Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 83.49km
  • Czas 03:53
  • VAVG 21.50km/h
  • VMAX 72.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • HRmax 193 ( 94%)
  • HRavg 164 ( 80%)
  • Kalorie 2458kcal
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Maraton Barlinek

Niedziela, 3 czerwca 2012 · dodano: 03.06.2012 | Komentarze 0

RPE: 9 - idealna pogoda do jazdy, nie było upału który dodatkowo wykańczał ludzi

Dystans Mega 70 km
3m M1 / 27 Open

Pobudka 6:00, nie chciało mi się wyłazić z łóżka, przez co spóźniłem się parę minut na zbiórkę. Z rana wpadła kaszka + drożdżówka z serem od wczoraj, potem jeszcze w czasie jazdy dołożyłem jogobollę 500g po której był ogień. Dobrze że wziąłem poduszkę do samochodu i mogłem w czasie podróży wygodnie sobie pokimać. Na pierwszej rozgrzewce na podjeździe miałem problem z przerzutkami, nie chciały zmienić przełożenia. Wydaje mi się że była to wina świeżego smaru, który za bardzo kleił łańcuch. Na moje szczęście dalej już tego problemu nie miałem.

Po tej krótkiej przejażdżce na której już tętno dochodziło mi do 180 wróciliśmy do samochodu, gdzie ja zdjąłem nogawki i pojechałem dalej z Tomkiem. Ten nie chciał powtórzyć ze mną podjazdu i pojechałem tam sam. Jakoś tak wyszło, że zapuściłem się z 2 innymi zawodnikami gdzieś w głąb trasy i trochę się pogubiliśmy. Po 10 minutach jeżdżenia po liściach zdecydowaliśmy się zjechać na szagę w dół między drzewami. Właściwie to zjeżdżał tylko pierwszy kolega, a ja z drugim sprowadzaliśmy rowery. W ten sposób znaleźliśmy się na asfalcie, a gdy dojechałem (już sam) na linię mety to niespodzianka... Wszyscy już stoją na starcie, a do samego startu pozostało niecałe 10 min! Szybko przebiłem się przez grupkę ludzi do busa, który na dodatek złego był zamknięty. Zacząłem biec do chłopaków, ale szybko przemyślałem moją sytuację i cofnąłem się po rower. Jakoś dopchałem się do Tomków, jakiś miły pan potrzymał mi rower i pobiegłem po kluczyki do trenera stojącego z przodu. Zdjąłem z siebie koszulkę, zgarnąłem parę batonów, narzędzia i szybko zjadłem banana. Jeszcze przebiegłem się oddać kluczyki panu Jasiowi i na 5 min przed startem stałem w sektorze. Nigdy takiej solidnej rozgrzewki nie miałem :)
Krótko o wrażeniach z wyścigu:
- runda honorowa masakryczna, ciągła walka o pozycję i uważanie żeby się nie przewrócić
- na starcie ostrym Tomek P był kawałek przede mną, Tomczera już nie widziałem. Za to ja byłem w okolicy trenera, Jarka i pana Jasia.
- pierwszy podjazd po bruku, wiedziałem że jest najpierw po prawej, a potem po lewej ścieżka rowerowa, ale oczywiście widziałem w jeździe brukiem możliwość wyprzedzenia wielu osób - jakoś do 3/4 faktycznie dobrze mi to wychodziło, a potem już się tylko zamęczałem utrzymując tempo jadących po ścieżce
- na zjeździe z drogi na single tracka, udało mi się po zewnętrznej wyprzedzić ze 4 osoby, ale tylko dlatego że nie tłoczyłem się na ścieżce, a objechałem sobie korek brukiem
- pierwsza rzeczka i przez chaotyczną jazdę kolarzy przede mną ratowałem się wypięciem z pedałów, przez co zrobiłem tam ładny koreczek. W sumie mi to było na rękę, pod górkę widziałem jak wyprzedzałem mojego rywala w kat Adama z XC-MTB
- dalej na singielku nie ryzykowałem wyprzedzaniem przez krzaki i tylko mogłem patrzeć jak odjeżdża mi czołówka
-pech Tomczera i zamiast jechać w czołówce omijam go jak ten męczy się z wymianą przebitej dętki
- pierwszy ostrzejszy podjazd w terenie i już pierwsze osoby odpadały. Ja czułem moc, ale nie mogłem jej wyzwolić przez jadących przede mną, a z drugiej strony nie chciałem się na początku zajechać
- przed pierwszym ostrzejszym zjazdem na źle pojechanym zakręcie wyprzedził mnie Tomek na Corratecu 29er, za którym się od teraz trzymałem
- nie forsował tempa, czułem się na sile i dałem zmianę, ale na niebezpiecznym zakręcie w prawo między płotem drucianym zablokował nas cofający się po swój bidon kolarz, przez co to Tomek wjechał pierwszy na singielka
- tam dogoniliśmy dwójkę z XC Kujawi, którą Tomek korzystając z dobrej okazji wyprzedził, a ja męczyłem się za nimi dobry kawałek
- zanim z nimi się uporałem to Tomka już przede mną nie było, od teraz musiałem radzić sobie sam lub znaleźć mocnego towarzysza
- błotko i masakra na korzeniach, potem przeskoczenie strumyka - wolałem nie ryzykować przebicia dętki i grzecznie przeprowadzałem rower
- wjazd do miasta, najpierw piękna sekwencja zakrętów w dół na ścieżce, a następnie przejazd pomostem i tłumy dopingujących kibiców - czyli to co najpiękniejsze w sporcie :)
- na szosie nie goniłem w pojedynkę Tomka tylko poczekałem na sporą grupkę... Szkoda że jak mnie dogonili to nikt nie chciał prowadzić, nawet jak zachęcałem ich do tego to woleli jechać spokojnie moim tempem...
- wjazd do lasu i od razu znalazło się kilku rwących zawodników
-podjazd i pierwszy zbulwersowany kolarz, bo jak to mogłem na lekkim podjeździe zwolnić żeby nie wjechać w jadącego przede mną...
- kolejny podjazd i zostawiłem dużą część grupki w tyle, potem zjazd do mety, wyminięcie się z Tomkiem P i Tomkiem na Corratecu, tam nawrotka i w piachu wyprzedza mnie Adam Frątczak gorąco dopingowany przez swoich ludzi
- ale już na pierwszym podjeździe na rundzie okazało się, że może i technicznie jest dobry, ale na podjazdach ze mną nie wygra
- seria podjazdów i zostawiam go daleko w tyle, ale pierwszy piaszczysty zjazd i ten przelatuje obok mnie jak strzała
- skubaniec próbował uciec, ale tanio skóry nie sprzedałem i trochę męcząc się dogoniłem go
- najwyraźniej zapomniał o dosyć ostrym zakręcie i ładnie go przestrzelił, na czym ja skorzystałem i załapałem się na kole zawodnika jadącego na przełaju, zostawiając Adama w tyle
-jednak na błocie dogonił nas z paroma innymi osobami, a nawet szybko próbował uciec, przez co chyba tylko się zmęczył
-Końcówka drugiej rundy to nasza współpraca, na początku trzeciej trochę sobie pogadaliśmy i uzgodniliśmy współpracę. Ja wychodziłem na zmianę na płaskich i na podjazdach, a jego przepuszczałem na odcinkach technicznych.
-Koniec 3 rundy i na szosie z konieczności zacząłem jeść batona, przez co nie dałem Adamowi zmiany
- Początek 4 rundy i na serii podjazdów wyprzedza nas jakiś mocny kolarz, ja łapię jego koło i już na zawsze pozostawiam Adama w tyle
- Na zjazdach staram się ryzykować, w oddali widzę sporą grupkę
- wyprzedzam jednego pana z Corrateca, on mnie dogania przed błotnistym singlem i daje mi zmianę. Na szosie ja wychodzę na prowadzenie i do lasu wjeżdżam przed nim.
- Ostatni podjazd i daję z siebie wszystko - wyprzedzam pana Jana z M5+, widzę przed sobą, jak się później okazało Szymona z którym Tomek jechał w Gnieźnie.
- czuję że zaczynają mnie łapać skurcze - trochę zmniejszam tempo, ale nadal jest one mocne
- ostatni zjazd i nie daję się nikomu dogonić, niestety szansy dogonienia już też nie mam
- wykończony wjeżdżam na metę i od razu widzę stojących klubowiczów przy busie, brakuje tylko Tomczera

Tym razem plecy nie dawały mi się we znaki tak jak w Gnieźnie, czułem je od drugiej rundy a potem starałem się często prostować
Za to bardziej odczuwałem lewą dłoń, którą musiałem sobie gdzieś obić. Palce po dłuższych hamowaniach też bolały.

Podsumowując: Dzięki super-jogobelli i solidnym treningom nie złapałem ani razu kryzysu, ciągle czułem chęć i siły do jazdy. Mój dotychczasowy najlepszy występ, pierwsze podium w życiu :). Wielkie brawa dla tomczera który nie poddał się tylko jechał dalej i przyjechał 1 min po mnie. W nagrodę załapał się na masaż.
Kategoria Wyścig



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!