który nawet jak dla mnie za wolno zjeżdżał, przez co co chwile doganiały mnie osoby, które zostawiłem na podjeździe.

Amor świetnie wybierał nierówności na zjazdach. W ogóle świetnie się sprawował. Wreszcie nie ograniczały mnie bolące ręce i mogłem pokonywać zjazdy z pełną prędkością.
Następnie dla odmiany rozpoczął się kolejny podjazd. Tym razem jechałem sam, mając przed sobą parę osób, a za mną gonił mnie Bogdan Czarnota który złapał laczka na zjeździe. Jednego dogoniłem, wtedy dojechał Bogdan i szybko nas zastawił, przy okazji zabierając ze sobą parę osób jadących przed nami. Dogoniła mnie jeszcze jedna osoba z którą dojechałem na zmianach do rozjazdu mega/giga. W tym momencie zaczęło wychodzić zmęczenie mocniejszym początkiem i od rozjazdu walczyłem o utrzymanie pozycji.
Po wjechaniu na pętlę Giga rozpoczęła się "zabawa". Totalna dzicz którą można nazwać Pure MTB. Ścieżki przez las wyglądały jakby zostały stworzone tylko na ten wyścig. Slalomem między drzewami, przez ściółkę pokrytą gałęziami. W zacienionych miejscach dużo błota, czasami jakieś przejazdy przez strumienie. Na płaskim nie było kiedy odpocząć, zawsze trafiały się jakieś techniczne przeszkody w postaci korzeni czy kamieni. Na zjazdach podobnie. Szybko dogoniła mnie dwójka z Mitutoyo, przejechałem z nimi kawałem podjazdu. Wtedy minęła 2h jazdy. Byłem 10 Open.
Jeden z nich zaczął kręcić ponad moje siły. Wiedziałem że są z mojej kategorii i fajnie byłoby z nimi powalczyć chociaż na tej jednej edycji, ale wola dojechania do mety wygrała i odpuściłem. Po chwili odpadł też drugi z nich, który teraz jechał tempem podobnym do mojego. Podjazd dłużył się. Profil na kierownicy tylko mnie mylił, nie wziąłem pod uwagę dystansu którego pokonałem na rozgrzewce i myślałem, że jestem dalej niż byłem. Na kolejnym wjeździe w las oboje mi odjechali, za to dogonił mnie Marcin Piecuch z paroma kompanami. Coś tam krzyknąłem że tym razem to ja miałem wygrać i próbowałem utrzymać jego tempo, ale na kolejnym podjeździe przestałem dawać radę. Szczęśliwie dłużąca się już pętla giga zaczęła się kończyć. Przez Rozdroże Izerskie wróciliśmy na pętlę Mega.
Rozpoczęło się teraz wyprzedzenia Megowiczów, co zawsze umila samotność długodystansowa, a na 10 km przed metą w dodatku dogonił mnie jeden gigowicz z Optyku-Okular z którym nawiązałem współpracę. Chwile później drugi gigowicz, ale ten tylko spojrzał po nas i szybkim skokiem nam odjechał. Nie mieliśmy ani sił, ani ochoty do szarpania się za nim.
Na podjazdach i płaskim równe zmiany, na szybkich zjazdach ja byłem szybszy. Jadąc razem szybko zleciały ostatnie podjazdy, na ostatni zjazd z początku techniczny on wjechał pierwszy, udało mu się sprawniej wyprzedzić Megowiczów i na wyjeździe w parku w Świeradowie był jakieś 10m przede mną.



Na długim zjeździe ulicą niewiele odrobiłem, starałem się jeszcze maksymalnie opóźnić hamowanie i wyprzedzić go na zakręcie zaraz przed metą, ale o mało co nie skończyło to się naszą kraksą. Co prawda dzięki temu udało mi się zrównać rowerami, ale wtedy on mocniej depnął i wjechał o koło przede mną.
Koniec końców rewelacyjne 17 miejsce Open i 9 w kategorii. Życiówka pobita o prawie 10 miejsc. Wreszcie pojechałem na miarę moich możliwości.
Na mecie nie było zwyczajowej "bomby". Czułem zmęczenie i jazdę na pograniczu skurczy, ale nie byłem tak wykończony jak zawsze. To znak że mogę jeszcze więcej z siebie wycisnąć!
Niestety w generalce spadłem na 11 miejsce. Nie było Glona który stanowił dla mnie największe zagrożenie, ale pojawiło się dwóch innych chłopaków którym też brakował jeden start do pełnej ilości startów. Jeden z nich przyjechał 30 sekund po mnie, drugiemu włożyłem 25 min. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie 11 punktów, czyli ok 5 minut nad tym drugim rywalem. Dowiedziałem się o tym dopiero w hotelu po długich obliczeniach z kalkulatorem w ręku. Za rok będzie o co walczyć, pokazałem dzisiaj że stać mnie na wiele.
TREZADO:
W skrócie: JAK ZAWSZE NIEZAWODNIE!
Kolejne Giga bez laczka - mleczko w pełni spełniło moje oczekiwania na ten sezon!
Kategoria Góry, MTB, Wyścig, Trezado - Uszczelnij się!, Bike Maraton 2014
- DST 81.23km
- Czas 04:21
- VAVG 18.67km/h
- VMAX 56.20km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Peak
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Polanica-Zdrój
Sobota, 20 września 2014 · dodano: 21.09.2014 | Komentarze 0
W ostatnim tygodniu żadnego konkretnego treningu, bez wprowadzenia, na nowej ramie. Do tego zapomniałem kasku. To się nie mogło dobrze skończyć. O ile kask pożyczyłem od organizatora i to nawet bardzo przyzwoity, to moja forma już była w dużo gorszym stanie. Start z pierwszego sektora fajna sprawa. 15 min przed startem staję w 4 - 5 linii, od początku odpuszczam czołówkę żeby się lepiej rozgrzać.
Pierwsze 10 km prawie ciągłego podjazdu wjechałem za Marcinem Piecuchem i przed Piotrkiem Majerem, na pierwszym błotnistym zjeździe dostałem błotem po oczach przez co straciłem cenne sekundy i co gorsze, całą przewagę jaką zyskałem na podjeździe. Dalej było już coraz gorzej. Na płaskich jak próbowałem mocniej popracować to przeszkadzały wypinające się buty z pedałów (bloki do wymiany), na zjazdach za bardzo odpuszczałem i potem traciłem kolejne dobre pociągi. Pierwsza runda szybko minęła, druga też, ale już w samotności . Do rozjazdu do mety trzymałem tempo, potem zaczęły się problemy. Najpierw bóle w plecach i rękach. Następnie nagłe opadnięcie z sił. Ratowałem się żelem - zaczął boleć brzuch. Takiej bomby jeszcze nie miałem. Ostatni dłuższy podjazd ledwo co podjeżdżałem. Nogi nie chciały współpracować.

Na zjazdach dużo błota. Korzenie i kamienie jak były to bardzo śliskie, pure MTB. Dobra szkoła techniki. Byłaby i dla mnie, gdybym podjął wyzwanie. Przez gorszą dyspozycję straciłem koncentrację, nie mogłem opanować roweru w tym błocie. Trudniejsze odcinki wolałem sprowadzić niż powalczyć. Zero przyjemności ze zjazdów, same cierpienie z dyskomfortu. To był ten wyścig, w którym miałem już dość.
Na dodatek w końcówce miały być jakieś niespodzianki. Były. 3 długie podejścia. Nie, to nie były podejścia, to były wspinaczki z rowerem. Dobrze że mam długie nogi i łatwiej było mi wybierać odpowiednie stopnie. Współczuję tym znacznie mniejszym ode mnie.
Po tych 3 wspinaczkach na Zbójeckie Skały ostatni kilometr w dół do mety. Początek techniczny - bolało. Po wyjeździe z lasu przyjemniej drogami i chodnikami przez Park Zdrojowy.

Na mecie zgon jak nigdy. Próbowałem rozjechać - nic nie dało. Napicie się i zjedzenie czegoś - bez poprawy. Ustawiłem się w kolejce do myjek. Próby stania kończyły się zawrotami głowy, miałem wrażenie że lada moment zemdleję. Dopiero przyjęcie pozycji siedzącej na ramie z czołem opartym o kierownice zaczynało pomagać. Po ponad 10 min w takiej pozycji wróciłem do świata żywych. Wtedy stwierdziłem, że czekanie na myjkę nie ma sensu i przez biuro zawodów wróciłem do auta, które stało hen daleko od centrum.
Rezultat?
Zadziwiająco dobry jak na taką moją porażkę. 30 open, czas 3:34, 40 min straty do pierwszego w mojej kategorii. Generalka znacznie podreperowana - cel wykonany. Teraz czas na ostateczną walkę o 10tkę w generalce na finale w Świeradowie!
Parę słów o TREZADO:
Jak zawsze "bomba". Obie opony na mleczku, obie dojechały w całości bez jakichkolwiek problemów.
Muszę przyznać, że Rubena Scylla całkiem dobrze radzi sobie w błocie jako opona napędowa. Saguaro na przedzie tańczyło.
Rama?
Sztywna, ale pozycja nie dopasowana do mojej sylwetki. Czeka mnie trochę roboty z ustawieniem wszystkiego. Po pierwsze - podwyższam skok w Rebie na 100mm. Tego dzisiaj bardzo brakowało.
Kategoria Góry, MTB, Trezado - Uszczelnij się!, Wyścig, Bike Maraton 2014
- DST 88.19km
- Czas 05:35
- VAVG 15.80km/h
- VMAX 65.44km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Szklarska Poręba
Sobota, 16 sierpnia 2014 · dodano: 17.08.2014 | Komentarze 0
Kolejny epicki Bike Maraton.Praktycznie do samego końca zwlekałem z wybraniem opon na ten wyścig. Ostatecznie licząc na ładną pogodę i suche warunki założyłem z tyłu Ikona. Już w piątek zacząłem wątpić w słuszność wyboru. Dojeżdżając do Szklarskiej wjechaliśmy w ulewę. Padało dobre kilka godzin. Wieczorem jak byliśmy na Festiwalu przestało, za to w nocy znowu się rozpadało i siąpiło do samego rana.
Nienawidzę dźwięku jakie wydają krople odbijające się od dachówek i parapetu w przeddzień wyścigu. Nie wróży to dobrze. Tym razem jednak noc przespałem całkiem dobrze.
Z rana wszędzie mokro. Pod wyciągiem do tego zimno. Wszyscy zwlekaliśmy z rozgrzewką do ostatniej chwili. Zamiast marznąć na zewnątrz, grzaliśmy się w aucie. O godz 10:20 ruszyłem pojeździć. 15 min jazdy, ustawiłem się w trzeciej linii trzeciego sektora i niespodzianka: dla odmiany zaczyna padać. Do startu pozostało 20 min. Szybkie omówienie planu z Panem Wackiem: od startu mocno i dalej zobaczymy, na mini zawsze można zjechać ;)
Punktualnie o godz 11:00 Michał Kwiatkowski strzałem dał sygnał do startu 1 sektora. Kolejne sektory ruszały dopiero jak ostatni zawodnik zniknął na zakręcie za pierwszym podjazdem. Czekało mnie jeszcze dobre 5 min stania i marznięcia. Jednak nie było już tak źle. Adrenalina robiła swoje. Krew buzowała w żyłach rozgrzewając ciało. Po podjechaniu do linii startu stałem na czele sektora z lewej strony, mając przed sobą tylko podjazd, a z mojej prawej i za mną rywali.
Odliczanie i ruszyli!
Ja mocno ale dość zachowawczo. Początkowe metry po płaskim ostrożnie, na wyczucie roweru i na lekkie dogrzanie przed wspinaczką. Podjazd też z rezerwą, jednak do samego końca na wysokich obrotach.

Ci co ruszyli pełną mocą, w połowie podjazdu zaczęli opadać z sił. Fot: FotoMaraton.pl
Przed samym "szczytem" lekko odpuściłem i przepuściłem na pierwszy zjazd 2 innych zawodników, przez co gdy oni dokręcali to ja mogłem odpoczywać im na kole. Po chwili pojawił się obok mnie pan Wacław Szwarc, a pod koniec zjazdu dojechał do nas Tomek Dopierała. Kolejny, tym razem dłuższy podjazd zaczęliśmy w takiej Eskowej trójce. Przez mocniejsze tempo pana Wacka odjeżdżaliśmy reszcie 3ciego sektora i goniliśmy końcówkę drugiego. Jak dla mnie tempo było za mocne na początek wyścigu jadąc prawie bez rozgrzewki, jednak nie chciałem stracić takiej dobrej możliwości drużynowej jazdy. Tomek dał zmianę panu Wackowi, po chwili opadł z sił i odpadł od nas. Dogonił nas na zjeździe, a gdy wjechaliśmy w pierwszego błotnistego singla, ja zaplątałem się za wolniejszymi zawodnikami z 2giego sektora tym samym kończąc mój udział w jeździe drużynowej.
Rozpoczęła się teraz zabawa. Pomiędzy podjazdami były trudne, techniczne zjazdy. Trasę niby znałem, ale na sucho było o wiele łatwiejsza. Teraz na mokrych kamieniach nie ryzykowałem zjazdu do Jagniątkowa.
Na podjeździe pod Dwa Mosty dogoniłem najpierw Krzysia Andrzejewskiego, a kawałek wyżej Tomka Dopierałę. Dalej pustka. Tylko mgła i momentami jakieś krople deszczu. Zero ludzi. Zamieniłem parę słów z Tomkiem i pojechałem do końca swoje.
Jadąc tak samemu byłem pełen uznania dla mojego napędu. Po wymianie suportu wydobywała się tylko muzyka spod opon. Zero niepożądanych dźwięków, wszystko płynnie działa, nic nie przeskakuje. Podwójna dawka smaru na łańcuchu idealnie sprawdziła się w takich warunkach.
Na górze straciłem parę sekund żeby się ubrać i zjeść żela, po czym pognałem w dół. Zjazd szybki, wręcz jak to bywa u Grabka karkołomny. 60 km/h po mokrym zniszczonym asfalcie. W dodatku na dole okazało się, że zablokowała mi się przerzutka przednia na blacie. Na szczęście linki całe, wystarczyło zadziałać brutalną siłą i pomóc sprężynie przerzutki zdusić błoto wewnątrz mechanizmu.
Niestety przez to dogoniła mnie grupka z Tomkiem i Krzysiem, zanim zdążyłem się zebrać to wjechałem na trasę zaraz za nimi. Dalej było parę zjazdów, więc Tomek szybko odjechał, a Krzysia zostawiłem na pierwszym kamienistym zjeździe.
Do rozjazdu mega/giga miałem jeszcze okazję jechać z Michaliną Ziółkowską która złapała wcześniej laczka. Po drodze było wiele ciekawych zjazdów, na których na Instynkcie świetnie się bawiłem i po każdym chciałem jeszcze raz. Stąd też nie mogło być innej decyzji jak pojechać na rozjeździe na Giga!

Dla takiej genialnej trasy aż chce się jechać Giga! fot: FotoMaraton.pl
Został mi jeden, większy żel. Miałem go zjeść na Dwóch Mostach, ale wjeżdżając na drugą pętlę zaczynałem odczuwać lekki głód. Mam jeszcze awaryjnego batona, ale ten to tylko w przypadku większej bomby. Trudno, ryzykuję i jem teraz. Co będzie potem zobaczymy. Była to dobra decyzja. Podjazd pod Dwa Mosty pokonałem już nie tak mocno jak za pierwszym razem, ale również solidnym, równym tempem. Pomału pokonany dystans dawał się we znaki moim nogom. A do mety daleko.
Na zjeździe dokręcałem i kładłem się na rowerze niczym Kwiato na Tourze. Od tego momentu zaczęło się odliczanie do końca.
Rower zalepiony błotem już nie szedł tak dobrze jak na pierwszej rundzie. Jednak dalej wszystko działało co miało działać.
Na technicznych zjazdach świetna zabawa, na podjazdach coraz większe cierpienie. Tak do rozjazdu gdzie teraz pozostała już tylko jazda do mety.
Tym razem nie było z górki. Było wręcz przeciwnie. Głównie pod górkę. I to 2 razy. Profil na kierownicy, mimo iż mocno zalany, sprawdził się w tym momencie. Wiedziałem co mnie czeka. Pierwszy podjazd długi i żmudny. Przez Jagniątków do Michałowic. Trochę po asfalcie i trochę w terenie. Ogólnie młynek i mielenie prawie na skurczach. Zawodnik z BikeHeadu który porobił mnie na końcówce w Bielawie i tym razem deptał mi po piętach. Jednak to ja teraz byłem silniejszy na podjeździe i mu odjeżdżałem.
Z Wysokiego Mostu rozpoczynał się techniczny zjazd szlakiem nad strumieniem Rudnik do Szklarki. Swoista wisieńka na torcie wyścigu. Przez gęsty las zrobiło się ciemniej, parę razy wybrałem złą drogę między kamieniami i musiałem kilka metrów sprowadzić. Reszta zjechana, następnym razem uda się zjechać całość. Po tej przyjemności trasa przebiegała ścieżką nad Szklarka, którą przejechaliśmy pierwszego dnia zgrupowania ale w odwrotnym kierunku. Tym razem było dużo szybciej i mniej ludzi. Po pokonaniu mostku, przy Żółtej Skale rozpoczął się prawie ostatni, długi podjazd. Tak jak na zjeździe do Szklarki zawodnik BikeHeadu przemknął obok mnie, tak ja go dorwałem i wyprzedziłem teraz, na podjeździe. Zaczynała mnie brać bomba. Przydałby się jakiś żel. Meta już blisko. Jadę na oparach, byle do mety.
Po podjeździe było parę kilometrów odcinka Drogą pod Reglami. Na płaskim i paru lżejszych zjazdach można było dać odpocząć nogom przed tajemniczą końcową wspinaczką. Przyszła ona szybciej niż się tego spodziewałem. I zaskoczyła chyba wszystkich. Stromo. Nawet bardzo stromo. Do wjechania... gdyby nie było tam błota. Spróbowałem, opony zabłocone, pierwszy odcinek przejechałem, po połowie mnie odcięło... pojawiły się skurcze. Zaczyna mnie chwytać w udo. Walczę do końca. Dojeżdżam do zawodnika z mega i poddaję się. Schodzę z roweru, skurcz chwyta. Próbuję rozciągnąć mięsień, ruszam nogą i znowu to samo. Powiększa się, wręcz wyję z bólu. Chwila cierpienia i zaczynam powoli iść. Przeszło. Idę szybciej, kawałek wyżej wskakuję na rower podjeżdżam na samą górę. Już siłami woli. Na szczęście to już sama końcówka, a teraz miał być zjazd. Nie byle jaki, bo trasą zawodów DH.

Koncentracja do samego końca. Kamieni mało, za to dużo korzeni. Też dobra zabawa. Fot: Joanna Tomes
Następnie ostatni krótki podjazd na stojąco, kilkadziesiąt metrów w dół i upragniona meta. Wycieńczony, wygłodniały, w pół żywy. Pierwsze pytanie: gdzie bufet. Dobrze wiedziałem gdzie jest, ale wolałem się spytać. Ot tak dla pewności ;)
Od razu rzuciłem się na banany. Nie wiem ile ich pochłonąłem, ale na pewno nie małą ilość. Następnie pomarańcze. Dojeżdża Glon który po starcie rozciął oponę. Razem schodzimy do auta. Schodzimy bo nie chcemy zjeżdżać żeby nie zmarznąć. Po chwili zaczyna padać. Dość mocno. Teraz to już nie ważne czy zimno czy nie, zjeżdżamy byle jak najszybciej się ogrzać. Tam już wszyscy czekają na nas. Okazało się, że tylko Tomek Czerniak przejechał Giga na dobrym 7 miejscu Open.
Ja ukończyłem na 28, takim samym jak moja życiówka w Myślenicach. Czas: 4h 58 min - nie udało się zejść poniżej 4:30 tak jak planowałem w czasie jazdy, będzie co poprawiać w przyszłym roku.
Dziś świetnie spisał się sprzęt. Rama pospawana po wyścigu dalej jest pospawana, bez pęknięć. Napęd - rewelacja. Chyba pierwszy wyścig który przejechałem bez problemów z łańcuchem. Ogumienie podobnie jak napęd, żadnych laczków, żadnych rozcięć, tylny Ikon jakby się doszczelnił błotem. Swoją drogą Ikon na takie warunki był strzałem w dziesiątkę. Trasa faktycznie było w dużej części błoto odporna, miejscami tylko zalegało więcej wody. Po kamieniach szedł pewnie, na korzeniach i mostkach nie było niekontrolowanych uślizgów. Trochę tylko przesadziłem z ciśnieniem w przedniej oponie, było powyżej 2 barów.
Wynik dobry, jednak wszystkim humory popsuła pogoda. Mimo to, trasa była genialna, aż chce się wrócić na te kamienie na zjazdach. Według mnie najlepsze edycja tegorocznego Bike Maratonu. Wątpię żeby to się miało zmienić w Polanicy czy Świeradowie, o Poznaniu już nie mówiąc.
Kategoria Góry, MTB, Wyścig, Trezado - Uszczelnij się!, Bike Maraton 2014
- DST 58.31km
- Czas 03:58
- VAVG 14.70km/h
- VMAX 61.77km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Objazd trasy BM Szklarska Poręba 2014
Niedziela, 3 sierpnia 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 0
Kategoria Góry, MTB, Treningi grupowe, Technika / XC
- DST 68.86km
- Czas 04:01
- VAVG 17.14km/h
- VMAX 45.90km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Singltrek pod Smrkem
Sobota, 2 sierpnia 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 0
Kategoria Góry, MTB, Treningi grupowe, Technika / XC
- DST 25.00km
- Czas 01:21
- VAVG 18.52km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozjazd: Polana Jakuszycka
Sobota, 2 sierpnia 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 0
Kategoria Szosa, Towarzysko, Góry
- DST 22.98km
- Czas 01:03
- VAVG 21.89km/h
- VMAX 51.63km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozjazd: Rozdroże Izerskie
Piątek, 1 sierpnia 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 0
Z samym Rafałem pojechaliśmy przez Zakręt Śmierci w stronę Rozdroża Izerskiego. Specjalnie ubrałem się cieplej żeby nie szaleć. Była to dobra decyzja. Na Zakręcie zaczęło padać i padało tak do końca. Jak wracaliśmy to całkiem ostro zacinało w twarz, co mnie zniechęciło do dokręcania do 100km i wróciłem skróconą drogą. Kategoria Szosa, Towarzysko, Góry
- DST 76.00km
- Czas 05:00
- VAVG 15.20km/h
- VMAX 60.63km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Wysoki Kamień, Stóg Izerski, Single Tracki Świeradów Zdrój
Piątek, 1 sierpnia 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 0
Zgrupka Szklarska Poręba dzień 2.Miał być długi trening. Cały dzień na rowerze. Dużo przewyższeń. Jazda do zgonu. I tak było.
Na początek podjazd po kamieniach na Wysoki Kamień. Całkiem wysoki. Było stromo. W końcówce aż tak stromo, że przy lekkim uślizgu opony straciłem równowagę i odpuściłem. Następnie szlakiem pieszym z różnymi przygodami po drodze spowodowanymi dużą ilością zalegającego błota dostaliśmy się pod Stóg Izerski, na który wjechaliśmy genialnym szlakiem po kamieniach. Na Instynkcie czułem się jak ryba w wodzie.
Saguaro na mleku Trezado pewnie prowadził, a Scylla na dętce konsekwentnie napędzała cały zestaw. Nogi kręciły aż było miło. Całość przejechana z tylko paroma wypięciami.
Już byłem bardzo ustatysfakcjonowany takim treningiem, jak teraz nadszedł czas na wisienkę na torcie całego wyjazdu. Zjazd ze Stogu Izerskiego czerwonym szlakiem do Świeradowa. Ponoć klasyka Enduro. Kamyszki, kamienie, głazy jak telewizory. Już sam widok z góry wzbudzał respekt, a dopiero pierwszy kontakt z kamieniami uświadomił mnie, w co ja się wpakowałem. Było genialnie. Tak, jak sobie to wyobrażałem, a nawet jeszcze lepiej, jeszcze trudniej. Tyłek wychylony za siodełko. Jest adrenalina. Maksymalne skupienie i pełna koncentracja. I tak cały czas, całe 5 min morderczego zjazdu. Tym razem również w wielu miejscach pasowałem. Widząc większy uskok zatrzymywałem się. Za każdym razem miałem o to do siebie pretensje. Nie takie się już przejeżdżało.
Wszystko co dobre, szybko się kończy. I dobrze. Zaczynałem mieć tego dość. Stopy od zeskakiwania z kamieni i palce od ciągłego kontrolowania klamek zaczynały już boleć.
Dalej był asfalt, z którego sam zjechałem w dalszy ciąg czerwonego szlaku, ale tym razem było to zła decyzja. Dużo korzeni i wody, co mogło się fatalnie skończyć przez co większość sprowadzałem. Z dalszej części szoski zjechaliśmy zakosami w terenie po dawnej trasie DH do Świeradowa, gdzie po bufecie udaliśmy się do polskich Singltracków. Długi podjazd, dojechaliśmy do centrum polskiej części, skąd kierowaliśmy się na Czerniawską Kopę. Na szlaku była świetna zabawa. Wąska, utwardzona ścieżka w lesie, z dużą ilością zakrętów i małych hopek. Generalnie po płaskim, ale nieco przewyższeń też było. Jeden singiel na dzisiaj wystarczył, jutro wracamy na resztę. Powrót do Świeradowa, ponowna wizyta w bufecie w centrum i powrót do Szklarskiej izerskimi 3xS: Super Szybkimi Szutrami przez rozdroże Izerskie. Po ostatnim bufecie zaczęła mnie już łapać bomba, przez co na każdym podjeździe walczyłem z samym sobą aby za bardzo nie zostać w tyle. Na szczęscie do Rozdroża jakoś przecierpiałem, a potem było już tylko w dół, z paroma akcentami w samej Szklarskiej.
Bardzo udany trening!
A po takim treningu jak przystało na zgrupowanie - rozjazd obowiązkowo!
Kategoria Góry, MTB, Treningi grupowe, Technika / XC, Trezado - Uszczelnij się!



