Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

MTB

Dystans całkowity:15917.25 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:747:48
Średnia prędkość:21.29 km/h
Maksymalna prędkość:76.50 km/h
Suma podjazdów:348 m
Maks. tętno maksymalne:191 (97 %)
Maks. tętno średnie:168 (82 %)
Suma kalorii:69482 kcal
Liczba aktywności:333
Średnio na aktywność:47.80 km i 2h 14m
Więcej statystyk
  • DST 40.44km
  • Czas 02:44
  • VAVG 14.80km/h
  • VMAX 64.80km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zgrupka Szklarska Poręba: technicznie do Jagniątkowa

Czwartek, 31 lipca 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 0

Przyjazd na miejsce po południu, więc nie zostało wiele czasu na trening. W związku z tym zaplanowana była szybka, terenowa runda na wprowadzenie z górami.
Zaczęliśmy od ścieżki wzdłuż Szklarki. Jak się okazało, od razu z grubej rury. Kamienie, korzenie. wąskie ścieżki, do tego wilogotno po opadach deszczu. W skrócie: Pure MTB. Ludzie patrzyli na nas z niedowierzaniem i różnie to komentowali.
Nic dziwnego, jak na pierwszy dzień nie czułem się w takich warunkach zbyt pewnie, przez co w wielu miejscach pasowałem i sprowadzałem. Takie przywitanie z górami mnie przerosło. Z końca szlaku wspięliśmy się odcinkiem szosy. Dalej terenem dostaliśmy się m.in technicznym zjazdem do Jagniątkowa, skąd szosą na premię górską w Michałowicach,dalej bardzo szybki zjazd do Piechowic na którym ryzykując odjechaliśmy z Tomkiem i na koniec ostatni, długi podjazd z Piechowic do Szklarskiej.




  • DST 23.39km
  • Czas 01:09
  • VAVG 20.34km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Niedziela, 20 lipca 2014 · dodano: 21.07.2014 | Komentarze 0

Nocny rozjazd po kibicowaniu na MP w Żerkowie z oględzinami stanu roweru po wyścigu: 
-napęd dojechany, będę kombinował z innymi łańcuchami.
-z tylnego koła powolnie schodzi powietrze, przez noc zeszło do ok 1 bara


  • DST 82.28km
  • Czas 05:17
  • VAVG 15.57km/h
  • VMAX 56.14km/h
  • Temperatura 31.5°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

BM Bielawa

Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 20.07.2014 | Komentarze 0

Wyścig nie zapowiadał się pozytywnie. W środę po treningu zaczęły się moje problemy żołądkowe, czwartek przeleżałem w łóżku prawie nic nie jedząc, dopiero w piątek z rana zjadłem coś więcej na śniadanie. Przejazd w południe rowerem 2km na zbiórkę mnie i tak wykończył. A samo ściganie zapowiada się w upale. Cel jest jeden: dojechać do mety. Na jakim dystansie, okaże się na trasie. 
Przejazd w upale autem i powietrze w Bielawie mnie postawiło na nogi, przez co w sobotę normalnie funkcjonowałem. 

Z rana już było gorąco. Rozgrzewkę odwlekałem na ostatnią chwilę chowając się w cień. O 10:15 ruszyłem pokręcić, o 10:40 stałem w sektorze. Po ostatnich słabszych startach przyznany mi został trzeci sektor, co mnie motywowało do lepszego wyniku i powrotu do dwójki, w szczególności pod kątem startu w Poznaniu i słynnego przejścia pod Warszawską. 

Po godzinie 11:00 zaczęły się starty poszczególnych sektorów. Nie jest dobrze, puszczają od razu jak sektor przesunie się na linie startu. Szykuje się dużo wyprzedzania na pierwszym podjeździe. Ruszyłem i ja prowadząc na czele cały 3ci sektor. Nie gnałem, odpuściłem szybkie gonienie po starcie oszczędzając siły na podjazd. Na dobre mi to wyszło. Jak dojechaliśmy do końcówki dwójki, rozkręciłem się na wyższe obroty i zacząłem wyprzedzać tych, co po starcie ruszyli w pogoń. Cały pierwszy podjazd jechałem w sąsiedztwie pana Wacława Szwarca. Nie było dzisiaj pana Jasia obok mnie, więc trzymałem się doświadczonego pana Wacka. Było tak ciasno, że miejscami wyprzedzanie było bardzo uciążliwe i kończyło się utratą cennej energii. Dlatego raz pan Wacek sprawniej wyprzedzał grupkę osób po czym mi odjeżdżał, ale kolejna grupka go zatrzymywała na dłużej i spokojnie do niego dojeżdżałem. Jak dla mnie tempo było za wolne, zbyt szarpane. Nie odpowiadało mi. Brakowało mi równego, mocnego wspinania się pod górę. Dlatego oszczędzając siły jechałem razem z grupkami które doganiałem, by dopiero po chwili ich wyprzedzić w bezpiecznym miejscu i jak dla mnie spokojnym tempem im szybko odjechać. Denerwujące również było wpychanie się innych osób. Trzeci sektor nie dla mnie. Szybko muszę odzyskać dwójkę...

W tłoku na pierwszym podjeździe. fot: fotomaraton.pl

Po 10 km czyli rozjeździe na mini zaczęła się wspinaczka pod Wielką Sowę. Nie spodziewałem się tylu luźnych kamieni. Jadąc w grupie nie poradziłem sobie z podjazdem, kilka razy musiałem ratować się podparciem. Tu mi wiele osób odjechało. Na samej górze dużo turystów, na zjazdach dogoniłem Krzyśka Andrzejewskiego, gdzie go też na bardziej stromym odcinku zostawiłem. Po zjazdach ostry nawrót i sztajfa po asfalcie. Zagapiłem się, nie zredukowałem biegu i musiałem się zatrzymać. Przy okazji zdjąłem luźny zegarek pulsometru. Od teraz jechałem bez kontroli wysiłku. Brakowało mi tego, musiałem zdać się na moją własną ocenę. Kolejne zjazdy i podjazdy pokonywałem spokojnie, ale sprawnie, pamiętając o ciągłym piciu i jedzeniu. Bidon uzupełniłem już na 3cim bufecie, 2 żele zjadłem do rozjazdu mega / giga. Żele Aptonia, nie były najlepsze, aby je w pełni przełknąć potrzebowałem dużej ilości wody, ale energii dodawały tyle, ile powinny. 

Rozjazd pojawił się szybciej niż się spodziewałem.  Trasa tak mi się podobała, że chciałem jechać jeszcze dalej zanim będę powtarzał ten sam odcinek. Tymczasem była już połowa trasy, a ja dalej miałem siły, czułem się dobrze jak nigdy. Czułem, że to będzie ten pierwszy wyścig, który przejadę bez bomby. Teraz czekała mnie ponowna wspinaczka na Wielką Sowę.

"Jest dobrze, chyba uda mi się dojechać bez bomby". fot. Kasia Rokosz.

Tym razem poradziłem sobie dużo lepiej, wypinając się tylko w pojedynczych miejscach. Przed sobą miałem więcej miejsca, wiec zjazdy pokonałem szybciej niż poprzednim razem. Pamiętając o ostrym nawrocie wytraciłem prędkość i zredukowałem już wcześniej, przez co tym razem od razu wspinałem się po asfaltowej sztajfie. Dogoniłem i wyprzedziłem tam pana Wacka, który uciekł mi na pierwszym podjeździe pod Wielką Sowę. Dalej przed sobą widziałem jednego gigowicza z Gomoli, którego dogonienie obrałem sobie za cel. Jechał podobnym tempem jak ja, więc wiedziałem, że nie będzie łatwo. Przed ostatni bufet i kolejna dolewka do bidonu i przed ostatni, trzeci żel. 
Powoli zaczęło wychodzić zmęczenie. Już podjazdy nie pokonywałem tak łatwo jak wcześniej. Teraz zaczynała się walka z nogami. Dodatkowo na stromych zjazdach znowu muszę zwalniać przez blokujący ból w palcach. Pora odpowietrzyć te hamulce, zabieram się do tego od Wałbrzycha... 
Końcówka pętli. W oddali zauważam koszulkę Colexu. Pierwsze co myślę - Czerniak miał defekt. Nie tym razem. Podjeżdżam bliżej i widzę też Tomka, ale Pawelca. Myślę, że musiała go strasznie boleć spuchnięta stopa, wyprzedzając dopinguję żeby walczył do mety. Dalej strome płyty. Gomola w zasięgu, jednak na tym podjeździe jeszcze mi do niego trochę brakuje. 
Rozjazd, ostatni żel, ostatni bufet i do mety. Ryzykuję, mam końcówkę wody i napoju izotonicznego w bidonach, na bufecie nie zatrzymuję się, biorę tylko kubeczek wody w dłoń i w pogoń. On też się nie zatrzymał, jechał dalej. Jednak już był bliżej. 
Szybki zjazd, przed nim pojawiło się kilku megowiczów, zwolnił, ja zaryzykowałem, dojechałem i bez hamowania i ominąłem ich na zjeździe. Byłem teraz z przodu z małą przewagą, którą chciałem utrzymać do mety. Nie było jednak tak łatwo. Przed nami wyrosły techniczne sztajfy, które bez próby walczenia równo butowaliśmy. Już na poprzednich podjazdach czułem jak chwytały mnie skurcze. Na jednym podjeździe nawet musiałem zsiąść z roweru i się ponaciągać. Dlatego teraz wolałem nie ryzykować, ciężko byłoby to podjechać na świeżości, a co dopiero mając w nogach 60 km górskiego maratonu. Na podejściach zawodnik Gomoli doganiał mnie. Maszerował szybciej ode mnie. Mi zaczynało już brakować sił. 

Każdy dodatkowy kamień po którym trzeba było się wspiąć był teraz morderczy dla moich nóg. Chwila nieuwagi i skończyło by to się glebą. fot. Elżbieta Cirocka

Na zjazdach jednak miałem wielką przewagę. Przed ostatnim podjazdem odjechałem na tyle, że straciłem rywala z pola widzenia. Teraz byle nadać mocniejsze tempo do mety i spróbować dogonić innych. W oddali pojawiło się wiele osób, jednak nie przypominali oni nikogo z giga. Za to na przedostatnim zjeździe przefrunął obok mnie zawodnik z teamu Bikehead. Razem wjechaliśmy na ostatni podjazd. Wiedziałem że jest szybszy na zjazdach, więc warto będzie przetrzymać podjazd i pojechać z nim do mety. Nogi mi już nie dawały rady, jechałem ostatkiem sił. Dobrze, że był to już ostatni podjazd... Prawie cały jechaliśmy równym, mocnym tempem. Takim, jakim bym chciał jechać pierwszy podjazd, a nie ostatni...
Dopiero na samym końcu zaatakował: 

Nie miałem z czego odpowiedzieć. Byłem już wypompowany. Odpuściłem, dałem mu odjechać. fot. Danuta Postek

Zniknął szybciej niż się pojawił na poprzednim zjeździe. Widać było, że zachował więcej sił ode mnie. Samą siłą woli by mi aż tak nie odjechał. 
Do mety było już teraz z górki. W przenośnym i dosłownym znaczeniu. Zero podjazdów, tylko zjazdy i czasami po płaskim. Pasowało mi to bardzo. Na początkowych zjazdach odpocząłem i mogłem po płaskim ciągnąć. Jeden ostrzejszy, czyli ciekawszy zjazd, który przyniósł mi wiele radości. Przejazd lasem, już w oddali widać zbiornik wodny i słychać miasteczko zawodów, ostatnie zakręty i meta. 

Czas: 4h 25 min, patrząc na przebieg maratonu liczyłem na lepszy, ale jestem bardzo zadowolony, że w końcu przejechałem całość bez kryzysu. Bilans dnia: 4 żele, 3 bidony wody, 1 bidon napoju izotonicznego, 4 kubki wody. Plan żywieniowy wykonany perfekcyjnie, profil trasy na kierownicy pozwolił mi lepiej wygospodarować siły na cały wyścig i zaplanować miejsca na żele.  

Zaraz po wyścigu szybka wizyta w bufecie, pokręcenie w okolicy bufetu i ponowna, tym razem dłuższa wizyta na arbuza. Później kąpiel w jeziorze i na koniec niezapomniane emocje oglądając na żywo z ekipą piękne zwycięstwo Rafała Majki w Tourze. Dzięki Glon że ogarnąłeś Eurosport Playera ;) 
Po wszystkim pierwsza w tym roku, powyścigowa pizza w Łagiewnikach. Bardzo udany wyjazd! 


TREZADO
Opony świetnie się sprawdziły w tych warunkach. Co najważniejsze, gdy mijałem wiele osób z laczkami na trasie, ja nie miałem z ogumieniem najmniejszych problemów. Oba koła zalane mlekiem, oba koła szczelne, kamienie nie były straszne dla opon! Ciśnienie przód ok 1,8 bara, tył 2,0.



  • DST 38.78km
  • Czas 02:07
  • VAVG 18.32km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kiekrz

Środa, 16 lipca 2014 · dodano: 18.07.2014 | Komentarze 0

Mocniejszy trening ze sprawdzeniem sprzętu przed wyścigiem. Już nad Strzeszynkiem pierwsza oznaka osłabienia - intensywny krwotok z nosa. Po chwili odpoczynku pojechałem do Kiekrza przełamać się i zjechać ze schodków mając w pamięci jeszcze trasę przy Paulinum. Jak nie teraz, to kiedy? Tak pomyślałem, dokładnie obejrzałem te straszne dla mnie schodki i zjechałem. Tyle. Nie było to nic trudnego, a bałem się tego jakbym miał tam się zabić. Wystarczyło się przełamać i spróbować. Potem zjechałem jeszcze raz, już dla zabawy. 
Natomiast z podjazdem przy plaży walczyłem, ale nie dałem rady. Raz nawet zamiast na podjazd władowałem się w jakieś składowisko gałęzi które blokowało wjazd w las. Za to zjazd z tego samego miejsca bardzo przyjemny, można tam co nieco z techniki załapać, pewnie będę tu wpadał częściej. 
Parę ścieżek w lesie też znalazłem, ale bez rewelacji, jedynie mogą służyć za alternatywę dla asfaltu. 

Wszystko pięknie, w czwartek miałem jechać po zacisk do przedniego koła, a zamiast tego cały dzień spędziłem zbijając temperaturę w łóżku prawie nic nie jedząc po nocnym wymiotowaniu. A w piątek wyjazd do Bielawy... będzie ciekawie. 
Kategoria MTB, Technika / XC


  • DST 44.15km
  • Czas 02:13
  • VAVG 19.92km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Rusałka *Roszada opon *Uszczelniony

Wtorek, 15 lipca 2014 · dodano: 16.07.2014 | Komentarze 0

W południe rozjazd, wieczorem test zamiany opon: Saguaro przód Ikon tył. Wynik: pozytywny, można zalewać mlekiem Trezado! 

Nowa taśma na obręcz WTB 28mm (dopasowana do obręczy 23mm) działa idealnie! Wreszcie skończą się moje problemy z odchodzącą taśmą, niestety FRM z którym tyle walczyłem był po prostu za wąski i rant opony podwijał opaskę przy nakładaniu i zdejmowaniu gumy. Saguaro na miejscu, delikatnie przecieka tylko przy wentylu. Mocniejsze dokręcenie i mleko załatwia sprawę.  Z ikonem większy problem przez żmudne czyszczenie opony ze zeschniętego mleka. Gdy już się z tym uporałem poszło jak po maśle: taśma, dętką, pompowanie, opona w rantach, wyjęcie dętki jedną stroną, uszczelnienie przez ręczne włożenie opony z tej strony w rant ile się da, resztę załatwiła pompka. Powietrze nieco syczy przy wentylu i przy rancie, ale po wlaniu mleka i ponownym napompowaniu wszystko trzyma na 3,5 - 4 barach.
Byłoby wspaniale, gdybym nie robił tego do 2giej w nocy, i gdybym Ikona założył w dobrym kierunku :)
Rano powtórka z rozrywki. Zdjęcie opony, zassanie mleka strzykawką, założenie opony tym razem w "szybkim" kierunku- dwóch stron na raz nie da rady umiejscowić w rantach pompką stacjonarną - dętka idzie w ruch i dalsze czynności jak wyżej. Zajęło to wszystko niecałą godzinę, a trochę walczyłem zanim użyłem dętki Jest dobrze, widać że już nabrałem w tym wprawy ;) 



  • DST 25.10km
  • Czas 01:13
  • VAVG 20.63km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek i Miodowa

Piątek, 11 lipca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 0

Rozjazd (jedna strona szosa powrót lasem) i dojazd na zbiórkę przed wyjazdem do Jeleniej. 
Kategoria MTB, Szosa


  • DST 68.08km
  • Czas 02:57
  • VAVG 23.08km/h
  • VMAX 43.86km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

GP WLKP Binduga

Niedziela, 6 lipca 2014 · dodano: 06.07.2014 | Komentarze 0

Start z początku 3 sektora, więc od początku gonitwa czołówki. Szczęśliwie rozjazdówka była długa i szeroka, więc przejeżdżając przez linie startu odrobiłem stratę i jechałem razem z Mateuszem Mrozem na końcu pierwszej grupy.

Jak na razie najlepsze moje zdjęcie w tym roku. Dzięki FIlip za turbo doping! ;)  fot. Tomasz Szwajkowski

Po wjeździe w teren grupa się rozciągnęła i porozdzielała na mniejsze podgrupy. Ja z samego końca przebijałem się do przodu, ale przez początkową pogoń brakowało mi świeżości. W trudniejszych miejscach mijałem wiele osób z defektami albo po upadkach, m.in. Sylwka Swata albo Filipa Jeleniewskiego. Drugi z nich od razu wziął się do nadrabiania straty przy pomocy Mateusza Rybczyńskiego. Zabrałem się z nimi. Przetrwałem na kole Filipa morderczy pościg Mateusza i dalej, razem z juniorem Rybek jechałem do końca pierwszej rundy. Współpraca układała się bardzo pomyślnie. Na początku ja dawałem dłuższe zmiany, potem FIlip doszedł do siebie i głównie on mocno pracował.
Na nielicznych podjazdach bardzo irytujący był mój napęd. Mogłem jechać albo na największej zębatce w kasecie, albo na od 5tki w dół. Na innych napęd się blokował, przez co kilkukrotnie musiałem zatrzymywać się i wyciągać zaklinowany łańcuch. 
Wisieńką na torcie całego wyścigu był przejazd przez rzekę. Dużo osób brało rower pod rękę i przebiegało przez wodę, ja wybrałem szybszą opcję zamoczenia nie tylko butów, ale i kółek (i napędu!):

Przy 30 stopniowym upale nagłe zamoczenie butów było bardzo orzeźwiające. fot: Tomasz Szwajkowski

Po wodzie zaczynał się kilometrowy odcinek w piachu. Wszędzie tam, gdzie przed chwilą była woda, teraz przyklejał się piasek. Rzeźnia dla napędu. Piach tak sypny, że ciężko było ujechać. Na tym odcinku dogoniliśmy jednego z Goggle'a, a Filip utknął gdzieś w piaskownicy. Zwolniłem, żeby na niego poczekać. Jak mnie dogonił i wyprzedził na początku drugiej rundy, to już nie miałem sił, żeby utrzymać jego tempo w terenie. Zawodnik z Goggle'a też odjechał... 
Cała runda w większej części przejechana samotnie. Mniej więcej w połowie dogoniłem jednego z Agrochestu. Chwile przewiózł się za mną, na podjeździe pojechałem na szybszych dostępnych przełożeniach i urwałem go. Następnie próbując się napić na nierównym terenie wypadł mi bidon z ręki. Bez wody daleko bym nie dojechał, wiec szybko cofnąłem się po niego tracąc całą przewagę którą wypracowałem na podjeździe. Jednak na następnych odcinkach podkręciłem tempo i udało mi się odjechać. Do końca wyścigu walczyłem z samym sobą, żeby trzymać tempo i kogoś jeszcze dogonić.
Sam nikogo nie dogoniłem, za to przed rzeką naszła mnie grupa 3 osób, prowadził ją jeden z Kaczmarka Eurobike, a za nim znany mi zawodnik Agrochestu oraz Polart Nutrax, którego dogoniliśmy i urwaliśmy z Filipem pod koniec pierwszej rundy. Przez rzekę poszli jak dziki, mnie nieco Agrochest przyblokował, przez co po wbiegnięciu po skarpie, na piachach miałem co odrabiać dystansu do dwójki na przedzie. Na piachach teraz doszło zmęczenie, zaczęła się loteria. W wąskiej końcówce przez problemy prowadzących zjechaliśmy się razem, ale na ostatnim podjeździku zawodnik z Eurobike'u pokazał moc i odjechał razem z zawodnikiem Polartu, ja walczyłem aby maksymalnie odjechać zawodnikowi Agrochestu, co też się stało i bezpiecznie, już nie zagrożony przejechałem przez metę. 

Twarze kolarzy po dystansie mega były zabójcze. Wszyscy czarni od kurzu, jakby dopiero co z kopalni wyszli. Ja miałem bombę, zgon. Końcówkę przejechałem ponad moje siły. Nie planowałem takiej walki na finishu. Byłem wykończony i odwodniony. Robiłem wszystko co mogłem, byle tylko nie popełniać błędu z Wisły i nie kłaść się na trawie. Ledwo co mogłem stać. Jak próbowałem przejść w linii prostej do bufetu, to zataczałem się na boki. Napicie się i posilenie owocami nie wiele mi dało. Dopiero puszczenie sobie wody ciurkiem z baniaka na twarz przy aucie przywróciło mnie do żywych. Taki szybki odpowiednik kąpieli w jeziorze.
Wynik: 21 Open i 12 kat M2. To był udany wyścig!

Kategoria MTB, Wyścig


  • DST 26.50km
  • Czas 01:12
  • VAVG 22.08km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Sobota, 5 lipca 2014 · dodano: 05.07.2014 | Komentarze 0

Wprowadzenie w upale, zamiast koszulki założyłem kamizelkę, średnio się to sprawdziło.
Kategoria MTB


  • DST 25.41km
  • Czas 01:19
  • VAVG 19.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzeszynek

Czwartek, 3 lipca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 0

Rozjazd z odpowiednimi regulacjami. Napęd działa lepiej niż wcześniej, jedynie dalej jest problem z 8 zębatką z tyłu - przeskakuję łańcuch i nie wskakuje jak zrzucam z 9tki. 

Wracając złapany pierwszy laczek na mleku! Przez przebitą oponę zeszło powietrze, na stacji po dopompowaniu się uszczelniło. Najwyraźniej za mało wlałem mleka i samo od razu nie wypełniło dziury.


  • DST 93.49km
  • Czas 04:46
  • VAVG 19.61km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Instynkt
  • Aktywność Jazda na rowerze

Puszcza Zielonka, Murowana

Środa, 2 lipca 2014 · dodano: 03.07.2014 | Komentarze 0

Przejażdżka z przygodami. Planowo 4-5h, ok 100 km, tempo rozjazdowe. Dla odmiany dzisiaj po Puszczy Zielonce. Bez większego planowania trasy, jazda na czuja byle nie wyjeżdżać z lasu. Najpierw wyjechałem w Mielnie, następnie w Murowanej przy dobrze znanej mi drodze z dzieciństwa. Po powrocie do lasu pobawiłem się w wąwozie i na singlach nad Bolechowskim, dość zapuszczonych, co skończyło się wkręceniem wózka przerzutki w szprychę. O ile wózek dało się wyciągnąć, to ze skrzywionym hakiem przerzutki był już większy problem. Przy próbie prostowania przesadziłem z siłą, hak pękł i tak skończyło się moje rumakowanie po krzakach.


Skuwacza nie miałem, na takim luźnym łańcuchu nie pojadę. Szybka obczajka najbliższych sklepów rowerowych w telefonie - nie jest źle, w centrum Murowanej jest Dobry Sklep Rowerowy, na pewno skuwacz będą mieli żebym mógł chociaż dojechać do domu. Po dłuższym spacerze (ok 4 km) okazało się, że trafiłem lepiej niż mogłem się spodziewać. Nawet skuwacz nie był potrzebny, od razu panowie w sklepie zaczęli poszukiwania odpowiedniego haka. To że nie miałem wystarczającej gotówki do zapłaty nie miało dla nich znaczenia - nie chcieli mnie tak zostawić w potrzebie. Pierwszy raz się spotkałem z czymś takim. Odpowiedniego haka w sklepie nie znaleźli, ale to nie był dla nich problem - właściciel pojechał do innego znajomego sklepu aby tam poszukać. W razie niepowodzenia już proponowali mi odwiezienie autem do Poznania - czego oczywiście nie chciałem, kilometry same się nie zrobią, trening trzeba dokończyć. Na szczęście hak się znalazł, szybko został wymieniony, przy okazji właściciel wyprostował mi wózek przerzutki i pomógł z regulacją przerzutki! Za hak zapłaciłem tyle ile miałem przy sobie, resztę oddam na niedzielnym maratonie - kto by pomyślał że takie rzeczy są możliwe ;)
Do domu już szosami, bo późno się zrobiło - o ok 17:30 wyjeżdżałem z Murowanej. Poligonem i przez Strzeszynek, gdzie przy okazji spotkałem Szymiego z którym wróciłem przez Jeżyce.
Kategoria MTB, Szosa