Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wojtku4 z miasta Poznań. Mam przejechane 44163.03 kilometrów.
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.

W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!


2015:
button stats bikestats.pl
2014:
button stats bikestats.pl
2013:
button stats bikestats.pl
2012:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl
2010:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wojtku4.bikestats.pl
  • DST 69.58km
  • Czas 03:03
  • VAVG 22.81km/h
  • VMAX 47.67km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Kross Level A2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza góra vol.6

Wtorek, 19 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 0

Tym razem już nie odpoczynkowo - wreszcie mogłem sobie poszaleć.
Dojeżdżając do Malty na kole usiadł mi koleś z kitką, z którym mocnym tempem dojechaliśmy na Polanę Harcerza. Po drodze jeszcze minęliśmy Zozulińskich bez Tomka z jakimś znajomym i dwójkę policjantów na rowerach, obok których przelecieliśmy 35 km/h. Na treningu wreszcie pojawił się Tomek, przyprowadzając swego kumpla Patryka którego poznałem już wcześniej. Zjadłem sobie batona, koszulkę wygrał znajomy klubu który nieźle poturbował się na ostatnim maratonie (parę szwów na kolanie, ładnie schowanymi za opatrunkiem i bandażem). Co ciekawe, sam nie chciał brać udziału w losowaniu bo nie wiedział o co chodzi, ale trener znając jego szczęście zachęcił go. Jak widać przyszło wszystkim poznać jego szczęście.
W trasę ruszyłem za Zozulińskimi, za przejazdem do szybszej jazdy zachęcił nas koleś z kitką. Zebrała się grupka uciekinierów, która przez bardzo mocne tempo się co jakiś czas pomniejszała. Sam miałem problem z utrzymaniem tego strasznego tempa, w szczególności na odcinkach potencjalnie niebezpiecznych i technicznych. Dużą stratę zaliczyłem na przejeździe przez piach - skrót pominąłem, a przez główny piach nawet nie walczyłem. Później musiałem pędzić 35 km/h po single tracku, gdzie zazwyczaj nie jechałem szybciej niż 30 km/h.
Jakoś udało mi się ich dogonić przed podjazdami, ale na pierwszym odcinku pod górkę ktoś w koszulce scotta przez problemy ze sprzętem zatrzymał się przede mną, a mi próbując poderwać rower wypiął się but...
Na górę dojechałem chyba ostatni z tej grupy, tam zjadłem banana i czekaliśmy aż reszta dojedzie. Po przyjechaniu Tomka i znajomego klubu pojechaliśmy na pętle. Na pierwszym zjeździe przez za duże ciśnienie w oponach tak mną poobijało, że cieszyłem się że jakoś utrzymałem kierownicę i zjechałem. Każdą nie równość odczuwałem na całym ciele, aż momentami nie widziałem drogi. Jakby tego było mało to dodatkowo spadł mi łańcuch. Dalej na podjazdach spokojnie podjeżdżałem, tylko ten cholerny pedał (teraz już wiem że to wyrobiony blok) co chwile wypuszczał mi buta. Może dobre i to, bo musiałem podjeżdżać na siedząco, co kiedyś wydawało mi się za niemożliwe. Na górze już reszta dojechała, gdy chętni pojechali dalej na pętle, to ja szybko pospuszczałem sobie powietrza, założyłem rękawiczki i poleciałem za nimi. Szukając podjazdu trochę pobłądziłem i znalazłem się pod killerem, skąd zawrócił mnie prowadzący kilka osób pan Jan. Dojechał do nas trener i pojechaliśmy dalej pętlą pod wieżę. Niestety, ale najwyraźniej nie pisane mi było dzisiaj pofrunąć killerem, co chciałem tak bardzo zrobić.
Droga powrotna była równie szybka, a nawet i szybsza niż dojazd do Dziewiczej. Na czele z Tomczerem i tym znajomym co chwilę mi uciekali, przez co musiałem ich ostro gonić. Na piaszczystym zjeździe miałem dużo szczęścia, jechałem lewą stroną a akurat podjeżdżał pod górę jakiś skuterzysta. Z hampelkami dociśniętymi do kierownicy zjechałem na pobocze, podobnie jak cała grupka którą podprowadzałem do uciekinierów. Szczęśliwie poczekali na nas przy przejeździe kolejowym, bo bym sam nie dał rady ich podgonić. Dalej już jechałem zaraz za nimi, znowu podganiać ich musiałem nad Jeziorem Swarzędzkim, gdzie Tomek zamiast pojechać singielkiem to walił prosto szlakiem i później prowadzący naszą grupę zaczęli go gonić. Już nieco starszy pan przede mną nie wytrzymał ich tempa i mnie nieco przytrzymał, ale gdy już go wyprzedziłem to pędziłem 40 km/h. Dokładnie dogoniłem ich wraz z dogonionym Tomkiem na wyjeździe z lasu i dalej już mi jakoś daleko nie uciekli. Do Malty poprowadził nas poobijany znajomy, singielkiem i zamiast przejechać go do końca to zjechałem nad chyba Młyński staw. Przed samą Maltą Tomek wymyślił sobie pościgać się do mety i po chwili wszyscy pędzili 40 km/h na bardzo niebezpiecznym odcinku do źródełka.
Dłuższą chwilę poczekaliśmy na trenera który przyprowadził Patryka (biedak nad Swarzędzkim złapał panę i prowadził rower) i po chwili wszyscy się rozjechali. Ja podjechałem kawałek z Zozulińskimi, trenerem i znajomym klubu i odbiłem na Sołacz.
Tam mnóstwo ludzi - chyba dopiero co skończył się mecz Kubota na Porsche Open. Zrobiłem sobie w już zapadających ciemnościach rundkę dookoła Rusałki w ramach rozjazdu i około 21:30 byłem w domu.
Kategoria Treningi grupowe



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!