Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Lipiec, 2014
| Dystans całkowity: | 1330.72 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 62:08 |
| Średnia prędkość: | 21.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 68.85 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 134 (68 %) |
| Suma kalorii: | 1994 kcal |
| Liczba aktywności: | 27 |
| Średnio na aktywność: | 49.29 km i 2h 18m |
| Więcej statystyk | |
- DST 103.21km
- Czas 03:55
- VAVG 26.35km/h
- VMAX 58.49km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
A2 Oborniki, Rożnowo, Murowana *Nowy zacisk
Wtorek, 22 lipca 2014 · dodano: 22.07.2014 | Komentarze 0
Do DT4YOU w Obornikach po zacisk przedniego koła RWS. Przy okazji zaplanowałem sobie zrobienie piramidy interwałowej.Trasa: szosą do Rokietnica - Żydowo - Pamiątkowo - Objezierze - Oborniki - Rożnowo - Murowana - Biedrusko - Złotniki - Strzeszynek terenem do domu.
Piramida bez ostatniej minuty, złapałem się traktora który dobrze osłaniał mnie od wiatru przed Objezierzem. A wiało mocno i w różnych kierunkach, na odcinku od Objezierza do Murowanej prawie cały czas w twarz, co było bardzo irytujące . Prędkość maksymalna wykręcona podczas sprintu na zakończenie interwału, z wiatrem w plecy.
Przed Murowaną planowałem zrobić tempówkę na granicy progu, ale ciężko było osiągnąć ten próg przy takich warunkach. Przez to patrząc na tętno wyszła zwykła tempówka.Ile czasu - nawet nie wiem. Odpuściłem dopiero pod koniec poligonu kiedy zaczynało mi brakować wody w bidonie. Jakieś 30km przejechałem na 150ml, nie polecam czegoś takiego w upale.
Mostek się sprawdził, z tylnego koła napompowanego do 2,3 bara zeszło ciśnienie do ok 1,5 bara
Kategoria Szosa
- DST 3.56km
- Czas 00:15
- VAVG 14.24km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Arena
Poniedziałek, 21 lipca 2014 · dodano: 22.07.2014 | Komentarze 0
Przednie koło zamienione na stare z RR na dętce, mostek odwrócony, łańcuch zamieniony na drugiego XTRa - jest ok. Stary SRAM też daje radę.Przez mostek sylwetka bardziej pochylana, główny test będzie na dłuższym dystansie.
- DST 23.39km
- Czas 01:09
- VAVG 20.34km/h
- Temperatura 26.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek
Niedziela, 20 lipca 2014 · dodano: 21.07.2014 | Komentarze 0
Nocny rozjazd po kibicowaniu na MP w Żerkowie z oględzinami stanu roweru po wyścigu:-napęd dojechany, będę kombinował z innymi łańcuchami.
-z tylnego koła powolnie schodzi powietrze, przez noc zeszło do ok 1 bara
Kategoria MTB, Ze światełkiem, Trezado - Uszczelnij się!
- DST 82.28km
- Czas 05:17
- VAVG 15.57km/h
- VMAX 56.14km/h
- Temperatura 31.5°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
BM Bielawa
Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 20.07.2014 | Komentarze 0
Wyścig nie zapowiadał się pozytywnie. W środę po treningu zaczęły się moje problemy żołądkowe, czwartek przeleżałem w łóżku prawie nic nie jedząc, dopiero w piątek z rana zjadłem coś więcej na śniadanie. Przejazd w południe rowerem 2km na zbiórkę mnie i tak wykończył. A samo ściganie zapowiada się w upale. Cel jest jeden: dojechać do mety. Na jakim dystansie, okaże się na trasie.Przejazd w upale autem i powietrze w Bielawie mnie postawiło na nogi, przez co w sobotę normalnie funkcjonowałem.
Z rana już było gorąco. Rozgrzewkę odwlekałem na ostatnią chwilę chowając się w cień. O 10:15 ruszyłem pokręcić, o 10:40 stałem w sektorze. Po ostatnich słabszych startach przyznany mi został trzeci sektor, co mnie motywowało do lepszego wyniku i powrotu do dwójki, w szczególności pod kątem startu w Poznaniu i słynnego przejścia pod Warszawską.
Po godzinie 11:00 zaczęły się starty poszczególnych sektorów. Nie jest dobrze, puszczają od razu jak sektor przesunie się na linie startu. Szykuje się dużo wyprzedzania na pierwszym podjeździe. Ruszyłem i ja prowadząc na czele cały 3ci sektor. Nie gnałem, odpuściłem szybkie gonienie po starcie oszczędzając siły na podjazd. Na dobre mi to wyszło. Jak dojechaliśmy do końcówki dwójki, rozkręciłem się na wyższe obroty i zacząłem wyprzedzać tych, co po starcie ruszyli w pogoń. Cały pierwszy podjazd jechałem w sąsiedztwie pana Wacława Szwarca. Nie było dzisiaj pana Jasia obok mnie, więc trzymałem się doświadczonego pana Wacka. Było tak ciasno, że miejscami wyprzedzanie było bardzo uciążliwe i kończyło się utratą cennej energii. Dlatego raz pan Wacek sprawniej wyprzedzał grupkę osób po czym mi odjeżdżał, ale kolejna grupka go zatrzymywała na dłużej i spokojnie do niego dojeżdżałem. Jak dla mnie tempo było za wolne, zbyt szarpane. Nie odpowiadało mi. Brakowało mi równego, mocnego wspinania się pod górę. Dlatego oszczędzając siły jechałem razem z grupkami które doganiałem, by dopiero po chwili ich wyprzedzić w bezpiecznym miejscu i jak dla mnie spokojnym tempem im szybko odjechać. Denerwujące również było wpychanie się innych osób. Trzeci sektor nie dla mnie. Szybko muszę odzyskać dwójkę...

W tłoku na pierwszym podjeździe. fot: fotomaraton.pl
Po 10 km czyli rozjeździe na mini zaczęła się wspinaczka pod Wielką Sowę. Nie spodziewałem się tylu luźnych kamieni. Jadąc w grupie nie poradziłem sobie z podjazdem, kilka razy musiałem ratować się podparciem. Tu mi wiele osób odjechało. Na samej górze dużo turystów, na zjazdach dogoniłem Krzyśka Andrzejewskiego, gdzie go też na bardziej stromym odcinku zostawiłem. Po zjazdach ostry nawrót i sztajfa po asfalcie. Zagapiłem się, nie zredukowałem biegu i musiałem się zatrzymać. Przy okazji zdjąłem luźny zegarek pulsometru. Od teraz jechałem bez kontroli wysiłku. Brakowało mi tego, musiałem zdać się na moją własną ocenę. Kolejne zjazdy i podjazdy pokonywałem spokojnie, ale sprawnie, pamiętając o ciągłym piciu i jedzeniu. Bidon uzupełniłem już na 3cim bufecie, 2 żele zjadłem do rozjazdu mega / giga. Żele Aptonia, nie były najlepsze, aby je w pełni przełknąć potrzebowałem dużej ilości wody, ale energii dodawały tyle, ile powinny.
Rozjazd pojawił się szybciej niż się spodziewałem. Trasa tak mi się podobała, że chciałem jechać jeszcze dalej zanim będę powtarzał ten sam odcinek. Tymczasem była już połowa trasy, a ja dalej miałem siły, czułem się dobrze jak nigdy. Czułem, że to będzie ten pierwszy wyścig, który przejadę bez bomby. Teraz czekała mnie ponowna wspinaczka na Wielką Sowę.

"Jest dobrze, chyba uda mi się dojechać bez bomby". fot. Kasia Rokosz.
Tym razem poradziłem sobie dużo lepiej, wypinając się tylko w pojedynczych miejscach. Przed sobą miałem więcej miejsca, wiec zjazdy pokonałem szybciej niż poprzednim razem. Pamiętając o ostrym nawrocie wytraciłem prędkość i zredukowałem już wcześniej, przez co tym razem od razu wspinałem się po asfaltowej sztajfie. Dogoniłem i wyprzedziłem tam pana Wacka, który uciekł mi na pierwszym podjeździe pod Wielką Sowę. Dalej przed sobą widziałem jednego gigowicza z Gomoli, którego dogonienie obrałem sobie za cel. Jechał podobnym tempem jak ja, więc wiedziałem, że nie będzie łatwo. Przed ostatni bufet i kolejna dolewka do bidonu i przed ostatni, trzeci żel.
Powoli zaczęło wychodzić zmęczenie. Już podjazdy nie pokonywałem tak łatwo jak wcześniej. Teraz zaczynała się walka z nogami. Dodatkowo na stromych zjazdach znowu muszę zwalniać przez blokujący ból w palcach. Pora odpowietrzyć te hamulce, zabieram się do tego od Wałbrzycha...
Końcówka pętli. W oddali zauważam koszulkę Colexu. Pierwsze co myślę - Czerniak miał defekt. Nie tym razem. Podjeżdżam bliżej i widzę też Tomka, ale Pawelca. Myślę, że musiała go strasznie boleć spuchnięta stopa, wyprzedzając dopinguję żeby walczył do mety. Dalej strome płyty. Gomola w zasięgu, jednak na tym podjeździe jeszcze mi do niego trochę brakuje.
Rozjazd, ostatni żel, ostatni bufet i do mety. Ryzykuję, mam końcówkę wody i napoju izotonicznego w bidonach, na bufecie nie zatrzymuję się, biorę tylko kubeczek wody w dłoń i w pogoń. On też się nie zatrzymał, jechał dalej. Jednak już był bliżej.
Szybki zjazd, przed nim pojawiło się kilku megowiczów, zwolnił, ja zaryzykowałem, dojechałem i bez hamowania i ominąłem ich na zjeździe. Byłem teraz z przodu z małą przewagą, którą chciałem utrzymać do mety. Nie było jednak tak łatwo. Przed nami wyrosły techniczne sztajfy, które bez próby walczenia równo butowaliśmy. Już na poprzednich podjazdach czułem jak chwytały mnie skurcze. Na jednym podjeździe nawet musiałem zsiąść z roweru i się ponaciągać. Dlatego teraz wolałem nie ryzykować, ciężko byłoby to podjechać na świeżości, a co dopiero mając w nogach 60 km górskiego maratonu. Na podejściach zawodnik Gomoli doganiał mnie. Maszerował szybciej ode mnie. Mi zaczynało już brakować sił.

Każdy dodatkowy kamień po którym trzeba było się wspiąć był teraz morderczy dla moich nóg. Chwila nieuwagi i skończyło by to się glebą. fot. Elżbieta Cirocka
Na zjazdach jednak miałem wielką przewagę. Przed ostatnim podjazdem odjechałem na tyle, że straciłem rywala z pola widzenia. Teraz byle nadać mocniejsze tempo do mety i spróbować dogonić innych. W oddali pojawiło się wiele osób, jednak nie przypominali oni nikogo z giga. Za to na przedostatnim zjeździe przefrunął obok mnie zawodnik z teamu Bikehead. Razem wjechaliśmy na ostatni podjazd. Wiedziałem że jest szybszy na zjazdach, więc warto będzie przetrzymać podjazd i pojechać z nim do mety. Nogi mi już nie dawały rady, jechałem ostatkiem sił. Dobrze, że był to już ostatni podjazd... Prawie cały jechaliśmy równym, mocnym tempem. Takim, jakim bym chciał jechać pierwszy podjazd, a nie ostatni...
Dopiero na samym końcu zaatakował:

Nie miałem z czego odpowiedzieć. Byłem już wypompowany. Odpuściłem, dałem mu odjechać. fot. Danuta Postek
Zniknął szybciej niż się pojawił na poprzednim zjeździe. Widać było, że zachował więcej sił ode mnie. Samą siłą woli by mi aż tak nie odjechał.
Do mety było już teraz z górki. W przenośnym i dosłownym znaczeniu. Zero podjazdów, tylko zjazdy i czasami po płaskim. Pasowało mi to bardzo. Na początkowych zjazdach odpocząłem i mogłem po płaskim ciągnąć. Jeden ostrzejszy, czyli ciekawszy zjazd, który przyniósł mi wiele radości. Przejazd lasem, już w oddali widać zbiornik wodny i słychać miasteczko zawodów, ostatnie zakręty i meta.
Czas: 4h 25 min, patrząc na przebieg maratonu liczyłem na lepszy, ale jestem bardzo zadowolony, że w końcu przejechałem całość bez kryzysu. Bilans dnia: 4 żele, 3 bidony wody, 1 bidon napoju izotonicznego, 4 kubki wody. Plan żywieniowy wykonany perfekcyjnie, profil trasy na kierownicy pozwolił mi lepiej wygospodarować siły na cały wyścig i zaplanować miejsca na żele.
Zaraz po wyścigu szybka wizyta w bufecie, pokręcenie w okolicy bufetu i ponowna, tym razem dłuższa wizyta na arbuza. Później kąpiel w jeziorze i na koniec niezapomniane emocje oglądając na żywo z ekipą piękne zwycięstwo Rafała Majki w Tourze. Dzięki Glon że ogarnąłeś Eurosport Playera ;)
Po wszystkim pierwsza w tym roku, powyścigowa pizza w Łagiewnikach. Bardzo udany wyjazd!
TREZADO
Opony świetnie się sprawdziły w tych warunkach. Co najważniejsze, gdy mijałem wiele osób z laczkami na trasie, ja nie miałem z ogumieniem najmniejszych problemów. Oba koła zalane mlekiem, oba koła szczelne, kamienie nie były straszne dla opon! Ciśnienie przód ok 1,8 bara, tył 2,0.
Kategoria Góry, MTB, Wyścig, Trezado - Uszczelnij się!, Bike Maraton 2014
- DST 38.78km
- Czas 02:07
- VAVG 18.32km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Kiekrz
Środa, 16 lipca 2014 · dodano: 18.07.2014 | Komentarze 0
Mocniejszy trening ze sprawdzeniem sprzętu przed wyścigiem. Już nad Strzeszynkiem pierwsza oznaka osłabienia - intensywny krwotok z nosa. Po chwili odpoczynku pojechałem do Kiekrza przełamać się i zjechać ze schodków mając w pamięci jeszcze trasę przy Paulinum. Jak nie teraz, to kiedy? Tak pomyślałem, dokładnie obejrzałem te straszne dla mnie schodki i zjechałem. Tyle. Nie było to nic trudnego, a bałem się tego jakbym miał tam się zabić. Wystarczyło się przełamać i spróbować. Potem zjechałem jeszcze raz, już dla zabawy.Natomiast z podjazdem przy plaży walczyłem, ale nie dałem rady. Raz nawet zamiast na podjazd władowałem się w jakieś składowisko gałęzi które blokowało wjazd w las. Za to zjazd z tego samego miejsca bardzo przyjemny, można tam co nieco z techniki załapać, pewnie będę tu wpadał częściej.
Parę ścieżek w lesie też znalazłem, ale bez rewelacji, jedynie mogą służyć za alternatywę dla asfaltu.
Wszystko pięknie, w czwartek miałem jechać po zacisk do przedniego koła, a zamiast tego cały dzień spędziłem zbijając temperaturę w łóżku prawie nic nie jedząc po nocnym wymiotowaniu. A w piątek wyjazd do Bielawy... będzie ciekawie.
Kategoria MTB, Technika / XC
- DST 44.15km
- Czas 02:13
- VAVG 19.92km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek i Rusałka *Roszada opon *Uszczelniony
Wtorek, 15 lipca 2014 · dodano: 16.07.2014 | Komentarze 0
W południe rozjazd, wieczorem test zamiany opon: Saguaro przód Ikon tył. Wynik: pozytywny, można zalewać mlekiem Trezado!Nowa taśma na obręcz WTB 28mm (dopasowana do obręczy 23mm) działa idealnie! Wreszcie skończą się moje problemy z odchodzącą taśmą, niestety FRM z którym tyle walczyłem był po prostu za wąski i rant opony podwijał opaskę przy nakładaniu i zdejmowaniu gumy. Saguaro na miejscu, delikatnie przecieka tylko przy wentylu. Mocniejsze dokręcenie i mleko załatwia sprawę. Z ikonem większy problem przez żmudne czyszczenie opony ze zeschniętego mleka. Gdy już się z tym uporałem poszło jak po maśle: taśma, dętką, pompowanie, opona w rantach, wyjęcie dętki jedną stroną, uszczelnienie przez ręczne włożenie opony z tej strony w rant ile się da, resztę załatwiła pompka. Powietrze nieco syczy przy wentylu i przy rancie, ale po wlaniu mleka i ponownym napompowaniu wszystko trzyma na 3,5 - 4 barach.
Byłoby wspaniale, gdybym nie robił tego do 2giej w nocy, i gdybym Ikona założył w dobrym kierunku :)
Rano powtórka z rozrywki. Zdjęcie opony, zassanie mleka strzykawką, założenie opony tym razem w "szybkim" kierunku- dwóch stron na raz nie da rady umiejscowić w rantach pompką stacjonarną - dętka idzie w ruch i dalsze czynności jak wyżej. Zajęło to wszystko niecałą godzinę, a trochę walczyłem zanim użyłem dętki Jest dobrze, widać że już nabrałem w tym wprawy ;)
Kategoria MTB, Trezado - Uszczelnij się!
- DST 52.16km
- Czas 02:46
- VAVG 18.85km/h
- VMAX 68.85km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Przełęcz Karkonoska / Schronisko Odrodzenie
Niedziela, 13 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 1
AMŚ Jelenia Góra - niedziela, czyli wyścig ze startu wspólnego XCO. Głupio byłoby taką okazję opuścić, dlatego zostaliśmy z Kowalem dzień dłużej. Ja dodatkowo zostawiłem rower żeby skorzystać z terenów i pojeździć z rana.Pobudka 7 rano, dokładnie o 8 wyjechałem w stronę Zbiornika Sosnówka, by dalej udać się w kierunku Przesieki i wjechać na Przełęcz Karkonoską.
Od początku bajka. Dojazd ulicą Mickiewicza, dobra szosa, zero aut, piękne widoki na masyw górski Karkonoszy, piękna pogoda. Już droga zaczynała wznosić się ku górze, by po chwili znowu zjechać do doliny. Dojechałem do Sosnówki i lekkie zdziwienie - tego wielkiego zbiornika nigdzie nie widać. Trudno, jadę dalej, teraz w kierunku Borowic. Zaczyna się długi podjazd. Na jezdni widoczne są napisy po wyścigach szosowych dopingujące kolarzy. Jest to dla mnie znak, że jestem na dobrej drodze. W paru miejscach zatrzymuje się przy przydrożnych mapach okolicy i szukam drogi do mojego celu. Niestety nie wiele mi to daje, bardziej dokładna jest mapa w telefonie. Trasa wyścigów odbija na Karpacz Górny, ja skręcam na Borowice. Po drodze mijam dużo szlaków rowerowych, które co chwile odbijają w las. Aż chciałoby się je wszystkie przejechać, ale nie mam teraz na to zbyt wiele czasu. Krótki zjazd i rozjazd Przesieka/Borowice. Ja odbijam w lewo ku górze.
Droga się zwęziła, wycinka drzew w lesie naniosła miejscami sporo brudu na asfalt. Co jakiś czas jezdnią przepływa strumień, a to jakaś większa rzeka szumi w lesie. Przypomina mi się drogę do Morskiego Oka. Bardzo podobny klimat, nawet chyba nachylenie drogi podobne. Z jedną, znacząca różnicą - tutaj zero ludzi, pusto i cicho. Po 4km zauważam przy drodze drewnianą budkę w której można odpocząć, a z drugiej strony asfaltową drogę prowadzącą ostro pod górkę, gdzie kieruje mnie szlak którym jechałem. No nic, takiej sztajfy nie mogę ominąć. Na sam początek wita mnie napis:

Tyci - dobrze powiedziane (a raczej: napisane). Robi się ciekawie. Nachylenie bardzo podobne do tych najbardziej stromych podjazdów na Bike Maratonie w Wiśle i Myślenicach. Z tym że, tu jest asfalt, tam w najlepszym wypadku były męczące płyty. Tutaj tylko martwiłem się aby dobrze rozłożyć siły i przełożenia żeby podjechać oraz czasami trzeba było dobrze ominąć dziury w zniszczonym asfalcie. Przełożenie 22 - 32 i mielenie. Na razie spokojnie, tak żeby podjechać i się nie przemęczyć. Najlepsze to, że do końca nie wiem gdzie jestem. Pytam napotkanych po drodze ludzi gdzie droga prowadzi - w odpowiedzi dostaję informację że do "Odrodzenia". Nie wiele mi to mówi, przypominam sobie tylko że wczoraj Kowal coś mi o tym wspominał. A jeśli on coś o tym wspominał, to musi być dobrze. Dalej kolejni ludzie, droga robi się coraz bardziej stroma.
Kolejny napis był z serii motywujących:

Ja nie wytrwam?
Dalej parę wyrazów uznania ku pokrzepieniu zmęczonych ciał:

oraz wytłumaczenie braku dalszych napisów:

Szkoda. Taki doping bardzo umilił trudy podjazdu. Chociaż na chwilę można było uciec myślami w inną stronę.
Teraz pozostało na asfalcie już tylko odliczanie metrów do końca podjazdu. Dwie nieco sprzeczne wersje, jedne poprawiane przez drugie. Mi to nie robi wielkiej różnicy. Jadę swoim tempem, którym mógłbym podjechać jeszcze parę kilometrów. W każdym razie już blisko, na asfalcie powoli widać: 500, ... 300, ... 200m, ... ostatnia metry na stojąco ząbek niżej i już na górze.

Widoczki na kotlinę jeleniogórską cudne. Przez możliwy dojazd autobusami od strony Czeskiej kręci się tu sporo ludzi. Kawałek wyżej widać schronisko. Podjeżdżam tam i tajemnicze "Odrodzenie" staje się jasne:

Widok ze schroniska na przełęcz:

Chwila popasu i ubrania się, zaczęło wiać. Do tego czas zaczyna gonić, o 11:30 start naszych dziewczyn, więc pomału pora zjeżdżać.
Zjazd stromy i szybki, wręcz karkołomny. Zaczynają się dziury w asfalcie, robi się niebezpiecznie. Hamulce dobrze wykonują swoją robotę, piszczeć zaczynają dopiero na dole. Tam zebrało się teraz sporo ludzi. Patrzą na mnie z niedowierzaniem i pytają, czy pod górkę też wjechałem...
Tym razem skręciłem na Przesiekę. Droga już dużo lepsza, można było puści klamki. Na zakosach zaczęły pojawiać się pierwsze auta. Im niżej, tym było ich coraz więcej. Przesieka szybko przeleciała, wjechałem do Podgórzyna i zacząłem się zastanawiać, którędy teraz wrócić do Jeleniej. Szybko spojrzałem w telefon, wypatrzyłem jakąś drogę przy jeziorach i po chwili się na nią udałem. Znaleźć ją w terenie nie było trudno, prowadziły tam wszystkie drogowskazy na Jelenią.
Jak stałem przy głównej i rozmyślałem którędy wrócić to wyprzedziła mnie azjatka rozgrzewająca się do wyścigu. Na swojej szosie jechała spokojnie, więc szybko ją dogoniłem, a że nie chciała nawiązać kontaktu to wyprzedziłem i odjechałem. Tak dojechałem do samej Jeleniej (dokładniej Cieplic), skąd podążając za znakami na hotel Mercury dojechałem do naszego ośrodka.
Trening bardzo udany, było warto zostać. Polskie Alpe d'Huez zdobyte! Po treningu szybki posiłek i na trasę na AMŚ.
- DST 72.23km
- Czas 03:58
- VAVG 18.21km/h
- VMAX 50.29km/h
- Temperatura 20.0°C
- HRmax 191 ( 97%)
- HRavg 134 ( 68%)
- Kalorie 1994kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Karpacz i Jelenia Góra MTB Race
Sobota, 12 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 0
Akademickie Mistrzostwa Świata w Kolarstwie, Jelenia Góra, sobota czyli czasówki XC i towarzyszący wyścig dodatkowy na tej samej trasie. Mój plan na wyjazd był jeden: zrobić dobre, dłuższe treningi na szosie, a w wyścigu wystartować dla poprawy techniki i zdobycia doświadczenia. Z rana zaczęło się od pojechania całą ekipa na trasę, dobrze nam znana trasę z AMPów. Z początku czułem respekt do trasy i na paru głazach za Paulinum schodziłem z roweru i sprawdzałem jak wygląda uskok. Nad pierwszym trudniejszym zjazdem również długo rozmyślałem, ale w tym przypadku znacznie sprawę przyspieszył Libańczyk który za drugim razem zjechał. Jeśli on dał radę, to i ja sobie poradzę, już nie raz tędy zjeżdżałem na sucho. Co prawda podobno teraz dołożyli tam jakieś kamienie żeby nie było tak łatwo, ale mi to nie robiło już dużej różnicy. Zjechałem bez problemu, kawałek niżej koło mi się uślizgnelo i musiałem się wypiąć, dokładnie tam gdzie na AMPach wyłożyłem się zbiegając. Kolejny problem miałem na następnym dojeździe do zjazdu, gdzie za wolno wjechałem w koleiny, co przy większych uskokach skończyło się zablokowaniem przedniego koła i jedyną glebą na trasie. Kolejne zjazdy już bez problemów.Zaraz po objeździe udałem się z Mateuszem Rybczyńskim na rundę szosową na słynny Orlinek. Z założenia lekko żebym mógł wystartować na wyscigu. Z początku też tak było. Ryba dawał bardzo przyjemne zmiany, za nim faktycznie jechało się lekko, natomiast jak ja miałem prowadzić, do tego droga robiła się coraz bardziej pod górkę to już musiałem wejść na średnie obroty. W samym Karpaczu to już walczyłem żeby utrzymać koło Matuesza. Co prawda lekką rezerwę miałem, ale tempo jak dla mnie było nawet wyścigowe jak na Bike Maratonowym Giga. Przejechaliśmy przez centrum, droga coraz bardziej stroma, myślę sobie że ten Orlinek musi być niezłą sztajfą, jak taka jest do niego dojazdówka. Dojeżdżamy do chyba najwyższego miejsca w Karpaczu, dalej zjazdy więc wracamy. Orlinek specjalnie ominęliśmy i dopiero teraz, po krótkim nawrocie i krótkim zjeździe po dwóch serpentynach wjeżdżamy pod skocznie. Z początku lekko, za Mateuszem, oszczędzając siły na główny podjazd którego się spodziewałem. Tylko spodziewałem, podjechalismy na dużą polanę nad skocznię i droga się wyplaszczyla. To było wszystko z podjazdow na dziś, już zostały nam same zjazdy do Jeleniej. W Karpaczu duży ruch, więc nie można było się puścić, za Karpaczem już nie było tak stromo i dokręcałem na moich zjazdowych przełożeniach. Jak zjechaliśmy na płaski odcinek, doszedł wiatr w twarz to Mateusz mnie zmienił i za nim dojechaliśmy do Jeleniej. Krótki, ale udany trening. Miałem jeszcze dobre 2 godziny do startu który miał być o 15:30.
Z ośrodka wszyscy zaczęli zbierać się o 14:30, ja wyszedłem jakieś 10 min później. Od początku lekkie kręcenie ogarnąć co się dzieje w miasteczku zawodów, później zacząłem rozgrzewkę od podjazdów. Od razu podpadla mi mała ilość rozgrzewajacych się osób oraz wysokie tempo Kowala i Zozola. W miasteczku spytałem się o której start... O 15:00, a byla godz 14:55 i już trwa ustawianie w sektorze.
Start w sektorze, od początku mocne tempo i czołówka U23 mi odjeżdża. Za Pałacem doganiają już mnie pierwsi juniorzy, a na wyjeździe na asfalt dziewczyny. Dalej ścigam się że słabszymi z elity i U23, którzy odjeżdżają mi na kilku zjazdach gdzie mam problem żeby utrzymać się na rowerze przez koleiny, za to ja ich skutecznie gonie na podjazdach.

Zero spiny na wynik, sama zabawa - taka jazda bardzo cieszy. Fot: Maria Lipowiecka
Drop ominąłem, co nie ucieszyło kibiców, na drugiej rundzie postanowiłem zaszaleć i dałem się namówić na mój pierwszy dłuższy lot, co skończyło się lądowaniem na przednim kole i dobiciem jedynej uszczelnionej opony. Ikon nie wytrzymał, wybuch i powoli schodzi powietrze. Mleko w tym wypadku nie pomogło. Dziurka w ściance bocznej. Tym samym skończył się mój kolejny wyścig XC, dobiegłem jeszcze kawałek rundy do mety, nie wiem zresztą po co, bo i tak dostałem DNF. Oponę za pomocą pompki stacjonarnej udało się uszczelnić, ale był to tylko chwilowy zabieg, dojechałem do ośrodka, wziąłem aparat, wróciłem na górę i tam powietrze znowu całkiem zeszło.

Ja latam! Czyli jak szybko skończyć wyścig z DNF. Fot: Krystian Jakubek
Po zawodach założyłem dętkę i problem z doszczelnianiem z głowy. Zamiast rozjazdu był wieczorny spacer na dworzec po bilet powrotny do Poznania.
Niestety, dzisiaj Trezado zawiodło. Mój błąd - ciśnienie miałem nieco za niskie na takie lądowanie na przednim kole, ale samo mleko powinno uszczelnić małą dziurkę w ściance bocznej wzmacnianego Ikona. Po zdjęciu opony wszystko stało się jasne dlaczego nie doszczelniło. Mleko wlane 2 miesiące temu zastygło tworząc grubą warstwę na środku opony, przez co opona nie miała się czym uszczelnić na ściance bocznej. Była tam cienka warstwa, która próbowała coś zdziałać, ale na dobicie było to za mało. Może dla przebicia jakimś kolcem tyle by wystarczyło.
Kategoria Szosa, Technika / XC, Góry, Wyścig, Trezado - Uszczelnij się!
- DST 25.10km
- Czas 01:13
- VAVG 20.63km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzeszynek i Miodowa
Piątek, 11 lipca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 0
Rozjazd (jedna strona szosa powrót lasem) i dojazd na zbiórkę przed wyjazdem do Jeleniej.- DST 80.17km
- Czas 03:12
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 57.00km/h
- Temperatura 26.0°C
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
F2, Osowa x18
Czwartek, 10 lipca 2014 · dodano: 10.07.2014 | Komentarze 0
Poranny trening, żeby nie popełnić błędów z całego tygodnia i zdążyć przed deszczem. Chwile po śniadaniu, więc tempówki na dojeździe odpuszczone. Na podjazdach wreszcie jest siła, tym razem napęd nie przeszkadzał mi w wykonaniu treningu, łańcuch sporadycznie przeskakiwał tylko na 8 koronce z tyłu i to podczas generowania dużej mocy.Podjazdy od początku siłowo, pierwszy mocno poszarżowałem kolejne już zwolniłem, a pod koniec pierwszej serii poczułem w sobie siłę i wskoczyłem na jeszcze wyższe obroty. Następnie 2 podjazdy rozjazdowo i kolejna seria, tym razem tylko 4 podjazdy (byłem pewien że 6!), aż do resztki wody w bidonie i pojawienia się słońca zza chmur.
Na przemian Spacerowa - Pożegowska. Pierwszy pomiar od początku podjazdu przy drugim słupie, Pożegowska od nawrotu ze Spacerowej.
Dzisiaj dość mocno wiało w plecy, przez co przełożenia były parę ząbków niżej niż na poprzednich treningach.
2:56 (1:50) 2:32 (2:13) 3:47 (1:42) 2;26 (2:06) 3:30 (1:40) 2:31 (1:55) 3:23 (1:38) 2:15 (2:03) 3:07 (1:41) 2:14 (2:39) | 4:49 (1:44) 3:03 (1:55) | 3:11 (1:43) 2:16 (2:17) 3:19 (1:43) 2:03 (2:52) 4:16 (1:41) 2:48
Wracając, uciekając już przed deszczem ok 5min tempówki przez Luboń. Zdążyłem idealnie dojechać do domu, jak wpadłem do pokoju to zaczęła się ulewa.
Pierwszy udany trening w tym tygodniu, oby było już tylko lepiej ;)
Kategoria Szosa



