Info
W roku 2015 reprezentuję barwy COLEX RACING TEAM.
W ramach współpracy, w 2014 roku testowałem zestaw uszczelniający TREZADO, o czym wszystkie wpisy można znaleźć tutaj.
Do zobaczenia na trasie!
2015:
2014:
2013:
2012:
2011:
2010:
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2015, Grudzień12 - 0
- 2015, Listopad11 - 0
- 2015, Październik9 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień21 - 0
- 2015, Lipiec26 - 0
- 2015, Czerwiec12 - 0
- 2015, Maj16 - 0
- 2015, Kwiecień24 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty18 - 0
- 2015, Styczeń20 - 0
- 2014, Grudzień8 - 1
- 2014, Listopad9 - 0
- 2014, Październik11 - 0
- 2014, Wrzesień19 - 0
- 2014, Sierpień35 - 0
- 2014, Lipiec27 - 1
- 2014, Czerwiec18 - 0
- 2014, Maj20 - 0
- 2014, Kwiecień21 - 0
- 2014, Marzec24 - 0
- 2014, Luty23 - 0
- 2014, Styczeń8 - 0
- 2013, Grudzień6 - 0
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec9 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj17 - 0
- 2013, Kwiecień17 - 0
- 2013, Marzec5 - 0
- 2013, Styczeń3 - 0
- 2012, Grudzień7 - 0
- 2012, Listopad11 - 0
- 2012, Październik12 - 0
- 2012, Wrzesień22 - 0
- 2012, Sierpień33 - 0
- 2012, Lipiec32 - 0
- 2012, Czerwiec32 - 0
- 2012, Maj45 - 0
- 2012, Kwiecień28 - 0
- 2012, Marzec18 - 0
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad11 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień25 - 0
- 2011, Sierpień27 - 0
- 2011, Lipiec37 - 0
- 2011, Czerwiec29 - 0
- 2011, Maj23 - 0
- 2011, Kwiecień27 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik7 - 0
- 2010, Wrzesień15 - 0
- 2010, Sierpień19 - 0
- 2010, Lipiec28 - 0
- 2010, Czerwiec18 - 0
- 2010, Maj4 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
Treningi grupowe
| Dystans całkowity: | 5575.53 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 246:29 |
| Średnia prędkość: | 22.62 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 64.80 km/h |
| Suma podjazdów: | 358 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 148 (72 %) |
| Suma kalorii: | 23416 kcal |
| Liczba aktywności: | 81 |
| Średnio na aktywność: | 68.83 km i 3h 02m |
| Więcej statystyk | |
- DST 59.19km
- Czas 02:50
- VAVG 20.89km/h
- VMAX 46.76km/h
- Temperatura 20.0°C
- HRmax 191 ( 97%)
- HRavg 139 ( 71%)
- Kalorie 1789kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 31 lipca 2012 · dodano: 31.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 6 - za bardzo nie czuję zmęczenia, mógłbym jeszcze trochę pojeździć. Nawet miałem siły na atakowanie podjazdu na moście dworcowym, gdzie zawsze umierałem.Niestety podczas prób naprawiania manetki urwałem w niej śrubę trzymającą cały mechanizm, przełożyłem Alivio z Krossa i przy okazji gripy. Przy polanie Harcerza okazało sie że mam tylnią przerzutkę do regulacji - po 10 minutach zabawy ze śrubokrętem (pożyczony, swojego oczywiście nie miałem, bo po co jak wszystko działa) udało mi się tak zrobić, że biegi ładnie wskakiwały, ale jak się okazało na Dziewiczej przy większej sile na pierwszej i drugiej zębatce łańcuch przeskakiwał.
Na dziewiczą w ramach treningu ciągnąłem na przodzie, pod wieżę tylko Jarek mnie wyprzedził, ale zrobił to w takim miejscu że go przy okazji przyblokowałem.
Przy wieży dalsza zabawa z przerzutką, jak parę osób pojechało po Piotrku na pętle to zabrałem się z nimi...
Zapomniałem że mam większe ciśnienie w Rebie, do tego dopompowałem oponki i przy pierwszych dziurach cały latałem a okulary zsuwały mi się z kasku. Dlatego musiałem w połowie zjazdu zatrzymać się w krzakach i po ludzku zjeżdżać w założonych okularach, zanim wróciłem na trasę to straciłem z pola widzenia pana Jasia i Jarka za którymi chciałem jechać, a parę innych mnie wyprzedziło. Na podjeździe goniłem Patryka, ostatecznie wyprzedziłem go na killerze, na którym zanim wjechałem na swoją ścieżkę to byłem już przy dropie. Podjazdy pokonywałem na 1 x 3 lub 1 x 4, ze względu na przerzutkę. Druga pętla, killer chyba najszybciej pokonany do tej pory, jeszcze muszę poprawić wjazd z dobrej strony drzewa na dole, podjazdy mocno ale mam wrażenie że dało się jeszcze szybciej jechać. Na górze wszyscy już na mnie czekali, chwila przerwy i w drogę powrotną.
Na czele Jarek, Piotrek, pan Jasiu, wracamy przez Janikowo więc od razu przy wjeździe na szosę ustawiłem się na kole Jarka. Dzisiaj tak dla odmiany dziwnie długo zwlekał z atakiem podjazdu, jeszcze Piotrek mnie blokował z mojej lewej strony żebym nauczył się spokojnie jeździć ;). W końcu nie wytrzymałem, trochę zwolniłem żeby Piotrka objechać i pognałem do przodu. Za mną spokój, nikt mnie nie goni... Do Janikowa jechałem sam, czekałem na resztę grupy, aż tu nagle na zjeździe Jarek jechał ze sporą przewagą nad resztą, a gdy już był blisko mnie to na wypłaszczeniu przeleciało parę rozpędzonych osób do przodu. Szybko złapałem kogoś koło i depnąłem ile sił. Już czułem jak na podjeździe przy zwężeniu mogłem lada chwila wyprzedzić Jonka który, wydaje mi się, że wtedy jechał na czele, gdy tu nagle Jarek swoim zwyczajem przeciskał się gdzieś tam przy krawężniku, kolega na fullu (imię wyleciało mi z głowy) nie widział go i próbując wyprzedzić prawą stroną wjechał prosto w rozpędzonego Jarka. W ułamku sekundy obaj polecieli na pobocze, z tego co wiem to Jarek skończył z obitym mięśniem, paroma szlifami i skrzywioną klamką, a winny tego zamieszania z paroma obtarciami. Szkoda, bo zapowiadał się ciekawy wyścig pod górkę, a dla mnie bardzo udany trening, a tak to potem tempo już spadło.
Od jeziora swarzędzkiego z kilkoma osobami utworzyliśmy grupkę, którą przyszło mi ciągnąć. Na nieszczęście w pewnym momencie zauważyłem stado dzików z przodu, przez co zacząłem hamować (wiedziałem że jadą mi na kole dlatego starałem się nie zrobić tego za ostro, z pewnością koła nie zablokowałem). Ostrzec reszty nie było czasu, zanim bym to zrobił to przy prędkości 35+ km/h zatrzymałbym się na dziku. Za mną wszyscy spanikowali, nie wiedzieli dlaczego ja hamuję i tylko słyszałem pisk klocków, zblokowane koła i jak ktoś padł na ścieżkę. Tym kimś był Krzychu, przy okazji wystraszył całe stadko które momentalnie schowało się gdzieś między drzewa, jemu szczęśliwie nic wielkiego się nie stało. Dalej ja już wolałem nie jechać pierwszy, do samej Malty trzymałem się koła Kuby.
Zanim dogadaliśmy się co do wyjazdu to zrobiło się nam po 21, temperatura spadła i żeby nie zmarznąć tym razem do domu tempo musiało być szybsze niż rozjazdowe.
Zadowolony z treningu, widać efekty podchodzenia do treningu wypoczętym - tętno maksymalne 191, kiedyś ledwo co dawałem radę dojść do 175 :). Pulsometr po uszczelnieniu baterii taśmą izolacyjną działa.
Przydało by się jakieś światło na powrót, nie czułem się zbyt pewnie przejeżdżając obok radiowozu na Roosvelta...
Kategoria Szosa, MTB, Treningi grupowe
- DST 57.50km
- Czas 02:12
- VAVG 26.14km/h
- VMAX 41.13km/h
- Temperatura 27.0°C
- HRmax 176 ( 90%)
- HRavg 122 ( 62%)
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Borówiec E2
Wtorek, 24 lipca 2012 · dodano: 24.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 6 - Po 2 dniach w łóżku...Znowu tylko na Maltę, a wyszło jak zawsze. Jednak niezupełnie, bo nie pojechałem na Dziewiczą, za to z trenerem, Emilem, Krzychem w kierunku Kobylepola i dalej na Garby. Tam nas trener opuścił i we trójkę przejechaliśmy się piękną drogą przez Tulce, Gądki, Koninko do Borówca. Emil planował dojechać do Rogalinka, ale jak dotarliśmy do Kamionek to trochę się zmęczył i stwierdził że lepiej będzie wracać.
W taki oto sposób skręciliśmy na Szczytniki, dalej na Sypniewo i Głuszyną do Starołęki.
Kategoria Szosa, Towarzysko, Treningi grupowe
- DST 50.87km
- Czas 02:10
- VAVG 23.48km/h
- VMAX 44.65km/h
- Temperatura 17.0°C
- HRmax 165 ( 84%)
- HRavg 132 ( 67%)
- Kalorie 1254kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 17 lipca 2012 · dodano: 17.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 5 - głównie przez przemęczenie ostatnimi dniamiMiało być spokojnie, a wyszło jak wyszło. Dzisiaj grupa ciągnęła równo, tak że musiałem walczyć aby utrzymać tętno poniżej 150, a gdy nadchodziła jakaś górka to albo od razu zostawałem na samym końcu, albo pulsometr pokazywał >160. Ze względu na "rozjazd" nie dałem się dzisiaj namówić na pętle, samo wjechanie tam na niskim tętnie było dla mnie wyzwaniem na którym poległem. W drodze powrotnej trochę pokropiło, ale żadnej większej ulewy na szczęście nie było. Nad Maltą dojechał Tomczer z Krzychem na szosie, a za mostem Rocha Szymka, z którym zanim się nagadałem to minęło dobre 30 min. Ostatecznie w domu chwilę po 21:30.
Kategoria MTB, Treningi grupowe
- DST 68.41km
- Czas 03:04
- VAVG 22.31km/h
- VMAX 48.12km/h
- Temperatura 20.0°C
- HRmax 169 ( 86%)
- HRavg 134 ( 68%)
- Kalorie 1939kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczka po WPNie E2
Niedziela, 15 lipca 2012 · dodano: 15.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 6O godz 10 spotkanie przy Macu na Hetmańskiej i w 7 osobowej grupie ruszamy do WPNu.
Przejazd szosą do Puszczykowa, podjazd na Osową - trener patrzył więc mimo pieczenia mięśni trochę się postarałem. Z Pożegowa szlakiem przez Kociołek, słynny podjazd niedaleko Ludwikowa którego podjechanie graniczy z cudem - tym razem tylko trenerowi się to udało, z radości zapomniał na moment do bólu i potem chwilę dochodził do siebie, aż dojechaliśmy przez las i łąki do jeziora w Dymaczewie.
Dalej przez Górkę, Łódź, Trzebaw nad Jarochę, gdzie poćwiczyliśmy technikę na pętli dookoła jeziora. Wycieczka po WPNie skończyła się u trenera na tarasie, gdzie po zjedzeniu wszystkich ciast/ciastek nie było chętnych do jechania pętli XC. Do Poznania wróciliśmy niebieskim szlakiem, w Luboniu złapał nas deszcz.
W domu ok 15.
Kategoria MTB, Treningi grupowe
- DST 62.45km
- Czas 02:47
- VAVG 22.44km/h
- VMAX 47.21km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 178 ( 87%)
- HRavg 138 ( 67%)
- Kalorie 1555kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 10 lipca 2012 · dodano: 11.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 5Wszyscy się obawiali błota którego prawie że nie było, zajechany napęd nie pozwalał mi szaleć. Na Dziewiczej 2 pętle
Kategoria Treningi grupowe
- DST 69.91km
- Czas 03:19
- VAVG 21.08km/h
- VMAX 46.32km/h
- Temperatura 23.0°C
- HRmax 178 ( 87%)
- HRavg 136 ( 66%)
- Kalorie 2204kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 3 lipca 2012 · dodano: 03.07.2012 | Komentarze 0
RPE: 7+ 2 km pod targi po oponkę i papiery roweru
Bez trenera, chłopaki z klubu wygłupiali się jadąc daleko w tyle. Dużo błota, przez które często przejeżdżałem zamiast je ominąć. Prognozowane były burze, więc szybko przejechaliśmy na Dziewiczą przez Janikowo. Nie było za dużo chętnych do prowadzenia i ostatecznie na przodzie jechałem z Piotrkiem. Na dziewiczą pierwszy raz wjechałem na czele, szkoda tylko że nie było nikogo, komu chciało by się ze mną powalczyć. Jak zaproponowałem rundkę, to Piotrek już poleciał ścieżką na dół. Ja zaraz za nim. Za pierwszym razem zjeżdżałem tam asekuracyjnie, i dobrze bo w dolnej części zjazdu stał Piotrek za zawalonym drzewem. Na 29erze nie miałem problemu z przejechaniem przez pieniek, rzuciłem rower w krzaki i wzięliśmy za usuwanie przeszkody ze zjazdu. We dwójkę nie szło nam najlepiej, ale po chwili przyjechał jeszcze jeden kolega nas wspomóc. Trochę nogi podrapałem w jakiś krzakach i po chwili szarpania się z pniakiem, przeszkoda została przesunięta wzdłuż ścieżki. W trójkę pojechaliśmy pod górę na killera, pierwszy, dziewiczy zjazd na tym rowerze bardzo asekuracyjnie, przy okazji dobiłem Rebę spadając na przednie koło z uskoku w dolnej części killera. Jako że Piotrek gdzieś mi zniknął to teraz zaczęła się moja pogoń za nim, która odniosła sukces przed głównymi dwoma podjazdami. Na dziewiczej drugi raz zaproponowałem przejechanie pętli i w odzewie dostałem błogosławieństwo od Piotrka. Nie czekałem dłużej tylko sam pognałem zjazdem, już teraz nieco szybciej. Na killerze również starałem się mniej hamować. Podjazdy już z młynka, brakowało sił. Gdy dojeżdżałem pod wieżę to krzyknąłem że jadę jeszcze jedną, na 29erze tak dobrze się tutaj bawiłem, że nie chciałem tego przerywać. Niestety wszyscy już tam czekali na mnie 10 min i kolejna pętla nie wchodziła w grę. Żeby się wymęczyć to pojechałem zjazdem, tym razem już hamując tylko na dole, i z początku podjazd z 2-3, jednak szybko czułem zakwaszanie się mięśni i zrzuciłem na młynek. Na górze czekał już na mnie Piotrek, gdy dojechaliśmy do reszty i chwilę odpocząłem postanowiliśmy wracać do Poznania. Gdy wjechaliśmy do lasu, to pod górkę wygłupiając się jechali chłopacy z klubu, z Tomczerem na czele. Licząc że chociaż Michał Przybylak będzie chętny do jechania rundek, podłączyłem się do nich, a za mną jeszcze jeden kolega. Niestety, dużo się przeliczyliśmy i ostatecznie pojechaliśmy rundkę we dwójkę. Kolega był przemęczony ostatnimi dniami treningu i ścigania się nie było, ale każdy podjazd starałem się pokonać z całych sił. Po rundce bez odpoczywania pojechaliśmy w drogę powrotną, a na wyjeździe z lasu znowu spotkaliśmy chłopaków. Również im się nudziło i musieli trochę powariować więc szybko ich pozostawiłem i pojechałem sam, a po chwili znowu dołączył do mnie kolega. We dwójkę wróciliśmy przez Janikowo, a do samej Malty singielkiem. Chwila odpoczynku, dokręcanie dookoła Malty, na Baraniaka mały wyścig z jakimś rowerzystą i nawet dosyć zmęczony o 21:30 w domu.
Kategoria Treningi grupowe
- DST 67.32km
- Czas 02:56
- VAVG 22.95km/h
- VMAX 46.22km/h
- Temperatura 22.0°C
- HRmax 173 ( 84%)
- HRavg 135 ( 66%)
- Kalorie 2088kcal
- Sprzęt Instynkt
- Aktywność Jazda na rowerze
Puszczykowo
Wtorek, 19 czerwca 2012 · dodano: 19.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 8Tym razem parę osób zbuntowało się przeciwko Dziewiczej i pojechaliśmy do Puszczykowa na pętelki XC. Na początku bardzo mocne tempo nadał Emil z Tomczerem, przez co oderwali parę osób łącznie ze mną i utworzyły się 2 grupki. Ja z Tomkiem J nadawaliśmy tempo grupie pościgowej. Do momentu dogonienia ledwo co dawałem radę nawet za Tomkiem, jednak nie będąc w formie przy dużych oporach powietrza nie jest zbyt przyjemnie. Gdy już jechaliśmy całą grupą to tempo nieco spadło i mogłem sobie odpocząć w grupce. Jadąc główną drogą z Łęczycy na Mosinę przed światłami odbiliśmy żółtym szlakiem w las. Tam kawałek duktem leśnym i dojechaliśmy do Puszczykowskich pętelek. Na pierwszy rzut oka zapowiadało się ciekawie; po prawej stronie nawet stromy (jak się później okazało) zjazd, a ścieżką w lewo podjazd. Ja na moim rowerze aż rwałem się do jazdy, nie mogłem się doczekać poznania nowych ścieżek. Od razu ruszyłem za prowadzącym Mateuszem, ale niestety na pierwszym podjeździe zaklinowałem mi się łańcuch i musiałem przepuścić wszystkich. Po tym krótkim podjeździe nastąpił stromy zjazd i podjazd który pokonywało się z rozpędu. Dalej zjazd, skręt w prawo pełen liści i wąwozem po korzeniach lekko pod górkę. Tutaj chyba najbardziej przydał się 29er. Korzenie nie robiły na nim żadnego wrażenia. Po wyjeździe z wąwozu odcinek płaski, a następnie skręt w prawo i ... z górki na pazurki! Szybka seria zakrętów, odcinek pod górkę, kolejny zakręt i na koniec najostrzejszy podjazd i najostrzejszy zjazd prosto w drzewo. Bez chwili przerwy od razu pojechaliśmy drugą pętelkę. Jadąc na młynku coś mi stukało, jakby ocierało o oponę. Do teraz nie wiem co to mogło być, będę musiał przyjrzeć się temu po wyczyszczeniu napędu. Jadąc gdzieś na końcu jednemu przede mną wpadła gałąź między szprychy w wąwozie i zablokował całą ścieżkę. Pomogłem mu ją wyjąć i we dwójkę goniliśmy czołówkę. Gdy do nich dojeżdżaliśmy przeleciał obok mnie Tomczer, który złapał już przed pętelkami złapał laczka i musiał łatać dętkę. Na chyba ostatnim podjeździe znowu mi się zaklinował łańcuch i wszyscy mi uciekli. Gdy przejeżdżałem przy miejscu startu/mety to stał tam chyba trener z kimś jeszcze. Trzecie pętla już bez problemów, przejechana w całości samotnie, a na ostatnim bardzo zdziwiłem się że już wszyscy na mnie czekają. Ja chciałem jeszcze!
Było jeszcze dosyć wcześnie, więc Mateuszowi udało się namówić Trenera na objechanie Jarochy. Zaraz po ruszeniu z pętelek żółtym szlakiem jednemu z kolarzy na nowiutkim Mbiku Renegade 29er wbiła się spora gałąź w tylnią przerzutkę. Od razu podleciał Tomczer to zobaczyć i szybko uwiecznił to na zdjęciu. Gałąź udało się wyjąć, ale nie obyło się bez interwencji Trenera z prostowaniem haku. Operacja ukończyła się pomyślnie i jechaliśmy dalej.
Nad Jarochą już byłem rok temu z Jackiem i Kondziem, ale nie spodziewałem się takiej ścieżki którą pojechaliśmy. Zaczęło się niewinnie, single track, parę korzeni, ostre zakręty które nie są moją specjalnością. Po chwili do tego doszła przeprawa przez leżące kłody i schylanie się lub nawet schodzenie z roweru żeby mi gałęzie głowy nie urwały. Parę błędów technicznych na zakrętach i jadąc bardzo asekuracyjnie zostawałem z tyłu. Na szczęście każda ścieżka się kiedyś kończy i moje męczarnie nie trwały długo. Po objechaniu jeziora pojechaliśmy w drogę powrotną szybkimi duktami leśnymi, gdzie Tomek z Emilem rwali z przodu a ja z Tomkiem J ich goniliśmy. Wyjechaliśmy zaraz przy skrzyżowaniu na wjeździe do Puszczykowa, gdzie po chwili dojechała reszta i ruszyliśmy w stronę Nadwarciańskiego szlaku. Czułem już zmęczenie w nogach, ale starałem się nie tracić dystansu do prowadzącego Tomczera. W pewnym momencie mi trochę odjechali i dalej już nie szarżowałem tylko pojechałem swoim tempem. Prawie do końca przejechałem z Jonaszem, w paru miejscach z małym dylematem czy się nie zgubiliśmy. Tuzin poprowadził nas do Lubonia przez sobie znane piaszczyste ścieżki, na których 29ery szły jak burze a na 26 calach parę osób miało mniejsze lub większe problemy (jak np Mateusz - nie wiem co się stało ale widziałem jak leżał w rowie). Od Lubonia zaczęli się ludzie rozjeżdżać, a ja pojechałem większą grupką przez Drogi Dembińskie. Jak tam sobie jechałem za trenerem to trochę wolno mi było i wyrwałem pierwszy raz dzisiaj na prowadzenie. Tomek próbował mnie zniechęcić ale przełamałem ból nóg i utrzymałem się do świateł, gdzie samotnie skręciłem w Królowej Jadwigi prosto do domu. Jeszcze na moście Dworcowym panowie policjanci zażartowali sobie że lampki to mi ukradli, i byłem w domu ok 21:30. Ostatni trening na którym tak długo było jasno, teraz już będzie coraz wcześniej się ciemno robiło
Kategoria Treningi grupowe
- DST 58.81km
- Czas 02:27
- VAVG 24.00km/h
- VMAX 49.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 182 ( 89%)
- HRavg 141 ( 69%)
- Kalorie 1689kcal
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 12 czerwca 2012 · dodano: 12.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 8 Kategoria Treningi grupowe
- DST 85.26km
- Czas 03:14
- VAVG 26.37km/h
- VMAX 48.55km/h
- Temperatura 22.0°C
- HRmax 158 ( 77%)
- HRavg 128 ( 62%)
- Kalorie 1876kcal
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
"Rozjazd" Wierzonka E2
Niedziela, 10 czerwca 2012 · dodano: 10.06.2012 | Komentarze 0
RPE: 7Trening klubowy, szczerze mówiąc spodziewałem się innego rozjazdu, bo tu zrobił nam się trening na wytrzymałość. 5 lub więcej Wierzonkowych pętli w peletonie.
Kategoria Treningi grupowe
- DST 59.14km
- Czas 02:25
- VAVG 24.47km/h
- VMAX 51.17km/h
- Temperatura 21.0°C
- HRmax 179 ( 87%)
- HRavg 148 ( 72%)
- Kalorie 1704kcal
- Sprzęt Kross Level A2
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza
Wtorek, 29 maja 2012 · dodano: 29.05.2012 | Komentarze 0
RPE: 6 - troszkę bardziej zmęczony niż wczoraj, ale chciało się więcejNa Polanę Harcerza w 20 min, od Garbar z Piotrkiem a na Śródce złapaliśmy jeszcze Tomczera. Nad Dziewiczą tempo dosyć mocne, powyżej 30 km/h, głównie nadawane przez Tomka i Piotrka. Ja pociągnąłem grupkę nad Jeziorem Swarzędzkim, ale kiedy tętno zbliżało mi się do 160 to trochę zwolniłem i wyprzedził mnie Tomek.
W taki sposób dojechaliśmy na Dziewiczą w rekordowym czasie, pierwsze podjazdy mocno na przełożeniu 2x2 w najostrzejszym momencie. Chwila odpoczynku i wraz z Emilem i Piotrkiem zjazd trzepakiem, na którym tym razem docisnąłem mocniej kierownicę do podłoża i byłem w stanie ponować nad rowerem. Podjazd pod Killera dosyć mocnym tempem, tam już cała grupa na nas czekała. Na zjeździe pojechałem za kimś prawą stroną i na dociśniętych hamulcach jakoś sobie poradziłem, bez większej walki o przeżycie. Na dole źle wjechałem i w piachu już nie walczyłem tak jak Krzychu, tylko sprawnie sobie ustawiłem rower na odpowiedni tor jazdy i pognałem za czołówką. Do naszej grupki dołączył trener i pan na 29erze Corrateca. Pierwsza pętla planowo była wolniejszym tempem, co zauważyłem przez sam fakt że trzymałem się na kole Tomka. W zakrętach starałem się uczyć od jadących z przodu i dużo do nich nie traciłem. Na ostatnim podjeździe mi trochę uciekli, ale co tam straciłem to odrobiłem na nawrotce przed podjazdem pod killera. Drugi raz zjazd pokonałem lewą stroną za Piotrkiem, gdzie jest piękna ścieżką na której nie muszę się martwić o własne życie, tylko mogę skupić się na prędkości. Jako że jechałem tam pierwszy raz to nie gnałem tylko zjechałem bardzo asekuracyjnie, ale następnym razem będę popuszczał klamki. Piotrek też nie szalał przez co grupka uciekła mi. Nie chciałem za wszelką cenę gonić ich i w ten sposób drugą rundkę przejechałem sam, nieco wolniejszym tempem niż pierwszą. Po ostatnich podjazdach gdzie męczyłem się na młynku byłem na tyle wykończony, że nie jechałem planowanej 3ciej pętli tylko grzecznie dołączyłem do reszty pod wieżą. Chwila pogaduchy i powrót już nieco wolniejszym tempem, tak że nawet ja czasami na średnim tętnie prowadziłem z wiatrem w plecy. Przed Maltą za spokojnie mi się jechało i odbiłem na singielka w las. Trochę pobłądziłem, już byłem pewny że gdzieś źle pojechałem ale jakimś dziwnym trafem wyjechałem tam gdzie zawsze i jako ostatni dojechałem do źródełka. Tam kolejna chwila pogaduchy, wszyscy szybko dzisiaj pouciekali i zostaliśmy z trenerem, Tomkiem i Jonkiem. Trener uciekł do samochody a my w trójkę pojechaliśmy Estkowskiego, gdzie za mostem uciekłem na szosę jednocześnie zostawiając ich. W domu o 21. Bardzo jestem zadowolony z treningu, nigdy z taką łatwością nie jeździłem pętelek na Dziewiczej.
Kategoria Szosa, MTB, Treningi grupowe



