Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 73.00km
  • Czas 03:22
  • VAVG 21.68km/h
  • VMAX 46.01km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Maraton Gniezno

Niedziela, 20 maja 2012 · dodano: 20.05.2012 | Komentarze 0

RPE: 10 - co prawda mogłem mocniej, ale na mecie byłem totalnie wykończony.

- poranna kaszka może być, ale jakoś makaronem się bardziej najadłem
- BATONY w upały koniecznie bez czekolady
- rozgrzewka w formie XC spoko, potem na starcie był ogień :)
- niestety, ale 30 min stania w upale na starcie nie jest zbyt przyjemne

Po starcie albo ja byłem tak dobrze przygotowany, albo czołówka wolno jechała. Przez pierwsze 10 km ciągle miałem ich na widoku, w porównaniu do Dolska tym razem nie dałem Tomkowi uciec i nawet sam próbowałem podciągnąć go z całą grupą do czołówki. Podobno wtedy dałem taką mocną zmianę, że Tomek ledwo co trzymał mi się na kole na tętnie 205. Szkoda że mi pulsometr nie działał, sam jestem ciekaw jakie wtedy ja miałem tętno. W każdym razie nie jechałem na maxa, starałem się nie zajechać na samym początku. Liczyłem też że zaraz ktoś mnie zmieni i w taki sposób dojedziemy do czołówki, ale na technicznym zakręcie sporo straciłem i schowałem się za innymi. Przez następne kilometry jechałem za Tomkiem bacznie pilnując jego pozycję. Pierwszy problem zaczął się po technicznym zjeździe. Wtedy zobaczył że zostałem trochę z tyłu na szybkim single-tracku ostro przycisnął z jeszcze jednym zawodnikiem. Dla mnie nie było to takie straszne i szybko na podjeździe do nich dojechałem. Tam jednak Tomek popełnił prosty błąd i musiał zejść z roweru. Ja jechałem zaraz za nim i mnie nieco przyblokował. Nie próbowałem go omijać bo nie jestem w te klocki najlepszy i razem z nim wbiegałem na górę. Tak mnie to wybiło z rytmu, że od tego momentu Tomek zaczął mi odjeżdżać. Najpierw na parę metrów, potem załapał się na kole za innym kolarzem i tak zyskiwał kolejne metry. Liczyłem że uda mi się zawiązać jakąś pogoń z paroma jadącymi zaraz za mną, dlatego nie goniłem go za wszelką cenę. Ostatnią nadzieję na to straciłem, gdy po wyprzedzeniu mnie przez zguby Swatów i Lonki załapał się właśnie na asfalcie im na kole Tomek. Wtedy już był za daleko i za szybko jechał, żeby było w ogóle możliwe dogonienie go. Szkoda, bo w tym momencie wygasła szansa na zajęcia miejsca na pudle.

Dalej już było ze mną coraz gorzej:
-na końcu pierwszej pętli pojawił się ból pleców i przez całe 35 km męczyłem się z nim. Z początku nie był taki zły, ale już od połowy drugiej pętli musiałem tracić dużo sił, żeby co chwile jechać na stojąco aby wyprostować się. Jeśli tego nie robiłem to ból całkowicie mnie blokował.
-Chyba na drugim bufecie uratował mnie banan, po nim poczułem lekki zastrzyk energii. Mojego rozpuszczonego batona nie miałem zamiaru jeść, już pierwszym, z którego częściowo zlizałem czekoladę na starcie, nieźle się ubrudziłem. Wodę albo częściowo wypijałem, albo cały kubeczek lałem na siebie
-Siodełko dobiłem podobnie jak w Suchym Lesie rok temu, na szczęście pod koniec wyścigu - dodatkowo zwiększało to mój ból pleców przez ok 10 km.
-Nie utrzymywałem tempa jadących przede mną, parę osób skutecznie mnie wyprzedziło - mogę tłumaczyć to plecami, ale raczej problem tkwił w moim przygotowaniu
- końcówkę postanowiłem przejechać na maxa - skończyło się to przebitą dętką na krawężniku i biegiem przez ok 50m
Po przejeździe linii mety byłem totalnie wykończony - jedynie na co starczyło mi sił to położyć się na siodełku. Gdy tak leżałem to nagle przyszła do mnie Basia (koleżanka z gimn) z jej tatą pogratulować mi. Jak się później okazało, przyjechała tutaj po była w okolicy i tak po prostu wygrała w K1, zajmując rewelacyjne 4 miejsce wśród kobiet na mini. Następnie po raz któryś pan Piotr Kurek wypytał mnie o wzrost i wszystkim zaprezentował największego kolarza zawodów. Jeszcze okazało się, że brakuje mi licznika. Musiałem go zgubić gdzieś na końcówce, pamiętałem jak patrzyłem na niego na ok 65 km. Przy krawężniku gdzie poszła mi dętka nie znalazłem go. Przeszedłem się do busa i tam zaproponowałem pójść wykompać się nad jezioro. To był najlepsze co mogłem zrobić. Chwilę później już stałem w wodzie w samych spodenkach. Super uczucie, każdemu to potem polecałem. Gdy po prawie 3 h męczarni w upale można się tak ochłodzić. Długo ta przyjemność nie trwała bo szybko zrobiło mi się zimno i zacząłem wręcz marznąć. Ale chwile się poruszałem, a resztę słońce samo załatwiło.

Podsumowując: DYSTANS MEGA 66 km (na liczniku ok 65)
6 Miejsce w kategorii (Tomczer 3, Tomek 4) / 39 Open
- z formy jestem zadowolony, szczególnie zaraz po starcie. Z przejechanymi kilometrami było już tylko gorzej
- przygotowany byłem o wiele lepiej niż w Dolsku
- jak na poprzedzające wyścig 3 tygodnie ciężkiego trenowania to jestem zadowolony, ale zawsze mogło być lepiej.

Wniosek: albo nowy rower albo od dzisiaj jeżdżę na Mini - z moim międzyczasem na mecie Mini miałbym tam 3 miejsce w kategorii i ok 15 w Open :)

Jeszcze z przystanku na Bukowskiej zrobiłem sobie "rozjazd" w sandałkach do domu
Kategoria Wyścig



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!