Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2011
| Dystans całkowity: | 1230.82 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 55:50 |
| Średnia prędkość: | 22.04 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 63.58 km/h |
| Liczba aktywności: | 29 |
| Średnio na aktywność: | 42.44 km i 1h 55m |
| Więcej statystyk | |
- DST 41.32km
- Czas 02:19
- VAVG 17.84km/h
- VMAX 45.36km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Trening na Cytadeli i Strzeszynek z Szymkiem
Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0
Trenera miało nie być to do końca wahałem się, czy jechać na trening. Po zakończeniu roku i spędzonym czasie z klasą pozostało mi mało do treningu, więc szybko zjadłem zupkę i przez 20 min dojechałem na Cytadelę. Tam znowu trochę szukałem tego Piknika, ale już przynajmniej tym razem wiedziałem w jakim kierunku jechać. Na górze byłem chwilę po 17, obecni byli Sylwia, pan Jasio z synem Tomkiem, Michał, i jakiś inny już zaawansowany kolega, którego wczoraj pierwszy raz widziałem na treningu.Za wyjątkiem Tomka pojechaliśmy robić nasze pętle, takie jak tydzień temu. Podjazdy już nie są dla mnie takie straszne, wszystkie bez większego problemu podjechałem (nie licząc podjazdu pod amfiteatr). Zjazdy już też w miarę opanowałem.
Na pierwszej pętelce, po jednym z podjazdów ( na który poprzednio ciężko było mi wjechać), gdy czekaliśmy na wymęczoną maratonem Sylwie dołączył do nas pan z drużyny Rybczyńskiego, robiący sobie trening. Wspomagał nas dobrymi radami, co chwilę rozmawiając z panem Jasiem na różne kolarskie tematy. Ze 3 pętelek, podjazdu pod amfiteatr nie pokonałem ani razu. Za pierwszym razem po większym rozpędzie na zjeździe przeszkodzili mi jadący przede mną, którzy zatrzymali się na podjeździe. Za drugim razem po rozpędzie na asfalcie podjechałem prawie na samą górę (brakowało ze 2m) , gdzie trochę odbiłem od głównej trasy i wolałem nie ryzykując zejść z roweru. Za trzecim razem, też prawie na samej górze po dłuższej walce z przyczepnością musiałem skapitulować - tak dociążyłem przednie koło że na moment oderwało się tylnie. Na szczęście pedały mi się same odpięły.
Gdzieś na 2 pętelce najechałem na, jak się później okazało jakiś kolec, który przebił mi oponę i wbił się w dętkę. Powietrze powoli sobie schodziło, już po treningu na tyle, że musiałem zainterweniować przy amfiteatrze. Jeszcze na samym końcu treningu na mostku zauważyłem kolegę z klasy - Gabana wraz ze swoją dziewczyną. Przyglądał się nam, ale jakoś mnie nie rozpoznał. Później okazało się, że nawet widział moją porażkę na amfiteatrze, a raczej 2m przed nim.
Gdy kończyłem łatanie dętki to pan od Rybczyńskiego z tym nowym kolegą właśnie podjechali pod amfiteatr i robili sami dalej nasze pętle.
Z Szymonem umówiłem się nad Rusałką, zadzwonił do mnie że już jest na miejscu jak wyjeżdżałem z Cytadeli, z czym też miałem problem. Spotkaliśmy się w parku Sołackim i razem pojechaliśmy na stację. Potem nad Strzeszynek moimi ścieżkami bez piachu i gdy zaczęło się zachmurzać i ściemniać to wróciliśmy normalnie.
Kategoria Towarzysko, Treningi grupowe
- DST 33.25km
- Czas 01:25
- VAVG 23.47km/h
- VMAX 40.14km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Na trening porozmawiać z trenerem, grill u Marty
Wtorek, 21 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 0
Zostałem zaproszony na klasowego grilla do Lubonia, trochę pechowo że we wtorek. Dlatego postanowiłem pojechać na trening tylko porozmawiać z trenerem o sprzęcie i od razu jechać do Marty. Co prawda zapraszała mnie na 17:30, ale lepiej się trochę spóźnić niż nie być wcale.O dziwo dzisiaj przez cały dzień pięknie świeciło słońce... do godz 17, kiedy się zachmurzyło. Nad Maltą, żeby tradycji stało się zadość, nawet spadło parę kropli deszczu, na szczęście tylko parę. Specjalnie byłem przed 18, żeby jak najszybciej wyruszyć do Lubonia. Trener się trochę spóźnił, ponoć musiał przez korki w mieście porzucić samochód w okolicy ronda Rataje i ten kawał przyjechał rowerem. Spytałem się go, czy będzie mógł mi co nieco kupić w hurtowni (mostek + napęd), tylko tak za bardzo się nie dogadaliśmy bo miał dużo innych spraw do załatwienia. Już zostałem na losowanie i jak wszyscy ruszali to ładnie powiedziałem trenerowi, że ja dzisiaj nie mogę z nimi jechać. Była godz ok 18:20
Pojechałem prosto Kórnicką, następnie Hetmańską i już standardowo Dolną Wildą. Jeszcze za rondem Rataje specjalnie zadzwoniłem do Kondzia, czy opłaca mi się przyjechać. Trochę skopał, że nie powiedział mi po kolei kto jest, jak się go o to pytałem, tylko poinformował mnie ile jest osób. Plan miałem niezły, jak to się dzień później okazało wyszło mi genialnie :D.
W Luboniu tak się rozpędziłem na Żabikowskiej, że aż pojechałem za daleko i musiałem się kawałem wrócić. U Marty byłem o 19.
Nikt mnie nie wyganiał, to się trochę zasiedziałem. Jak wychodziłem od Marty to była godz ok 23 - nigdy jeszcze tak późno nie jechałem. Przez Luboń przejechałem bez większych problemów, był mały ruch to jechałem ciągle ulicą. Specjalnie jadąc na trening wsadziłem sobie do kieszonki w koszulce koszulkę z długim rękawkiem. Tymczasem noc była bardzo ciepła i aż mi w długim rękawku było za ciepło. Przez Wildę przejechałem również bez problemu, a na Łazarzu było sporo mile nastawionych panów, do tego z parku Wilsona dochodziły dziwne odgłosy. W domu o 23:30.
Kategoria Ze światełkiem, Towarzysko
- DST 33.81km
- Czas 01:15
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 39.44km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek po staremu
Poniedziałek, 20 czerwca 2011 · dodano: 20.06.2011 | Komentarze 0
Wieczorny wypadzik, jakoś nie miałem chęci na jazdę trudniejszą trasą to pojechałem po staremu, cały czas szlakiem. Dzisiaj sporo padało więc i ludzi wszędzie mało. Jeszcze po drodze zaliczyłem stację i na pomost dojechałem w 31 min (z objechaniem jeziora), potem jeszcze raz objazd i powrót szlakiem do parku sołackiego, gdzie zawróciłem nad Rusałkę tym razem pomijając pierwszy trudniejszy odcinek przejechałem górą. Już 6 z tyłu zakatowana, muszę szykować pieniążki na nową kasetę. Za ostrą zacząłem i pewnym miejscu dopadł mnie kryzys.w domu o 20:30
- DST 26.96km
- Czas 01:05
- VAVG 24.89km/h
- VMAX 39.44km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek
Niedziela, 19 czerwca 2011 · dodano: 19.06.2011 | Komentarze 0
Po dwudniowej przerwie (wycieczka) jechało się nawet dobrze, tylko szybko się męczyłem. W obydwie strony ominąłem piaszczysty odcinek, tak po za tym to trasa "fajna" bez odwiedzania Sołacza. Na nawrocie w lasku przed biskupińską, tym razem nie udało mi się opanować uślizgu i poleciałem na lewą nogę, ale nic większego na szczęście mi się nie stało. Po wyjechaniu z lasu zobaczyłem mile wyglądający czarny pas chmur, i po chwili przy Dąbrowskiego poczułem pierwsze krople. Do domu jednak wróciłem chwilę przed największą ulewą.- DST 24.51km
- Czas 01:12
- VAVG 20.43km/h
- VMAX 38.44km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek...
Czwartek, 16 czerwca 2011 · dodano: 16.06.2011 | Komentarze 0
Chęci może i nawet były, ale już nogi nie ciągnęły jak wczoraj. Do Strzeszynka dojechałem trasą fajną ;), wracałem już normalnie tylko przy Rusałce ze zjazdem. Na przejściu przez Lutycką spotkałem kolegę z treningu, nawet jechał w wygranej koszulce.- DST 48.74km
- Czas 02:47
- VAVG 17.51km/h
- VMAX 38.11km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Trening na Cytadeli i Strzeszynek.... z Mariką...
Środa, 15 czerwca 2011 · dodano: 15.06.2011 | Komentarze 0
W ramach przygotowania do obozu postanowiłem dzisiaj zawitać na trening klubowy na cytadeli, na który zachęcała mnie Sylwia. Miał on odbyć się o 17, w szkole miałem lekcje do 12:35, ale spotkanie z byłą klasą uprzykrzyło mi życie. Ostatecznie z domu wyszedłem o 16:45, dokładnie o 17 byłem za parkiem Sołackim. Było by ok, gdybym tylko wiedział gdzie się spotykamy. Trasa saneczkowa, bar pasieka czy ostoja nic mi nie mówiło, a w internecie nawet nie szło tego znaleźć.Trochę pokręciłem się po Cytadeli szukając tego baru, ale na szczęście udało mi się znaleźć znak pokazujący drogę w las. Do tego Baru nawet trzeba trochę podjechać, nigdy wcześniej przy nim nie byłem. Jak już znalazłem się na górze, to mimo 10 min spóźnienia i mojego przekonania, że wszyscy już będą w trasie, moim oczom ukazał się widok 4 stojących zawodników i trenera w "cywilu". Była tam Sylwia w koszulce Tarisu, pan Jasio na swoim Corratecu który uczył nas później jeździć, ostro trenujący kolega w stroju CSC i drugi w stroju B'Twin.
Po jeszcze chwilki rozmowy z trenerem - dogadywania się co do wyjazdów na maratony, ruszyliśmy w trasę.
Pan Jasio pokierował Sylwię i mnie na jakąś jego znaną pętelkę, a tamci dwaj popędzili bardziej wymagającą pętlą akademicką.
Nasza trasa była bardzo ciekawa i techniczna: wąskie ścieżki, dużo korzeni, kolein. Co chwile jakiś podjazd, a za nim zjazd. Parę razy musiałem przeczekać chwilkę przed podjazdem, aż Sylwia podjedzie i będę miał drogę wolną, ale też z początku kilka razy musiałem odpinać buciki żeby uniknąć upadku. Jednak w jednym miejscu aż tak bardzo chciałem, że na podjeździe zabrakło mi sił i glebnąłem się na lewy bok. Podczas pierwszej pętelki ostrzejsze podjazdy rower wprowadzałem, bo na 1x1 nie dawałem rady utrzymać przyczepności. Na zjeździe przed amfiteatrem spanikowałem przed piachem i lekko docisnąłem przedni hamulec. Efekt: piękny lot przez kierownicę, potem jeszcze na mnie rower spadł z wysokości. Po za paroma obtarciami i siniakami wyszedłem z tego cało, ale wyglądało to na prawdę groźnie. Z połowy zjechałem i po nabraniu prędkości dojechałem na jakieś 1/3 podjazdu pod amfiteatr. Wyżej ciężko by było bez wcześniejszej zmiany biegu. Dalej starałem się pokonać ten podjazd na 1x1, ale po dojechaniu na najostrzejszy odcinek (ok własnie 1/3 długości) przednie koło traciło przyczepność, a jak wstawałem z siodełka to z kolei już za wolno się toczyłem i lada moment bym znowu leżał. Po paru takich przymierzaniach się do podjazdu odpuściłem sobie i wprowadziłem rower na górę z postanowieniem, że kiedyś jeszcze tu wrócę i pokonam amfiteatr.
Trochę gdzieś tam dalej pojeździliśmy i jakoś wróciliśmy pod bar Piknik, gdzie na drugą pętelkę dołączyli do nas nasi ścigacze. Sylwia już była trochę zmęczona, a ja jeszcze miałem trochę sił. Tym razem pokonałem na trasie wszystkie podjazdy, jak nie za pierwszym razem to za którym z kolei po odpowiednim rozpędzeniu się. Zjazd przed amfiteatrem tym razem pokonałem za drzewami, tak jak mi jakoś koleś radził. Odbyło się to bez problemu i znowu zapomniałem zmienić bieg przed podjazdem. Mimo poprzednich porażek teraz walczyłem o wysokość. Większy rozpęd na asfalcie, uważając na rozsypane szkło, w dobrym miejscu zmienić biegi i mam już 1/3 dystansu za sobą. Wystarczyło tylko dobrze utrzymać przyczepność i zachować siły do końca z podjazdu. Przez problemy z 1x1 postanowiłem spróbować zrobić to na 1x2. Pierwsze próby wychodziły obiecującą, do ok 1/2 dystansu podjeżdżałem. Chyba dopiero za 2gim razem tak się rozpędziłem, że podjechałem na samym rozpędzie połowę, dobrze udało mi się zmienić biegi i dalej już na stojącą wspinałem się do góry. Co chwile mi tylnie koło buksowało, gibałem się na boki, nogi już nie dawały rady. Jednak wycisnąłem z siebie wszystko i dawałem ile z sił w nogach. Jeszcze doping pana Jasia sprawił, że już prawie na górze nie poddałem się, tylko podciągnąłem do końca, a czułem już, że zaraz będę leżał. I stało się - tak jak postanowiłem wcześniej zdobyłem tą górę. Co prawda z dużego rozpędu, ale dałem radę. Na górze aż krzyknąłem ze szczęścia, a zarówno pan Jan jak i Sylwia pogratulowali mi walki.
Po tych męczarniach z amfiteatrem Sylwia była już wykończona, to pojechaliśmy pod bar aby zebrać się i skończyć trening. Pan Jasio polecił mi kupić dłuższy mostek - żeby łatwiej było mi dociążyć przednie koło na podjazdach. Po 10 min pogaduszce pojechaliśmy w swoje strony - ja akurat ze Sylwią i kolegą w stroju B'Twina. Zaproponował on pojechanie odcinka trasą akademicką - ja byłem chętny, a Sylwia już nie chciała się katować i pojechała normalnie. Natomiast ja pierwszy podjazd, złe biegi i gleba. Po chwili jednak już jechaliśmy dalej. Odpuściłem sobie proponowany ostry zjazd, bo już byłem zmęczony o obolały. Jak zobaczyłem którędy chciał mnie pokierować to nie żałowałem decyzji - ok 10m ściana w dół, potem podobną ścianą w górę podjazd. Aż mi szczęka opadła jak to zobaczyłem, co rozbawiło grupkę siedzących w okolicy ludzi.
Zjechaliśmy z trasy przy Harcówce, tam podziękowałem za pokazanie fajnej trasy i pojechałem w swoim kierunku.
Trochę żałośnie wyglądała moja średnia (14 km/h) i nie byłem do końca zmęczony, to postanowiłem skoczyć sobie nad Strzeszynek. Trasą pewnie hard, na pomoście zrobiłem sobie krótką przerwę i wracałem już od razu w stronę Rusałki, bez objeżdżania jeziora. A tam zaraz za wjazdem w las niespodzianka...
W grupie mijających mnie rowerzystów przyuważyłem znaną mi sylwetkę, po przyjrzeniu się z bliższej odległości byłem pewny że do Marika. Uśmiechnąłem się do niej ze zdziwienia i po chwili przemyślenia zawróciłem za nią. Mimo mojego planu już nie chciałem być taki chamski i przed drugim pomostem dogoniłem ją i pojechałem z nią. Troszkę sobie pogadaliśmy, ale nie byłem zadowolony z tego spotkania. Na chwilkę rozstaliśmy się przy altance przy stawku - ja wbiłem na moją ścieżkę w las, a ona pojechała szlakiem. Potem przy stajniach trochę sobie na nią poczekałem, ale już nie wiem czy to ta ścieżka jest taka krótka, czy ona przez bolące kolana aż tak zwolniła. Dalej nie mogłem sobie odpuścić przejechania skrótu zakrętu za Lutycku - trasa nawet fajna, dosyć trudna technicznie. Znowu musiałem trochę poczekać, dalej pojechaliśmy dookoła Rusałki i rozstaliśmy się przy mostku, gdzie ja pojechałem zrobić pętelkę na mojej ścieżce - podjazd, gdzieś tam małe kółko pomiędzy ścieżkami i później zjazd tą samą trasą i do domu.
Kategoria Treningi grupowe, Towarzysko
- DST 58.43km
- Czas 02:43
- VAVG 21.51km/h
- VMAX 45.36km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza góra vol.3 - trening
Wtorek, 14 czerwca 2011 · dodano: 14.06.2011 | Komentarze 0
Wtorek - czyli oczywiście prognozowane deszcze do godz 17. Jednak chmura naszła o godz 17:20, pierwsze krople deszcze spadły o 10 min później, gdy już miałem schodzić na dół z rowerem. Przez 5 min przeszła ulewa, potem trochę kropiło więc korzystając z tej przerwy szybko wyszedłem z domu.W drodze nie spotkał mnie żaden większy deszcz, na miejscu zbiórki byłem o ok 17:05. Tym razem było mało ludzi, ok 15 osób więc szansa na wygranie koszulki była wielka. Niestety wygrał koleś w koszulce Corrateca, 2 osoby obok mnie.
Po opadach nie było większego śladu, jechaliśmy tą samą trasą co poprzednio. Najpierw na zjeździe przy źródełku parę razu musiałem się mocno schylić, nawet zsiąść z siodełka żeby przejechać pod gałęziami. Trzymałem się ścisłego przodu, ale w jednym miejscu w okolicach jeziora Swarzędzkiego tak nagle zabrakło mi sił, że z prędkości 30 km/h ledwo dawałem radę utrzymać 22 km/h. Myślałem że powodem tego był jakiś defekt sprzętu, już byłem pewien, że poszła mi dętka w tylnim kole bo trochę się tam balon zrobił. Jednak się myliłem, to coś tkwiło w moim organizmie. Po chwili przerwy już wszystko wróciło do normy i dalej mogłem trzymać się pierwszej mocnej grupy. Mojego Tomka dopadł ból kolan, a inny Tomek miał problemy z oponkami (chyba RoRo) i oni z kilkoma osobami wrócili szosą do domu.
Na dojeździe do Dziewiczej tym razem nie miałem problemów z piachem. Nawet przejechałem przez największą piaskownicę przy wjeździe do lasu. Z podjazdami nie miałem problemów, gorzej było ze zjazdem na którym trochę momentami panikowałem. Pół pętelki mnie tak wykończyło, że zamiast jechać dalej za wszystkimi do ja wróciłem na górę. Trochę też ze względu na czas - za 5 min miała być zbiórka przy wieży, ale jak widać wszyscy się tym nie przejęli.
Wracając dwóch największych ogierów uciekło, więc ja nadawałem tempo, a raczej sam uciekałem przed resztą. Parę razy nawet wolałem poczekać, żeby upewnić się o dobrą drogę.
Przy jeziorze Młyńskim (mogę się mylić) prowadzenie przejął pan w koszulce Schwinna, który pokierował nas jego dobrze znanymi ścieżkami, w tym "singielką" nad samą Maltę.
Znowu wracałem z Sylwią, dłuższą chwilkę pogadaliśmy się przy cytadeli i później po ciemku wracałem przez miasto. W domu o ok 22.
Kategoria Szosa, Treningi grupowe, MTB
- DST 56.09km
- Czas 02:38
- VAVG 21.30km/h
- VMAX 39.44km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Piaszczysty Strzeszynek i Malta z podjazdami przy źródełku
Poniedziałek, 13 czerwca 2011 · dodano: 13.06.2011 | Komentarze 0
Dzisiaj nie miałem informatyk, do tego zwinąłem się z niemca i byłem o 14 w domu. Od razu posmarowałem łańcuch i przed 17 wyszedłem na rower. Dzisiaj zacząłem od szukania nowych ścieżek przy Rusałce, po za jednym fajnym zjazdem znalazłem same ścieżki zablokowane konarami drzew. Dalej trasa jak poprzednio do Kiekrza, gdzie zrobiłem ze 4 rundki na piachu tylko raz zakopując się w nim. Widać jakie zrobiłem postępy od ostatniego razu, już nie mam takiego problemu w jeździe po piachu. Moją aktualną terenową trasą pojechałem sobie do parku sołackiego i dalej nad Maltę. Tam chwilę przy źródełku odpoczynek i dalej na tą ścieżkę co na poprzednim treningu jechaliśmy. Wróciwszy do źródełka, wpadłem na świetny pomysł porobienia sobie podjazdów w stylu Tomka. Za pierwszym razem zatrzymałem się na samej górze, zjazd bardzo spokojnie. Następne już szły mi łatwiej, tylko żeby nie stracić równowagi to musiałem stojąc dociążyć przednie koło. Chyba łącznie podjeżdżałem i zjeżdżałem 5 razy, z czego 2 nie dałem rady podjechać. Gdy już poczułem brak sił to pojechałem do domu, chciało by się jeszcze skoczyć nad Strzeszynek, ale nie miałem już wody. W domu o 20:30.- DST 35.04km
- Czas 01:29
- VAVG 23.62km/h
- VMAX 35.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek
Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 12.06.2011 | Komentarze 0
Po nazbieraniu sił po imprezie wieczorkiem wyszedłem sobie przed 8 na rower, trasa prawie taka jak wczoraj, tylko kółko dookoła Rusałki bez odcinka specjalnego. Do tego biskupińską podjeżdżałem polem, a nie asfaltem. Ze światełkiem wracałem od Rusałki. W domu przed 21:30. Kategoria Ze światełkiem
- DST 36.85km
- Czas 01:37
- VAVG 22.79km/h
- VMAX 37.80km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze



