Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2011

Dystans całkowity:1033.38 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:45:39
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:53.27 km/h
Liczba aktywności:27
Średnio na aktywność:38.27 km i 1h 41m
Więcej statystyk
  • DST 46.59km
  • Czas 01:49
  • VAVG 25.65km/h
  • VMAX 53.27km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Malta i Strzeszyn

Sobota, 23 kwietnia 2011 · dodano: 23.04.2011 | Komentarze 0

Po dojechaniu ulicami na Sołacz, tym razem od razu ruszyłem nad Maltę. Był mały ruch więc pierwszy raz pokonałem Wartę jezdnią, a nie ścieżką/chodnikiem. Nad Maltą za to duży ruch, także nie raz musiałem ostro hamować, ale jakoś 3 kółka objechałem. Wracając zaplanowałem szybko skoczyć sobie nad Strzeszynek, ale nad Rusałką obczaiłem telefon i zgadałem się z Kaśką, która od ponad godziny siedziała sama nad stawkami. Nagle znalazłem w sobie tyle energii, że dojechałem do niej w ok 10 min. Chyba dobrą godzinę gadaliśmy, ale zrobiło się tak zimno że już jej uciekałem. Dałem namówić się na odprowadzenie do bramy, po czym szybko śmignąłem sobie ulicą w stronę Poznania. Na początku, żeby się rozgrzać prędkość wynosiła min 35 km/h, a potem już momentami wiatr dawał mi mocno popalić. W domu byłem po 20, wyjątkowo wróciłem Bukowską i Szylinga.
Kategoria Towarzysko


  • DST 30.59km
  • Czas 01:15
  • VAVG 24.47km/h
  • VMAX 39.70km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 23 kwietnia 2011 · dodano: 23.04.2011 | Komentarze 0

Test Tomkowego TF2 - cały dystans jedna wielka cisza. Pierwszy raz w tym sezonie nad Rusałkę ciągle ulicą (Grunwaldzka i Przybyszewskiego). Chyba trochę za ostro zacząłem, przez co musiałem stanąć na chwilę nad Rusałką i potem jechać wolniejszym tempem. Powrót ze Strzeszynka nieco inną trasą, przez las. Kółeczko do cytadeli i dom.


  • DST 73.56km
  • Czas 04:01
  • VAVG 18.31km/h
  • VMAX 41.89km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Luboń i Puszczykowo z Konradem i Jackiem

Piątek, 22 kwietnia 2011 · dodano: 22.04.2011 | Komentarze 0

Plan był taki: tempo odpoczynkowe, więc o 12 spotykam się z Kondziem w Luboniu i jedziemy do Jacka do Puszczykowa, gdzie chwilę pojeździmy i do domu wrócę ok 15.

Nigdy nie jechałem do Lubonia rowerem, więc chciałem wyjechać z domu nieco wcześniej, jakoś o 10:30. Jednak poranne kolejki w sklepach nie pozwoliły mi na to, i z domu wyszedłem dokładnie o 11. Okazało się, że nie musiałem się tak śpieszyć, do Lubonia dotarłem prosto ścieżką przy Dolnej Wildzie. Na wiadukcie nad autostradą byłem 30 min przed czasem, tj. o 11:30.
Konrad nie był na to przygotowany i kazał mi do siebie podjechać. Jako tako wytłumaczył mi drogę, z tego zapamiętałem takie coś: zaraz za autostradą w prawo pod mostem, ulicą przy autostradzie, potem będą 2 ronda, mam znaleźć jakąś ul. Unijną, potem jakieś 2 ścieżki i mam jechać pod górę. No dobra, bez problemu znalazłem tą Unijną, z której dopytałem się gdzie mam dalej jechać. Trochę się nie dogadaliśmy i pojechałem nie do tej Biedronki co trzeba było. Zamiast dokładnie dojechać pod jego dom, to ja zawróciłem i pojechałem przy parku papieskim w stronę autostrady. Tam zgłupiałem, bo droga prowadziła nad autostradą, a Kondzio nic o tym nie wspominał, więc pojechałem sobie pod krzyż zobaczyć okolicę. Tam na górze wypatrzyłem drugą biedrę i drugi kościół, więc znowu dałem znać Konradowi gdzie jestem i żeby się znowu nie zgubić poczekałem w parku.
Gdy już miałem uciekać przed kontrolą straży miejskiej, przyjechał Kondzio i razem posunęliśmy w stronę Warty. Chwilkę szukaliśmy dojazdu do lasu z głównej ulicy, po czym wąską ścieżką dojechaliśmy do Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego. Tam Kondzio przyuważył, że szlak jest zamknięty, ale stwierdziliśmy że damy radę. Trasa od początku była ciekawa, zaczęło się od świetnej ścieżki chyba asfaltowej, która na nieszczęście po chwili się skończyła i jechaliśmy zwykłą leśną drogą. Chyba tylko raz natrafiliśmy na podmokły teren, a tak to co chwile było piaszczyście. Raz ostry zjazd i raz krótki, kilku metrowy ostry podjazd.
Pierwszym niepokojącym znakiem był zniszczony most, przez który w jednym miejscu trzeba było przeprowadzić rower. Pomyśleliśmy że przez to właśnie był szlak zamknięty, aż tu nagle szlak się zerwał nad strumieniem. Okazało się że kolejny most był cały zawalony i musieliśmy albo przeprawić się jakoś przez strumień, albo jechać wzdłuż niego do jakiegoś mostu. Ja byłem za znalezieniem jakiegoś dobrego miejsca do przeprawienia się, ale Kondzio uparł się aby pokonać wodę przez takie prowizoryczne przejście zrobione z kilku zawalonych konarów drzew. No dobra, pierwszy poszedł Konrad ze swoim rowerem, ale szybko okazało się, że sam nie da rady. Musiałem mu pomóc potrzymać rower, żeby on mógł przejść dalej i tam go ode mnie przechwycić. Z CUBEm nie było większych problemów, za to z moim Krossikiem było nieco gorzej. Mimo, że wyjąłem pełny bidon wody, to i tak był cięższy od rowerka Kondzia. Ale skoro z jednym się udało, to i z drugim musiało się udać. Jakoś udało mi się z nim zejść na poziom wody, gdzie przejął go ode mnie Kondzio. Dalej ja go przechwyciłem za siodełko, ale kierownica nieco się wykręciła i ratując przód jakoś tył zleciał z gałęzi i przed moment kawałek opony był w wodzie. Na szczęście nie straciłem równowagi i wydobyłem go z wody, gdzie przejął go Konrad i przeprawa przez wodę okazała się udana. Wyśmialiśmy strumień i pojechaliśmy dalej.
Dokładnie o 13 byliśmy w Puszczykowie, czyli tak jak Kondzio umówił się z Jackiem. Po drodze mijaliśmy odjebaną chatę Michała M. Zatrzymaliśmy przed sklepem, gdzie ja trochę się zdziwiłem że to już jesteśmy. Tam Konrad musiał jeszcze odwiedzić swoją ciocię, a mi kazał jechać prosto do Jacka. Po 200m samotnej jazdy prostą drogą, znalazłem charakterystyczny punkt którym był biały dostawczak z odkurzaczami i spytałem się Jacka gdzie mieszka. W tej chwili moim oczom ukazał się jego wilczur, który nie dawał mi spokoju ciągłym szczekaniem zza płotu. Wrażenie robił groźne, ale zgodnie z Jacka zapewnieniami okazał się grzecznym pieseczkiem. Na chwilę wbiłem do Jacka domu, gdzie zostałem miło przywitany sokiem i czekając na Konrada rozsiedliśmy się w ogródku. Ten po chwili przyjechał, został również przywitany szklanką soku, pobawił się z psami i pojechaliśmy we trzech na najlepsze lody w mieście. Chłopacy polecili mi smak "cookies", których wziąłem jedną gałę, gdy oni wzięli po kilka kul w różnych smakach. Chwilę posiedzieliśmy delektując się lodami i oglądając pociągi, po czym ruszyliśmy dalej.
Tym razem naszym celem było chyba Jezioro Jarosławskie (nazywane przez nich "Jarocha"). Najpierw musieliśmy przejechać przez Puszczykowo ulicami. Na jednym podjeździe, na którym ponoć Jackowi się odechciewa jechać dalej, trochę pocisnąłem i zostawiłem chłopaków z 50m w tyle. Następnie odcinek przez las. Ścieżka była dosyć nietypowa, trochę rozjechana: w środku było takie utwardzone, wąskie koryto którym można było pędzić, a po obu stronach wszystko w czym można było się zakopać, lub nieźle zniszczyć rower. Jechaliśmy z wiatrem, Jacek na czele, a dla mnie zostały tyły. Jackowi musiało się dobrze jechać bo ładnie się rozpędzić i szybko zaczął nam uciekać. Kondzio to zobaczył i postanowił go dogonić. Ja zostałem trochę w tyle, po czym też przyspieszyłem i szybko zacząłem gonić Konrada. Aż tu nagle, nie wiem co chciał Kondzio zrobić, ale zjechał z głównego koryta w piach, gdzie ratując się przed upadkiem wjechał kołem do ubitego koryta. Na moje nieszczęście stało się w tej chwili, kiedy goniąc go byłem kilka metrów za nim, i na dużej prędkości (pow 30 km/h) zostało mi tylko ostro dać po hamulcach jednocześnie krzycząc: "ja pierdolę, Konrad". Przednim kołem zahaczyłem chyba o jego rower i poleciałem jakoś z rowerem przez kierownicę. Na szczęście miałem kask i po za paroma zadrapaniami nic mi się nie stało. Muszę przyznać, że fajnie mi się leżało na tej ziemi, byłem cały brudny, wszędzie miałem ziemię i nie chciało mi się wstawać. Nawet okularki trochę dostały bo szkiełko się poluzowało i nie wiem jak to się stało ale z wewnętrznych spodenek wyjąłem szyszkę. Po oględzinach mnie i roweru pojechaliśmy dalej w stronę jeziora.
Po fajnym, dosyć ostrym zjeździe nad jarochę, rozsiedliśmy się na ławce. Niedaleko nas była inna grupa roweromaniaków, w tym jeden w koszulce BikeStatsa o nicku Jarzyna ;). Trochę obmyłem się w jeziorze, chwilę odpoczęliśmy i pojechaliśmy dookoła jeziora. Wracając obowiązkowo wstąpiliśmy na lody, tym razem jedna gała truskawki i nagle Konrad uświadomił sobie, że śpieszy się na trening na 17. Wtedy była jakoś 15:20. Nawet miał plan wskoczyć w pociąg i być szybciej, ale okazało się że najbliższy pociąg nie kursuje 22.04, czyli dzisiaj. To ruszyliśmy, tym razem cały czas nawet fajną ścieżką przy ulicy. Co chwile musiałem zwalniać mimo, że nie miałem jakiegoś mocnego tempa (jechałem jakieś 22/23 km/h), bo chłopacy zostawali w tyle.
Już chyba w Luboniu, Konrad został w tyle, bo jak się później okazała przebił dętkę. Nikt nie wie jak on to zrobił, że cały gwóźdź przebił mu oponę na wylot. Była wtedy godzina 16, szybko wziąłem się do roboty i rower był gotowy do jazdy po ok 15 min. Znowu moja pompka z lidla za 9,99zł była bohaterem ;).
Odstawiliśmy Kondzia pod dom i wtedy padł genialny pomysł odwiedzenia Marty. Konrad biegł na trening, więc nam za bardzo nie wytłumaczył jak do niej dojechać, ale podał nam adres i że mieszka w białym domu. Przy okazji po Konrada podjechały jego ziomki w Golfie, ale nie chciało im się czekać i pojechali na trening bez niego. Jacek poszedł do biedry coś kupić i dowiedzieć się jak dojechać do Marty, a ja popilnowałem rowerów. Po chwili wrócił z tabliczką czekolady, która od razu zniknęła i ze wskazówkami, które nic nam nie mówiły. Nagle przypomniała się Jackowi że Bob kiedyś był u Marty i nam powie jak do niej dojechać. On nam wszystko bez problemu powiedział, tylko że coś się Jackowi zapomniała o pojechaliśmy kawałek za daleko. Na szczęście znalazł się plan Lubonia, na którym szybko obczailiśmy drogę. Znaleźliśmy biały dom, biały płot, adres się zgadzał i nawet samochód wydawał się dziwnie znajomy. Chcąc zrobić niespodziankę Marcie, zadzwoniliśmy do niej, ale bez skutku. Wreszcie Jacek się wkurzył i podszedł pod płot i zadzwonił do drzwi. Gdy tak czekaliśmy aż ktoś wyjdzie to cały czas jakiś fajny pies sobie podskakiwał szczekając zza płotu. Wreszcie wyszła jakaś pani i Jacek spytał się czy jest Marta. Ku naszemu zdziwieniu odpowiedziała nam, że to najwyraźniej jakaś pomyłka i że tu nie ma żadnej Marty. No dobra, to pojechaliśmy dalej szukać domu Marty. Przy okazji co chwilę dzwoniliśmy do Boba i on cały czas wskazywał na ten dom, w którym nie żadnej Marty. Jeszcze nawet dowiedzieliśmy się, że ma młodszą siostrę, a tam wtedy w tle biegała jakaś dziewczynka. Jacek każdego się pytał, czy wie gdzie mieszka rodzina K, ale nikt ich nie znał. Przez te poszukiwania zrobiło się już późno i musiałem wracać do domu. Z Lubonia wyjeżdżałem o ok 17:50, a w domu byłem o 18:20.
Tak miło to jeszcze nigdy nie spędziłem Wielkiego Piątku, nawet sprzątanie w domu mnie ominęło. Wycieczka bardzo udana - ponad 7h na rowerze. :)
Kategoria Towarzysko, Szosa


  • DST 47.02km
  • Czas 01:48
  • VAVG 26.12km/h
  • VMAX 38.37km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Malta

Czwartek, 21 kwietnia 2011 · dodano: 21.04.2011 | Komentarze 0

Pierwszy raz w całym stroju.


  • DST 30.48km
  • Czas 01:18
  • VAVG 23.45km/h
  • VMAX 39.36km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek z Szymkiem

Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 20.04.2011 | Komentarze 0

Nad rusałką o 17, oczywiście jak dojechałem to już odpoczynek. Nad Strzeszynkiem rozdawali CocaColę light, którą ,rzecz jasna, nie pogardziliśmy. Wracając nad rusałkę dogoniliśmy tomczera z jego koleżanką i do jeziora jechaliśmy razem. Nad Rusałką kolejna przerwa, potem miałem plan jechać nad Maltę ale zrobiło się późno i momentami było mi chłodno. Z Cytadeli dochodziły ciekawe odgłosy (Próba Misterium Męki Pańskiej).
Kategoria Towarzysko


  • DST 47.41km
  • Czas 02:04
  • VAVG 22.94km/h
  • VMAX 39.36km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Malta

Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 19.04.2011 | Komentarze 0

Ze świetną nowiną o meczu Lech-BVB ruszyłem od początku spokojnym tempem. Mimo to nad Strzeszynek dojechałem dosyć dobrym tempem. Pogoda piękna, nad jeziorami tłumów nie było. Wyjątkowo zrobiłem sobie przerwę nad Rusałką i gdy już miałem ruszać to odezwał się do mnie jakiś były kolarz-rowerzysta w podeszłym wieku i chwilkę razem powspominaliśmy stare czasy ;). Na przejeździe przez jezdnię na Sołaczu zauważyłem Marikę w tramwaju, ale oczywiście najpierw udawała że mnie nie widzi, a potem że śpi. Przed Maltą minąłem się na moście z tomczerem i jego kumplem z klubu. Nad maltą nie wiadomo skąd znalazł się przy mnie tomcio, który od razu zwrócił uwagę na mój hałasujący łańcuch. Nie wiem czego on oczekiwał od ostatniego smarowania 500km temu ;). Gdy już tak razem jadąc tomczer zbadał cały mój sprzęt, stwierdził że musi zrobić trening i sekundę później już był dobre 20m przede mną. Co ciekawe, dzisiaj wiatr wiał w drugą stronę niż zawsze i tam gdzie dzień wcześniej pędziłem 35 km/h, dzisiaj ledwo wyciągałem 25 km/h. Za to tym razem bosko pędziło się od źródełka w stronę galerii Malta. Łącznie zrobiłem 2 kółka i spokojnie, równym tempem wróciłem do domu gdzie wziąłem się za łańcuch ;)
Kategoria Towarzysko


  • DST 47.02km
  • Czas 01:51
  • VAVG 25.42km/h
  • VMAX 37.76km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Malta

Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · dodano: 18.04.2011 | Komentarze 0

Szybko po szkolę ogarnąłem coś do jedzenia i od razu na rower. Jeszcze macmaster nas nie chciał wypuścić przed dzwonkiem, więc czasu nie miałem za dużo. Tym razem ubrałem się nieco lżej i efekty było widać od razu. Mimo przejazdu przez miasto tempo trzymałem cały czas. Nad Maltą dwa kółka, podczas tego drugiego jakiś kolarz na szosie próbował jechać za mną ale udawało mu to się tylko wtedy, kiedy musiałem zwolnić przez za duży tłum. Już trochę łańcuch robi się wkurzający, ale ma prawo: ostatnio smarowany był na początku marca ;).


  • DST 29.80km
  • Czas 01:11
  • VAVG 25.18km/h
  • VMAX 37.67km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 17 kwietnia 2011 · dodano: 17.04.2011 | Komentarze 0

Trochę za ciepło ubrany, ciężko, ale dałem radę. Jak na taką pogodę to nawet sporo ludzi.


  • DST 23.60km
  • Czas 00:59
  • VAVG 24.00km/h
  • VMAX 34.91km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 16 kwietnia 2011 · dodano: 16.04.2011 | Komentarze 0

Dookoła Strzeszynka


  • DST 57.19km
  • Czas 02:32
  • VAVG 22.57km/h
  • VMAX 35.89km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Malta z Szymonem

Czwartek, 14 kwietnia 2011 · dodano: 14.04.2011 | Komentarze 0

Luźniejszy dzień, zamiast na lekcjach to byliśmy w kinie, a jutro wycieczka do stolicy więc można było poszaleć. Zaczęło się o 16, najpierw Strzeszynek, gdzie zgadałem się z Szymkiem. Wtedy pogoda była ciekawa, z jednej strony się przejaśniało, a z drugiej ciemne chmury, z których jak się później okazało trochę popadało. Korzystając jeszcze ze słońca zrobiłem dobrym tempem kółko dookoła jeziora, gdzie spotkałem się z miłym pozdrowieniem od jakiegoś kolarza ;). Z Szymkiem już nad Rusałką, po krótkim odpoczynku na ławce, a potem pod mostem z uwagi na deszcz, zdecydowaliśmy się pojechać nad Maltę. Tam od razu usiadłem na koło jakiegoś innego kolarza, za którym bardzo miło mi się jechało. Mogło być trochę szybciej, ale nie chciałem zostawiać zmęczonego przyjaciela. Gdy Szymon już nie dawał rady zrobiliśmy sobie dłuższy postój. Następnie zostawiłem go nad Maltą, gdyż nie chciał już ze mną jeździć i zrobiłem sobie dodatkowo 2 kółka. Było mi mało, więc pojechałem nad Rusałkę, gdzie spotkałem Kubę na jego nowym rowerze. Chwilkę pogadaliśmy, zrobiło się ciemno i musieliśmy wracać. Zostawiłem go na Bułkowskiej i sam śmignąłem sobie do domciu. Była wtedy już godzina ok 20:15 ;)
Kategoria Towarzysko