Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
- DST 24.91km
- Czas 01:05
- VAVG 22.99km/h
- VMAX 42.73km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek
Niedziela, 30 września 2012 · dodano: 30.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 4W taką piękną niedzielę aż żal było siedzieć w domu.
Po mocnym początku (nie umiem wolno jeździć ulicami) nastąpiła totalna niemoc, aż za Lutycką musiałem się zatrzymać i parę sekund odpocząć. Nigdy mi się takie coś nie zdarzyło, dobrze że to już koniec sezonu, a nie jakiś ważny trening.
Trochę się po piachu pojeździło, w międzyczasie odkręciła mi się nakrętka trzymająca kasetę, koronka 13T do poprawki, reszta w teście na siłę wypadła OK.
Kategoria MTB
- DST 79.18km
- Czas 03:38
- VAVG 21.79km/h
- VMAX 53.05km/h
- Temperatura 18.0°C
- HRmax 155 ( 79%)
- HRavg 113 ( 57%)
- Kalorie 1443kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Pamiątkowo, Biedrusko, Amfi
Sobota, 29 września 2012 · dodano: 29.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 7Z Jonkiem i Krzyśkiem Andrzejewskim, w słoneczną i ciepłą jesienną sobotę.
Pierwszy raz od tygodnia na Instynkcie - jak fajnie wrócić do SPDów, do tego szlifowanie się sprawdziło i mogę zapomnieć o przeskakiwaniu łańcucha.
Do Pamiątkowa Traktem Napoleońskim, nach Żydowo, dann szlakiem do Złotnik, poligonem do Biedruska, powrót Nadwarciańskim z pokazaniem ciekawej ścieżki lasem przez Jonka, wracając koło Cytadeli wpadłem sobie pod amfiteatr. Przez niewyregulowaną przerzutkę był mały problem, a zamiast się męczyć z regulacją to wolałem podjechać na 2x1 od samego dołu bez rozpędu.
Kategoria Szosa, MTB, Towarzysko
- DST 83.83km
- Czas 03:18
- VAVG 25.40km/h
- VMAX 48.60km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
"Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą" - Maraton Łopuchowo
Niedziela, 23 września 2012 · dodano: 23.09.2012 | Komentarze 0
3h piłowania koronki dały dobry efekt, za to wysiadły kolejne koronki -..-Udany start - pech zaraz za nim; fatalna taktyka na "rozjeździe", gonienie czołówki; kolejny pech; nadrabianie strat do samej mety.
Start jak marzenie - z pierwszej linii, w pierwszym zakręcie na czele z Pawłem Cieślikiem (zawodowym szosowcem), niestety na asfalcie spada mi łańcuch przy próbie wrzucenia na blat - zjeżdżam na bok i nogą wrzucam na zębatkę, po chwili już ciągnę za Jarkiem do peletonu. Przed podjazdem cały peleton się zjechał, ja żeby nie stracić pozycji jechałem czujnie z prawej strony co jakiś czas dostając podmuchy wiatru. Mocny podjazd na szosie - czoło nadało mocniejsze tempo, ja się totalnie zagotowałem samemu walcząc z wiatrem, tak że mogłem tylko bezradnie patrzeć jak cała grupa mi odjeżdża, a już na płaskim musieli mnie ratować chłopacy. Tomek Pawelec dał zmianę, jak później mówił jadąc w trupa, potem Tomek Czerniak mnie ciągnął przez las, niefortunnie przestrzelił jeden zakręt i musiałem dalej sobie radzić sam. Złożyła się grupka z innych osób, w której dobrze układała się nam współpraca. W taki sposób ja pomału dochodziłem do siebie i co chwile łapaliśmy jakieś osoby które odpadły od pierwszej grupy.
Kiedy już czułem się na siłach, żeby dać mocniejszą i dłuższą zmianę, los dał mi kopniaka w dupsko - usłyszałem głośny syk, po czym po chwili nie miałem powietrza w tylnym kole. Rower rzuciłem w krzaki, sprawnie wyciągnąłem koło, a kiedy zabierałem się zdejmowanie dętki przyjechali z pomocą chłopacy. Dzisiaj jechali tylko na dojechanie więc mogli sobie na takie coś pozwolić, wiedzieli że dla mnie każda sekunda się liczyła w walce o generalce. Od razu wzięli się wymianę dętki, właściwie to ja mogłem tylko patrzeć i podziwiać jaką oni mają w tym wprawę. Musiało to fajnie wyglądać - 3 Tarisy stoją w krzakach i męczą się z jednym kołem. Po wstępnym napompowaniu poszedł nabój CO2 od Krzycha (chyba już nigdy więcej nie pojadę na wyścig z taką pompką - to na pewno jej wina!), potem w ruch na zmiany poszła pompka Tomka Pawelca. Wstępnie umówiliśmy się że pojedziemy równo, silniejszym tempem, z czego oczywiście nic nie wyszło. Najpierw Tomek Pawelec miał chyba jakiś problem i został z tyłu, a potem ja nadałem takie tempo że Tomek Czerniak odpuścił sobie jazdę za mną.
No i zaczęła się moja gonitwa. Zaraz po pitstopie był pomiar czasu - 86 miejsce ze stratą 8 min do Artura. Sama wymiana zajęła 6 min.
Samotna, dobra gra jednego aktora. Kolejne osoby wyprzedzałem jak chciałem, do końca pierwszej rundy byłem już 68 ze stratą dalej 8 min. Na asfalcie przechodziłem kryzys, prawie dogonili mnie panowie z ASGO team. Po wjeździe w las znowu odżyłem i zabrałem się do odrabiania kolejnych strat. W oddali widać grupkę, dociągam do nich, chwile odpoczywam i ogień. 2 osoby utrzymują się za mną, jednak nie przejmuję się zbytnio tym, dla mnie liczy się tylko teraz nadrabianie strat. Kolejne kilometry i pustka przed nami. Czas leci za szybko, kilometr z kilometra pokonuję coraz szybciej. 15 km do mety, a ja jeszcze nie dogoniłem prezesa. Już zdawałem sobie sprawę że z walki o generalkę nici, ale napędzała mnie myśl "dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Nogi coraz słabsze, napęd nie chce ze mną współpracować. Pod nieliczne podjazdy jest totalna galareta, rower bardziej pedałuję ciałem przechylając rower na boki niż siłą nóg. Jestem na skraju wymęczenia, ale po chwili odpoczynku siły wracają i można jechać dalej.
W oddali kolejna grupka, na końcu widzę niebieską koszulkę Tarisu - to musi być Prezes. Po chwili jestem już za nimi, znowu chwilka odpoczynku i luta do przodu, żeby zrobić dobre wrażenie walki do samego końca. Odjechałem im. Przede mną też pusto, żadnej większej grupki, jedynie co jakiś czas jakaś pojedyncza osoba, nawet nie wiem czy jadą mini czy mega. Właściwie to nie interesuje mnie to. Walczą do końca, nie wiadomo co się dzieje tam z przodu. Ostatnie kilometry, wjazd na asfalt i widzę jakąś grupkę przede mną. Postanawiam ich dogonić, mimo tego że widzę jak są daleko i wiem, że nie mam na to szans. Ale co tam, w sporcie wszystko jest możliwe i jadę w trupa. Wjazd na boisko, mocno stanąłem w pedałach, spada mi łańcuch... Cholera, znowu.... Tym razem dłużej się męczę z wrzuceniem na blat, po chwili mi się udaję i ogień na ostatnie metry.
Od razu widzę Przemka Rozwalkę, który mówi mi że na ostatnich metrach przegrał z Arturem Sobkowiakiem, Szymon Bereźnicki przejechał chwilę za nim...
Czyli moja walka o wygranie generalki okazała się porażką, pozostaje mi 3cie miejsce. Ale widać że Artur dobrze odrobił pracę domową i tym razem mądrze pojechał, albo po prostu brakowało mu kogoś kto by próbował porwać grupę ;)
Ostatecznie 45 miejsce (odrobione ponad 40 miejsc po laczku), 11 minut straty do Artura, do zwycięzcy (Mroza przed Cieślikiem) 17 minut. M1 niestety 4ty, było mi zapraszać Przemka na wyścig ;)
Czyli nastał koniec głównych startów, wreszcie czas na wakacje! :)
Mój "życiowy" sezon można uznać za udany!
Kategoria Wyścig
- DST 11.33km
- Czas 00:35
- VAVG 19.42km/h
- VMAX 38.25km/h
- Temperatura 15.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Polanka
Piątek, 21 września 2012 · dodano: 21.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 3Przejazd przez miasto - porażka, jeden wielki korek.
Do Tuzina po pompkę - dzięki, oby się nie przydała ;)
Po czyszczeniu niby trochę lepiej, ale dalej jest źle. Odkryłem że ząbki na koronce są za krótkie i nie łapie łańcucha jak powinno. Jak będę miał czas to może pobawię się w szlifowanie.
Kategoria Szosa
- DST 24.83km
- Czas 01:18
- VAVG 19.10km/h
- VMAX 40.90km/h
- Temperatura 17.0°C
- HRmax 148 ( 75%)
- HRavg 114 ( 58%)
- Kalorie 518kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek E1
Piątek, 21 września 2012 · dodano: 21.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 2Po drodze nad Rusałkę spotkany RedRider na przejażdżce ze swoim zwierzem, jakoś tak jesiennie się zrobiło: liście już częściowo spadły, słońce grzało a tu bardzo przyjemne ok 17 stopni, aż chce się jeździć.
Tylko ten łańcuch (kaseta)...
Może wyczyszczenie coś pomoże.
Kategoria MTB
- DST 56.91km
- Czas 02:15
- VAVG 25.29km/h
- VMAX 44.65km/h
- Temperatura 17.0°C
- HRmax 158 ( 81%)
- HRavg 131 ( 67%)
- Kalorie 1278kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Pamiątkowo E2
Czwartek, 20 września 2012 · dodano: 20.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 5dojazd terenem traktem napoleońskim, powrót zielonym szlakiem przez Sobotę i Pawłowice. Z napędem dalej źle :(
- DST 76.09km
- Czas 02:47
- VAVG 27.34km/h
- VMAX 43.48km/h
- Temperatura 15.0°C
- HRmax 161 ( 82%)
- HRavg 126 ( 64%)
- Kalorie 1383kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Lulin E2
Środa, 19 września 2012 · dodano: 19.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 6 wymęczony dystansem i nie wcale takim rozjazdowym tempemDo Rokietnicy, zamkniętą obwodnicą na wykończeniu do Soboty - gorąco polecam wszystkim, dwupasmówka z nowiutkim asfaltem cała dla siebie, Kowalewko, Lulinek, Pamiątkowo i powrót przez Żydowo, Rokietnicę, Strzeszynek do Poznania. Na Golęcinie po zachodzie (po 19), ciemno i zimno.
Pulsometr tylko przez kilka momentów nie chciał współpracować, dlatego dzisiaj po ostatnich fochach muszę go pochwalić.
Nowy łańcuch - niestety nie jest tak wspaniale jak miało być - jeszcze trochę potrwa zanim się przyjmie i przestanie przeskakiwać, ale od pierwszego kilometru do końca wycieczki już zrobił duży postęp, tzn przeskakuje już tylko na najbardziej zjechanym trybie w kasecie.
Kategoria Szosa
- DST 47.91km
- Czas 02:02
- VAVG 23.56km/h
- VMAX 53.05km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Jezioro Swarzędzkie, Dziewicza
Wtorek, 18 września 2012 · dodano: 18.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 5Od razu po odpoczynku poobiednim, szkoda mi było czasu na trening i pojechałem sam już o 16. Kierunek: Dziewicza, po drodze zaliczyłem zjeździk nad Swarzędzkim, który na pierwszym treningu PnR wydawał mi się taki straszny. Dojeżdżając do Dziewiczej już odkryłem że łańcuch przeskakuje na wszystkich trybach kasety... dobrze że mam tego XTR'a i będę mógł z niego skorzystać, bo na tym już nie da się jeździć. Oby nowy się przyjął do Łopuchowa!
Ze względu na wnerwiający mnie łańcuch jedna pełna pętla na Dziewiczej (ponad 10 min), 2x Killer i szosą przez Kicin prosto do domu. Od Kicina do Lechickiej cały czas za ciężarówką :)
Niestety znowu nawalił pulsometr -..-
- DST 23.21km
- Czas 00:57
- VAVG 24.43km/h
- VMAX 40.90km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek E1
Poniedziałek, 17 września 2012 · dodano: 18.09.2012 | Komentarze 0
RPE: 2Ostatnio czasu nie mam na nic, ale na rower zawsze się znajdzie. Po wyczyszczeniu butów zamontowałem nieco inaczej bloki, tak żebym lewym butem nie ocierał o ramię korby - trochę to z początku przeszkadzało, ale w miarę jak noga się przyzwyczaiła to było coraz lepiej.
Przydało się tez rozruszać obitego czworogłowego na wfie, na schodach męczarnia ze zejściem z rowerem, podczas jazdy na siedząco nie przeszkadzało, jedynie na stojąco był mały problem.
Cała trasa solidnym tempem, ale bez przesady. O wczesniejszej porze (godz 17/18) dużo spotkanych kolarzy/maratończyków, a wracając na światłach na Żeromskiego wyhaczył mnie trener na swoim rozjeździe ;)
Kategoria MTB
- DST 69.59km
- Czas 03:07
- VAVG 22.33km/h
- VMAX 47.66km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Błotniste Michałki - Maraton Wieleń
Sobota, 15 września 2012 · dodano: 15.09.2012 | Komentarze 0
W wielkim skrócie: przegrane pierwsze miejsce w dramatycznych warunkach przed wjazdem na metę (na okropnej ścieżce przez pole, do tego zaczął deszcz zacinać prosto w twarz) , przez cały wyścig czułem się bardzo dobrze i miałem siły do rwania. 6 open, gdyby nie podjazdy zamieniające się w podbiegi na których traciłem wiele sekund mógłbym przyjechać z pierwszą grupką.W mniejszym skrócie: tym razem bardziej zadbałem o rozgrzewkę, 30 min z kilkoma skokami (tętno już na poziomie 170 uderzeń) i o 9:30 stałem już w sektorze w pierwszej linii. Nie przewidziałem tego, że dużo ludzi będzie pchało z przodu zaraz przed startem, czego wyniku startowałem z ok 5 linii. Wiedziałem że na początku przez kilka km jest asfalt, więc nie przepychałem się zbytnio, ale starając się nie stracić za dużo do czołówki. Tempo było słabe, dopiero gdy w oddali dało się zauważyć wjazd do lasu to przód nieco bardziej ruszył, na czym skorzystałem i przebiłem się lewą stroną na ok 10 miejsce. Przede mną widziałem Kubę Zaworskiego oraz Macieja Kliniewskiego, a obok mnie przepychał się pan Jacek Swat. Tempo dalej było słabe, po rozerwaniu peletonu teraz wszyscy się znowu zjeżdżali i przepychali. Gdy gdzieś na sekundę zostałem w tyle, to już po chwili bez problemu mogłem dogonić grupkę. Przez taką ilość osób piaszczyste podjazdy w drugiej części grupki stały się niestety podbiegami. Na chyba drugim takim podjeździe, gdy inni się męczyli to ja spokojnie, z nóżki na nóżkę wspinałem się, do czasu aż jakiś koleś przede mną stracił równowagę i blokując wszystkich mozolnie zszedł z roweru. Jako że zupełnie się tego nie spodziewałem to o szybkim zejściu z roweru nie było mowy, zanim się zatrzymałem i przełożyłem nogę przez ramę to już mnie wszyscy wyprzedzili, łącznie z panem Jasiem i panem Jurkiem którzy nas dogonili. Brakowało tylko Jarka (3xJ !), któremu nie udało się przebić do czołówki po starcie. Dalej narzuciłem mocne tempo i dogoniliśmy Kubę Zaworskiego, przez co wszyscy z Tarisu jadący w czołówce jechali teraz razem. Ze dwa razy zmianę dał Kuba, a tak to ja głównie ciągnąłem. W międzyczasie Maciej Kliniewski musiał z jakiegoś powodu zatrzymać się, przez co go wyprzedziliśmy i do końca wyścigu nie pozwoliłem się dogonić. W pewnym momencie w kasetę zaplątała mi się jakaś gałąź. Tylna przerzutka zaczęła szaleć, łańcuch przeskakiwał przez wszystkie zębatki. Trochę zostałem w tyle, na szczęście szybko łańcuch dał sobie radę z tym problemem. Wtedy odkryłem, że do naszej grupki dołączył się Przemek Rozwalka, który już nie jeden maraton wygrał. Nie pozostało mi nic innego jak sprawdzić jak tam jest z jego formą. Od razu poleciałem do przodu, szybko wyprzedzając pana Jasia i Jurka. Przemek został gdzieś w tyle, ale skorzystał z koła pana Jurka który dociągnął do mnie. Po chwili był rozjazd MEGA/GIGA, na którym prawie wszyscy jechali na dłuższy dystans. Pan Jurek ładnie się z nami pożegnał i jechaliśmy w trójkę: Ja, Kuba, Przemek.
Głównie ja prowadziłem grupkę, co chwile spoglądając jak daleko od nas jest Maciek. Tempo nadawałem mocne ale z dużym zapasem sił, jedynie na podjazdach pokazując jaka drzemie we mnie moc. Po jednym ze zjazdów, nagle wyrosło przede mną błotne jezioro na całą szerokość ścieżki... Nie pozostało mi nic innego jak zaryzykować i wpakować się w sam środek, niestety o ile pierwszą część przejechałem, to tak jak wpadłem w drugą dziurę to już tak szybko z niej nie wyszedłem. Wody było ponad oś koła w 29erze, kierownicy nie opanowałem, ale udało mi się sprawnie wypiąć but. Noga wylądowała w błocie, druga tak samo i jakoś wyciągnąłem rower z tej wody. Przeprosiłem chłopaków że tak brzydko ich poprowadziłem i jechaliśmy dalej.. niestety już bez Kuby któremu rower odmówił współpracy.
Dalej ja prowadziłem, co chwile próbowałem urwać na podjazdach lub technicznych momentach, ale Przemek na 29erze tak łatwo się nie dawał. Najlepsza okazja nadarzyła się na nie za dużym piachu, który udało mi się sprawnie przejechać, a jemu już nie. Od razu wiedziałem że miał tam problem i ruszyłem całą mocą do przodu, nie oglądając się za siebie. Było to przed zjazdem mini/mega, gdzie parę osób z mini się przede mną wlekło, ale bez problemów ustępowali miejsca. Wtedy szedłem na prawdę ostro, do mety pozostało jakieś 15 km i mam około 100m przewagi. Mimo takiego tempa Przemek się do mnie zbliżał, ale do momentu aż mnie dogonił nie odpuszczałem. Wiedziałem że pojedzie w trupa byle mnie dogonić, ja wolałem zostawić sobie mały zapas żeby mnie nie wycięło. Niestety, nie było powtórki z Wałcza, dogonił mnie po kilku kilometrach. Potem od razu zwolniłem, nie było sensu się tak dalej katować, do tego taka jazda mnie bardzo zmęczyła i też potrzebowałem chwili odpoczynku. Bałem się tylko kontrataku Przemka, na szczęście czego się nie doczekałem. Trasa do mety z początku prowadziła ubitą drogą gruntową z wiatrem, gdzie aż rower sam szedł 35 km/h. Pierwsze schody zaczęły się na wjeździe na wał nad Notecią (?), gdzie rower z moją wielką pomocą ledwo jechał 25 km/h. Niezłe tam były wertepy, a z mini nie mieli jak nam ustąpić miejsca i za paroma osobami przejechaliśmy ok 30 sekund. Jak nas puścili to już w oddali było widać metę, nadałem bardzo mocne jak dla mnie tempo.
W tym momencie zaczął padać rzęsisty deszcz prosto w okulary, zrobiło się zimno co jeszcze zwiększyło dramaturgię walki o wygraną w M1.
Już z lewej strony widziałem stadion, zakręt w lewo, widzę jakąś gumową kładkę, myślę że musi być śliska, zwalniam.... i wtedy jak z procy ruszył Przemek, który od wewnętrznej mnie objechał jak chciał i cisnął ile sił do mety. Ja ruszyłem za nim ale w połowie stadionu miał przede mną przewagę ok 20 m, co ciężko było w takim stanie odrobić. Nawrót, mocno stanąłem na pedałach, ale już bez efektu... Jeszcze przed Przemkiem jakieś dziecko przebiegło, ja już odpuściłem i bezradnie przejechałem przez linię mety. Szkoda, bagażnik uciekł mi na ostatnich metrach, ale łańcuch XTR'a też nie jest zły :)
Mimo takiej porażki jestem bardzo zadowolony, w szczególności z mojej dyspozycji. 6 miejsce OPEN też robi swoje (strata 4 min do Witkiewicza/Górniaka)
Już nie mogę doczekać się finału w Łopuchowie, oby tam forma była jeszcze lepsza!
Kategoria Wyścig



